Sezon 2013/2014
Relacje meczowe: 1 Liga
W niedzielę o godzinie 19:00 w ramach 6 kolejki Ogień Bielany, który zaciekle walczy o najwyższy szczebel podium, miał możliwość wykazania się w starciu przeciwko ekipie Ukrainian Vikings. Piłkarze Ognia nie zmarnowali szansy, już od początku zaciekle atakowali, co przynosiło zamierzony efekt, bowiem po nieco ponad 5 minutach gry mieli już czterobramkowe prowadzenie! Byli lepsi w każdym aspekcie, średnio na ich dziesięć akcji ofensywnych goście wykonywali jedną, przez co nie można tu mówić o zaciętym meczu, a o deklasacji. Od pierwszego do ostatniego gwizdka była to niezwykle jednostronna konfrontacja. Gospodarze nie mieli żadnego słabego punktu, prezentowali znakomity, drużynowy futbol, wzbogacając go o popisy indywidualne. Bez wątpienia najjaśniejszym punktem Ognia był nie kto inny, jak Kacper Cetlin. Zawodnik ten nie raz pokazywał swoje wybitne umiejętności. Tak też było i w tym meczu, gdzie jego dorobek wyniósł aż 9 zdobytych goli oraz 6 kluczowych podań. Gracze Ukrainian Vikings nie mieli żadnej recepty na zatrzymanie Kacpra, jak również byli bezsilni w starciu z tak dobrze dysponowaną ekipą. Ostatecznie gospodarze wygrali wysoko, bo aż 21:5, tym samym zajmując fotel lidera i wykorzystując potknięcie Fair Partnera na kolejkę przed końcem Ligi Letniej.
W niedzielne popołudnie do rywalizacji przystąpiły FC Kebavita oraz FC Impuls, dwie bardzo solidne ekstraklasowe ekipy, po których spodziewaliśmy się wiele jakości na boisku. Do tej pory lepiej radzili sobie gospodarze, którzy na swoim koncie zgromadzili 9 punktów. Drużyna z Ukrainy w tym sezonie prezentuje się nieco słabiej, ale na pewno ma to związek z licznymi zmianami w składzie oraz testowaniem nowych rozwiązań taktycznych przed startem sezonu zasadniczego. Niedzielne spotkanie lepiej rozpoczęli goście, którzy szybko narzucili swój styl gry. Byli szybsi, bardziej dokładni a przede wszystkim decydowali się na pojedynki jeden na jednego, z których często wychodzili zwycięsko. Świetnie prezentował się znany z gry w Legii Warszawa Futsal Grzegorz Och, który pewnie rozgrywał piłki i często swoimi podaniami robił przewagę, ułatwiając grę ofensywną ekipie Impulsu. Przewaga gości została szybko udokumentowana bramką i mieliśmy 0:1. Doświadczona ekipa Buraka Cana nie zamierzała się poddawać i gospodarze odpowiedzieli trafieniem Moatasema Aziza. Niestety były to tylko miłe złego początki. Kebavita tego dnia grała słabo, bardzo brakowało ich najlepszego zawodnika Azamata Qutpiddinova, który leczy poważną kontuzje. Kolejne minuty spotkania to zdecydowana przewaga gości, którzy szybko odskoczyli na kilka bramek. Wypracowana przewaga pozwoliła Impulsowi zagrać nieco spokojniej i w końcówce pierwszej odsłony nie forsowali już tempa. Wynik po pierwszych 25 minutach to 3:6. W drugiej odsłonie widzieliśmy więcej walki w środku pola, mecz dla obu ekip wydawał się rozstrzygnięty i żadna ze stron nie zdecydowała otworzyć się zdecydowanie mocniej. Zarówno Kebavita jak i Impuls UA wprowadzali wiele zmian w ustawieniach taktycznych i często rotowali zawodnikami, co mocno wpływało na jakość gry w tej odsłonie. Ostatecznie mecz kończy się wygraną gości 4:8 i trzeba przyznać, że o wyniku zdecydowanie zaważyła pierwsza część spotkania. Dzięki wygranej Impuls wydostał się ze strefy spadkowej i zbliżył się do Kebavity, do której traci zaledwie punkt. Walka o podium będzie się toczyła do ostatniej kolejki, co zwiastuje nam niesamowite emocje.
Można było liczyć, że spotkanie BM kontra Korsarze będzie raczej wyrównanym widowiskiem. Spotkało nas jednak dość spore rozczarowanie, bo ta potyczka okazała się jedną z bardziej jednostronnych, jakie mieliśmy okazję obejrzeć w poprzedni weekend. Z perspektywy BM ten mecz bardzo źle się rozpoczął, bo premierowego gola stracili już w pierwszej akcji i być może to miało wpływ na ich postawę w kolejnych minutach. Rywale ich zdominowali, regularnie punktowali, a przegrywający próbowali co najwyżej strzelać z dystansu, lecz z marnym skutkiem. Jakby tego było mało, to kontuzji nabawił się Oleh Blintsov, ale paradoksalnie kilkuminutowa przerwa związana z jego urazem dobrze wpłynęła na kolegów z zespołu. A zwłaszcza na Oleksandra Smoliara, który zdobył pod koniec pierwszej połowy dwa gole z rzędu dla BM i przywrócił nadzieje tej ekipie. Tyle że na krótko. Na starcie drugiej połowy z rzutu wolnego (gdzie piłka zanotowała jeszcze po drodze rykoszet) bramkę zdobył Bartek Kowalewski, który był prawdziwym katem przeciwników. To trafienie przywróciło spokój w Korsarzach, co zaowocowało kolejnymi akcjami. I wynik puchł. Wspomniany Bartek Kowalewski nie chciał się zatrzymywać i za jego sprawą faworyci powiększali swój dorobek. Ostatecznie najlepszy strzelec swojej ekipy zatrzymał się na czterech golach i trzech asystach, co przyczyniło się do zwycięstwa Korsarzy w stosunku 10:4. Mecz niestety bez większej historii, ale ta wygrana była ważna dla triumfatorów. Bo dzięki porażce Kebavity, tylko w swoich rękach mają kwestię brązowego medalu w 1.lidze. Jeśli wygrają w niedzielę Impulsem, to będą mogli zapisać na swoje konto pierwszy poważny sukces w Lidze Fanów. I grając tak jak przeciwko BM, mają spore szanse, by te plany stały się rzeczywistością.
W mecz Fair Partner - Contra, zgodnie z oczekiwaniami, lepiej weszli gospodarze. Już w pierwszych minutach groźny strzał z rzutu wolnego instynktownie obronił Mateusz Karpiński. Fair Partner wyszło na prowadzenie 1:0 po przechwycie Andriia Bubentsova i strzale Vitaliia Lisnychenki, jednak pomimo przewagi na boisku, nie byli w stanie pójść za ciosem. Tymczasem Contra zaczęła się rozkręcać. Drużyna z minuty na minutę grała coraz lepiej, dzięki czemu w końcu wyrównała. Szarżę lewym skrzydłem Marcina Banasiaka wykończył Maciej Kurpias. Goście do końca pierwszej połowy dominowali, ale zabrakło skuteczności, aby wyjść na prowadzenie. W drugiej połowie, Contra kontynuowała dobrą grę. Goście w końcu zdobyli bramkę na 1:2 i byli na dobrej drodze, by podwyższyć prowadzenie. Niespodziewanie jednak Fair Partner wyrównał, po trafieniu którego autorem był Dmytro Kashuba. Jak się jednak okazało, było to praktycznie wszystko, na co było stać Fair Partner. Mateusz Karpiński okazał się niezawodny a Maciej Kurpias napędzał ataki Contry. Goście odskoczyli na dwie bramki i gospodarze musieli ryzykować, grając lotnym bramkarzem. W tej roli występował Vitalii Lisnychenko. Fair Partner długo nie mógł się przebić przez obronę Contry, jednak na 4 minuty przed końcem, gospodarze zdobyli bramkę na 3:4. Ostatecznie okazało się to zdecydowanie za mało. Contra mądrze się broniła, jokerem okazał się Marcin Banasiak, który do asysty w pierwszej połowie, w ostatniej minucie spotkania dorzucił bramkę ustalającą wynik meczu na 3:5. Ta niespodzianka sprawiła, że Fair Partner spadł na drugą pozycję w tabeli i jeśli marzy o mistrzostwie, musi liczyć na przegraną Ognia Bielany w spotkaniu z Kebavitą.







)
)
)
)
)
)
)