Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 7 Liga
W niedzielę o godzinie 16:00 oficjalnie została rozpoczęta runda letnia i na dzień dobry mieliśmy okazję zobaczyć starcie Unión Latina oraz Niedzielnych. Ten mecz był niesamowitą zagadką, nie można było wskazać faworyta, co zwiastowało nam zaciętą rywalizację. Po kilku minutach wzajemnego badania się i zażartej walki w środku pola, wynik meczu otworzył Michał Drosio, który najlepiej odnalazł się w chaosie pod bramką gospodarzy i mocnym strzałem pokonał golkipera rywali. Ta bramka podziałała jak płachta na byka na graczy z Wenezueli, którzy zabrali się do odrabiania strat. Ba! Nie tylko je szybko odrobili, co przejęli inicjatywę i wyszli na prowadzenie 2:1, czym ustanowili ostateczny wynik pierwszej odsłony. W drugiej połowie widać było w nich ogień z poprzedniej części meczu. Niesamowitą dyspozycją, przede wszystkim strzelecką, popisywał się Luis Alfredo Moreno, który wyprowadził swoją drużynę na trzy bramki przewagi. Gdy wydawało się, że to spotkanie jest skończone, do głosu zaczęli dochodzić goście. Warto pochwalić bramkarza Niedzielnych, który w tym meczu zaliczył parę spektakularnych obron, chociażby przy rzucie karnym, gdzie wyczuł intencję strzelca i pewnie chwycił piłkę w dłonie. Ta rywalizacja obfitowała w sporą liczbę "11", bowiem były ich aż 3, z czego dwie na korzyść graczy w żółtych strojach, które skutecznie wykorzystywał Marcin Aksamitowski, stając się cichym bohaterem swojego zespołu. Ostatecznie Niedzielni nie zdołali dogonić wyniku i musieli uznać swoją porażkę w stosunku 5:7, lecz to dopiero 1 kolejka i jesteśmy przekonani, że to nie jest ich ostatnie słowo.
W spotkaniu 7 ligi na przeciw siebie stanęły Dynamo Wołomin oraz KS Partyzant Włochy. Obie ekipy stawiły się na to spotkanie w bardzo licznych składach, co od początku zwiastowało ciekawe widowisko. Faworytem wydawała się ekipa z Wołomina, jednak Partyzant w letnim okienku transferowym zaliczył kilka spektakularnych transferów i byliśmy ciekawi, co z tego wyjdzie. Spotkanie już od pierwszych minut toczyło się w bardzo szybkim tempie, jedni i drudzy starali się szybko strzelić bramkę. Często brakowało jednak dokładności i wykończenia, albo dobrze spisywali się bramkarze. Długo utrzymywał się bezbramkowy remis, co świadczyło o zaciętości tej potyczki. Na pierwszą i jak się okazało jedyną bramkę w pierwszej odsłonie czekaliśmy aż do 16 minuty, kiedy to Krystian Miszkurka wypatrzył Piotra Skibę a ten pewnie pokonał bramkarza gospodarzy. Po zmianie stron worek z bramkami się otworzył i to Partyzant Włochy dość szybko podwyższył prowadzenie, a autorem bramki był ponownie Piotr Skiba. Po stracie drugiego trafienia gospodarze nie załamywali rąk i starali się grać swoją piłkę. Częste zmiany i podpowiedzi z ławki rezerwowych to był w tym wypadku klucz do sukcesu. Bramkę kontaktową po dwójkowej akcji Kubik-Matyja strzela ten drugi i na tablicy wyników mieliśmy już 1-2. W kolejnych minutach goście jakby cofnęli się na własną połowę, chcąc za wszelką cenę bronić zdobytego wcześniej prowadzenia. Niestety taka taktyka nie przyniosła zamierzonego rezultatu i po kilku minutach Dynamo Wołomin doprowadza do remisu i mecz rozpoczął się na nowo. Remis nie zadawalał żadnej ze stron, dlatego końcówka spotkania była naprawdę fascynująca. Zawodnicy obu ekip rzucili wszystko na jedną szalę, często zapominając o grze w obronie. W takiej grze zdecydowanie lepiej odnaleźli się gospodarze i to oni po bramce Adriana Adamowskiego zdołali ostatecznie wygrać ten zacięty pojedynek. Gospodarze grali do końca, odwrócili losy spotkania i zaliczyli prawdziwy come back, który może dać im pozytywnego kopa na następnych pojedynki. Partyzant pokazał, że ta ekipa dopiero się rodzi, chłopakom brakuje jeszcze zgrania, ale czas gra na ich korzyść i z pewnością będą groźni dla każdego rywala.
9:0?! Chyba każdy, kto zweryfikował wynik spotkania AFC Niezamocni – Gentleman Warsaw Team był zdziwiony końcowym obrotem spraw. Nawet jeśli bowiem założymy, że w sezonie zasadniczym Niezamocni grają ligę wyżej, to jednak forma z tamtej edycji przemawiała za Gentlemanami. Co się więc takiego stało w te kilka tygodni, że rezultat przyjął tak drastyczną postać dla ekipy Michała Danga? Główne powody były trzy. Po pierwsze – w obozie Gentlemanów nie mógł wystąpić lider tej ekipy, Paweł Domański. Po drugie – Niezamocni nie próżnowali w okienku transferowym i ściągnęli sobie chociażby braci Targowskich, których kojarzymy z Popalonych Styków, a dojechał również Jakub Lejman. No i wreszcie po trzecie – sama gra Gentlemanów był bardzo daleka od tego, co ten zespół potrafi. Po połączeniu tych trzech faktorów znacznie łatwiej zrozumieć co się tutaj wydarzyło. Niezamocni mieli przewagę od samego początku i już do przerwy było jasne, że włos im z głowy nie spadnie. Praktycznie nie dopuszczali do zagrożenia pod swoją bramką, z kolei po drugiej stronie boiska regularnie zatrudniali do interwencji Kubę Augustyniaka. Rezultat 5:0 po 25 minutach mówi wszystko. W drugiej połowie gra przegrywających odrobinę się poprawiła, mieli nawet jakieś okazje, ale dobrze bronił Dawid Brzoskowski, który oprócz kilku skutecznych parad, mógł z przyjemnością patrzeć, jak jego koledzy z pola wykonują swoją robotę. W końcówce cel AFC zdawał się być jasny – nie stracić gola, a może nawet poczęstować oponenta dwucyfrówką. Finalnie udało się zrealizować pierwsze z zadań – do drugiego zabrakło jednego trafienia. Był to niestety mecz bez historii i trzeba poczekać, aż do Gentlemanów wróci Paweł Domański, bo bez niego gra do przodu tej ekipy praktycznie nie istnieje. Co do triumfatorów, to z takim składem spokojnie mogą powalczyć nawet o mistrzostwo 7.ligi. Ktoś powie, że na takie predykcje jeszcze za wcześnie, ale analizując wszystkie mecze tego poziomu rozgrywkowego, to właśnie Niezamocni zaprezentowali się na inaugurację najlepiej.
W tym sezonie liga letnia jest krótka, przez co mocno intensywna, a co za tym idzie, każdy punkt jest tu niezwykle cenny, bo zwyczajnie jest za mało czasu, by odrobić ewentualne straty. To powoduje, iż zespołom przyświecał jeden cel – nie przegrać pierwszego meczu, szczególnie, że w przypadku wielu ekip nie do końca wiadomo czego można się po nich spodziewać. Nie inaczej było w ostatnim meczu 7 ligi pomiędzy Hiszpańskim Galeonem, a Zarubami II. Z jednej strony gospodarze, którzy nie mogli zaliczyć poprzedniej kampanii do najlepszej w swojej historii, z drugiej połączone siły Zarubów i Pantery, które, przynajmniej na papierze, wydają się mocne jak na ostatni poziom rozgrywkowy. Początek meczu to raczej badanie z obu stron. Wynik otworzył Mateusz Górski, który dobił mocny strzał z dystansu Jacka Fijałka. Zaruby dążyły do wyrównania, co w końcu się opłaciło, bo bramkę na 1:1 zdobył Zbigniew Linde. To z kolei spotkało się z ripostą gospodarzy – długie podanie od bramkarza trafiło do Mateusza Górskiego, ten przełożył rywala i mocnym strzałem po długim rogu ustalił wynik do przerwy na 2:1. Po zmianie stron Hiszpański Galeon podwyższył prowadzenie po golu Mishy Lishtwana i właściwie już do samego końca tego prowadzenia nie oddał. Co prawda goście dość szybko zdobyli gola kontaktowego, ale było to wszystko, na co było ich stać w tym meczu. Gdy Jakub Szczypiorski trafił na 4:2, Zaruby nie miały już zbyt wiele do stracenia – ich bramkarz często podłączał się do rozgrywania akcji pozostawiając swój posterunek bez opieki, co miało swoje konsekwencje, gdy Bartek Kuchta trafił ze znacznej odległości do pustej bramki. Ten gol ustalił wynik na 5:2 i gracze Galeonu mogli ponownie poczuć smak zwycięstwa. Kto wie, być może tak jak w poprzedniej letniej edycji i tym razem gospodarze sięgną po złoto? Na razie zrobili ku temu pierwszy krok. Natomiast Zaruby pomimo porażki zaprezentowali się całkiem solidnie i w naszej ocenie mogą również zająć wysokie miejsce na koniec sezonu.







)
)
)
)
)
)
)
)