Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 3 Liga
Zespół Smoczej Furiozy mimo bardzo efektownej gry w ofensywie, znacznie gorzej spisuje się pod swoją bramką, przez co w pierwszych trzech kolejkach nie zdobył jeszcze ani jednego punktu. Drużyna Sante niespodziewanie w tym sezonie poniosła już dwie minimalne porażki, ale trzeba uczciwie przyznać, że z wymagającymi rywalami. Początek tego spotkania był bardzo wyrównany, obydwie drużyny pokazały fajny, ofensywny futbol, czego efektem były dwie bramki – po jednej dla każdej ze stron. Kilka minut później na prowadzenie powinni wyjść goście, ale piłka po ich strzale wylądowała na poprzeczce. W kolejnej akcji dopięli już jednak swego, lecz riposta rywali była niemal natychmiastowa i ponownie w protokole meczowym mieliśmy wpisany wynik remisowy. Ostatnie słowo w pierwszej części meczu należało do gości, którzy strzelając bramkę na 3:2 ustalili wynik premierowych 25 minut. Kluczowe dla losów spotkania były z kolei premierowe fragmenty drugiej części, kiedy to aż trzykrotnie drużyna Sante pokonała bramkarza swoich rywali i odskoczyła na cztery bramki. Zawodnicy Smoczej Furiozy starali się jeszcze nawiązać kontakt z rywalem, ale na każde ich trafienie oponenci odpowiadali tym samym. W szeregach gospodarzy dwoił się i troił Aleksander Janiszewski, ale jego wysiłki poszły na marne. Po drugiej stronie boiska koncertowa gra Michała Aleksandrowicza, który zdobył cztery bramki i zaliczył trzy asysty, które ostatecznie dały jego drużynie zwycięstwo 10:5. Po bardzo ciekawym widowisku drużyna Sante zdobywa trzy punkty, natomiast Smocza Furioza pomimo strzelenia pięciu bramek ponownie schodzi z bliska z zerowym dorobkiem punktowym.
Mecz bramkarzy – tak można opisać pierwszą połowę rywalizacji Perły WWA z Młodzieżowcami. Od początku byliśmy świadkami intensywnego spotkania, gdzie lekką przewagę miała jednak Perła. To ona kreowała sobie nieco więcej okazji do strzelenia bramki, z drugiej strony Młodzieżowcy byli bardziej konkretni – w pierwszej fazie meczu to Bartek Czajka musiał się mocniej wysilić, dwukrotnie popisując się świetnym refleksem przy strzałach rywali z bliskiej odległości. Im dalej w mecz, tym więcej zagrożenia pojawiało się pod bramką Wiktora Sławińskiego, ale i on bronił pewnie, przez co długo utrzymywał się bezbramkowy wynik. Minuty mijały, ale pierwszy gol wisiał w powietrzu. Przełamanie nastąpiło dopiero w 22 minucie, Perła przejęła piłkę przed własnym polem karnym i wyszła z perfekcyjną kontrą – wystarczyły trzy podania, by przenieść się pod pole karne Młodzieżowców i Maciej Zambrzycki dał swojemu zespołowi prowadzenie. Z takim rezultatem obie ekipy udały się na przerwę. W drugą część lepiej weszli zawodnicy gospodarzy. Oliwer Tetkowski popisał się świetnym uderzeniem po dłuższym rogu i podwyższył prowadzenie na 2:0. Kolejnych 10 minut zajęło Młodzieżowcom zdobycie bramki kontaktowej i emocje tak naprawdę z każdą minutą narastały. Najpierw Perła zdobyła gola na 3:1, ale nie został on uznany przez sędziego, który dopatrzył się faulu w ataku. Obie ekipy miały dogodne szanse na zdobycie bramki, ale szybciej dopięli swego Młodzieżowcy. Po zneutralizowaniu ataku Perły wyszli z kontrą i po podaniu Marcina Kowalskiego, Grzegorz Maciejewski dał gościom remis. I gdy wydawało się, że obie ekipy podzielą się punktami przypomniał o sobie duet Tetkowski – Zambrzycki, który zapewnił Perle trzy punkty zdobywając gola na 3:2. Obejrzeliśmy naprawdę dobry mecz, obfitujący w sytuacje bramkowe, rozgrywany w dobrym tempie, pełnym walki, gdzie nikt nie odpuszczał, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Świetnie zaprezentowali się bramkarze, to właśnie dzięki nim mamy tak niski wynik. Młodzieżowcy mogą odczuwać niedosyt, ale zabrakło im lepszego wykończenia, czy też lepszego ostatniego podania. W takim meczu, jeśli myśleli o zwycięstwie, muszą wykorzystywać to co sobie wykreowali, bo w naszym odczuciu Perła tych okazji miała jednak więcej.
Husaria III i Zoria Streptiv do bezpośredniej rywalizacji przystępowały z dorobkiem 6 punktów. To pozwalało im egzystować w środku ligowej stawki, natomiast było jasne, że triumfator tej potyczki zrobi wyraźny krok w stronę miejsc 1-3, z kolei przegrany powiększy swoją stratę do strefy medalowej. Mecz zapowiadał się wyrównanie, chociaż trochę nas zdziwiło, że zespół z Ukrainy, mimo iż miał 21 osób na liście, tuż przed spotkaniem dopisał do składu kolejne trzy nazwiska. To nie wróżyło najlepiej i sugerowało, że mogą być tutaj problemy ze zgraniem. Ale początkowo nie było tego widać. Na starcie doświadczyliśmy zresztą festiwalu strzeleckiego z obydwu stron, bo nie minęło 10 minut, a jedni i drudzy mieli na swoim koncie już po dwa trafienia. Potem na prowadzenie wyszli gracze Zorii i od tego momentu trochę czasu upłynęło, zanim obejrzeliśmy kolejną bramkę. Wówczas gola z rzutu wolnego dla Husarii zdobył Tomasz Hubner. To trafienie zamknęło nam wynik pierwszej połowy i po 25 minutach nie byliśmy bliżej odpowiedzi, do kogo powędruje komplet punktów. W drugiej odsłonie ekipa Zorii zaczęła jednak sama robić sobie problemy. Najpierw jeden z zawodników otrzymał żółtą kartkę, co rywale wykorzystali i pierwszy raz byli w tym spotkaniu o bramkę z przodu. Gdy siły się wyrównały, to i rezultat zmienił swoją postać, bo gracze z Ukrainy doprowadzili do remisu. Kulminacyjny moment spotkania nastąpił chwilę później. Nazar Kmit zatrzymał piłkę ręką, a ponieważ ta zmierzała do bramki, to arbiter nie miał wyjścia i musiał wyciągnąć czerwoną kartkę. Wówczas emocje w tym starciu się skończyły. Husaria wykorzystała nie tylko rzut karny, ale i grę w przewadze, budując sobie bezpieczny zapas bramkowy. Zoria, mimo iż grała w osłabieniu, nie odpuszczała. Do przodu przesunięty został Zurabi Saginadze, który robił sporo zamieszania w defensywie oponentów, lecz nie przyniosło to oczekiwanych efektów. Ostatecznie Husaria III wygrała 9:5 i awansowała na trzecie miejsce w tabeli. I chociaż było w tym trochę pomocy przeciwnika, to wydaje nam się, że nawet bez niej, ekipa z Mokotowa wygrałaby to spotkanie, chociaż prawdopodobnie troszkę niższym stosunkiem bramek. Najważniejsze były jednak punkty, bo Zoria to ekipa solidna, która jeszcze niejednej drużynie wyrządzi piłkarskie kuku, dlatego mecz z nimi dobrze już mieć za sobą.
Fuszerka tydzień temu przegrała w meczu na szczycie i minionej niedzieli nastawienie tej drużyny mogło być jedno - interesowały ich tylko trzy punkty. Szmulki Warszawa z kolei od dwóch kolejek nie potrafią pokonać rywali i nie zapowiadało się, że ta passa zostanie przerwana. Gracze Szmulek weszli jednak rewelacyjnie w spotkanie, bo Wiktor Januszewski wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Goście nie cieszyli się zbyt długo, bo praktycznie w pierwszej akcji po wznowieniu gry ze środka boiska dokładnym podaniem popisał się Łukasz Prusik, a niezawodny Adrian Giska doprowadził do wyrównania. Po strzeleniu tej bramki mecz stał się coraz bardziej jednostronny. Ciągłe ataki Fuszerki dawały się we znaki gościom, a cudów w bramce dokonywał Karol Dębowski. W pierwszej połowie gospodarze strzelili jeszcze trzy bramki, zapewniając sobie bezpieczne prowadzenie do przerwy. Drugie 25 minut okazało się być znacznie bardziej wyrównane, Fuszerka dalej miała optyczną przewagę, ale nie potrafiła tego przekuć na zdobycz bramkową, z kolei Szmulki odgryzały się akcjami ofensywnymi, ale brakowało precyzji w końcowej fazie akcji. W końcowych fragmentach meczu Łukasz Prusik zdobył piątą bramkę dla Fuszerki, tym samym ustalając wynik spotkania. Fuszerka po tym meczu zajmuje pozycję wicelidera ustępując tylko Kryształowi Targówek, natomiast ekipa Szmulek musi się wziąć w garść i zacząć zdobywać punkty, bo rywale zaczynają odjeżdżać i może być ciężko o korzystny wynik na koniec sezonu.
Po trzech pełnych seriach spotkań sytuacja w ligowej tabeli wyklarowała się do tego stopnia, że z dużą dozą prawdopodobieństwa mogliśmy ocenić już potencjał poszczególnych ekip. Tym samym minionej niedzieli, w czwartej kolejce stanęły naprzeciwko siebie ekipy, o zgoła odmiennych ambicjach. Gospodarze, czyli FC Kryształ Targówek byli jak dotąd niepokonani, pewnie punktując w każdym ze swoich spotkań. Goście natomiast zdołali zaledwie wygrać tylko raz, w zaciętym pojedynku z Perłą WWA. Niestety z powodu oddanego walkowera, ich zdobycz punktowa została pomniejszona o jedno oczko, przez co z dorobkiem dwóch punktów, znaleźli się oni na przedostatnim miejscu w tabeli. Ku naszemu zdziwieniu to właśnie wyżej wymieniona drużyna pod wodzą Salvadora de Fenixa pierwsza rozpoczęła swoją ofensywę. Dwie bramki dały im chwilę oddechu. Niestety dla nich poskutkowało to również sporym rozluźnieniem w formacji defensywnej. Z tego powodu na przerwę, gracze w niebieskich strojach schodzili podłamani, przegrywając 4:2. W drugiej odsłonie tej rywalizacji coraz bardziej zarysowywała się nam przewaga graczy z Targówka. Reprezentanci Kryształu zdobywali kolejne bramki, które oddalały ich z każdą chwilą na bezpieczny dystans od rywali. Kanonada zakończyła się na stanie 7:4, kiedy to arbiter główny tego spotkania, Damian Szczytniewski użył gwizdka po raz ostatni, oznajmiając koniec tego (w dużej mierze) jednostronnego starcia.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)