Sezon 2014/2015
Relacje meczowe: 2 Liga
FC Vikersonn po zwycięstwie dwa tygodnie temu na pewno był w lepszych nastrojach niż FC Niko, które mimo strzelenia ośmiu bramek, nie zdobyło nawet punktu. Zniesmaczeni goście od razu ruszyli z kopyta, aby tym razem nie skończyć z niczym. Wynik strzałem zza pola karnego otworzył Zakharii Mor. Do wyrównania doprowadził Valerii Shulha, po odbiorze piłki od bramkarza przeciwników, który postanowił samodzielnie wyprowadzić kontratak. Po tym wydarzeniu cała drużyna Anatolija Ursu nabrała większej pewności w grze i do przerwy widniał wynik 4:1 dla gości. W drugiej połowie, po zmianie bramkarza w szeregach Niko, przez chwilę czuć było oddech rywala na plecach, za sprawą dwóch trafień gospodarzy. To spowodowało, że w obozie Niko nastąpił szybki powrót do ustawienia z pierwszej połowy, co przyniosło efekty w postaci trzech trafień dla ekipy w czerwono-czarnych strojach. Vikersonn próbował gonić wynik, jednak ich ofensywa była tego dnia wyjątkowo nieskuteczna. Przed ostatnim gwizdkiem udało się zmniejszyć różnicę zaledwie o jedno oczko i ostateczny wynik zamknął się w stosunku 7:4 dla ekipy FC Niko UA.
Mecz pomiędzy drużyną Fortuna a Elektrowoźniak okazał się niezwykle jednostronnym widowiskiem, które zakończyło się wysokim zwycięstwem gości. Już od pierwszych minut spotkania było widać, że Elektrowoźniak przyjechał na to spotkanie w doskonałej formie, dominując na boisku i kontrolując przebieg gry. W pierwszej połowie zaskoczył Fortunę dynamiczną grą i skutecznością. Drużyna gości nie pozostawiła złudzeń co do swoich zamiarów, szybko strzelając cztery bramki i praktycznie przesądzając o losach meczu. Gracze Fortuny nie byli w stanie skutecznie odpowiedzieć na przemyślane akcje i szybkie kontry rywali, co skutkowało dużymi stratami do przerwy. Po zmianie stron obraz gry nie uległ większym zmianom. Elektrowoźniak kontynuował swoją dominację, a zawodnicy Fortuny starali się chociażby o honorowe trafienie. Mimo kilku prób, obrona Elektrowoźniaka skutecznie neutralizowała zagrożenia ze strony gospodarzy. Ostatecznie Oleksandr Stepanov zdołał zdobyć jedyną bramkę dla Fortuny, co jednak nie miało większego wpływu na ogólny przebieg spotkania. Faworyt odpowiedział kolejnymi trzema trafieniami, które przypieczętowały ich zwycięstwo. Wyróżniającym się zawodnikiem w drużynie gości był Pavlo Klim, który strzelił dwie bramki i zanotował dwie asysty, co uczyniło go MVP meczu. Świetnie spisali się także Rostyslav Marynets z dwoma bramkami i jedną asystą, oraz Artem Zhuk i Pavlo Bobko, którzy również dołożyli swoje trafienia. Końcowy wynik 1:7 odzwierciedlał pełną dominację Elektrowoźniaka. Drużyna Fortuny, mimo starań, nie była w stanie nawiązać równorzędnej walki i musiała zasłużenie uznać wyższość rywali.
Pojedynek Shadows z Inferno zapowiadał się ciekawie, zwłaszcza że oba zespoły zanotowały wygraną w 1. kolejce. Spotkanie to miało dwa oblicza i ktoś, kto obserwował to starcie z boku mógł pomyśleć, że w pierwszej i drugiej połowa ogląda dwa różne mecze. Pierwsza odsłona to pełna dominacja ekipy Andrzeja Rykalova. Już w pierwszej minucie wynik otworzył Vadym Bezukh, genialnie znaleziony podaniem Maksyma Hluschenki. Kolejne bramki dla Shadows strzelali Targomin i Hluschenko. Pierwszy impuls do walki zawodnikom Inferno dał Maciek Saba i zrobiło się 3:1. Niestety na niewiele się to zdało, bo w pierwszej połowie nic nie szło po myśli Inferno. Jedno zagranie do własnego bramkarza omal nie zakończyło się samobójem, bo wylądowało na poprzeczce. Na przerwę zespoły schodziły z wynikiem 5:1, a po golu dołożyli Bezukh i Targomin. Druga połowa to kompletnie odmienione Inferno i lekko zagubione Shadows, które do końca drży o 3 punkty, a to za sprawą fenomenalnej postawy Staśka Tymińskiego i Macieja Saby, którzy dwoili się i troili, aby nie spisać tego meczu na straty. Najpierw nadzieję dał ten pierwszy. Szybko jednak odpowiedział MVP tego spotkania i całej 2. Ligi. Mimo wszystko zawodnicy w białych koszulkach walczyli do końca, czego efektem były kolejne dwa gole Saby, a bramkę konkaktową zdobył Tymiński. Na więcej zabrakło już czasu i ostatecznie, mimo drobnych kłopotów, po dwóch kolejkach to Shadows są jedyną niepokonaną ekipą w 2. lidze i zasiadają na fotelu lidera.
W 2.lidze o godzinie 21:00 byliśmy świadkami wyrównanego i trzymającego do końca w napięciu spotkania pomiędzy Team Ivulin a Warszawską Ferajną. Twardy i zacięty początek tego starcia zwiastował, że pod względem bramek raczej obfity mecz to nie będzie. Duża w tym zasługa bramkarzy, a zwłaszcza Leonida Isayenii, który kilkukrotnie fenomenalnie ratował swój zespół z opresji. Długo trzeba było czekać na pierwszą bramkę. Niemoc strzelecką przełamał Maksim Khikhol, który instynktownie, pod ręką bramkarza umieścił piłkę w siatce. Ferajna tuż po wznowieniu odpowiedziała za sprawą El Ansariego, którego świetnym podaniem znalazł Kacper Urban. Do przerwy wynik się utrzymał. W drugiej połowie przez dłuższy czas trwał strzelecki impas. Pierwszą dogodną sytuację miał Maciej Kuryłek z Ferajny, jednak jego genialny rajd zakończył się jedynie na strzale w słupek. 12 minut przed końcem na prowadzenie wysunęli się goście za sprawą Davida Pergla, obsłużonego podaniem Khikhola. Krótko potem wynik podwyższył Mikhail Basovich, a gwóźdź do trumny wbił Artsiom Charkas. Gospodarze ani myśleli się poddawać. Nadzieję w ich serca wlał Kacper Domański, który zdobył również bramkę kontaktową z rzutu karnego. Po tym kopnięciu sędzia jednak zakończył spotkanie i pozostaje tylko gdybać, co mogło by się wydarzyć, gdyby ta potyczka jeszcze trochę potrwała.







)
)
)
)
)
)
)
)