Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 13 Liga
W 13. lidze na sektorze B w ten weekend miało miejsce spotkanie Gentleman Warsaw Team - Green Team. Gentlemani zbudowani wysokim zwycięstwem w pierwszej kolejce, chcieli iść po swoje i w drugim meczu przeciwko rywalowi, który nie mógł uznać inauguracji za udaną. Premierowa połowa była niezwykle wyrównana. Wynik 1-0 był dziełem Pawła Domańskiego, który w 13 minucie spotkania po podaniu piłki od bramkarza, praktycznie w pojedynkę przeszedł całe boisko i wykończył akcję mocnym strzałem pod poprzeczkę. Druga połowa przyniosła nam więcej wrażeń. Wyżej wspomniany Paweł Domański pokonał bramkarza rywali jeszcze dwukrotnie, dokładając do tego asystę, co zdecydowanie zasługiwało na umieszczenie go w szóstce tygodnia 13.ligi. Drużyna Zielonych próbowała odpowiedzieć, natomiast dwa trafienia Pawła Ponieważa oraz jedno Marcina Walczaka to było za mało, na dobrze grającą w obronie ekipę Gentleman Warsaw Team, która po końcowym gwizdku mogła cieszyć się z kolejnych 3 punktów.
Spotkanie drużyn, które mają za sobą udaną inaugurację i zarówno KS Sandacz jak i trzecia ekipa Inferno, chciały podwoić swój dorobek punktowy. Po krótkim zawirowaniu z zebraniem wyjściowej szóstki przez zespół gości, obie drużyny mogły rozpocząć mecz. Zdecydowanie lepiej zrobili to gospodarze, którzy szybko wyszli na prowadzenie za sprawą wybranego przez nas na najbardziej wartościowego zawodnika tej ligi, Karola Czuby, który na bramkę zamienił dokładne dogranie Pawła Podkonia. W pierwszej połowie dominacja Klubu Sportowego Sandacz była zauważalna gołym okiem. Tylko gospodarze potrafili w premierowej odsłonie znaleźć drogę do bramki przeciwnika i łącznie dokonali tego aż czterokrotnie. W przerwie meczu kilka mocnych słów motywacyjnych wymienili miedzy sobą zawodnicy Inferno Team i od początku drugiej części goście ruszyli do odrabiania strat. Bramkę otwierającą dorobek drużyny Igora Patkowskiego zdobył Beniamin Kuligowski a chwilę później Rafał Matyjaszczyk. Mogło się wydawać, że mecz zmierza w kierunku remisu, ale po stracie dwóch bramek gospodarze wrócili na właściwą dla siebie drogę i znów odskoczyli na cztery gole różnicy. Do końca meczu wiele już się nie zmieniło. KS Sandacz wygrał ostatecznie 7-4 i z kompletem punktów jest na podium. Inferno Team III zapowiadające walkę o mistrzostwo ta porażka na pewno delikatnie pokrzyżowała plany, ale jesteśmy dopiero na początku sezonu i jeszcze jest za wcześnie na jakiekolwiek odbieranie szans tej drużynie, w rywalizacji o tytuł.
Spotkanie rozpoczęło się fatalnie dla drużyny Old Boys Derby, gdy już w pierwszej minucie, po zamieszaniu w polu karnym Przemysława Białego jego kolega z drużyny niefortunnie wbił samobójczą bramkę. Mimo tego szoku, kolejne minuty nie przyniosły tylu emocji, a obie drużyny grały spokojnie, wymieniając się akcjami, w których brakowało wykończenia. Old Boys prezentowali się nawet nieco lepiej, lecz przełamanie nastąpiło w 9. minucie, kiedy strzał Puchalskiego podwyższył prowadzenie Ferajny. Chwilę później mogliśmy być świadkami pięknego gola, gdy Kacper Waz złożył się do przewrotki, ale piłka minimalnie minęła poprzeczkę. Zrehabilitował się on jednak dwie minuty później, podwyższając wynik na 3:0. Te wydarzenia wyraźnie zdenerwowały ekipę Old Boys. Niemniej jednak, zadziałało to na plus, ponieważ Rafał Bujalski pięknym podaniem wyłożył piłkę Piotrowi Grudniowi, który zdobył pierwsze trafienie dla gości. Ferajna nacierała dalej, ale nieskutecznie, a ich bramkarz nie miał zbyt wiele pracy aż do 23. minuty, gdy przeciwnicy otrzymali szansę na kolejną bramkę z rzutu wolnego, lecz nie wykorzystali tej okazji. Druga połowa przyniosła dużo więcej emocji. Zawodnicy CWKS Ferajny weszli na boisko rozpędzeni, a w ekipie Old Boys dało się zauważyć chaos i zmęczenie, pogłębione kontuzją jednego z kluczowych obrońców. W ciągu zaledwie trzech minut Ferajna zdobyła trzy bramki, co znacząco powiększyło ich prowadzenie. Po tych trafieniach gra stała się bardziej wyrównana, ale niecelne podania i strzały żółto-czerwonych dodawały energii ich rywalom, którzy dokładali kolejne gole. W 40 minucie doszło do niebezpiecznej sytuacji, która mogła zagrozić zdrowiu Przemysława Białego, ale ten wykazał się ogromnym charakterem, pozostając na posterunku. Pod koniec meczu, mimo widocznego rozluźnienia i elementów zabawy w grze Ferajny, Oldboys zdołali zdobyć drugą bramkę. Marcin Chmielewski zrehabilitował się za samobója z pierwszych minut spotkania, ale to nie zmieniło obrazu meczu. CWKS Ferajna pewnie zwyciężyła, a ich rywale po raz kolejny musieli uznać wyższość przeciwnika, choć ponownie walczyli do końca i mecz okupili kolejnymi kontuzjami.
Po wprost kapitalnej inauguracji rozgrywek ekipa Pogromców Poprzeczek stanęła naprzeciwko kolejnego wyzwania. Tym razem mieli się zmierzyć z zespołem Szeregu Homogenizowanego, który uległ aż 1:9 w pierwszej kolejce. Z tego powodu mogliśmy spodziewać się całkiem ciekawego zestawienia. Niestety dla nas, postronnych obserwatorów, mecz ten nie należał do (delikatnie mówiąc) porywających. Od samego początku goście narzucili rywalom swoje warunki oraz tempo gry. Wszystko mimo zaledwie kilku zmian i braku nominalnego bramkarza między słupkami. Chaotycznie prezentujący się gospodarze co prawda ciągle próbowali podjąć walkę, lecz najwidoczniej to po prostu nie był ich dzień. Mimo widocznej dysproporcji w umiejętnościach, występujący na granatowo-żółto Pogromcy Poprzeczek, schodzili na przerwę zaledwie z wynikiem 0:4. Po zmianie stron sytuacja nie odmieniła się diametralnie, a styl grania obydwu ekip był bliźniaczy, w porównaniu do pierwszej części zawodów. Szereg Homogenizowany ciągle konstruował skuteczne akcje na wysokim tempie, podczas gdy rywal uderzał głową w mur. Z tego powodu obyło się tym razem bez cudu, a goście pewnie przypieczętowali zwycięstwo, triumfując różnicą ośmiu trafień. Jest to dla nich swoiste odkupienie po tragicznym starcie rozgrywek, kiedy to w identycznych rozmiarach przegrali z Gentleman Warsaw Team.
W niedzielny wieczór mogliśmy być świadkami starcia pomiędzy ekipami NieDzielnych i Wombatów. Spotkanie to stało pod znakiem pytania, kto wyjdzie zwycięsko z tej rywalizacji. Goście lepiej weszli w mecz, a głównym sprawcą całego zajścia był Piotr Marciniak, który dwukrotnie pokonał bramkarza rywali. Pomimo prowadzenia zespołu Szymona Godonia, było to dość równe spotkanie. NieDzielni konstruowali ataki, które znalazły wreszcie swój finał. Na listę strzelców wpisał się Sławomir Godyński, łapiąc kontakt, co dawało nadzieję gospodarzom na zdobycie kompletu oczek. Druga połowa zwiastowała nam szaleńcze ataki i bardziej otwarty mecz z obu stron, gdyż każdej ekipie zależało na 3 punktach. Byliśmy świadkami schematu "cios za cios". W końcówce spotkania Wombaty wyszły na skromne prowadzenie i wydawało się, że opuszczą boiska AWF z pełnym dorobkiem, jednak Daniel Czekaj wybił im ten pomysł z głowy. Świetnym strzałem z dystansu zagwarantował NieDzielnym cenny remis. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 5:5, co dla jednych i drugich oznaczało otwarcie dorobku punktowego.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)