Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 13 Liga
W niedzielne popołudnie na Arenie Grenady kibice byli świadkami prawdziwego piłkarskiego spektaklu. W meczu 17. kolejki 13. Ligi Fanów CWKS Ferajna Warszawa podejmował Szereg Homogenizowany w niezwykle istotnym starciu dla układu tabeli. Gospodarze, walczący o awans do wyższej klasy rozgrywkowej, nie mogli pozwolić sobie na stratę punktów – i choć nie obyło się bez trudnych momentów, ostatecznie wyszli z tego pojedynku zwycięsko, triumfując 10:8.
Spotkanie od pierwszego gwizdka było bardzo wyrównane i dynamiczne – obie drużyny postawiły na otwartą grę, co przełożyło się na istną wymianę ciosów. Wynik otworzył Dominik Turos, który szybko dał prowadzenie Ferajnie. Radość gospodarzy nie trwała jednak długo – Szereg Homogenizowany odpowiedział trzema bramkami z rzędu. Najpierw wyrównał Andrzej Sacewicz, potem Aleksander Ryszawa wyprowadził gości na prowadzenie, a chwilę później wynik na 1:3 podwyższył Bogdan Bańkowski. Przez kolejne minuty pierwszej połowy CWKS miał problem z odzyskaniem rytmu, ale na pięć minut przed przerwą znów oglądaliśmy prawdziwy festiwal bramek, co doprowadziło do wyniku 3:5 dla Szeregu po pierwszej części.
Po zmianie stron obraz gry uległ diametralnej zmianie. Zawodnicy Ferajny wyszli na drugą połowę z nową energią i determinacją. Kluczowym momentem było wyrównanie autorstwa Kacpra Waza – od tego momentu gospodarze całkowicie przejęli inicjatywę. W drugiej połowie zdobyli aż siedem bramek, wychodząc na prowadzenie 10:6. Wydawało się, że losy meczu są już przesądzone, choć Szereg w końcówce jeszcze próbował odwrócić bieg wydarzeń, trafiając dwukrotnie.
Mimo nerwowej końcówki Ferajna zdołała dowieźć cenne zwycięstwo do ostatniego gwizdka. Na szczególne wyróżnienie zasługuje bramkarz CWKS-u, który w kluczowych momentach ratował zespół, popisując się kapitalnymi interwencjami.
Dzięki tej wygranej CWKS Ferajna Warszawa wciąż pozostaje w grze o awans – do strefy medalowej brakuje zaledwie punktu. Wszystko rozstrzygnie się w finale sezonu.
Mecz 17. kolejki 13. Ligi Fanów nie pozostawił złudzeń co do ambicji Gentleman Warsaw Team. Na Arenie Grenady podejmowali zamykającą tabelę drużynę Niedzielnych, która już wcześniej straciła matematyczne szanse na utrzymanie. Dla Gentlemanów było to jednak spotkanie o dużą stawkę – bronili trzeciego miejsca premiowanego awansem, mając zaledwie punkt przewagi nad czwartą ekipą.
Od pierwszych minut widać było pełne skupienie i determinację gospodarzy. Już do przerwy prowadzili 7:1, a kluczową postacią tej części gry był Piotr Loze, który aż czterokrotnie wpisał się na listę strzelców. Jedyny gol dla Niedzielnych przed przerwą padł po niefortunnej interwencji Pawła Margula, który pechowo skierował piłkę do własnej bramki.
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił – Gentleman Warsaw Team nadal dominowali, dokładając jeszcze dziesięć trafień. Show skradł Sebastian Bartosik, zdobywca aż sześciu bramek. Swoje pięć minut miał też Paweł Domański – długo czekał na premierowe trafienie, ale ostatecznie zakończył mecz z czterema golami na koncie. Mimo rozstrzygniętego już wyniku, Niedzielni w końcówce zdołali zdobyć jeszcze jedną, honorową bramkę – Jan Wójcik wykorzystał chwilową dekoncentrację gospodarzy i ustalił wynik na 17:2.
Gentlemani dzięki temu zwycięstwu utrzymali trzecią lokatę w tabeli. Ich przewaga nad goniącym rywalem wciąż wynosi zaledwie jeden punkt, więc ostatni mecz sezonu zapowiada się jako kluczowy w kontekście walki o podium i awans.
Faworyt tego meczu był tylko jeden. Klub Sportowy Sandacz potrzebował zwycięstwa, by przypieczętować tytuł mistrzowski 13. ligi, natomiast Pogromcy Poprzeczek – balansujący na granicy spadku – stali przed jednym z najtrudniejszych wyzwań sezonu. I od pierwszego gwizdka było jasne, że czeka ich naprawdę ciężkie popołudnie.
Gospodarze ruszyli do ataku z pełną mocą, zdeterminowani, by jak najszybciej "zamknąć" to spotkanie i rozpocząć świętowanie. Już po dziewięciu minutach prowadzili 4:0, prezentując futbol o kilka klas lepszy. Ich dominacja była bezdyskusyjna – Pogromcy Poprzeczek mieli ogromne problemy z utrzymaniem się przy piłce, a każda strata kończyła się niemal natychmiastowym zagrożeniem pod ich bramką.
Do przerwy było już 10:2, a wynik mógł być jeszcze bardziej okazały, gdyby nie kilka ofiarnych interwencji gości. W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił – Sandacz nadal grał swoje i urządził prawdziwy ofensywny festiwal. Prym wiódł Krzysztof Rostankowski, który swoją dynamiką, techniką i pewnością siebie rozmontowywał linię defensywną przeciwników raz za razem. Pogromcy zdołali odpowiedzieć tylko raz – trafili z rzutu karnego po zagraniu ręką, a skutecznym egzekutorem był Norbert Plak. Na więcej nie było ich stać, mimo momentami heroicznej walki w defensywie.
Ostateczny wynik – 17:3 – mówi sam za siebie. Sandacz nie zostawił żadnych złudzeń i w kapitalnym stylu sięgnął po tytuł mistrza 13. ligi. Pogromcy zasłużyli na uznanie za walkę do końca, ale różnica klas była aż nadto widoczna. Sandacz zgarnia 3 punkty i może rozpocząć świętowanie zasłużonego tytułu!
W niedzielnym meczu zmierzyły się ze sobą ekipy Green Teamu i Wombatów. Niekwestionowanym faworytem byli gospodarze i – jak się okazało – przewidywania większości się sprawdziły. Green Team zwyciężył aż 9:1, a samo spotkanie tylko potwierdziło, że między obiema drużynami jest co najmniej kilka klas różnicy.
Po raz kolejny błyszczał Piotr Waszczuk – aktualny lider klasyfikacji strzelców 13. ligi dorzucił do swojego dorobku aż sześć trafień. Piotrek wielokrotnie pokazywał już, że jest prawdziwym lisem pola karnego, ale równie dobrze radzi sobie w rozegraniu, potrafi przytrzymać piłkę i samodzielnie przechylić szalę zwycięstwa na korzyść swojej drużyny. I tym razem było podobnie – jego sześć goli mówi samo za siebie.
Goście poza jednym, świetnym rajdem i skutecznym wykończeniem w wykonaniu Macieja Stąporka, byli praktycznie bezradni. Nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną i konsekwentną grę Green Teamu, który przez całe spotkanie dominował, utrzymywał się przy piłce i zmuszał przeciwników do biegania za futbolówką.
Ostatecznie Zieloni tym zwycięstwem przypieczętowali 5. miejsce w tabeli, natomiast Wombaty po tej porażce żegnają się z 13. ligą i w przyszłym sezonie zagrają szczebel niżej.
Już przed pierwszym gwizdkiem było wiadomo, że Inferno Team III, wobec triumfu KS Sandacz, nie ma już matematycznych szans na tytuł mistrza 13. ligi i zakończy sezon na drugim miejscu. Z kolei Oldboys Derby III wciąż walczyli o utrzymanie – do pełni szczęścia brakowało im zaledwie jednego punktu. Faworytem na papierze była ekipa Igora Patkowskiego, ale boisko przez długi czas nie potwierdzało tej teorii.
Oldboje od początku zagrali bez kompleksów. W obronie czujnie operowali Przemek Biały i Krzysztof Mikołajczyk, a z przodu aktywni byli Rafał Bujalski i Piotr Grudzień. Pierwszy gol padł dopiero w 8. minucie, a na prowadzenie wyszło Inferno. Radość gości nie trwała jednak długo – Oldboys szybko odpowiedzieli i przez resztę pierwszej połowy dzielnie stawiali opór. Po intensywnej wymianie ciosów, do przerwy na tablicy widniał wynik 2:3 na korzyść gości.
Po zmianie stron gospodarze nadal starali się dotrzymywać kroku młodszym rywalom. Przełomowy moment nastąpił przy stanie 3:4 – wtedy Kacper Pawłowski włączył tryb „solo”. Zawodnik Inferno rozegrał prawdziwy One Man Show, zdobywając aż pięć bramek w drugiej połowie. Jego kapitalna forma i skuteczność pozwoliły gościom ostatecznie rozbić Oldboys Derby III aż 10:3, choć wynik nie oddaje w pełni wyrównanego charakteru pierwszej połowy.
Dla Inferno to zwycięstwo było tylko formalnością – ekipa już wcześniej zapewniła sobie wicemistrzostwo ligi. Natomiast Oldboje, mimo ambitnej postawy, wciąż muszą szukać punktu na wagę utrzymania w ostatniej serii gier, mierząc się z Gentlemanami.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)