Sezon 2023/2024
Relacje meczowe: 11 Liga
FC Torpedo w meczu z Wombatami mogło przypieczętować swoje miejsce na podium i zapewnić sobie awans do wyższej ligi. Okazja była wręcz wymarzona, bo gospodarze mierzyli się z zespołem zamykającym ligową stawkę. Ostatnie mecze Torpedo to istne rollercostery, w których team Andrii Barana w widowiskowy sposób odwracał losy meczów, jednak w pojedynku z Wombatami spodziewaliśmy pełnej kontroli od pierwszych minut spotkania. Tak się jednak nie stało i gospodarze dość niemrawo weszli w ten mecz. Długo utrzymywał się bezbramkowy remis, po części przez sporą niedokładność w grze Torpedo, jak i zaciekłą obrony ich rywali. Błędy techniczne i niedokładne podania tylko ułatwiały gościom rozbijanie ataków przeciwnika, Torpedo zwyczajnie nie potrafiło nabrać płynności przy konstruowaniu akcji ofensywnych. Womabaty w pierwszej części wyglądały naprawdę solidnie i o dziwo, to właśnie zawodnicy tej drużyny jako pierwsi zdobyli w tym meczu gola. Piotr Marciniak wykorzystał nieporozumienie bramkarza i obrońcy oponenta i otworzył wynik spotkania. Torpedo dążyło do wyrównania i to się udało, ale Wombaty chwilę później znów wyszły na prowadzenie i sensacyjnie prowadziły 1:2. Gospodarze musieli powiedzieć sobie parę słów w przerwie, bo na drugą połowę wyszli odmienieni. Znów sprawy w swoje ręce musiał wziąć Kyrylo Kud, który trzeci mecz z rzędu ciągnie swój zespół i w kluczowych momentach bierze ciężar gry na siebie. To właśnie jego hat-trick na początku drugiej połowy wyprowadził Torpedo na prowadzenie 4:2 i stosunkowo szybko strzelone bramki chyba spuściły nieco powietrza z gości. Gdy wynik jeszcze był na styku i szeregi obronne Wombatów były zwarte, mecz był naprawdę wyrównany. Gdy musieli się otworzyć, okazało się to wodą na młyn dla gospodarzy, którzy dołożyli do końca spotkania jeszcze cztery bramki. Ostatecznie skończyło się 8:2 i Torpedo zapewnili sobie minimum brązowe medale w tej kampanii. Zawodnicy Wombatów, póki mieli siły i utrzymywali w miarę korzystny rezultat prezentowali się naprawdę dobrze, szczególnie w obronie w której grali z dużym poświęceniem, choć to nadal było za mało, by zwyciężyć w takim starciu.
FC Melange od samego początku rozgrywek idzie jak burza! Bartłomiej Podobas i spółka z tygodnia na tydzień prezentują się coraz lepiej na boiskach jedenastej ligi. Tym razem przyszło im się zmierzyć z zespołem, który na obecne rozgrywki zdecydowanie nie może patrzeć „przez różowe okulary”. Joga Bonita to ekipa, która do końca trwania sezonu drżeć będzie o swoje utrzymanie. Teraz mieli okazję zaprezentować się na tle silnego rywala i udowodnić tym samym swoją boiskową wartość. Podkreślenie tego wstępu znaleźliśmy w wykonaniu gospodarzy bardzo szybko. Wszystko za sprawą trafienia Mateusza Bubrzyka po podaniu Doriana Kwiecińskiego. Niestety dla gospodarzy, był to jedynie jeden przebłysk geniuszu, co w zestawieniu z ofensywnym potencjałem ekipy FC Melange sprawiło, że obydwa zespoły kierowały się na przerwę przy wyniku 1:5. W drugiej odsłonie tego starcia gra przebiegała niemalże identycznie. Szybkie i przede wszystkim płynne kontrataki FC Melange, przeplatane były z dalekim rozgrywaniem futbolówki w wykonaniu Jogi Bonito. Niestety dla tych drugich, taka taktyka okazała się zgubna. Efektem tego była bolesna porażka 3:12, która po raz kolejny powoduje, że do następnego tygodnia gracze występujący minionej niedzieli w roli gospodarzy, będą musieli przemyśleć swoje błędy – drżąc tym samym o ligowy byt.
W tym starciu niespodzianki nie było i Złączeni pokazali, że faworyzowanie ich przed tym meczem było jak najbardziej uzasadnione, choć początkowo ekipa z Grodziska musiała się srogo napracować. Przez pierwszy kwadrans gra przenosiła się od bramki do bramki i obu ekipom brakowało precyzyjnego wykończenia, choć goście atakowali zdecydowanie groźniej. Pierwszy gol padł dopiero w 18 minucie – Piotr Gipsiak przejął niedokładne rozegranie i w sytuacji jeden na jeden nie dał szans Przemysławowi Jażdżykowi. Była to skromna zapowiedź spektaklu, jaki lider Złączonych szykował w tym meczu, bo jeszcze przed przerwą dwukrotnie zapisał się w protokole. Najpierw asystował przy golu Mariusza Niedźwiadka, a chwilę później defensorzy Borowików nierozważnie zostawili mu miejsce na oddanie strzału, a piłka odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do siatki. Pierwsza połowa zakończyła się bezpiecznym dla Złączonych wynikiem 0:3, a druga rozpoczęła od kolejnego gola Piotra Gipsiaka. Borowiki na chwilę wróciły do walki, a w 30 minucie okazję z rzutu wolnego wykorzystał Piotr Ułasiuk, ale na tym skończyła się inicjatywa ze strony ofensywy gospodarzy, a za sterami znów zasiadł Piotr Gipsiak, który dwoma szybkimi golami praktycznie zamknął to spotkanie. Przy wyniku 1:6 goście mieli już na tyle komfortową przewagę, aby pozwolić sobie na nieco luzu w grze, ale napastnicy Złączonych bynajmniej nie próżnowali i szczególnie w końcówce wyprowadzili kilka zabójczych ciosów w postaci goli Łukasza Wasiaka i Mariusza Niedźwiadka. W ostatniej akcji meczu "kropkę nad i" postawił Michał Olejnik i Złączeni gładko pokonali Borowiki 1:11.
Centrum i Lipinki mogły w tym spotkaniu upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – zapewnić sobie spokojne utrzymania w lidze i zwiększyć szansę na przepustkę do Pucharu Ligi Fanów. Obie ekipy raczej nie mogły być zadowolone z wyników jakie osiągają w rundzie rewanżowej, dość szybko odpadając z rywalizacji o awans, stając się drużynami środka tabeli. Przed tym spotkaniem to Lipinki zajmowały piątą lokatę z przewagą 1 pkt nad rywalem, co zapowiadało nam dość wyrównane spotkanie. Początek meczu należał jednak do gości, którzy błyskawicznie objęli prowadzenie i to w jaki sposób! Gabriel Buch wybił tak mocno piłkę sprzed własnego pola karnego że… przelobował bramkarza rywali! Nie minęła minuta, a Filip Senski kapitalnym prostopadłym podaniem obsłużył Michała Mazuraka, który podwyższył na 0:2. Co więcej - po 8 minutach Lipinki prowadziły 0:3 i wydawało się, że to będzie prawdziwy nokaut w ich wykonaniu. Wtedy sprawy w swoje ręce wziął Jakub Bembas, którego dwie bramki znów dały kontakt Centrum z rywalem, ale nie na długo, bo pierwsza część skończyła się prowadzeniem Lipinek 2:5. W drugiej połowie gracze Centrum nie mieli nic do stracenia, ale lepsi tego dnia byli po prostu rywale. Gdy Gabriel Buch dołożył do swojego dorobku kolejne dwa trafienia raczej stało się jasne, że goście tego zwycięstwa nie wypuszczą z rąk. Po stronie gospodarzy na wyróżnienie zasługuje wcześniej wspomniany Jakub Bembas, który zakończył spotkanie z hat-trickiem i był największym zagrożeniem pod bramką oponentów, ale to było zdecydowanie za mało, by cokolwiek w tym meczu ugrać. Swoją drogą to już czwarte spotkanie KS Centrum z rzędu, w którym nie są w stanie strzelić więcej niż 3 gole i gdzieś ta ofensywna maszynka się zacięła. Lipinki z kolei zagrały naprawdę dobre spotkanie, w którym mądrze bronili całym zespołem, ale też potrafili groźnie, a przede wszystkim skutecznie, zaatakować. Dzięki temu awansowali na czwarte miejsce w tabeli i wielce prawdopodobne, że zagrają w czerwcowym turnieju.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)