Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 16 Liga
W niedzielne popołudnie zespół Nagel podejmował drugi skład Kresowii Warszawa, który od dłuższego czasu czekał na upragnione trzy punkty. Spotkanie rozpoczęło się idealnie dla gości – szybka bramka dała im prowadzenie i mentalny komfort w dalszej fazie gry.
Mecz był otwarty, bez wyraźnej przewagi którejkolwiek z drużyn, ale to Kresowia lepiej operowała piłką i wizualnie prezentowała się korzystniej – przede wszystkim pod względem dynamiki i szybkości. Gospodarze starali się odpowiadać groźnymi kontrami, jednak solidna postawa Jędraka i kolegów z defensywy pozwalała Kresowii zachować czyste konto. Na uwagę zasługuje także Przybylski, który mimo silnego słońca oślepiającego go prosto w twarz, zachował pełną koncentrację i uratował swój zespół w pozornie łatwej, ale zdradliwej sytuacji. Emocje momentami brały górę – pojawiały się spięcia i częstsze interwencje sędziego, ale na szczęście wszystko pozostało w ramach sportowej rywalizacji. Gra Nagel opierała się głównie na obronie dużą liczbą zawodników w swoim polu karnym, natomiast Kresowia skutecznie wykorzystywała wolne przestrzenie i grała szeroko. Do przerwy na tablicy wyników utrzymywało się skromne 0:1.
Po zmianie stron goście sprawiali wrażenie nieco ospałych, co próbowali wykorzystać gospodarze. Martyniuk długo nie mógł się przełamać, marnując kolejne sytuacje, ale w końcu udało mu się wpisać na listę strzelców, doprowadzając do stanu 1:1. Chwilę później Nagel miał idealną okazję na objęcie prowadzenia, ale sytuacja z trzech metrów zakończyła się… pudłem. Niewykorzystane okazje się mszczą – Kresowia wróciła do gry z odpowiednią intensywnością i regularnymi atakami, które przyniosły efekt. Goście zdobyli kolejne trzy bramki i ostatecznie zwyciężyli 4:1, kończąc spotkanie z zasłużonym kompletem punktów. Tym samym zbliżyli się w tabeli nie tylko do środka stawki, ale także do samego Nagela.
Przed tym spotkaniem oba zespoły sąsiadowały ze sobą w ligowej tabeli. Lisy miały na koncie dwie wygrane i dwie porażki, prezentując dotąd bardziej przekonującą formę. Diabły dopiero co odniosły pierwsze zwycięstwo i z czterema punktami znajdowały się tuż nad strefą spadkową. Jak to często bywa w 16. lidze – szykowaliśmy się na wyrównany mecz, być może nawet bramkowy remis. Rzeczywistość zweryfikowała te przewidywania bardzo brutalnie.
Od pierwszego gwizdka Ukrainian Devils narzucili własne tempo i styl gry. Już w pierwszych minutach otworzyli wynik spotkania i choć przez chwilę wydawało się, że Lisy zdołają odpowiedzieć, kolejne minuty tylko potwierdzały dominację gospodarzy. Duża w tym zasługa świetnie dysponowanego Volodymyra Lazaruka, który był wszędzie – asystował, strzelał, napędzał grę swojej drużyny. Białe Lisy długo trzymały wynik na styku głównie dzięki bardzo dobrej postawie swojego bramkarza, który kilkakrotnie ratował zespół przed stratą gola. Jednak przed przerwą i on musiał skapitulować – dwukrotnie. Do szatni schodziliśmy więc przy stanie 3:0 dla Devils i było to jak najbardziej zasłużone prowadzenie.
Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie. Diabły dalej dominowały, spokojnie rozgrywały piłkę i cierpliwie budowały kolejne akcje. Lisy natomiast były kompletnie bezradne – nie potrafiły się przebić przez twardą, momentami aż zbyt ostrą defensywę rywala. Do tego ofensywa nie potrafiła znaleźć odpowiedniego rytmu – Łukasz Borkowski, który w tym sezonie już kilkakrotnie trafiał z dystansu, tym razem nie mógł się wstrzelić. W przeciwieństwie do niego – Lazaruk rozgrywał mecz życia. Brał udział przy siedmiu z ośmiu bramek swojej drużyny i praktycznie w pojedynkę rozmontowywał defensywę Lisów. Finalny rezultat – 8:0 – mówi sam za siebie.
Ukrainian Devils pokazali się z najlepszej strony i udowodnili, że mimo trudnego startu, wciąż mogą myśleć o miejscu na podium. Lisy będą musiały szybko się pozbierać, bo kolejna strata punktów może kosztować ich środek tabeli.
W niedzielne popołudnie kibice zgromadzeni na Arenie Grenady byli świadkami widowiska, które z powodzeniem mogłoby uchodzić za mecz kolejki. Pojedynek pomiędzy FC Alliance a Gawulon FC w ramach 14. kolejki 16. Ligi Fanów dostarczył aż dziewięciu bramek, wielu emocji i niespodziewanych zwrotów akcji. Ostatecznie to goście wygrali 5:4, choć przez długi czas to gospodarze nadawali ton grze.
Początek spotkania należał zdecydowanie do FC Alliance. Już w pierwszych minutach Oleg Halka wykorzystał precyzyjne, dalekie podanie od bramkarza Serhiia Zarubina, otwierając wynik meczu. Ten sam zawodnik podwyższył na 2:0, co dało jego drużynie wyraźną przewagę i pewność siebie. Gawulon jednak szybko się otrząsnął – kontaktową bramkę zdobyli jeszcze przed przerwą, ustalając wynik pierwszej połowy na 2:1.
Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy gospodarze znów zaznaczyli swoją obecność – tym razem Mykyta Bondarenko popisał się znakomitym uderzeniem z rzutu wolnego i podwyższył prowadzenie na 3:1. Wydawało się, że FC Alliance ma wszystko pod kontrolą... aż do momentu, gdy Gawulon wrzucił wyższy bieg. Goście rozpoczęli szaloną pogoń. Szybko doprowadzili do wyrównania 3:3, a następnie dołożyli kolejne dwa trafienia, wychodząc na prowadzenie 5:3. Prawdziwym bohaterem tej części spotkania był Kacper Pawłowski – zdobywca dwóch bramek i autor dwóch asyst. Jego dynamiczna gra i nieustępliwość w polu karnym siały zamęt w defensywie gospodarzy.
FC Alliance nie zamierzało się poddawać – udało im się zdobyć gola kontaktowego na 5:4, jednak mimo kilku dogodnych sytuacji nie byli w stanie wyrównać. Na wyróżnienie zasługują również obaj bramkarze – Serhii Zarubin i Jakub Zgryziewicz, którzy kilkukrotnie ratowali swoje drużyny w kluczowych momentach.
Mecz zakończył się zasłużonymi, wzajemnymi podziękowaniami – było to jedno z najbardziej emocjonujących starć sezonu. Gawulon FC wywiózł komplet punktów, a FC Alliance mimo porażki zaprezentowało widowiskowy futbol i ogromne zaangażowanie.
W niedzielne popołudnie na boisku przy Grenady zmierzyły się zespoły o zupełnie różnych celach i potencjale – FC Łazarski, walczący o mistrzostwo 16. Ligi, oraz KP Syrenka, okupujący ostatnie miejsce w tabeli. Choć pojawiały się pytania, czy Syrenkę stać na niespodziankę i pierwsze punkty w sezonie, szybko stało się jasne, że faworyt nie zamierza brać jeńców.
Od pierwszego gwizdka Łazarski zdominował spotkanie we wszystkich aspektach – od przygotowania taktycznego, przez tempo gry, aż po technikę indywidualną zawodników. Drużyna grała pewnie, szybko i bardzo efektownie – kolejne bramki były wynikiem nie tylko zorganizowanej gry, ale i indywidualnych popisów. Największym bohaterem meczu został Mykyta Harkavka, który zdobył aż sześć bramek i był motorem napędowym niemal każdej ofensywnej akcji swojego zespołu. Już do przerwy Łazarski prowadził 9:0, a druga połowa była jedynie kontynuacją dominacji. Zespół nie zwalniał tempa i ostatecznie zakończył spotkanie imponującym wynikiem 19:0.
Syrenka, mimo ambicji, nie była w stanie przeciwstawić się rozpędzonemu rywalowi. To kolejna bolesna lekcja dla drużyny, która wciąż czeka na pierwsze punkty tej wiosny. Łazarski za to nie tylko zgarnął komplet punktów, ale również przeskoczył w tabeli FC Alliance i umocnił się w walce o najwyższe cele.
Starcie drużyn z dwóch biegunów tabeli od początku układało się zgodnie z oczekiwaniami. Grajki i Kopacze, walczący o mistrzostwo, od pierwszego gwizdka narzucili swój styl gry, pokazując, dlaczego przewodzą ligowej stawce.
Już na otwarcie meczu zobaczyliśmy trafienie niecodzienne – bramkarz gości Warda zdecydował się na strzał z dystansu, a piłka po rykoszecie kompletnie zaskoczyła golkipera Elekcyjnej. Chwilę później Krzemiński podwyższył prowadzenie precyzyjnym uderzeniem sprzed pola karnego, a Nieszporek dołożył kolejne trafienie po składnej akcji z Krzemińskim. Gospodarze zdołali odpowiedzieć tuż przed przerwą – Mydłowiecki popisał się efektownym rajdem i zdobył gola kontaktowego, ustalając wynik pierwszej połowy na 1:4.
Po zmianie stron duet Krzemiński – Nieszporek znów dał o sobie znać, finalizując świetną kombinację w polu karnym. Elekcyjna nie zamierzała się poddawać i po dobrym dograniu Kanigowskiego Mydłowiecki zdobył drugą bramkę. Mimo to, GiK kontynuowało ofensywny koncert – Krzemiński znów uruchomił Nieszporka, który zdobył siódmego gola dla swojego zespołu. Gospodarze raz jeszcze próbowali wrócić do gry – Mydłowiecki przejął piłkę i skompletował hat-tricka, a chwilę później dołożył czwartą bramkę po kolejnym dynamicznym rajdzie. Końcowe słowo należało jednak do gości – Krośko efektownie zagrał górą do Wasiaka, który ustalił wynik meczu na 4:8.
Grajki i Kopacze znów pokazali swoją jakość i w pełni zasłużenie sięgnęli po komplet punktów, umacniając się na pozycji lidera. Elekcyjna, mimo kolejnej porażki, może mieć powody do umiarkowanego optymizmu – zwłaszcza postawa Mydłowieckiego to jasny punkt i sygnał, że jeszcze nie wszystko w tym sezonie stracone.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)