Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 2 Liga
W 5 kolejce Ligi Letniej FC Niko UA podejmowali Team Ivulin. Mecz odbył się o 18:00 na sektorze A. Gospodarze od niemalże pierwszych minut mieli pełną kontrolę nad boiskowymi wydarzeniami. Regularnie tworzyli dogodne sytuacje do strzelenia bramek, dużo lepiej się ustawiali i rozgrywali piłkę. W oczy rzucała się też kapitalna dyspozycja Zakhariego Mora, który dobrze wchodził w drybling i był skuteczny. Wynik do przerwy to 3:0, mimo kilku prób drużyny gości nie udało im się ostatecznie strzelić żadnej bramki. W drugiej połowie przegrywający zaczęli grać lepiej i mieli kilka klarownych sytuacji, lecz niestety dla siebie - nic nie wykorzystali. Gospodarze strzelili skromnie jedną bramkę, aczkolwiek ona nie pokazuje ich przewagi, bo byli znacznie lepsi od przeciwników. Mecz zakończył się finalnie wynikiem 4:0.
Niedzielnego popołudnia mogliśmy być świadkami spotkania dwóch drużyn ze skrajnych części tabeli, a mowa tu o FC Vikersonn, czyli liderze, oraz o Fortunie, która aktualnie zajmuje ostatnią pozycję na drugim poziomie rozgrywkowym. Dla niektórych wynik był już rozstrzygnięty przed pierwszym gwizdkiem, zakładając łatwe 3 punkty dla gospodarzy. Nic bardziej mylnego. Fortuna nie zamierzała składać broni, co pokazał znakomity początek w ich wykonaniu, bowiem rozpoczęli od dwubramkowego prowadzenia. Na listę strzelców wpisali się Misha Dolidze oraz Sergiy Kozak. Ten stan rzeczy podziałał na graczy z Ukrainy niczym "płachta na byka", którzy odpowiedzieli również dwoma bramkami, tym samym doprowadzając do remisu i ustanawiając ostateczny wynik pierwszej połowy na 2:2. W drugą część lepiej wszedł faworyt. Po trafieniu Slawika Tuymkiwa Vikersonn miał gola przewagi, lecz błyskawicznie odpowiedział Misha Dolidze, notując dublet w tym starciu. Przez większość czasu drugiej połowy widzieliśmy niezwykle równy mecz, lecz momentem przełomowym była końcówka spotkania, w której faworyci wręcz zdemolowali rywali, strzelając aż 4 gole, nie tracąc żadnego i gwarantując sobie kolejne 3 punkty. Mimo wszystko brawa dla Fortuny, bo nie był to "mecz do jednej bramki", jak wielu osobom mogło się wydawać.
Elektrowoźniak był dość zdecydowanym faworytem meczu z FC Shadows. Ta ekipa wyraźnie się rozkręciła, coraz lepiej czuje się na naszych boiskach i widać odzwierciedlenie tego w wynikach. Z kolei „Cienie” są w odwrocie i po dwóch wygranych na starcie, zaczęła się dla nich seria porażek. No i w niedzielę ta czarna passa nie została przerwana. Ale nie mogło być inaczej, bo to spotkanie od początku toczyło się pod dyktando Elektrowoźniaka. Gospodarze rozpoczęli od dwóch trafień, gdzie obrońcy rywali nie potrafili dobrze zaasekurować własnego bramkarza. Dima Olejnik odbijał piłki przed siebie, dopadali do nich przeciwnicy i pakowali do siatki. Królował w tym przede wszystkim Dyma Balych, który zdobywał bramkę za bramką i to w głównej mierze dzięki niemu, faworyci wyrobili sobie do przerwy bardzo bezpieczne prowadzenie 5:0. FC Shadows nie odpuszczali, ale nawet jeśli sobie coś wykreowali, to świetnie bronił Denys Hudymiak. W drugiej połowie Elektrowoźniak trochę spuścił z tonu, ale i tak powiększał przewagę. Było już nawet 7:0 i właśnie przy takim stanie graczom Andrzeja Rykalova udało się zdobyć honorowe – jak się później okazało – trafienie, a jego autorem był Bakyt Nurmatov. Ostatnie słowo należało jednak do „Elektrycznych” i mecz zakończył się wynikiem 8:1. Było to starcie bez większej historii. Triumfatorzy byli zdecydowanie lepsi, prezentowali fajną, zespołową grę, aczkolwiek absolutnym bohaterem był wspomniany Dyma Balych, autor sześciu goli i jednej asysty. Shadows nie wolno odmówić ambicji, lecz na tak mocnego przeciwnika, to było zdecydowanie za mało.
Jak zremisować wygrany mecz? Wiedzą to zawodnicy Inferno Team, którzy w sobie tylko znany sposób wypuścili dwa punkty w rywalizacji z Warszawską Ferajną. Zacznijmy jednak od początku. Inferno musiało sobie radzić bez nominalnego bramkarza, lecz siła ofensywna tej ekipy jest tak duża, że początkowo Ferajna nie miała nawet okazji sprawdzić, jak między słupkami spisuje się awaryjny golkiper Maciek Goldsztajn. Faworyci wyszli aż na trzybramkowe prowadzenie i wydawało się, że wystarczy to kontrolować. I to się udawało, bo chociaż rywale wyraźnie odżyli w końcówce pierwszej połowy, głównie za sprawą Adriana Dembińskiego, to i tak wynik po 25 minutach był korzystny dla nominalnych gospodarzy i wynosił 4:2. Ferajna jednak nie odpuszczała. W drugiej odsłonie dwukrotnie dochodziła oponentów na odległość jednego gola, tylko co z tego, skoro szybko traciła to, co sobie wcześniej wypracowała. Z tego też powodu wynik 6:4, który widniał na wirtualnej tablicy świetlnej zdawał się oznaczać, że Inferno nie da sobie tutaj zrobić krzywdy. Ale Adrian Dembiński miał inne plany. Najpierw zanotował trafienie kontaktowe na 6:5, a potem podał piłkę do Anassa el Ansariego, a ten uderzył na bramkę oponentów, gdzie fatalny błąd popełnił Maciek Goldsztajn. Do tego momentu bramkarz faworytów spisywał się bez zarzutu, ale w kluczowym momencie zabrakło mu pewności i przepuścił łatwą piłkę. I chociaż do końca spotkania było jeszcze kilka chwil, to rezultat już zmianie nie uległ. Dla Ferajny to bardzo cenny wynik, który pozwolił im opuścić przedostatnią lokatę. Dla Inferno Team to z kolei bardzo bolesna strata dwóch cennych oczek, co zresztą miało swoje konsekwencje w tabeli, bo zamiast trzeciego miejsca, chłopaki spadli na piąte. Tym samym marzenia o medalu drastycznie się skurczyły...







)
)
)
)
)
)
)
)