Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 10 Liga
To było spotkanie na które czekaliśmy. FC Pers zmierzył się z liderem tabeli, FC Astra. Ci drudzy przystępowali do meczu jako niepokonana drużyna z kompletem 12 punktów, podczas gdy FC Pers zajmował 4. miejsce w tabeli. Mecz rozpoczął się błyskawicznie – już w 1. minucie Kamol Obidov, po asyście Sharifjona Obidova, dał FC Pers prowadzenie. Radość gospodarzy nie trwała długo, bo już 2 minuty później Kharapal, po podaniu od Kononchuka, wyrównał na 1:1. W 9. minucie to właśnie Kononchuk wyprowadził FC Astrę na prowadzenie 2:1. FC Pers odpowiedział piękną bramką Rahmatjona Abduhafizova, który wyrównał stan meczu na 2:2. Jednak Astra szybko odzyskała przewagę, ale gospodarze nie zamierzali się poddawać. Kamol Obidov zdobył swojego drugiego gola, doprowadzając do wyniku 3:3. Kolejne bramki dla FC Pers padły po akcjach Kamola Obidova i Matiego Musoeva, który strzelił po jego asyście, dając gospodarzom prowadzenie 4:3, a następnie podwyższając wynik do przerwy na 5:3. Druga połowa rozpoczęła się od kolejnej bramki dla gospodarzy, którzy powiększyli przewagę na 6:3. Jednak Astra, mimo trudnej sytuacji, nie złożyła broni. Najpierw Petyshko, a chwilę później Polikevych zdobyli kolejne gole dla gości, doprowadzając do stanu 6:5. Końcówka meczu była niezwykle napięta, ale FC Pers zdołał utrzymać prowadzenie i dowieźć zwycięstwo do końca, przerywając zwycięską serię lidera tabeli. Dzięki tej wygranej FC Pers udowodnił swoją siłę i zbliżył się do czołówki, a Astra spadła na 2 miejsce w tabeli.
Spotkanie pomiędzy Bielany Legends a WKS Bęgal dostarczyło wielu emocji. Pierwsza połowa była jednak jednostronna, a gospodarze zdominowali przeciwników. Bielany Legends zaczęli strzelanie już w 1 minucie, kiedy Piotr Kamiński pokonał bramkarza rywali, a chwilę później Piotr Tomiak dołożył kolejne trafienie. WKS Bęgal, pomimo prób, nie mógł znaleźć sposobu na szczęście, obijając słupki i poprzeczki. Bielany wykorzystywały każdą okazję i do przerwy prowadziły aż 7:0. Mimo tego ekipa gości nie poddała się. Zmotywowani wrócili na drugą połowę i już w pierwszych minutach zdobyli piękną bramkę. Jednak zaraz potem niefortunnie strzelili gola samobójczego. Ta część meczu była znacznie bardziej wyrównana, a goście zaczęli prezentować się dużo lepiej, strzelając aż siedem bramek, jednak brak zmian i zmęczenie sprawiły, że nie byli w stanie dogonić wyniku. Głównym motorem napędowym w ich drużynie był Cezary Basior, który postanowił przejść z obrony do ataku. Ta decyzja dała dużo jakości w ofensywie a sam Czarek świetnie dogadywał z Patrykiem Opęchowskim, razem odpowiadając za większość trafień swojego zespołu. Ostatecznie Bielany Legends wygrały, ale widać było u nich rozluźnienie w końcówce. Pomimo tego, pokazali, że są dobrze zorganizowani i potrafią konstruować świetne akcje. WKS Bęgal z kolei udowodnili, że walczą do końca, mimo niekorzystnego wyniku. Gdyby nie kiepski początek, ten mecz mógł potoczyć się zupełnie inaczej.
W niedzielne popołudnie drużyna Hiszpańskiego Galeonu podejmowała MWSP. Gospodarze ten sezon rozpoczęli bardzo dobrze i po pierwszych 4 kolejkach zajmowali drugie miejsce w ligowej tabeli. Na przeciwnym biegunie znajdowała się ekipa gości, która z trzema punktami dryfowała nad strefą spadkową. Spotkanie od początku stało na wysokim poziomie sportowym i dużej intensywności. Akcje przenosiły się z jednej połowy na drugą, jednak żadna z ekip nie potrafiła zamienić ich na zdobycz bramkową. Mimo kilku dobrych sytuacji wynik nie ulegał zmianie i na przerwę drużyny schodziły przy stanie 0:0. Znacznie więcej działo się po zmianie stron. Tuż po wznowieniu gry padł pierwszy gol dla gospodarzy, gdzie dużym sprytem wykazał się Krzysztof Małżewski. Na odpowiedź gości nie musieliśmy długo czekać. Raptem kilka minut później mocnym płaskim strzałem popisał się Piotr Sankowski i mieliśmy 1:1. Następne minuty to skuteczna gra zespołu Magnusa Michalskiego, w których faworyci rozstrzygnęli wynik spotkania. Najpierw Jakub Szczypiorski sam przejął piłkę i pokonał bramkarza rywali, by po chwili po podaniu Adama Strobla ponownie umieścić piłkę w bramce. Przegrywający starali się jeszcze odpowiedzieć, udało im się nawet strzelić bramkę na 3-2, jednak na więcej zabrakło już czasu i sędzia zakończył ten pojedynek. Po pierwszej połowie, gdzie obydwie drużyny były mocno skoncentrowane na defensywie, druga dostarczyła nam więcej emocji a przede wszystkim przyniosła bramki. Wygrana Galeonu sprawiła, że są oni jedyna drużyną w 10 lidze, która nie doznała jeszcze porażki. Goście plasują się natomiast na ostatnim bezpiecznym miejscu w tabeli. W niedzielę zagrali dobre spotkanie i jesteśmy przekonani, że przy utrzymaniu tej dyspozycji, wyniki i punkty są tylko kwestią czasu.
Postawa ASAP Vegas w tym sezonie to spore rozczarowanie. Chłopaki w premierowych czterech kolejkach wcale nie grali z potentatami, a mimo to zdobyli tylko jeden punkt. Ten dorobek, połączony z jakością kolejnego rywala, nie dawał wielkich szans na nawiązanie równorzędnej rywalizacji z Gamba Veloce. Podopieczni Filipa Wolskiego byli zdecydowanym faworytem i bardzo szybko przełożyło się to na boiskowe realia, bo zanim się obejrzeliśmy, a golkiper Vegas dwukrotnie musiał wyciągać piłkę z siatki. To zapowiadało pogrom, lecz w dalszej części pierwszej połowy przegrywający nie dali się już pokonać, chociaż posiadanie piłki było zdecydowanie po stronie ich konkurentów. W drugiej połowie do pewnego momentu wszystko wyglądało dość podobnie, jak wcześniej. Znów od dwóch trafień zaczęli faworyci i wtedy stało się jasne, że na niespodziankę nie ma tutaj co liczyć. Można się było zastanawiać, czy gracze ASAP w ogóle coś tutaj ustrzelą, ale w końcu udało im się przełamać za sprawą Sebastiana Walczaka. Nie był to jednak początek zrywu, który mógł dać powrót do spotkania, zwłaszcza że stracony gol podziałał jak płachta na byka i Gamba błyskawicznie przypomniała, kto jest tutaj lepszy. Świetnie prezentował się Filip Wolski, aczkolwiek można tutaj wyróżnić niemal każdego przedstawiciela Veloce, zwłaszcza że z graczy z pola praktycznie każdy z nich wpisał się na listę strzelców lub asystentów. Po stronie ASAP podobał się Nikita Fadeev. Fajnie utrzymywał się przy piłce, miał dużą łatwość w dryblingu, lecz brakowało mu wsparcia. To była zresztą największa bolączka Vegas, że nie mieli siły przebicia. Może nie licząc końcówki, gdzie dołożyli dwa gole, co wystarczyło do honorowej porażki w stosunku 3:7. Nie miało to spotkanie wielkiej historii i widać było, że pozycje zajmowane przez te ekipy w tabeli, nie były przypadkowe. My jednak wierzymy, że gracze ASAP Vegas wreszcie się odrodzą, bo na Grenady widzieliśmy ich nie raz i wiemy, że ich potencjał jest zdecydowanie większy niż to, co pokazuje ligowa hierarcha. Pytanie tylko kiedy nastąpi przełamanie, bo patrząc na ich najbliższego przeciwnika, to chyba nieprędko…
Grający zdecydowanie poniżej swoich możliwości Compatibl podejmował uskrzydlony zeszłotygodniowym zwycięstwem Essing Gorillaz. Gospodarze tego pojedynku niestety kolejny raz mieli problem, by przyjść na mecz szerszą kadrą i tylko z jednym zawodnikiem na ławce rezerwowych musieli stawić czoła rywalowi, który nie dość, że przyszedł w mocnym zestawieniu, to był naładowany pozytywną energią. Już od pierwszych minut meczu było widać, że goście będą chcieli zdominować ten pojedynek, bo już w 2 minucie Emil Kuciński - Anderson otworzył stan rywalizacji. Compatibl dzielnie walczył, żeby zbliżyć się do pola karnego rywali, a nawet być może doprowadzić do remisu, ale goście byli dobrze zorganizowanie w defensywie. Essing Gorillaz w pierwszej połowie zdobyli jeszcze 3 trafienia, nie tracąc przy tym żadnego i z wynikiem 4-0 sędzia zaprosił oba zespoły na przerwę. Po wznowieniu gry obraz się nie zmienił. To goście przeważali niemal w każdym sektorze boiska, nie pozostawiając rywalom miejsca na jakiekolwiek rozgrywanie piłki. Essing kontynuował strzelanie bramek, a najlepszy w tym aspekcie był Mateusz Hermanowicz, który łącznie aż czterokrotnie pokonywał bramkarza konkurentów. Bramkę honorową dla Compatibl zdobył Andrey Ivanov i to było wszystko, na co było stać zespół gospodarzy, a goście widać, że potrafią grać dobrze w piłkę i wcale nie jest wykluczone, że jeszcze zdołają zbliżyć się do czołówki ligowej hierarchii.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)