Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 15 Liga
Spotkanie od pierwszych minut lepiej układało się dla Pogromców Poprzeczek. Kapitalnie w środku pola prezentował się Mateusz Niewiadomy, który świetnie kontrolował tempo gry i raz po raz obsługiwał kolegów znakomitymi podaniami. Efekty przyszły bardzo szybko, gdyż najpierw jego dogranie wykorzystał Olek Markowski, a chwilę później po kolejnej asyście Niewiadomego do siatki trafił Dariusz Kozłowski. Goście błyskawicznie objęli dwubramkowe prowadzenie i wydawało się, że mają pełną kontrolę nad meczem.
Wombaty nie zamierzały jednak odpuszczać. Gospodarzy do walki poderwał Wojtek Grabowski, który dwukrotnie znalazł drogę do bramki rywali i doprowadził do wyrównania. Emocje rosły z każdą minutą, ale z przebiegu gry to Pogromcy prezentowali się dojrzalej i groźniej w ofensywie. Jeszcze przed przerwą ponownie błysnął Mateusz Niewiadomy, tym razem sam kończąc akcję celnym strzałem i dając swojej drużynie prowadzenie 3:2 do przerwy.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Pogromcy Poprzeczek nadal prowadzili grę i stwarzali sobie kolejne sytuacje, jednak świetnie między słupkami spisywał się bramkarz Wombatów – Kacper Mitręga, który kilkukrotnie ratował swój zespół przed utratą gola. Niewykorzystane okazje zemściły się, gdy gospodarze ponownie doprowadzili do remisu po trafieniu Szymona Godonia.
Radość Wombatów nie trwała jednak długo. Pogromcy odpowiedzieli niemal natychmiast, a po raz kolejny bohaterem został Mateusz Niewiadomy, który najlepiej odnalazł się w zamieszaniu podbramkowym i ponownie wyprowadził gości na prowadzenie. Kilka minut później swoją okazję wykorzystał Aleksander Peszko i zrobiło się 5:3 dla Pogromców.
Choć mecz powoli zmierzał ku końcowi, gospodarze wciąż walczyli o korzystny rezultat i ponownie zmniejszyli straty do jednej bramki. Odpowiedź gości była jednak błyskawiczna, bo chwilę później znów odskoczyli na dwa trafienia i przejęli pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Ostateczny cios w końcówce spotkania zadał Norbert Plak, który ustalił wynik na 7:4 dla Pogromców Poprzeczek.
Goście zaprezentowali się zdecydowanie lepiej na przestrzeni całego meczu i w pełni zasłużenie sięgnęli po komplet punktów. Dodatkowo kapitalny występ Mateusza Niewiadomego, który tego dnia brał udział niemal przy wszystkich bramkach swojego zespołu, był niewątpliwie ozdobą tego spotkania.
Na poziomie 15. ligi na Arenie Grenady oglądaliśmy starcie drużyn znajdujących się na zupełnie różnych biegunach tabeli. Inter, który wciąż liczy się w walce o mistrzostwo, podejmował KP Syrenkę walczącą o utrzymanie. Różnica jakości między obiema ekipami była widoczna praktycznie od pierwszego gwizdka.
Zawodnicy Interu od początku narzucili bardzo wysokie tempo i byli bezlitośni dla swoich rywali. Akcja za akcją przedzierali się pod bramkę Syrenki, regularnie zdobywając kolejne gole i nie pozostawiając przeciwnikom większych szans na reakcję. Już do przerwy wynik brzmiał aż 10:0, co doskonale oddawało przebieg pierwszej połowy.
Po zmianie stron obraz gry wcale się nie zmienił. Inter nie zamierzał zdejmować nogi z gazu, a momentami spotkanie przypominało bardziej luźną gierkę treningową niż ligowy pojedynek. Goście ewidentnie bawili się futbolówką, kreując kolejne efektowne akcje i raz po raz rozbijając defensywę Syrenki. Gospodarze zdołali zdobyć cztery bramki, jednak były one głównie efektem chwilowego rozluźnienia ze strony rywali. Ostatecznie Inter odniósł imponujące zwycięstwo 21:4 i nadal pozostaje w grze o złoty medal rozgrywek. Strata do lidera wynosi obecnie cztery punkty, dlatego każdy kolejny mecz będzie miał ogromne znaczenie w walce o końcowy triumf.
Na szczególne wyróżnienie zasłużył Artem Kolianovskyi, który rozegrał kapitalne zawody. Snajper Interu aż dziewięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców, a do tego dołożył jeszcze trzy asysty, będąc absolutnie najjaśniejszą postacią tego widowiska.
Spotkanie od pierwszych minut układało się pod dyktando zawodników Szeregu, którzy wciąż pozostają w grze o miejsce na podium 15. ligi. Ich starania po kilku minutach gry przyniosły efekty. Swoją skuteczność potwierdził najlepszy strzelec zespołu Jakub Myszór, który wykorzystał dogodną sytuację i otworzył wynik meczu.
Niedzielni odpowiedzieli jednak bardzo szybko, kiedy do wyrównania doprowadził Damian Grochowski, dając swojej drużynie chwilę nadziei na korzystny rezultat. Końcówka pierwszej połowy należała jednak do gości. Aleksander Ryszawa wpisał się na listę strzelców i ustalił wynik do przerwy na 2:1 dla Szeregu. Trzeba przyznać, że już w pierwszej części meczu drużyna gości prezentowała się lepiej i kontrolowała przebieg wydarzeń na boisku.
Po zmianie stron Szereg Homogenizowany jeszcze mocniej zaznaczył swoją przewagę. Ponownie kluczowe role odegrali Jakub Myszór oraz Aleksander Ryszawa. Myszór dołożył kolejne dwa trafienia, kompletując hat-tricka, natomiast Ryszawa zdobył swoją drugą bramkę w meczu. W pewnym momencie goście prowadzili już 5:1 i wydawało się, że losy spotkania są praktycznie rozstrzygnięte. Mimo niekorzystnego wyniku Niedzielni nie zamierzali składać broni. W kolejnych minutach kibice oglądali otwarte spotkanie i wymianę ciosów z obu stron. Obie ekipy potrafiły stworzyć sobie groźne sytuacje pod bramką rywala, jednak skuteczniejsi pozostawali zawodnicy gości.
Ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem Szeregu 9:5. Dzięki temu triumfowi goście nadal liczą się w walce o ligowe podium. Niedzielni natomiast coraz bardziej muszą oswajać się z rolą outsidera 15. ligi.
Dobrze znane wielu fanom ligi Los Rogalos podejmowało Oldboys Derby III w spotkaniu rozegranym podczas minionego weekendu na naszych ligowych obiektach. Walczące o utrzymanie Rogale - nie świętomarcińskie z Poznania, a bardziej warszawskie niczym Legia - miały plan, by postawić się wyżej notowanemu rywalowi. Goście po wpadce z poprzedniego tygodnia chcieli natomiast podgonić ligową czołówkę. Wszystko zapowiadało ogromne emocje i rzeczywiście zdecydowanie ich nie zabrakło.
Początek meczu zwiastował jednak istną demolkę i powrót do niechlubnej przeszłości gospodarzy. Praktycznie każda piłka, którą dostawał Łukasz Łukasiewicz, napastnik zespołu gości, kończyła się golem. Trzy szybkie bramki zdobyte w odstępie kilku minut kompletnie nie zapowiadały jednak tego, czym gospodarze uraczyli nas w drugiej połowie.
O ile pierwsza część spotkania oraz początek drugiej odsłony przebiegały pod wyraźne dyktando gości, którzy prowadzili już 7:2, o tyle ostatnie kilkanaście minut było prawdziwą „La Zabawa” w wykonaniu zespołu Mateusza Drumlaka. Sam kapitan wziął odpowiedzialność na swoje barki i zdobył aż cztery gole, z czego trzy podczas kapitalnego powrotu swojej drużyny. Rogale zaczęły seryjnie trafiać do siatki i do nijakiej gry z pierwszej połowy dołożyły w drugiej to, co w rogalikach lubimy najbardziej - trochę słodyczy. W prawdziwych rogalkach słodycz znajduje się zwykle w środku, tak tutaj właśnie środek pola został kompletnie zdominowany przez gospodarzy podczas ostatniego kwadransa. Atak za atakiem dawali pokaz charakteru, determinacji i wytrwałości, który ostatecznie zakończył się małym sukcesem.
Zwycięstwo byłoby czymś absolutnie wyjątkowym, ale nawet ten remis gospodarze zapewne przyjmą z pocałowaniem ręki. Goście mogą natomiast pluć sobie w brodę, bo po pierwszej połowie mieli Rogali podanych niczym danie na talerzu, lecz w sobie tylko znany sposób wypuścili trzy punkty z rąk...
Było to spotkanie zwieńczające dzień zmagań na Arenie Grenady, a jednocześnie absolutny hit 15. ligi. Biorąc pod uwagę, że obie ekipy walczą bezpośrednio o pierwsze miejsce, można zaryzykować stwierdzenie, że był to przedwczesny mecz o mistrzostwo. I jak to zwykle w 15. lidze, nie zabrakło smaczków, które można oglądać tylko na tym poziomie Ligi Fanów. Bo gdyby policzyć gole zdobyte przez obie ekipy, wyszłoby, że to Green Team strzelił więcej… a jednak przegrał. Jak to możliwe? Otóż gościom przydarzyły się aż dwa samobóje i to w sytuacji, gdy ekipa Marcina Walczaka prowadziła.
W 4. minucie zamieszanie pod bramką Yug.Budu wykorzystał Łukasz Jakubowski i głową skierował piłkę do siatki. Gospodarze, choć nieskuteczni, byli bardzo aktywni w ofensywie – w 8. minucie słupek uratował Green Team przed utratą bramki, a w 13. minucie Yurii Humeniuk zmarnował przysłowiową „setkę”. Ofensywa gospodarzy była jednak nieugięta i już w 15. minucie padł pierwszy samobój, a jego autorem był strzelec poprzedniego gola, czyli Łukasz Jakubowski. W niemal ostatniej akcji pierwszej połowy Vladyslav Ostrovsky wrzucił piłkę z rzutu rożnego, a fatalną interwencją „popisał się” Sebastian Durański i piłka znalazła się w siatce.
W drugiej części spotkania gospodarze wciąż nie grzeszyli skutecznością, ale mieli też wyjątkowego pecha, bo aż trzykrotnie piłka odbijała się od słupka. Za to zdecydowanie lepiej wyglądała formacja defensywna, bo ani Grzegorz Świercz, ani Piotr Waszczuk nie byli w stanie wypracować sobie klarownej sytuacji strzeleckiej. Goście mogą mieć też trochę pretensji sami do siebie, bo choć gonili wynik, w ich atakach czegoś wciąż brakowało – może przyspieszenia, może niekonwencjonalnego zagrania, a może zwyczajnego szczęścia.
Koniec końców gościom nie udało się już zdobyć bramki, a w 48. minucie Volodymyr Kharin w końcu przełamał niemoc strzelecką napastników Yug.Budu i ustalił wynik meczu na 3:1. W efekcie gospodarze zmazali hańbę sprzed tygodnia i odzyskali fotel lidera. Green Team ma teraz punkt straty i wciąż będzie aktywnie walczył o mistrzostwo, ale w teoretycznie najważniejszym meczu zawiódł i będzie musiał teraz liczyć na potknięcie swojego głównego rywala.







)
)
)
)
)
)
)
)
)