Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 16 Liga
Nagel od pierwszych minut meczu zdominował wydarzenia na boisku w konfrontacji z Syrenką, narzucając szybkie tempo gry. Pierwszy celny strzał spotkania oddał Dominik Węgrzynowicz, dając sygnał do ataku. Goście zamknęli przeciwnika na jego połowie i wydawało się, że będą kontrolować przebieg spotkania. Gospodarze jednak mieli inne plany i po skutecznym kontrataku objęli prowadzenie 1:0. Nagel odpowiedział błyskawicznie – po trafieniu Tomasza Rębiewskiego zrobiło się 1:1. Wtedy to zawodnicy KP Syrenka pokazali, że nie zamierzają oddać pola bez walki – po kolejnej kontrze gospodarze niespodziewanie objęli prowadzenie 2:1.
W 10. minucie Nagel przypomniał sobie, że punkty przyznawane są za wygrywanie, a nie za samo uczestnictwo w meczu. Radosław Przybylski strzelił na 2:2, a od tego momentu gospodarze nie mieli już nic do powiedzenia w tej części meczu. Faworyt, nakręcony na dobry wynik, przejął kontrolę i w ciągu 15 minut zdobył trzy kolejne bramki, schodząc na przerwę z prowadzeniem 5:2.
Po zmianie stron Nagel trochę zwolnił, ale nadal utrzymywał przewagę. KP Syrenka nie poddała się łatwo i szybko zdobyła bramkę na 3:5, sygnalizując chęć walki do ostatniej minuty. Niestety, ich nadzieje szybko rozwiał Radosław Przybylski, który w ostatnich 15 minutach meczu strzelił cztery bramki, pomimo lekkiego urazu. Nagel ostatecznie pokonał KP Syrenkę 12:6, zapewniając sobie tym samym awans na pozycję lidera, wykorzystując potknięcie FC Alliance.
Gospodarze, mimo porażki, pokazali, że mają w swoim zespole obiecujących zawodników – szczególnie wyróżnili się Mateusz Woźnicki i Wojciech Woźniak. Z pewnością pierwsze punkty w Lidze Fanów mogą zdobyć szybciej, niż sugerowała wysoka porażka w 1. kolejce.
To miało być spokojne spotkanie, a wyszła prawdziwa piłkarska telenowela z dramatyczną końcówką! White Foxes podejmowali Elekcyjną FC i choć przez większość meczu wszystko układało się po ich myśli, to w ostatnich minutach zrobiło się naprawdę gorąco.
Mecz rozpoczął się od błyskawicznego ciosu – Konrad Chojnacki odpalił pięknego woleja i dał prowadzenie gościom. Ale White Foxes potrzebowali tylko chwili, by się otrząsnąć. Gdy już się rozkręcili, to nie było czego zbierać – cztery gole z rzędu i pokaz dominacji w środku pola. Do przerwy 4:2 i wydawało się, że gospodarze mają wszystko pod kontrolą.
Po zmianie stron lisy dalej robiły swoje. Na wyróżnienie zasłużyli Krzysztof Oracz, który nie tylko trafiał, ale też świetnie kreował akcje, oraz Łukasz Borkowski – jego energia i czucie gry były nie do podrobienia. Kiedy tablica wyników pokazała 7:4, wielu myślało, że to koniec emocji...
A jednak nie! Elekcyjna nie powiedziała ostatniego słowa – dwie szybkie bramki w końcówce i nagle zrobiło się 7:6. Nerwy były ogromne, gospodarze bronili jak o życie, ale ostatecznie dowieźli zwycięstwo do ostatniego gwizdka.
White Foxes zgarniają pełną pulę, ale dostają też jasny sygnał: w tej lidze nie można odpuszczać ani na moment!
FC Alliance, po demolce jaką urządziła KP Syrence, stawiło się na obiekcie przy ulicy Grenady, aby przynajmniej zbliżyć się do osiągnięć sprzed tygodnia. Rywalem był znany z naszych boisk FC Łazarski, który w pierwszej wiosennej kolejce zremisował swój mecz. Pierwsze minuty były bardzo wyrównane, oba zespoły walczyły w środku pola o piłkę, i było wiadomo, że ten mecz będzie zacięty. O wyniku spotkania miała decydować dyspozycja dnia bądź jakiś indywidualny błąd. Pojedyncze ataki pod bramką jednych czy drugich nie stwarzały większego zagrożenia, przez co w pewnym momencie zaczęło wiać nudą. Dopiero w 21. minucie meczu Oleksii Kovalenko wyprowadził FC Alliance na prowadzenie, a przy wyniku 1:0 dla gości sędzia zaprosił obie drużyny na przerwę.
Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy Mykyta Harkavka doprowadził do wyrównania. Taki początek drugiej części meczu mógł zwiastować, że będzie ona bardziej obfitować w bramki, ale niestety dla nas, postronnych obserwatorów, więcej goli już nie padło. Ostatecznie FC Łazarski zremisował swój drugi mecz w tej rundzie, a FC Alliance z dorobkiem 4 punktów zajmuje drugie miejsce w tabeli, co cały czas pozwala myśleć o zdobyciu złotych medali na czerwcowym zakończeniu sezonu.
Zarówno FC Ukrainian Devils, jak i drugi zespół Kresowii Warszawa nie zdołały zwyciężyć swoich pierwszych meczów w naszych rozgrywkach i stawili się na Arenie Grenady, by poczuć smak zwycięstwa i w dobrym humorze spędzić niedzielne popołudnie. Optyczną przewagę na początku mieli gospodarze tego meczu, którym udało się wyjść na prowadzenie po golu Vitaliego Buzuliaka. Ukrainian Devils po tym trafieniu trochę oddali pole gry i Kresowia przejęła kontrolę nad wydarzeniami. Ich niektóre akcje naprawdę mogły się podobać. Niestety dla gości, w tym meczu często brakowało dokładności w decydujących momentach pod bramką rywali.
W końcu, po jednej z dwójkowych akcji najlepszych w Kresowii, czyli Jerzego Dobrenko i Aleksandra Martyniuka, ten drugi wpisał się na listę strzelców. Z wynikiem remisowym oba zespoły udały się na uzupełnienie płynów i złapanie oddechu po wyczerpujących pierwszych 25 minutach.
W drugiej połowie pojedynek był bardziej otwarty, a bramkarze obu drużyn robili, co mogli, by uratować swój zespół przed utratą bramki. Zarówno jedni, jak i drudzy zdobyli po dwie bramki, a mecz zakończył się podziałem punktów. Kolejny tydzień i oba zespoły muszą czekać, aż w końcu zaznają smaku zwycięstwa. Patrząc jednak na ich grę, premierowe wygrane są kwestią czasu.
16. liga to zupełnie nowy poziom rozgrywkowy, w którym mamy do czynienia z systemem jednorundowym. Oznacza to, iż poziom może być bardzo zróżnicowany i nie do końca wyrównany. Spotkanie pomiędzy Gawulon a Grajki i Kopacze bardzo mocno temu przeczy. Na starcie warto podkreślić, że obie drużyny prezentują naprawdę dobry poziom i spokojnie poradziłyby sobie nawet w 7. lidze.
Pierwsza część spotkania, mimo że wynik oraz przebieg meczu wskazywały na coś innego, była pełna emocji. Wielokrotnie obaj bramkarze interweniowali, ratując swoje drużyny przed stratą gola. Łącznie padło 5 bramek, co w porównaniu do liczby sytuacji, które mogły zakończyć się trafieniem, stanowiło stosunkowo mało. Zawodnicy gości rozegrali minimalnie lepszą połowę, prowadząc kolejno 0:2, 1:3, a na koniec 2:3.
Chwilę po wyjściu na drugą połowę ekipa gospodarzy wyrównała. Po tej bramce to oni przejęli kontrolę nad spotkaniem i dyktowali warunki. Bezbramkowo mijały kolejne minuty w tym piekielnie trudnym dla obu stron zmaganiu. Wreszcie został podyktowany rzut karny, który pewnie wykorzystuje drużyna Grajki i Kopacze. Mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 5:5, co jest sprawiedliwym werdyktem. Szkoda, że nie da się wybrać obu bramkarzy do szóstki kolejki, bo zdecydowanie na to zasłużyli. Jeśli którakolwiek z tych drużyn nie skończy na podium swojego debiutanckiego sezonu, będzie to według nas ogromne zaskoczenie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)