Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 15 Liga
Minionej niedzieli, na obiektach warszawskiego AWF-U doszło do niezwykle interesującego starcia. Stanęły naprzeciwko siebie drużyny z samego końca ligowej tabeli, które nie zdobyły jak dotąd ani jednego punktu. Mowa tu oczywiście o pojedynku pomiędzy młodym składem FC Babice z bardziej doświadczonymi reprezentantami Karabakhu Azerbejzan. Pierwsi do głosu doszli goście, którzy po indywidualnej akcji Huseynli'ego objęli prowadzenie. Zaledwie kilka chwil później ten sam zawodnik pokonał golkipera rywali ponownie. Na odpowiedź oponentów nie trzeba było czekać jednak zbyt długo. Po fantastycznym uderzeniu od poprzeczki, piłka zatrzepotała bowiem w siatce Karabakhu, przywracając tym samym nadzieje graczom z Babic. To właśnie wynikiem 1:2 zakończyła się pierwsza połowa. W finałowej odsłonie tego hitowego starcia tempo zdecydowanie podskoczyło. Efektem tego była najpierw bramka dla gości oraz fenomenalna remontada gospodarzy, którzy ze stanu 1:3 zdołali wyjść na prowadzenie 5:4. Niestety dla nich zaznajomieni z ligą Azerowie ponownie wstali z kolan, przechylając szalę zwycięstwa na swoją stronę. Tym samym Karabakh okazał się minimalnie lepszy. My jednak widzimy zauważalny progres w grze Babic. Niedzielna porażka 5:6 pokazała, że młodzi gracze bardzo szybko wyciągają wnioski i momentalnie wprowadzają je do swojej gry. Efekty przyjdą niebawem.
Mecz Warsaw Pistons z KS Partyzant Włochy od samego początku zapowiadał się na wyrównane starcie i rzeczywiście takim był. Przez długi czas żadna z drużyn nie mogła otworzyć wyniku, mimo że obie ekipy miały swoje okazje. W 15. minucie worek z bramkami otworzył Paweł Nowak z Warsaw Pistons, a chwilę później podwyższył na 2:0. Odpowiedź Partyzanta była jednak natychmiastowa – zaledwie dwie minuty później drużyna zdołała wyrównać stan rywalizacji na 2:2. Przed przerwą obie ekipy zdobyły jeszcze po jednym golu, utrzymując remis i duże emocje. Druga połowa zaczęła się dynamicznie, bo już po 8 minutach Pistonsi ponownie wyszli na prowadzenie. Jednak chwilę później Aleksandra Pastuszko mijając kilku zawodników, wyrównała pięknym strzałem w samo okienko. Kolejne minuty przyniosły więcej spokoju, aż do momentu, gdy Olaf Opałczyk ponownie wyprowadził Warsaw Pistons na prowadzenie, co wydawało się rozstrzygającym momentem meczu. Jednak to, co wydarzyło się w końcówce, wprawiło wszystkich w osłupienie. Bramkarz Partyzanta, w ostatniej akcji spotkania, wziął sprawy w swoje ręce, wypracowując sytuację, która zakończyła się bramką wyrównującą. Spotkanie zakończyło się remisem, a Partyzant zdobył swój pierwszy punkt w sezonie. Mimo że to 15. liga, obie drużyny pokazały zaangażowanie i walkę, której mogłyby pozazdrościć nawet zespoły z wyższych lig. Widowisko było pełne emocji, a obie ekipy zasługują na ogromny szacunek za nieustępliwość i ducha walki.
Starcie na szczycie 15.ligi nie rozczarowało i zawodnicy obu ekip postarali się o to, aby był to niezwykle zacięty i wyrównany pojedynek. Musimy przyznać, że ekipa Krzysztofa Bienkiewicza zrobiła w ostatnich sezonach ogromne postępy, skoro udało się jej pokonać bardzo doświadczoną ekipę z Gocławia. Ale od początku. W pierwszych minutach oglądaliśmy sporo sytuacji raz pod jedną, raz pod drugą bramką, a pierwszy gol padł w 6 minucie i Santiago wyszło na prowadzenie po trafieniu Sławomira Plewy. Odpowiedź przyszła błyskawicznie, bo już w kolejnej akcji Marcin Bielski przejął niedokładne podanie i huknął nie do obrony. Po chwili Tomasz Witkowski pokonał Marcina Głębockiego i gospodarze znów prowadzili, a w 22 minucie ekipa z Rembertowa była bliska zdobycia kolejnego gola, ale skończyło się obiciem słupka. Mimo starań z obu stron, wynik nie uległ zmianie i pierwsza połowa skończyła się stykowym rezultatem 2:1. Po zmianie stron aż dziesięć minut musieliśmy czekać na kolejnego gola, ale bynajmniej nie wiało nudą. Wręcz przeciwnie, obie drużyny kreowały dużo okazji strzeleckich, ale dopiero żółta kartka Mariusza Głębockiego otworzyła drogę do bramki Elitarnych. Z rzutu wolnego się nie udało, ale moment później Łukasz Wiśniewski huknął z dystansu i zrobiło się 3:1. Elitarni wyraźnie podkręcili tempo i w 42 minucie gola kontaktowego zdobył Marcin Bielski, ale chwila nieuwagi wystarczyła, aby Santiago Remberteu wróciło na dwubramkowe prowadzenie po trafieniu Piotra Wójtowicza. Goście rzucili wszystkie siły do ataku i otworzyli się w obronie, co ostatecznie skończyło się dla nich katastrofą i golem Sławomira Plewy. W 47 minucie Tomasz Witkowski obejrzał żółty kartonik i Elitarni błyskawicznie zamienili przewagę na gola autorstwa Wojciecha Sekulaka, ale na więcej nie starczyło czasu i Santiago Remberteu zaliczyło trzeci mecz z rzędu z kompletem oczek.
Na zakończenie zmagań 3 kolejki jesiennej odsłony sezonu 2024/2025 na przeciw siebie wybiegli FC Nieśmiertelni Wojownicy, którzy po dwóch kolejkach zajmowali 4. miejsce oraz Mocny Narket, który z kompletem punktów pozostawał liderem rozgrywek. Goście byli oczywistym faworytem tego spotkania i już od pierwszych minut pokazywali, dlaczego to oni są w czubie tabeli. Akcje Mocnego Narketu momentami przypominały rozgrywanie piłki przez zespoły, które na co dzień występują o wiele lig wyżej. Każdy z zawodników wiedział, gdzie ma się ustawić na boisku, jakie ma zadania i co ma robić w konkretnej sytuacji na boisku. Wynik spotkania otworzył Jan Bernat, a po kilku minutach goście podwyższyli prowadzenie po trafieniu Jakuba Dąbka. Do przerwy zdobyli jeszcze jedną bramkę, autorem której był jeden z najlepszych zawodników ligi, czyli Dawid Brzeziński. Nieśmiertelni Wojownicy starali się odgryzać gościom, oddali kilka groźnych strzałów w kierunku bramki Rubena Nieścieruka, ale były one albo minimalnie niecelne, albo świetnie spisywał się kapitan gości. Jak już jesteśmy przy bramkarzu faworytów, to nie sposób nie wspomnieć o tym, co wydarzyło się tuż po rozpoczęciu drugiej połowy. Ruben przejął bezpańską piłkę w swoim polu karnym, ułożył sobie ją do strzału i niemal z własnego pola karnego skierował w samo okienko bramki strzeżonej przez Igora Kovinko. Powiedzieć, że bramka stadiony świata, to nic nie powiedzieć. Po tym spektakularnym trafieniu swojego pierwszego i jedynego gola tego dnie zdobyli gospodarze. Arkadiusz Słojkowski wykorzystał podanie Fabiana Bagińskiego, ale to było zdecydowanie zbyt mało, na tak dysponowany zespół gości. ostatecznie Mocny Narket wygrał 6:1, a ozdobą tego meczu na pewno była bramka Rubena Nieścieruka.







)
)
)
)
)
)
)
)