Sezon 2022/2023
Relacje meczowe: 6 Liga
Starcie drużyny ze strefy medalowej z zespołem będącym w strefie spadkowej. Dokładnie takie spotkanie, między Furduncio Brasil F.C. a Inferno Team II, mieliśmy przyjemność oglądać w poprzednią niedzielę na sektorze B naszego obiektu AWF. Mecz, który patrząc na samą tabelę, miał być tzw. pewniaczkiem dla brazylijskich zawodników, a okazało się zupełnie inaczej.
Starcie otworzyło się dosyć szybko, a to za sprawą Bruno Pessoa, który kapitalnym strzałem z pierwszej piłki, dał swojej drużynie prowadzenie. Na odpowiedź bądź kolejne bramki musieliśmy długo czekać. 18. minuta tego starcia przyniosła nam rzut wolny przed polem karnym Brazylijczyków. Do piłki podszedł Jeremi Szymański, zawodnik, który reprezentuje dodatkowo barwy drużyny Shot DJ i, jak sama nazwa wskazuje, strzelać to on umie. Tak zakręcił piłkę zewnętrzną częścią stopy, że ta wleciała bezpośrednio do bramki rywali, idealnie przy samym słupku obok bezradnego bramkarza. Niestety, zawodnicy tego dnia celnością nie grzeszyli i było na tyle, jeśli chodzi o pierwszą część tego widowiska.
Druga odsłona nie była o wiele lepsza i jak widać po wyniku, różniła się dokładnie jednym golem. Canarinhos mają jednak dopracowane "swoje 5 minut" na początku każdej połowy. I teraz także zdobyli bramkę, dającą im prowadzenie w tym spotkaniu. I to był właśnie moment, który zdecydowanie otworzył mecz.
Podrażniona ekipa Igora Patkowskiego włączyła piąty bieg i rozpoczęła odrabianie strat. Swoje trzy grosze dorzucił Daniel Dworecki, który obsłużony fantastycznym podaniem, leciutkim dotknięciem piłki zmienił jej tor lotu i zamienił wreszcie akcję Inferno na bramkę. Ale to nie był koniec. Losy meczu dalej pozostawały otwarte, a ognista ekipa gości miała jedno założenie – wszystko albo nic.
I jak się okazało, los się uśmiechnął, ale do drużyny gospodarzy, bowiem na sam koniec spotkania, praktycznie w ostatniej akcji meczu, ekipa Igora Patkowskiego strzeliła sobie gola samobójczego w dosyć kuriozalny sposób. Druga połowa była zdecydowanie pod dyktando gości, ale jak się okazuje, los bywa przewrotny i czasem tak bywa, że jeżeli nie zaznaczysz swojej dominacji w pierwszej odsłonie, to w drugiej może nie starczyć czasu albo szczęścia.
Ekipa Furduncio zgarnia kolejne trzy oczka w ligowej tabeli, czego serdecznie gratulujemy, a ekipie gości życzymy powodzenia w kolejnych meczach, gdyż widać, że drzemie w tej ekipie potencjał, który nie został w tym meczu w 100% udowodniony.
Tylko Zwycięstwo podejmowało w ten weekend drużynę OldBoys Derby w 6. lidze. Spotkanie, które na jesień przyniosło zdecydowanego faworyta, w zeszłą niedzielę zapowiadało się naprawdę emocjonująco i obficie w gole. I tak też właśnie było! Już sama pierwsza połowa to klasyczny mecz w stylu cios za cios. Bo jak inaczej można określić aż 8 goli w pierwszej połowie meczu?
Po stronie gospodarzy trafienia były podzielone, a jedyne, co ich łączyło, to asystent, który te bramki kreował. Łukasz Walo, bo o nim mowa, autor właśnie wspomnianych asyst w liczbie aż 4, był zdecydowaną gwiazdą tego meczu. Z drugiej strony o honor i trzy punkty dla drużyny Starszych Chłopaków najwięcej zabiegali Miłosz Suchta (autor dwóch goli) i asystujący mu, dobrze znany społeczności Ligi Fanów, Marcin Wiktoruk.
Pierwsza połowa zakończyła się dość bliskim wynikiem 5:3. I zupełnie nic nie wskazywało na to, że to spotkanie zamieni się niemal 1 do 1 w mecz z jesieni. W drugiej części to ekipa gospodarzy znacznie częściej dochodziła do głosu, a wspomniany wyżej Walo, oprócz asyst, dołożył też hat-tricka! Dla gości zostało tylko marne pocieszenie w postaci gola głową Jacka Pryjomskiego z najbliższej odległości.
Rezultat końcowy wskazuje na dominację drużyny gospodarzy, lecz w pierwszej połowie wcale takie nie było. Dopiero po przerwie wrzucili piąty bieg i znacząco pokonali swoich rywali. Gratulujemy im zatem wygranego meczu i objęcia pozycji lidera 6. ligi!
W niedzielnym meczu na sektorze D zmierzyły się drużyny z 4. i 5. miejsca w 6. lidze – Na2Nóżkę z Warsaw Gunners. Skład gości od początku zwiastował kłopoty, głównie z powodu braku Patryka Czarnieckiego, bramkarza, który wielokrotnie ratował swoją drużynę przed stratą bramki, oraz Janka Jabłońskiego, który w ataku strzela gole hurtowo. Cały mecz od początku układał się po myśli gospodarzy, którzy, w przeciwieństwie do rywali, przyszli w licznym gronie. W ciągu kilku minut prowadzili już 2:0, a mimo odpowiedzi ze strony Gunnersów, niedługo później ponownie zdobyli bramkę. Do przerwy prowadzili 5:1.
Po zmianie stron mecz niewiele się zmienił. Cały czas dużą przewagę utrzymywali gospodarze, którzy byli dobrze zorganizowani. Bramkarz skutecznie rozgrywał i podpowiadał, a zawodnicy z pola byli szybcy i wykorzystywali swój drybling do wygrywania pojedynków. Ostateczny wynik to 12:4. Na2Nóżkę wykonało pewny krok w stronę walki o podium, podczas gdy Gunnersi, przy takiej frekwencji, mogą osiedlić się w środku tabeli.
W tym tygodniu pogoda nie rozpieszczała, ale to nie stanowiło przeszkody do stworzenia świetnego widowiska przez Popalone Styki i Virtualnych. Ekipy stawiły się w licznym gronie. Gospodarze mieli okazję podreperować swoją reputację i uciec z ostatniego miejsca w tabeli. Niestety, i tym razem im się nie udało.
Początek spotkania pokazał fajne tempo meczu i bardzo wyrównaną grę, z delikatną przewagą Popalonych. Nie brakowało błędów w środku pola po obu stronach. Po rzucie rożnym to Virtualni objęli prowadzenie. Chwilę później, po fatalnym błędzie obrońcy i przejęciu piłki, Cygan ładuje piłkę do siatki. Następnie piękna indywidualna akcja Michała Burakowskiego sprawiła, że Popalone Styki dostały bramkę do szatni.
Każde prowadzenie drużyny Virtualnych tłumiła odpowiedź ekipy Popalonych. Dopiero w drugiej połowie meczu faworytom udało się lekko odetchnąć i odskoczyć na dwa trafienia. To nie był koniec emocji, przeciwnicy dołożyli bramkę kontaktową, ruszając zdecydowanie po remis. Końcówka meczu była dosyć nerwowa, obfitująca w ciekawe pojedynki indywidualne. Znaczne przyspieszenie gry obu zespołów nie doprowadziło do zmiany wyniku, pomimo wielu świetnych sytuacji bramkowych.
W końcówce meczu Popalone Styki doprowadziły do wyśmienitej sytuacji, ale bramkarz rywali piękną interwencją zapobiegł tragedii swojego zespołu. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 5:4 dla Virtualnego Ń.
W 6. lidze mogliśmy obejrzeć spotkanie After Wola kontra Green Lantern. Bardzo ciężko było przewidzieć, kto wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko. Ostatecznie, los sprawił, że obie drużyny podzieliły się punktami, a wynik meczu zakończył się remisem.
Pierwszą bramkę w 7 minucie zdobył Adrian Rzepecki z Green Lantern, otwierając wynik spotkania. Wkrótce jednak Wola wyrównała. Rzut wolny, początkowo zaimprowizowany przez Patryka Abbassiego, zamienił na bramkę Daniel Guba, który zdecydował się na wykonanie strzału i był bardzo pewien swoich umiejętności tego dnia. Trafił w samo okienko, co dało jego drużynie wyrównanie. Mimo iż zaraz po tej bramce Wola objęła prowadzenie, gra Green Lantern z lotnym bramkarzem w wykonaniu Mikołaja Wysockiego była imponująca. To, jak dobrze rozgrywali piłkę, utrudniało rywalom kontrolowanie sytuacji.
Wola, mimo początkowej straty, nie poddawała się. Spotkanie z minuty na minutę stawało się coraz bardziej intensywne. Widać było, że zarówno jedna, jak i druga drużyna walczyły do końca, co prowadziło do licznych fauli oraz ostrych starć na boisku. W drugiej połowie, Green Lantern ponownie wyszło na prowadzenie i wydawało się, że to oni zgarną trzy punkty. Jednak drużyna Woli, znana ze swojego charakteru i determinacji, nie poddała się.
W ostatnich minutach meczu, Adrian Giska trafił do siatki, wyrównując wynik na 4:4 i dając drużynie zasłużony punkt. Spotkanie zakończyło się więc remisem, a obie ekipy, mimo braku zwycięstwa, pokazały ogromną determinację i walkę do samego końca.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)