Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 13 Liga
Absolutna dominacja! Wprawdzie spodziewaliśmy się, że po niechlubnej porażce z Nieuchwytnymi w ubiegłym tygodniu Joga Bonito będzie chciała pokazać się z możliwie najlepszej strony, ale na pewno nie przyszłoby nam do głowy, że aż tak wyraźnie zdominuje zajmującą trzecią lokatę Kresowię II.
Wszystko rozpoczęło się od wspaniałej górnej piłki od Łukasza Krysiaka, która pozwoliła Sebastianowi Kluczkowi strzelić gola… klatką piersiową. Na 2:0 podwyższył sprytnym strzałem Hnatio i kompletnie nie zanosiło się, by druga ze stron miała w najbliższym czasie zagrozić bramce oponentów. Niefortunny samobój kapitana Kresowi, Daniela Mikulicha, oraz gol Doriana Kwiecińskiego, który przeciął piłkę wstrzeloną w pole karne przez Mateusza Hnatio, dawały już naprawdę konkretną zaliczkę ekipie Jogi.
Wyczekiwanego gola zdobyły wreszcie rezerwy Kresowi - Władysław Łozowski, po podaniu Olega Tsetsemy, czubkiem buta skierował piłkę do siatki pod nogami Patryka Wąsowskiego. Przed przerwą podwyższyli jeszcze Pietrzykowski oraz Hnatio, dzięki czemu gospodarze mogli podejść do drugiej odsłony w znacznie lepszych nastrojach.
Po zmianie stron żaden przełom nie nastąpił. Błąd w wyprowadzeniu piłki jednego z defensorów Kresowi sprezentował gola Sebastianowi Kluczkowi. Sam mecz obfitował w wiele utarczek słownych, prowokacji i ostrej gry, choć sędzia zdecydował się pokazać tylko jeden żółty kartonik. Na drugiego gola Kresowia musiała czekać aż do rzutu karnego, który pewnie wykorzystał Artem Janczylik. Była to ostatnia bramka gości w tej rywalizacji.
Później na listę strzelców wpisywali się już tylko zawodnicy Jogi Bonito, ustalając wynik na pokaźne 10:2. Mimo tak dotkliwej porażki rezerwy warszawskiej Kresowi utrzymały miejsce na ostatnim stopniu podium, choć jeśli chcą je zachować, muszą mieć się na baczności - różnice punktowe w grupie pościgowej są naprawdę niewielkie. Z kolei gospodarze wypracowali sobie aż dziewięciopunktową zaliczkę nad czwartym miejscem. Jeśli utrzymają obecną formę, medale będą jedynie formalnością.
O godzinie 9:00 na Arenie AWF zmierzyły się ekipy White Foxes i Lisy Bez Polisy. Faworytem w derbowym starciu „lisów” był zespół gości, który plasował się o dwie lokaty wyżej i posiadał znacznie lepszy bilans bramkowy od swoich niedzielnych rywali. Nim pierwszy gwizdek zdążył porządnie wybrzmieć, gospodarze wyszli na prowadzenie za sprawą trafienia swojego asa, Jakuba Sokołowskiego.
Ekipa pomarańczowych prezentowała wysoki poziom i wykorzystała swoje pięć minut. po jednym z oblężeń bramki gospodarzy akcję z zimną krwią wykończył Kamil Jarosz, doprowadzając do wyrównania. Lisy Bez Polisy nie potrafiły jednak utrzymać koncentracji do przerwy, dzięki czemu White Foxes, po dwóch szybkich atakach, schodziło do szatni z dwubramkowym prowadzeniem.
Po zmianie stron gospodarze podtrzymali skuteczność, pewnie zwyciężając nad drużyną Pomarańczowych. Cieszyli się grą, dryblowali, a ich akcje zespołowe często sprawiały rywalom ogromne kłopoty. Ten sukces nie byłby jednak możliwy bez dwóch kluczowych zawodników White Foxes. Na wyróżnienie zasługuje przede wszystkim współpraca między Jakubem Sokołowskim, autorem hat–tricka, a Robertem Wróblewskim, który zanotował aż cztery asysty przy trafieniach kolegów z drużyny.
Rywalizacja w 13. Lidze Fanów jest ogromna. White Foxes po tym spotkaniu wciąż pozostają na siódmym miejscu, ale do podium brakuje im zaledwie dwóch punktów, co świetnie pokazuje, jak zacięta jest sytuacja na tym szczeblu rozgrywkowym.
Spotkanie na dole tabeli rozpoczęło się bardzo spokojnie - wręcz zaskakująco, biorąc pod uwagę problemy, z jakimi obie drużyny mierzą się w ostatnich tygodniach. Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem ostrożności i długiego „badania” przeciwnika. Sytuacji bramkowych było jak na lekarstwo, a jeśli już się pojawiały, obaj bramkarze zachowywali czujność i trzymali swoje zespoły przy życiu.
Delikatną przewagę w tej fazie meczu zbudowały jednak Borowiki, które wyglądały na bardziej poukładaną drużynę. Jedyna bramka przed przerwą padła po dobrej, szybkiej wymianie podań, zakończonej skutecznym strzałem Aleksandra Anishchenkova, który tego dnia miał jeszcze wielokrotnie błyszczeć. Do szatni goście schodzili z wynikiem 0:1, pozostawiając gospodarzom nadzieję na odwrócenie losów spotkania.
Po przerwie te nadzieje runęły w ekspresowym tempie. Borowiki wyszły na drugą połowę jak zupełnie inna drużyna. Agresywniejsze, szybsze, pewniejsze w swoich działaniach. Przejęły pełną kontrolę nad meczem, sukcesywnie odbierając Zarubom jakąkolwiek możliwość konstruowania groźnych akcji. Gospodarze zostali całkowicie zneutralizowani i nie stworzyli praktycznie żadnej okazji, która mogłaby dać im choćby cień szansy na kontakt. Goście natomiast urządzili sobie prawdziwy pokaz skuteczności. W drugiej połowie zdobyli aż 7 bramek, raz po raz wykorzystując błędy i nonszalancję defensywy Zarubów. Jednym z głównych architektów pogromu był ponownie Aleksandr Anishchenkov, który dorzucił kolejne trafienie i asysty, kończąc mecz z dorobkiem 2 goli i kilkoma kluczowymi podaniami.
Ostateczny wynik 0:8 odzwierciedla różnicę jakości i formy obu ekip. Borowiki wywalczyły długo oczekiwane przełamanie, natomiast Zaruby United po raz kolejny muszą przełknąć gorzką pigułkę i zastanowić się, jak zatrzymać coraz groźniej wyglądający kryzys.
Nieuchwytni, podejmujący zespół Cockpit Country, który tracił do nich zaledwie jeden punkt - to zapowiadało się na naprawdę wyrównane starcie i wspaniałe widowisko. Mecz jednak skończył się pewną wygraną gospodarzy, czego kompletnie nie oddaje sam wynik.
Pierwsza połowa należała do Nieuchwytnych. Dłużej utrzymywali się przy piłce i tworzyli znacznie groźniejsze sytuacje bramkowe. I choć to goście otworzyli wynik spotkania po strzale Aleksandra Sitka, później rozjuszeni gospodarze pokazali, że to oni przyjechali po trzy punkty. Dwa gole Tomasza Gaworskiego i jedno trafienie Maksyma Zhukova dały im solidną zaliczkę przed drugą częścią meczu, którą teoretycznie wystarczyło już tylko bezpiecznie bronić.
Ci jednak postanowili dalej atakować i podwyższać prowadzenie. Wspomniany wcześniej Zhukov ponownie przymierzył w bramkę gości, zdobywając kolejne trafienie, a do tego rozdał dwa znakomite podania kolegom z zespołu. W tej części meczu z bardzo dobrej strony pokazał się również Oleksii Kyselov. Wspólnie z Zhukovem i Gaworskim stworzyli bajeczny tercet, niczym dawne MNS czy BBC, które niegdyś dominowały ligę hiszpańską. Trzeba jednak oddać gościom, że mimo iż rywal był wyraźnie lepszy, nie złożyli broni i walczyli na tym piłkarskim polu bitwy do ostatniej kropli potu. W efekcie zdołali zdobyć trzy bramki w drugiej odsłonie, które mogą potraktować na otarcie łez, notując jednak czwartą porażkę z rzędu.
Nieuchwytni natomiast, po kolejnym zwycięstwie, pną się w górę tabeli i być może walka o strefę medalową wciąż jest dla nich jak najbardziej realna. Czas pokaże, czas pokaże.
Mecz lidera ligi z pretendentem do TOP 3 zdecydowanie spełnił oczekiwania. Może nie w pełni, ale z pewnością na bardzo solidnym poziomie. Bojskowy Folklor, podobnie jak Joga Bonito, kapitalnie rozpoczął sezon: tylko jedna porażka w ośmiu kolejkach, a większość spotkań kończył przekonującymi zwycięstwami. Elitarni natomiast przeplatali dobre mecze słabszymi, dlatego przed tym starciem byli uznawani za wyraźnego outsidera. Na boisku jednak udowodnili, że potrafią rywalizować i grać dobry futbol nawet przeciwko tak silnemu zespołowi jak Boiskowy Folklor.
Początek spotkania był wyrównany, czyli dużo walki, niewiele czystych sytuacji. Jako pierwsi na prowadzenie wyszli zawodnicy Folkloru po niefortunnej interwencji i samobóju Wojciecha Sekulaka. Ten jednak szybko się zrehabilitował: po świetnym strzale głową po rzucie rożnym doprowadził do wyrównania. Radość Elitarnych nie trwała jednak długo. Na boisku pojawił się spóźniony na mecz Franek Ciastko, któremu wystarczyło zaledwie kilkadziesiąt sekund i dwa kontakty z piłką, by strzelić gola na 2:1. Franek został prawdziwym bohaterem tego spotkania - zdobył dwie bramki, zaliczył asystę, zgarnął tytuł Superstar oraz miejsce w TOP6 zawodników kolejki.
W dalszej części meczu przewagę miał przede wszystkim Folklor, choć Elitarni naprawdę stawiali opór. Przez długi czas wynik utrzymywał się na poziomie 3:1, jednak w końcówce Elitarni zaryzykowali, odsłonili się, a Folklor bezlitośnie wykorzystywał kontry. Co ciekawe, w tym spotkaniu ani razu nie trafił lider klasyfikacji strzelców Ariel Kucharski, za to dubletem popisali się Kacper Miriuk oraz Bartłomiej Trębacz.
Ostatecznie Boiskowy Folklor umocnił swoją pozycję i wszystko wskazuje na to, że czeka nas bezpośrednia walka z Joga Bonito o pierwsze miejsce. Elitarni pozostają na czwartej lokacie, a teraz przed nimi decydujący mecz o TOP 3 w ostatniej kolejce. Z pewnością będą chcieli zakończyć rundę w dobrym nastroju i utrzymać się w grze o brąz.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)