Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 15 Liga
W 15. lidze odbyły się wyjątkowe derby - Inter zmierzył się z niepokonanym dotąd YUG.BUD, a obie drużyny to jedyne ukraińskie zespoły na tym poziomie rozgrywkowym. Spotkanie od początku było spokojne, żadna ze stron nie forsowała tempa, choć obie starały się atakować i szukać okazji. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:1. Zarówno Inter, jak i goście mieli swoje momenty, ale brakowało skuteczności, bo wiele strzałów mijało bramkę lub było zatrzymywanych przez bramkarzy.
Po przerwie obraz gry nie zmienił się znacząco, jednak Serhii Zaridze, bramkarz Interu, zdecydowanie wpłynął na losy spotkania, rozgrywając fenomenalny mecz. Kilkukrotnie obronił groźne uderzenia, które wydawały się pewnymi golami. Praktycznie murował bramkę i utrzymywał swój zespół w grze. Dzięki jego dyspozycji Inter stopniowo zaczynał budować przewagę, a kolejne akcje rywali, mimo naporu, wciąż nie przynosiły im goli.
W drugiej połowie Inter wysunął się na prowadzenie 3:2 i utrzymał wynik do samego końca. Spotkanie pokazało, że w piłce często decydują detale. W tym przypadku kluczowa była postawa bramkarza. Serhii Zaridze nie tylko ratował swój zespół, ale dzięki jego spokojowi i refleksowi gospodarze wywieźli z derbów zwycięstwo, przerywając serię meczów bez porażki rywali. Sam Zaridze zasłużenie zgarnął tytuł MVP kolejki.
Jeżeli chodzi o YUG.BUD, to ta porażka nie zmieniła ich pozycji w tabeli, jednak skuteczność zaprezentowana w tym spotkaniu może być niepokojąca. Zdecydowanie muszą ją poprawić, bo przewaga nad drugim miejscem zaczyna topnieć.
Spotkanie, które na papierze miało być dla Green Team formalnością, okazało się zaskakująco wymagające. Niedzielni mimo trudnego sezonu i ostatniego miejsca w tabeli pokazali się z odważnej, zorganizowanej strony i przez niemal cały mecz trzymali faworyta w napięciu.
Mecz rozpoczął się błyskawicznie. Już w 1. minucie po świetnym podaniu Piotra Waszczuka wynik otworzył Łukasz Kuna, dając gospodarzom szybkie prowadzenie. Niedzielni jednak nie zamierzali być tylko tłem. Po dobrze rozegranym fragmencie gry i idealnym dośrodkowaniu Przemek Sosnowski strzałem głową doprowadził do wyrównania. Goście wyglądali na drużynę, która odrobiła lekcje po poprzedniej kolejce i wyszła na boisko z dużo większą determinacją.
Green Team zdołał jednak opanować sytuację. Piotr Waszczuk popisał się precyzyjnym uderzeniem z rzutu wolnego, a chwilę później gospodarze podwyższyli wynik na 3:1. Wydawało się, że mecz zaczyna układać się zgodnie z przewidywaniami, ale Niedzielni nie odpuszczali i przed przerwą zmniejszyli straty, schodząc do szatni przy stanie 4:3, co zapowiadało naprawdę ciekawą drugą odsłonę.
Po zmianie stron Green Team podkręcił tempo i zdobył dwie kolejne bramki, wychodząc na trzybramkowe prowadzenie, które dawało im duży komfort. Niedzielni jednak cały czas walczyli. Nagrodą była jeszcze jedna, zasłużona bramka, zdobyta przez wyróżniającego się w ich szeregach Daniela Czekaja. Do pełnego powrotu zabrakło dwóch trafień, ale ambicji i jakości na pewno nie.
Ostatecznie Green Team wygrywa 6:4, utrzymując się w ścisłej czołówce, ale trzeba jasno powiedzieć: Niedzielni zagrali swój chyba najlepszy mecz w sezonie i pokazali, że stać ich na dużo więcej, niż dotychczas sugerowała tabela.
Zdecydowanym faworytem spotkania pomiędzy Pogromcami Poprzeczek a KP Syrenką był zespół gospodarzy, który do meczu przystępował z aż dziewięcioma punktami przewagi nad niedzielnym rywalem. Syrenka była jednak zbudowana dobrą passą, czyli pierwszym zwycięstwem w sezonie oraz remisem.
Początek spotkania był niezwykle wyrównany. Po obu stronach mogliśmy dostrzec dogodne sytuacje, przy których brakowało jedynie finalizacji. Przełomowym momentem dla biegu meczu było trafienie głową Olka Markowskiego, na które musieliśmy czekać aż dwadzieścia minut. Gol ten otworzył worek z bramkami - jeszcze przed przerwą obejrzeliśmy dwa kolejne trafienia. Jedno ponownie po stronie Pogromców Poprzeczek, gdy do siatki trafiła Karolina Figiel, oraz jedno w wykonaniu snajpera KP Syrenki, Maksymiliana Pająka. Jego gol „do szatni” dał drużynie nadzieję i wiarę w możliwość odrobienia strat w drugiej odsłonie.
Nim zdążył dobrze wybrzmieć gwizdek rozpoczynający drugą połowę, Pająk ponownie wpisał się na listę strzelców, doprowadzając do wyrównania. Pogromcy Poprzeczek szybko odpowiedzieli. Pierwszego gola tego dnia zdobył as gospodarzy, Marcin Kowalski, dokładając nogę do idealnie wymierzonego podania kolegi. Mecz był niesamowicie wyrównany, a poziom gry obu zespołów bardzo zbliżony, czego dowodem była kolejna zmiana wyniku. Syrenka wyszła na prowadzenie po stałym fragmencie gry wykorzystanym przez Jakuba Wawryka, a chwilę później z hat-tricka cieszył się Maksymilian Pająk.
Emocje sięgały zenitu, a całe spotkanie rozstrzygnęło się w ostatnich dziesięciu minutach, kiedy Pogromcy Poprzeczek wykazali się przebłyskiem piłkarskiego geniuszu i ogromną determinacją. Bramkę na remis dała akcja duetu Kowalskich. Podanie Michała w głąb pola karnego trafiło do Marcina, który dzięki świetnej grze na zastawkę doprowadził do wyrównania. Na nieszczęście KP Syrenki za chwilę było już po sprawie. Fatalny błąd jednego z obrońców skutkował kolejny golem Marcina Kowalskiego, co nie tylko zapewniło niezwykle cenne zwycięstwo Pogromcom Poprzeczek, ale też stanowiło idealne zwieńczenie jego występu.
Rezultat 5:4 zapewnił Pogromcom Poprzeczek umocnienie swojej pozycji w ścisłej czołówce tabeli, która robi się coraz bardziej napięta - między podium a szóstym miejscem są zaledwie dwa punkty różnicy. KP Syrenka natomiast może jedynie pluć sobie w brodę po tak łatwo wypuszczonym zwycięstwie. Ich gra jednak napawa optymizmem, a motor napędowy zespołu, Maksymilian Pająk, z pewnością zdobędzie jeszcze wiele bramek w biało-niebieskich barwach.
W tym starciu nie było niespodzianki i faworyzowany Szereg sięgnął po trzy punkty, choć musiał się nieco napracować. Już w 3. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie, a błyskotliwe podanie Jana Mitrowskiego na gola zamienił Eryk Borczon. Rogalos zamurowali dostęp do bramki i kolejny gol padł dopiero w 10. minucie, gdy rzut karny wykorzystał Jakub Myszór.
Dwie minuty później gola kontaktowego dla gości zdobył Stanisław Korba, ale riposta przyszła błyskawicznie - chwilę nieuwagi w defensywie wykorzystał Aleksander Ryszawa. W 20. minucie oglądaliśmy najładniejszego gola meczu. Jan Mitrowski wyprowadził piłkę ze swojej połowy, minął trzech obrońców, oszukał bramkarza i strzelił na 4:1. Trzybramkowa przewaga Szeregu stopniała do dwóch w ostatniej akcji pierwszej połowy. Rogale sprytnie rozegrały rzut wolny, a ładnym uderzeniem popisał się Łukasz Chyb.
Po zmianie stron punktowali już tylko goście, choć dobrych okazji nie brakowało również po stronie gospodarzy. W 33. minucie kompletnie niekryty Jakub Myszór nie dał szans Maciejowi Jankowskiemu, a po kolejnej akcji było już 6:2 po golu Tomasza Świeczki. Piłka zatrzepotała w siatce po raz ostatni w 37. minucie - świetne podanie wykorzystał kapitan Szeregu, Artur Moczulski.
Choć do końca meczu zostało sporo czasu, gospodarze nie forsowali już tempa i kontrolując przebieg gry dowieźli korzystny wynik. Dzięki temu zwycięstwu Szereg wrócił do rywalizacji o podium i przy odrobinie szczęścia ma szansę przezimować na trzecim miejscu. W przypadku Los Rogalos sytuacja wygląda gorzej, ale widać, że ekipa pomarańczowych zaczyna łapać ligowego bluesa, choć do solidnej formy jeszcze trochę brakuje, Rogale stają się coraz bardziej niewygodnym przeciwnikiem i mogą sporo namieszać na wiosnę.
Mecz aspirujących do podium 15. Ligi Oldboyów z Wombatami, którzy od początku rundy znajdują się w strefie spadkowej, zgodnie z przewidywaniami nie miał większej historii. Bez większych taktycznych filozofii obie ekipy próbowały korzystać ze swoich największych atutów. Gospodarze bronili całym zespołem, raz po raz licząc na indywidualny geniusz Łukasza Łukasiewicza, natomiast FC Wombaty wykorzystywali przewagę motoryczną i pojedynki jeden na jednego.
W mecz lepiej weszli piłkarze z osiedla Derby, dość szybko obejmując prowadzenie za sprawą Marcina Chmielewskiego, który dobił własny strzał obroniony wcześniej przez Kacpra Mitręgę. Można było odnieść wrażenie, że najjaśniejszymi postaciami obu drużyn w pierwszej odsłonie byli bramkarze - zarówno Andrzej Gorzkowski, jak i wspomniany Mitręga wywiązywali się ze swoich obowiązków znakomicie, momentami wręcz ponad stan.
Strzelanie w drugiej połowie rozpoczęła firmowa akcja „ojciec do syna”, kiedy to wspaniałe podanie z obrony do Łukasza posłał Jacek Łukasiewicz. Starania o zdobycie gola przyniosły efekt również po stronie gości. Do bezpańskiej piłki przy rzucie rożnym dopadł Michał Kwiatkowski i bez zbędnych kalkulacji wpakował ją do siatki. Ten lepszy okres gry Wombatów, gdy nieustannie nękali defensywne zasieki rywali, pewnie dałby im prowadzenie w starciu z inną ekipą. Jednak mało kto tak dobrze czuje się w roli oblężonej twierdzy jak panowie z Oldboys Derby. Żółto-czerwoni wykorzystali moment, w którym przeciwnicy spuścili z tonu, i dołożyli kolejne dwie bramki, a autorem obu był młodszy z Łukasiewiczów.
Dla granatowo-białych wprawdzie trafił jeszcze Szymon Godoń, lecz gol nie został ostatecznie uznany z powodu faulu, który miał miejsce chwilę wcześniej. Wynik 4:1 zgodnie z planem pozwolił „trójce” Oldboys Derby utrzymać niewielki dystans do podium, natomiast Wombaty znów musiały obejść się smakiem i po raz piąty z rzędu zakończyły mecz w roli pokonanych.







)
)
)
)
)
)
)
)
)