Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 10 Liga
Konfrontacja Gamba Veloce z Asap Vegas zapowiadała się na teatr jednej drużyny. Gospodarze, uznawani za jedną z najlepiej personalnie obsadzonych ekip w lidze, przystępowali do meczu w roli zdecydowanego faworyta. Tymczasem boisko zweryfikowało wszystko – Asap Vegas, wzmocnione zimą i wyraźnie lepiej poukładane taktycznie, pokazało zupełnie nowe oblicze.
Goście od początku narzucili swój styl gry i szybko objęli prowadzenie. Co prawda Gamba zdołała błyskawicznie odpowiedzieć po fatalnym błędzie przeciwnika, jednak był to jeden z niewielu pozytywnych momentów dla gospodarzy w pierwszej połowie. Później mecz całkowicie przejęli zawodnicy Asap. Grając twardo, konsekwentnie i z pomysłem, rozbijali kolejne ataki Gamby i punktowali rywali w kontrach. Kluczową postacią był Daniel Kurczak – autor hat-tricka i niekwestionowany lider tego starcia. Imponował nie tylko skutecznością, ale też charakterem i energią, jaką wnosił na boisko. Do przerwy Asap prowadziło 1:4 – w pełni zasłużenie.
Po zmianie stron goście wcale nie zamierzali bronić wyniku. Szybko dołożyli piąte trafienie, czym praktycznie zamknęli mecz. Gamba co prawda odpowiedziała jeszcze jednym golem, ale nie była w stanie złamać szczelnej defensywy rywala. Asap Vegas grało mądrze, agresywnie i do końca zachowało pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku.
Końcowy wynik 2:6 to nie tylko niespodzianka – to bardzo wyraźny sygnał, że Gamba Veloce straciła pozycję lidera, a Asap Vegas staje się jedną z najpoważniejszych rewelacji rundy rewanżowej. Jeśli utrzymają taką formę, to o utrzymanie nie powinni się martwić.
Mecz pomiędzy Hiszpańskim Galeonem a MWSP był idealnym przykładem na to, jak nieprzewidywalna potrafi być piłka nożna. Gospodarze przystępowali do spotkania z ogromną szansą – chwilę wcześniej liderzy stracili punkty z Gamba Veloce, co otwierało przed nimi drzwi do walki o mistrzostwo 10. Ligi. Wszystko zaczęło się idealnie – już w 2. minucie Adam Strobel znalazł się niepilnowany w polu karnym, przejął bezpańską piłkę i spokojnym strzałem dał prowadzenie 1:0.
Goście nie zamierzali jednak odpuszczać. Zaczęli grać dokładniej i bardziej zdecydowanie, czego efektem było wyrównujące trafienie Macieja Wrotniaka. Środek pola stał się areną walki, ale to znów gospodarze wyszli na prowadzenie. Po szybkim kontrataku bramkę zdobył Ivan Rudyi, a Hiszpański Galeon prowadził 2:1 do przerwy.
Po zmianie stron gospodarze kontynuowali dobrą grę – trafienie na 3:1 wydawało się pieczęcią na ich zwycięstwie. Ale to był tylko pozór. Obrońcy zaczęli popełniać błędy, a MWSP poczuło krew. Najpierw Paweł Nowak popisał się sprytnym uderzeniem z rzutu wolnego pod murem – 3:2. Chwilę później padły kolejne dwa gole dla gości, które zupełnie odmieniły obraz spotkania – MWSP prowadziło 3:4 i nie oddało już tego wyniku do końca meczu.
To, co miało być pewnym zwycięstwem Hiszpańskiego Galeonu i krokiem w stronę podium, zakończyło się bolesną stratą punktów i – być może – definitywnym końcem marzeń o TOP 2. Z kolei MWSP wraca z tarczą, skracając dystans do miejsc premiowanych udziałem w Superbet Pucharze Ligi Fanów do zaledwie trzech punktów.
14. kolejka 14. Ligi Fanów zaserwowała kibicom istną kolejkę cudów – po niespodziance w wykonaniu MWSP, przyszedł czas na Bielany Legends, którzy również odwrócili losy spotkania, mimo że w drugiej połowie przegrywali już 1:3.
Zanim jednak gospodarze rozpoczęli swój spektakularny powrót, warto docenić solidną pierwszą połowę w wykonaniu WKS Bęgal. Goście szybko objęli prowadzenie po dwóch trafieniach Patryka Opęchowskiego i wydawało się, że mają mecz pod kontrolą. Niestety – bramka kontaktowa autorstwa Jana Wojciechowskiego już w 5. minucie spotkania pokazała, że defensywa gości nie jest bezbłędna. Pomimo kilku dogodnych okazji z obu stron, wynik do przerwy nie uległ zmianie. Po zmianie stron Bęgal zdołał jeszcze podwyższyć na 1:3 po indywidualnej akcji Maksymiliana Korczaka i skutecznym wykończeniu Ernesta Iwana. Wydawało się, że mają wszystko pod kontrolą – ale wtedy na scenę wkroczył Piotr Tomiak.
Zawodnik Bielan był absolutnie nie do zatrzymania w drugiej połowie. Najpierw asystował przy bramce Roberta Jędrycha, a następnie sam przejął inicjatywę – najpierw fantastycznym uderzeniem pod poprzeczkę doprowadził do remisu 3:3, by w samej końcówce meczu zdobyć bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego, ustalając wynik na 4:3.
Gospodarze w ostatnich minutach kontrolowali wydarzenia na boisku, nie pozwalając rywalom na odzyskanie rytmu. Choć nie padły już kolejne gole, Bielany Legends zasłużenie dopisują sobie trzy niezwykle cenne punkty w kontekście walki o utrzymanie.
Zgodnie z zapowiedziami, w starciu 14. kolejki 10. Ligi pomiędzy FC Pers a FC Astrą to gospodarze uchodzili za faworyta – i już od pierwszego gwizdka potwierdzali tę rolę na boisku. Zespół Persów od początku narzucił wysokie tempo, pressując rywala i regularnie testując bramkarza gości licznymi strzałami.
Astra próbowała się odgryzać, ale ich ofensywne akcje ograniczały się do pojedynczych uderzeń – zbyt rzadkich i za słabych, by poważnie zagrozić bramce gospodarzy. Trzeba jednak przyznać, że kiedy Persom nie udaje się szybko objąć prowadzenia, w ich grze potrafi pojawić się nerwowość. Tym razem jednak zachowali spokój i do przerwy prowadzili już 2:0 po konsekwentnie wypracowanych akcjach.
Po zmianie stron obraz gry się nie zmienił – FC Pers nadal dominowali, a kolejne ataki tylko zwiększały presję na defensywę Astry. W bramce gości dobrze spisywał się Oleksandr Hazhymon, który kilkakrotnie ratował swój zespół przed stratą kolejnych goli, choć wobec niektórych uderzeń był bezradny. Kluczowymi postaciami meczu byli bracia Obidov – Kamol i Sharifjon – którzy wspólnie zanotowali aż pięć bramek i cztery asysty. Ich ofensywny koncert był możliwy także dzięki dobrej organizacji zespołu – pozostali zawodnicy Persów skutecznie zabezpieczali tyły, co dawało braciom swobodę w ataku.
Astra pokazała kilka ciekawych momentów, zwłaszcza przy stałych fragmentach gry, jednak nie wystarczyło to, by realnie zagrozić lepiej zorganizowanemu rywalowi. Mimo starań, goście musieli uznać wyższość Persów, którzy kontrolowali przebieg meczu niemal przez pełne 50 minut.
Ostateczny wynik 6:2 w pełni odzwierciedla boiskową rzeczywistość i zasłużone zwycięstwo FC Pers, którzy tym samym potwierdzili aspiracje do gry o najwyższe cele w tej lidze.
Dla CompatibL to spotkanie miało ogromne znaczenie – strata punktów mogła praktycznie wykluczyć ich z walki o awans. Rywalem była drużyna Essing Gorillaz, znajdująca się co prawda w strefie spadkowej, ale znana z tego, że potrafi napsuć krwi faworytom. Co więcej, obie ekipy przystąpiły do meczu bez nominalnych bramkarzy i zmian w składzie, co dodatkowo podnosiło temperaturę widowiska.
Zaskakująco lepiej w mecz weszli goście. Już w początkowej fazie gry pięknym strzałem z dystansu popisał się Radziszewski, a chwilę później Fota sfinalizował szybką akcję i zrobiło się 0:2. CompatibL odpowiedziało błyskawicznie – efektownym rajdem popisał się Kustov, który przyspieszył na skrzydle, minął defensora i zdobył gola kontaktowego. Wydawało się, że gospodarze odzyskali rytm, ale tuż po wznowieniu gry od środka Wit dołożył trzecie trafienie dla Gorillaz i znowu to oni mieli kontrolę.
Gospodarze nie złożyli jednak broni – w drugiej połowie zaczęli wymieniać się w bramce, co pozwoliło im lepiej zarządzać siłami. Kowalczyk, który już wcześniej sygnalizował dobrą dyspozycję, przejął ciężar gry. Najpierw przytomnym strzałem po ziemi zdobył bramkę na 2:3, a kilka minut później popisał się świetnym balansem ciała w polu karnym i doprowadził do wyrównania.
Decydujący cios zadał niezawodny Kustov – raz jeszcze pociągnął skrzydłem, wyprzedził obrońcę i strzałem w długi róg zapewnił CompatibL komplet punktów.
Mimo dobrej gry i walki do końca Essing Gorillaz znów muszą przełknąć gorycz porażki. CompatibL natomiast odrobił straty i dzięki wygranej 4:3 pozostaje w grze o najwyższe cele w końcówce sezonu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)