reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
2
10:00

Ekipa Munji stawiła się na to trudne starcie bez zmian. Zdecydowanie mocniejsze zestawienie kadrowe przyprowadzili gracze Deluxe Barbershop, co w pewnym sensie stawiało ich tutaj w uprzywilejowanej pozycji. Wynik meczu został otwarty niesłychanie szybko, gdy po podaniu Parvina Pashayeva po raz pierwszy na listę strzelców wpisał się Raul Mammadov. Po chwili gospodarze mieli doskonałą okazję na podwyższenie, jednak po strzale piłka trafiła w słupek, a następnie w sporym zamieszaniu została wybita z linii bramkowej. Niewykorzystane akcje się mszczą, a potwierdzenie tego przysłowia ziściło się w postaci gola Eryka Białeckiego, który w polu karnym poprawił własny, nieskuteczny strzał. Niestety, od tego momentu azerscy piłkarze zupełnie przejęli inicjatywę na boisku i mimo doskonałej dyspozycji w bramce Jakuba Ciuły, zdołali go pokonać aż pięciokrotnie. Gole kolejno zdobywali: Elvin Namazov, Raul Mammadov dwukrotnie, oraz Parvin Pashayev i Mahir Quliyev. Szczególnie ostatnia akcja mogła się podobać, gdyż piękną asystą popisał się Farid Abdullayev. Wynik pierwszej połowy brzmiał 6:1. Po zmianie stron gra była zdecydowanie bardziej wyrównana, a mimo złego wyniku gracze Munji mieli w swojej grze sporo spokoju, zwłaszcza w kreowaniu ataków pozycyjnych. Co prawda to gospodarze jako pierwsi zdobyli gola, a konkretnie Raul Mammadov, jednak do końca spotkania z bramek cieszyli się już tylko gracze Munji, a konkretnie Eryk Białecki, który dwukrotnie w drugiej połowie pokonał Amina Huseynova, a w całym spotkaniu zaliczył hat-tricka. Ostatecznie Azerowie wygrali 7:3, mimo bardzo dobrej postawy rywali w drugiej odsłonie. 

3
10:00

Po tym, jak ekipa BM przegrała przed tygodniem z Old Eagles Koło, okazało się że ten zespół wcale nie jest nie do ugryzienia. I prawdopodobnie z takim też nastawianiem, do starcia z tą drużyną podeszła ekipa A.D.S. Scorpion’s. Co prawda zespół Artura Kałuskiego plącze się na razie gdzieś w środku stawki, to jasnym jest, że nigdy nie wolno ich lekceważyć. Zaczęło się jednak bardzo źle dla Skorpionów, które dość szybko musiały odrabiać dwa gole straty. Z ust prezesa tego zespołu usłyszeliśmy wtedy, że trudno na coś liczyć, skoro gra się bez trzech bardzo ważnych zawodników, tak jakby powoli rozpoczynało się szukanie argumentów, sugerujących że tutaj i tak nie można było liczyć na zbyt wiele. Ale sami zawodnicy mieli w tym temacie inne zdanie i z minuty na minutę mecz zaczął się wyrównać, aż wreszcie to Skorpiony przejęły inicjatywę i jeszcze przed przerwą doprowadziły do wyrównania! Podobny scenariusz z udziałem drużyny BM miał miejsce z Orzełkami. Wtedy też szybko wyrobili sobie przewagę, ale potem stracili ją i ostatecznie mecz przegrali. I tutaj perspektywa porażki faworyta także robiła się coraz bardziej realna. W drugiej połowie A.D.S. Scorpion’s strzelili bowiem gola na 3:2 i widać było, że grają tutaj o całą pulę. Rywalom było z kolei bardzo ciężko coś stworzyć. Przeciwnicy byli gęsto ustawieni na swojej połowie i BM nie miał pomysłu, jak zagrozić bramce Piotrka Arendta. Ostatecznie ta sztuka się udała, wynik zmienił się na 3:3, ale potem znowu to zespół A.D.S. był o gola z przodu. W sukursu faworytowi przyszła jednak żółta kartka dla Adama Dedka. BM wykorzystał grę w przewadze i po raz kolejny mieliśmy remis. Taki rezultat byłby sprawiedliwy, ale dosłownie w samej końcówce BM stworzył sobie idealną okazję, by zamiast jednego zgarnąć trzy punkty. Wysoka piłka przeszła całą defensywę Skorpionów, spadła pod nogi Yeuhena Mushnina i całą nadzieją dla ekipy Artura Kałuskiego był Piotrek Arendt. Golkiper Skorpionów przewidział jednak zachowanie przeciwnika, odbił piłkę nogę i w ten sposób uratował zespół od niechybnej porażki. Skończyło się więc na 4:4 i tak jak napisaliśmy – ten rezultat nikogo nie krzywdzi. Potwierdziło się, że BM ma problemy, gdy rywal potrafi postawić opór. A niedzielny przeciwnik zagrał akurat bardzo zdyscyplinowanie, dlatego końcowego rozstrzygnięcia nie ma co nazywać niespodzianką, a uczciwą odpowiedzią na to, co zobaczyliśmy na placu boju.

4
11:00

Georgian Team byli przed tą kolejką na drugim miejscu w tabeli 5.ligi. Ale przy założeniu, że pokonają FC Patriot i że swojego spotkania nie wygrają Sportowe Zakapiory, mogli wskoczyć na fotel lidera. Zadanie nie było jednak proste, bo Patrioci to zespół który ma wielkie serce do gry, jakkolwiek ostatnio ciężko im ustabilizować skład. Również przed tym spotkaniem Dmytro Bobyr dopisał dwóch nowych zawodników, z czego jeden z nich zajął newralgiczną pozycję bramkarza. Byliśmy ciekawi jak to wyjdzie w zderzeniu z bardzo zgraną ekipą braci Gabrichidze. I właśnie to zgranie było jednym z kluczowych elementów, który zdecydował o zwycięstwie zespołu z Gruzji. Co prawda początek był bardzo równy i drużyny częstowały się ciosem raz za razem, to wszystko zmieniło się od stanu 2:2. Wówczas Georgian Team po raz pierwszy wyszli na prowadzenie, a potem zdobyli fantastyczną bramkę po zespołowej akcji, następnie jeszcze jedną i zrobiły się trzy gole przewagi. Wynik 5:2 ostał się do końca pierwszej połowy, z kolei cała druga odsłona to pełna dominacja faworytów. Z przyjemnością patrzyło się, jak reprezentanci Gruzji wymieniają między sobą piłkę, jak wymieniają się pozycjami i tak grając byli po prostu nieuchwytni dla swoich rywali. W pewnym momencie było już nawet 7:3, ale ambitna gra Patriotów spowodowała, że doszli swoich rywali na odległość dwóch trafień. Tyle że od stanu 7:5 kolejne gole zdobywali już tylko gracze Georgian Team, którzy wygrali ten mecz pewnie, w stosunku 10:5. I trzeba oddać triumfatorom, że sukces odnieśli z klasą. Pod względem technicznym mają świetnych zawodników, a do tego doszedł do nich Giorgi Lemonjava, który fajnie wkomponował się w zespół i trzymał dobrze defensywę. Jeśli chłopaki będą się tak prezentowali dalej, to wydaje nam się, że nie ma innej opcji, niż zajęcie miejsca w TOP 3 na koniec sezonu. FC Patriot na razie takie wyniki nie grożą. Brakuje tutaj trochę stabilizacji w składzie, bo ciężko budować coś, gdy kadra co chwilę się zmienia. Ale na plus trzeba im zapisać dyspozycję nowego zawodnika – Mykyta Rai strzelił hat-tricka i może być bardzo przydatny. Gorzej wygląda sytuacja z bramkarzem, bo Artem Nesvit w kilku sytuacjach powinien zachować się lepiej. Nie ma jednak co dramatyzować, tylko trzeba skupić się na ostatnich trzech meczach. Zwłaszcza że terminarz jest korzystny, dlatego trzeba powalczyć o komplet 9 punktów i zająć dobrą pozycję startową przed drugą częścią sezonu.

5
12:00

W dobie przyłączania do Ligi Fanów coraz to nowszych zespołów, składających się z młodych i wybieganych zawodników, pewnego rodzaju zaskoczeniem jest, że stawką spotkania dwóch doświadczonych ekip, czyli Sportowych Zakapiorów i Old Eagles Koło, był fotel lidera 5.ligi. Ale to nie był przypadek, bo obydwa zespoły świetnie radziły sobie w ostatnich tygodniach, Orzełki pokonały nawet niepokonany BM, więc zacieraliśmy ręce na starcie z godziny 12:00 z Areny Grenady. A o tym, że obydwu zespołom bardzo zależało na sukcesie, niech świadczą bardzo dobre składy, jakie zorganizowali obydwaj kapitanowie. Początek spotkania był wyrównany, tak naprawdę to okazji podbramkowych było tyle samo, z tą jednak różnicą, że Zakapiory nie potrafiły zdobyć bramki (w czym duża zasługa golkipera OEK - Janka Drabika), a ich rywale już tak. To spowodowało, że po kilkunastu minutach gry, ekipa z Koła prowadziła 2:0. Tyle że mniej więcej od tego momentu, coś się w tym zespole zacięło. Chłopaki jakby stracili koncept na rozgrywanie swoich akcji, z kolei ich oponenci dopiero się rozpędzali. Ferajna Daniela Lasoty dosłownie w dwie minuty zdobyła dwie bramki i doprowadziła do remisu. Wynik 2:2 utrzymał się do przerwy, a po niej obraz gry znacząco się nie zmienił. Old Eagles wciąż bezskutecznie próbowali wrócić do tego, co prezentowali na początku meczu, a rywale grali swoje i zwiększali dorobek. Na 3:2 ładną, indywidualną szarżą popisał się Daniel Lasota, który wyłożył piłkę Piotrkowi Maciukowi, a ten dopełnił formalności. Za chwilę padły kolejne dwa gole dla Zakapiorów i Orzełki były już pod ścianą. Ten zespół stać było jednak na zryw w ostatnich minutach, który spowodował, że doszli swoich przeciwników na odległość jednego trafienia. W obozie Sportowych zrobiło się trochę nerwowo, ale ostatecznie udało się dowieźć minimalne zwycięstwo do ostatniego gwizdka. Wynik 5:4 jest zasłużony, bo triumfatorzy przez większość spotkania byli lepsi, z kolei Orzełki dobrze zagrały tylko na początku i w samej końcówce. I to – na nowego lidera 5.ligi – okazało się po prostu za mało.

Reklama