Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 15 Liga
W zapowiedzi przedmeczowej typowaliśmy Santiago Remberteu na zdecydowanego faworyta tego spotkania. Przemawiała za tym historia dotychczasowych starć, jak i obecna dyspozycja w rundzie. Skazywany na porażkę Partyzant okazał się, przynajmniej w pierwszej połowie, o wiele bardziej wymagającym rywalem. O dziwo, długo utrzymywał się wynik bezbramkowy, po części wynikający z nieskuteczności Santiago, po części ze świetnej postawy między słupkami Piotra Arendta, jak i Adama Szczeczko, który na chwilę musiał zastąpić golkipera Partyzanta. Minuty mijały, wynik się nie zmieniał, aż w końcu nadeszło przełamanie, tylko raczej nie takie, jakiego się można było spodziewać. Otóż to Partyzant Włochy wyszedł na prowadzenie za sprawą Oli Pastuszko. Co więcej nominalni gospodarze jeszcze przed przerwą podwyższyli na 2:0 i sensacja zaczęła wisieć w powietrzu. Niestety dla nich druga połowa miała już zupełnie inny przebieg. Chwilę po wznowieniu gry Bartosz Chamera zdobył bramkę kontaktową, a potem to był właściwie one man show. Wcześniej wspomniany Bartosz zdobył cztery bramki, po których Partyzant już się nie podniósł. Potem Michał Syrnyk wykorzystał rzut karny i mieliśmy 2:5, dzięki czemu stało już się jasne, że Santiago Remberteu już tego zwycięstwa nie odda. Ostatecznie skończyło się na wyniku 2:8, gdzie jak już wspomnieliśmy, ten mecz miał dwie zupełnie różne połowy. Ciekawostką może być fakt, że gola w tym meczu zdobył również bramkarz Santiago – Szymon Bielański, który przelobował swojego vis a vis, uderzając z drugiego końca boiska. Mimo to Partyzant miał naprawdę dobre momenty w tym spotkaniu, ale rywal miał Bartosza Chamerę, który był kluczową postacią swojej drużyny. I kto wie, jak potoczyłoby się to spotkanie, gdyby nie on.
W ramach 8 kolejki 15 ligi odbyło się spotkanie Mocny Narket kontra Warsaw Pistons. Gospodarze mogą zaliczyć kolejny mecz do udanych. Szybko wyszli na prowadzenie i systematycznie je zwiększali, zdobywając kolejne bramki. Goście mieli kilka dobrych sytuacji, których finalizacja była jednak fatalna. Dopiero przy wyniku 4:0 ich celowniki trochę się nastawiły. W końcu udaje zdobyć się honorowe trafienie w pierwszej połowie, którego autorem był Rafał Antoniak. Do przerwy już tylko Narket zdobywał bramki, a wisienką na torcie była kolejne trafienie Rubena Nieścieruka. Do przerwy wynik brzmiał 9:1, a wyjście z takich tarapatów dla Pistonsów graniczyło z cudem. Druga część spotkania była bardzo podobna do pierwszej. Bramki wciąż zdobywała praktycznie jedna strona. Różnica była jedynie w liczbie strzelonych goli, jak również w tym, że Warsaw Pistons dwukrotnie pokonali bramkarza rywali, podczas gdy w pierwszej połowie uczynili to tylko raz. Tych goli mogło być więc, bo chłopaki chociażby rzut karny, do którego podszedł strzelec dwóch bramek Rafał Antoniak, lecz niestety przestrzelił kilka metrów nad poprzeczką. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 15:3 dla zespołu Mocny Narket, który nie dał przeciwnikowi żadnych szans i ani przez chwilę nie dał się zbliżyć do remisu.
Mówiło się, że to mecz podwyższonego ryzyka. Nie wiemy, czy te ekipy się wcześniej znały, ale w internecie doszło podobno między nimi do małej przepychanki słownej, która tylko podnosiła emocje związane z bezpośrednim starciem. Kto był faworytem? Patrząc na tabelę i formę, chyba Nieśmiertelni Wojownicy, którzy mieli więcej punktów, ale też przyjemniejszy terminarz w ostatnim czasie. Poza tym mecze takie jak ten, potrafią się rządzić swoimi prawami i w niedzielę mieliśmy tego doskonały przykład. Zanim się bowiem obejrzeliśmy, a Wojownicy prowadzili 4:0, po czterech bramkach Arkadiusza Słojkowskiego! Takiego początku nikt się tutaj nie spodziewał i wydawało się, że po takim starcie nie można przegrać meczu. Ale im dłużej ta potyczka trwała, tym Babice odzyskiwały wigor. Chłopaki mozolnie, acz skutecznie zaczęli dobierać się do oponenta i co najważniejsze – regularnie zmniejszali straty. Głównie za sprawą duetu Maciek Radoń – Nikodem Milewski. Ten tandem świetnie współpracował i doprowadził do stanu 4:3. Widać było, że to co dzieje się na boisku, zrobiło wrażenie na Wojownikach. Pewność siebie uciekła, pojawiały się proste błędy, a rywal na tym korzystał i już do przerwy prowadził 6:5! Druga odsłona spotkania była spokojniejsza. Goli padło mniej, natomiast obydwaj bramkarze też mieli co robić. Pierwszy cios w finałowej odsłonie zadali gracze Babic, lecz rywale odpowiedzieli bramką Pawła Sankowskiego i nic nie było jeszcze przesądzone. Z obydwu stron mieliśmy dogodne okazje, jakby jedni i drudzy zdawali sobie sprawę, że następne trafienie będzie kluczowe. Zdobyli je nominalni goście, czym ostatecznie ustalili wynik spotkania na 8:6. I brawa dla nich, bo wyjść z takich opresji, w jakich znaleźli się na początku, to naprawdę duży wyczyn. Taki mecz na pewno podniesie morale w drużynie i jesteśmy przekonani, że popchnie triumfatorów do jeszcze lepszych wyników. Co do przegranych, to początek mieli fantastyczny, ale nie potrafili utrzymać tego poziomu dłużej. Taka porażka musi boleć i zobaczymy jak wpłynie na nich przy okazji meczu kończącego pierwszą część sezonu.







)
)
)
)
)
)