reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
14:00
( 2 : 1 )
6 : 6
Raport

Do niesamowicie pasjonującego starcia doszło minionej niedzieli, na obiektach warszawskiego AWF-u. Faworyzowana Husaria III Mokotów podejmowała Szmulki Warszawa. Biorąc pod uwagę pozorną dysproporcję w tabeli, nie spodziewaliśmy się aż tak dużych emocji. Mimo odmiennego położenia w ligowej hierarchii obydwie ekipy dały z siebie tego dnia absolutne maksimum. Pierwsi do głosu doszli goście, których na prowadzenie wyprowadził duet Brajan Alterman - Tomasz Hubner. Mimo tak kapitalnego startu rywalizacji drużyna z Mokotowa nie mogła przez długi okres gry pokonać golkipera rywali, często próbując wejść z piłką do bramki. W odpowiedzi ich rywale zdołali wyprowadzić dwie zabójcze kontry, które spowodowały, że na tablicy wyników było już 2:1. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa meczu. W drugiej odsłonie pojedynku atmosfera stopniowo robiła się coraz gorętsza, czego efektem była gra na bardzo bliskim kontakcie, co relatywnie często kończyło się licznymi przewinieniami. Chwilę po rozpoczęciu, do bramki Szmulek trafił Wiktor Kruczyński. Radość płynąca z wyrównania nie trwała jednak długo, ponieważ Borys Sułek pokonał Macieja Olszewskiego. Następnie Husaria kolejny raz doprowadziła do remisu. Przy wyniku 3:3 powoli zarysowywała się przewaga gości. Efektem tego było objęcie prowadzenia, dzięki bramce Grenia. Mimo tak dogodnej okazji na zgarnięcie kompletu punktów Husaria kolejny raz oddała przeciwnikom inicjatywę, inkasując przy tym kolejne dwie bramki, których autorem był Jakub Kaczmarek. W momencie, gdy spotkanie wchodziło w decydującą fazę, obydwie drużyny wykreśliły ze swoich taktycznych planów skrupulatną defensywę, dzięki czemu przed samym końcem oglądaliśmy dwa rzuty karne. Pierwszy z nich został pewnie wykonany przez Tomasza Hubnera, drugi natomiast przez kapitana rywali. Przy wyniku 6:5, na sekundy przed końcowym gwizdkiem zawodnicy Husarii zdołali jeszcze zdobyć bramkę, wyrywając na finiszu zawodów komplet punktów swoim przeciwnikom, remisując 6:6.

2
15:00

Długo musieliśmy czekać na rozpoczęcie meczu Młodzieżowców z Zorią i tylko dzięki dobrej woli gospodarzy to spotkanie mogło dojść do skutku. A przecież team Tomka Krzyżańskiego po ostatniej serii dobrych wyników mógł się włączyć do walki o medale i to spotkanie było dla nich kluczowe. Spóźnieni goście niemal z marszu musieli wejść na boisko, ale jak się okazało, wcale im to nie przeszkodziło, a wręcz pomogło. Już w pierwszej akcji meczu dośrodkowane w pole karne wykorzystał Zurabi Saginagze, kierując piłkę głową do siatki. Nie minęła minuta i mieliśmy już 0:2 i ponownie na listę strzelców wpisał się snajper Zorii. Zdecydowanie nie takiego początku spodziewali się Młodzieżowcy i być może długie czekanie na przeciwnika skutecznie ich uśpiło. Na szczęście w miarę szybko się obudzili, bo po chwili bramkę kontaktową zdobył Krystian Koniarczyk, a następnie Igor Jagodziński doprowadził do wyrównania. Niby mecz rozpoczął się na nowo, ale jeszcze w pierwszej części Zoria wyszła na dwubramkowe prowadzenie, którego nie oddała do końca tej części gry i obie ekipy schodziły na krótką przerwę przy wyniku 3:5. W drugiej odsłonie Tomasz Krzyżański doprowadził do stanu 4:5 i przez bardzo długi czas taki wynik się utrzymywał. Natomiast ostatnie 7 minut było niezwykle intensywne pod względem boiskowych wydarzeń. Początkowo, gdy Zoria odskoczyła z wynikiem na trzybramkowe prowadzenie (4:7) wydawało się, że jest już po meczu, ale Młodzieżowcy grali do samego końca. Najpierw zmniejszyli stratę do stanu 5:7, ale chwilę później czerwoną kartkę za zagranie ręką poza polem karnym otrzymał Wiktor Sławiński. Grający w osłabieniu gospodarze wyszli jednak ze skuteczną kontrą i mieli już jednobramkowy deficyt. Nie było jednak dla nich happy endu, bo tuż po wznowieniu Zurabi Saginagze ustalił wynik na 6:8. Mecz mógł się podobać, Młodzieżowcy postawili się wyżej notowanemu rywalowi, a gdyby byli bardziej skuteczni pod bramką rywala, być może udałoby się ugrać coś więcej. Ozdobą tej rywalizacji były pojedynki Zurabi Saginagze z Michałem Komorowskim, jednak gdy tylko napastnik Zorii miał nieco więcej wolnego miejsca, bezwzględnie to wykorzystywał, kończąc mecz z dorobkiem 5 bramek i gdyby nie on, to wynik mógłby być zupełnie inny.

3
16:00
( 3 : 2 )
11 : 5
Raport

Po dramatycznej serii porażek oraz wyraźnych brakach kadrowych nastąpiła pewna zmiana. W miejsce Cosmosu United pojawiła się ukraińska ekipa Ternovitsii, która jak dotąd radziła sobie dość przeciętnie. Minimalna porażka z Husarią Mokotów, był też deklasacja przez Kryształ Targówek oraz Zorię Streptiv, ale tym razem przyszło im się zmierzyć z przeciwnikiem o znacznie niższej pozycji w tabeli. W meczu z Fuszerką wszystko było zatem sprawą otwartą. Pierwsze minuty wyraźnie wskazywały na gospodarzy. Szybka gra, dużo ciekawych schematów oraz nietuzinkowych zagrań – tymi słowami należy określić ich grę. Efektem nieszablonowego stylu było otwarcie wyniku, za sprawą trafienia Hrydovyia. Mimo szybkiego prowadzenia rywale zdołali wyrównać. Gracze gospodarzy nie zamierzali jednak na żaden moment odpuszczać swoim przeciwnikom. Takie nastawienie opłaciło się, ponieważ chwilę po straconej bramce, to oni mogli cieszyć się z kolejnych dwóch bramek. Tuż przed przerwą sygnał do odrabiania strat w wykonaniu Fuszerki dał natomiast Maciej Chrzanowski, który dobił uprzednio obroniony strzał swojego kolegi, tym samym ustalając wynik do przerwy na 3:2. Po zmianie stron gra zmieniła się o 180 stopni. Obraz meczu drastycznie stracił na jakości, ponieważ gracze Fuszerki z niewiadomych przyczyn przestali grać to, co idealnie wychodziło im w pierwszej połowie. Naszym zdaniem to właśnie próba podjęcia otwartej gry z przeciwnikiem zaowocowała finalnie wysoką porażką aż 11:5. Co prawda kolejne trzy bramki zdobyte w tej części zawodów osłodziły minimalnie gorycz porażki, ale doskonale wiemy, na co stać tę ekipę.

4
20:00

Bardzo ciekawie zapowiadało się spotkanie pomiędzy Kryształem Targówek a Smoczą Furiozą. Wyżej w tabeli znajdowali się nominalni gospodarze, którzy w tym sezonie jeszcze nie przegrali, jednak zawsze nieobliczalny zespół gości liczył na dużą niespodziankę. Obydwie drużyny zaczęły bardzo spokojnie i pierwszy sygnał do ataku dali faworyci, którzy szybko wyszli na prowadzenie. W kolejnych fragmentach byliśmy świadkami akcji z obydwu stron, jednak w tej części spotkania bardziej skuteczny był zespół Kryształu, który trzy razy pokonał golkipera rywali. Po straconych bramkach z jeszcze większym animuszem ruszyli zawodnicy Smoczej Furiozy, tyle że przyniosło to niestety odwrotny skutek. Goście otwierali się coraz bardziej, przez co ich strata się powiększała. W końcówce pierwszej połowy przy wyniku 6-0, pierwsze trafienie zanotowali goście i na pauzę schodziliśmy przy wyniku 6-1. Druga odsłona to bardzo otwarta gra z obydwu stron. Ekipa Kryształu kontrolowała przebieg rywalizacji, utrzymując bezpieczną przewagę nad rywalami. Gospodarze przyzwyczaili nas, że podczas ich spotkań pada bardzo dużo bramek i nie inaczej było i tym razem. Napastnicy Kryształu ścigali się między sobą w ilości zdobytych trafień. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 15-5 dla FC Kryształ Targówek, który zdobywając komplet punktów niemal zapewnił sobie mistrzostwo 3 ligi. Zespół Smoczej Furiozy nie zdobył w tej kolejce ani jednego punktu, ale mimo to utrzymał miejsce gwarantujące utrzymanie. Do końca zmagań zostały trzy kolejki i z całą pewnością będą to kluczowe mecze w walce o zachowanie trzecioligowgo bytu.

5
20:00

W przedmeczowych zapowiedziach wskazywaliśmy, że będzie to ważne spotkanie, w którym wygrana znacznie przybliży którąś z drużyn do realizacji swoich celów. Gospodarze po serii słabszych wyników mogą już jedynie powalczyć o start w Pucharze Ligi Fanów, natomiast goście muszą pilnować swojego miejsca na podium, szczególnie że Zoria wygrała mecz z Młodzieżowcami i tylko zwycięstwo pozwało im na pozostanie na trzecim miejscu. Sante znów stawiło się na meczu bez zmian, ale za to w składzie pojawił się Michał Aleksandrowicz, od którego wiele zależy w tym sezonie. Tyle słowem wstępu, jak zatem wyglądało samo spotkanie? Zaczęło się wręcz rewelacyjnie dla gości, bo już w 1 minucie Matheus Franco przejął piłkę tuż przed polem karnym i mocnym strzałem wyprowadził Perłę na prowadzenie. Po takim początku wydawało się, że bramki w tym spotkaniu będą padały hurtowo, a tymczasem było wręcz odwrotnie – oba teamy bardzo uważnie grały w obronie, dlatego jednym i drugim trudno było dojść do klarownej sytuacji strzeleckiej. Wynik zmienił się dopiero w 15 minucie. Najpierw za taktyczny faul żółtą kartką został ukarany zawodnik Perły, a chwilę później za dotknięcie piłki ręką w polu karnym sędzia podyktował „jedenastkę” dla Sante, którą na gola zamienił Łukasz Gawroński. Chwilę później ten sam zawodnik ponownie wpisał się na listę strzelców i Sante wyszło na prowadzenie 2:1, choć gospodarze długo nie pocieszyli się z prowadzenia, bo na przerwę obie ekipy schodziły przy wyniku 2:2. Po zmianie stron mecz przebiegał podobnie jak w pierwszej części. Oba zespoły grały czujnie w obronie i trudno było się przebić przez tak szczelne defensywy rywala, przez co zobaczyliśmy już tylko po jednej bramce po obu stronach. Zawodnikom Perły niekiedy brakowało cierpliwości i zbyt szybko chcieli kończyć akcje strzałami, które były oddawane z nieprzygotowanych pozycji, przez co zazwyczaj piłka mijała bramkę w dość znacznej odległości. Sante natomiast miało nieco mniej tych sytuacji, jednak w kluczowym momencie dobrze interweniował Bartek Czajka. Ogólnie mecz był bardzo wyrównany i remis w tym starciu wydaje się jak najbardziej sprawiedliwym rezultatem, który de facto był najgorszym możliwym rozwiązaniem dla obu zespołów. Perła spadła na czwarte miejsce w tabeli, natomiast Sante odrobiło do piątej lokaty zaledwie 1 pkt, a w najbliższej kolejce zmierzy się z Kryształem, więc Puchar Ligi Fanów znacząco się oddalił. 

Reklama