reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
08:00

Obie ekipy z 3 pkt na koncie zajmowały miejsce tuż nad strefą spadkową. Minimalnym faworytem tego spotkania wydawał się Patriot, ale po ostatnim dobrym meczu ekipy Artura Kałuskiego spodziewaliśmy się, że gospodarze mogą się pokusić o dobry wynik. Pierwsze minuty to sporo walki z obu stron, drużyny grały bardzo uważnie w defensywie i nawet jeśli ktoś dochodził do sytuacji strzeleckiej, to jednak nie były to akcje, po których bramkarze byli zmuszani do większego wysiłku. Tym samym na pierwszego gola musieliśmy czekać aż do okolic 15 minuty, kiedy to strzelecki impas przełamał Paweł Poniatowski. Dał on sygnał swojemu zespołowi, że to jest właśnie ten moment, w którym mogą mocniej przycisnąć rywala. I w niespełna pięć minut Skorpiony strzeliły kolejne dwie bramki, wychodząc na prowadzenie 3:0. Goście jeszcze w pierwszej części rzucili się do odrabiania strat, zepchnęli rywala do defensywy, lecz do przerwy wynik nie uległ zmianie. Skorpiony zagrały mądrze pierwszą połowę, bardzo dobrze wyglądał duet obrońców Jarosław Marek – Juri Łukjanec, który wygrał sporą liczbę pojedynków z przeciwnikiem, czujny w bramce był Piotr Arendt. Druga połowa, to obrót o 180 stopni. Zgodnie z przewidywaniami Patrioci ruszyli do ataków i już na początku drugiej części zmniejszyli stratę do stanu 3:1, w czym wydatnie pomógł im Patryk Szewczuk, który stanął w drugiej części w bramce Skorpionów, zaliczając bramkę samobójczą. Z szybką ripostą pospieszył Bartek Filip, ale chwilę później znów do siatki trafili gracze gości. Wynik 4:2 utrzymywał się przez kolejne 10 minut, choć Skorpiony miały przynajmniej dwie stuprocentowe okazje i gdyby je wykorzystały, to uspokoiłyby mecz i skutecznie pozbawiły Patriotów szans na odrobienie strat. A tak? Najpierw ekipa z Ukrainy zdobyła bramkę kontaktową, chwilę później mieliśmy już remis, a na pięć minut przed końcem za wślizg w polu karnym sędzia podyktował „jedenastkę” którą wykorzystał Vitaliy Kram. Gospodarze nie mieli nic do stracenia i ruszyli do ataków, co wykorzystali rywale, podwyższając wynik meczu. Ostatecznie zakończył się on rezultatem 4:6. Patriotom należą się brawa za odwrócenie losów spotkania, swoją walką i ambicją zasłużyli na dobry wynik. Skorpiony natomiast mogą być bardzo niepocieszone, po dobrej pierwszej połowie coś ewidentnie zacięło się w tej ekipie, co przeciwnik bez skrupułów wykorzystał.

2
08:00

Krocząca od zwycięstwa do zwycięstwa ekipa BM podejmowała grającą w kratkę Munję. BM do tej pory nie stracił choćby punktu i na pewno chciał taki stan rzeczy podtrzymać co najmniej do kolejnego tygodnia. Munja weszła w ten mecz z dużym animuszem, rozgrywała swoje akcje szybko i precyzyjnie, co przyniosło efekt w postaci bramki już w 5 minucie meczu. BM nie potrzebował jednak zbyt dużo czasu by doprowadzić do wyrównania, a z pomocą gospodarzom przyszedł Kacper Drozdowicz, który niefortunną interwencją skierował piłkę do własnej bramki. Na kolejne trafienie musieliśmy czekać aż do ostatniej akcji pierwszej połowy, gdy Danil Prudnikov wyprowadził swój zespół na prowadzenie. W drugiej części spotkania przewaga BM zaczęła się zwiększać i raczej nikt nie miał wątpliwości kto z tego pojedynku wyjdzie zwycięsko. Munja starała się uprzykrzać życie rywalom, ale ciągle czegoś brakowało - albo spokoju, albo precyzji, a może i po prostu jakości piłkarskiej. BM wygrał w tym meczu 8:3 i trzeba przyznać, że ta ekipa robi na nas coraz większe wrażenie, przez co rywale muszą podchodzić do nich z największym możliwym respektem. Munja z 6 punktami trzyma się środka tabeli, ale ich gra musi wejść na wyższy poziom, jeśli chcą spędzić zimę na miejscu niezagrożonym spadkiem.

3
10:00

Rywalizacja drużyn, z których jedna ma komplet punktów a druga komplet porażek zwykle zapowiada się jednostronnie. Byliśmy jednak dalecy od wyciągania podobnych wniosków w rywalizacji Sportowych Zakapiorów z Bartolini Pasta. Głównie dlatego, że chociaż ci drudzy przegrali jak dotąd wszystkie mecze, to dwa z nich zaledwie jedną bramką, a do tego mieli dość trudny terminarz. Absolutnie więc nie skreślaliśmy ich szans, co zresztą szybko znalazło werbalne potwierdzenie na boisku, gdy w jednym z pierwszych fragmentów Daniel Lasota, a więc kapitanów Zakapiorów, przypomniał swoim zawodnikom, że „przecież mówiłem, że to nie będzie łatwy mecz”. No i nie był. Początek należał do Bartolini, a gra tej ekipy z piłką naprawdę mogła się podobać. Gorzej było ze skutecznością pod bramką rywali, co szybko się zemściło, gdy Paweł Groszkowski wrzucił piłkę z autu a Daniel Lasota potwierdził, że w grze głową nie ma sobie równych w Lidze Fanów i pięknym trafieniem otworzył wynik. Po tym golu Zakapiory złapały trochę wiatru w żagle i mogły prowadzić nawet 2:0, ale Rafał Zaremba z Bartolini uratował swój zespół, gdy po jednej z akcji wybił piłkę z linii bramkowej. Co się jednak odwlekło, to nie uciekło. Na początku drugiej połowy Piotrek Maciuk zalicza przechwyt, mija bramkarza i zdobywa gola na 2:0. Sytuacja „Makaroniarzy” zrobiła się trudna. Sygnał do odrabiania strat dał Michał Cholewiński. To po jego akcji piłkę na raty wbił do bramki Mateusz Pęczek. Lada moment było już 2:2 i mecz rozpoczął się na nowo. Wydawało się, że ta ekipa która zdobędzie kolejnego gola, wjedzie na autostradę do trzech punktów a ponieważ trafienie zaliczyły Zakapiory (po prostym błędzie w obronie rywali), to wniosek nasuwał się sam. Ale ekipa Bartolini błyskawicznie odpowiedziała, znów swoje zrobił tutaj Michał Cholewiński i mimo, że w końcówce Zakapiory miały jeszcze jedną dogodną okazję (zmarnował ją Daniel Lasota), to mecz zakończył się remisem. To był dobry mecz, który przyjemnie się oglądało i według nas miał on sprawiedliwy finał. Dla Bartolini to może być początek procesu odbicia się od ligowego dna, z kolei Zakapiory podtrzymały serię meczów bez porażki a teraz czeka je starcie na szczycie z BM. I jeśli tutaj również nie przegrają, to nie ma innej opcji – ten zespół będzie skazany na to, by w tym sezonie powalczyć o medale.

4
13:00

Inferno Team spisuje się znacznie poniżej zakładanych przez siebie oczekiwań i 3 punkty dla ekipy Igora Patkowskiego były w tym meczu niezbędne, żeby wrócić do gry o poważne cele w 5 lidze. Jednak ich rywal, Old Eagles Koło zaprezentowali się w pierwszych kolejkach bardzo dobrze i ich celem na pewno było dopisanie sobie kolejnych kompletu "oczek". Już na początku meczu bramkarz Inferno Team popełnił katastrofalny błąd z którego skrzętnie skorzystał Przemysław Długokęcki i wyprowadził grających w delegacji Orzełków na prowadzenie. Po upływie kilku minut gospodarzom udało się doprowadzić do wyrównania, piłkę do siatki skierował Wojciech Sobieski, ale to było wszystko na co było stać Inferno w pierwszej połowie. Old Eagles Koło przerwy zdobyło jeszcze 3 bramki, a na szczególną uwagę zasługuje gol zdobyty przez Piotra Parola, który w swoim stylu przymierzył z dystansu i nie dał szans bramkarzowi. W drugiej połowie w ekipie gospodarzy swój talent do strzelania bramek pokazał Michał Pasiorowski, który zaliczył aż 4 trafienia, jednak w całym meczu jego dokonania przyćmił Przemysław Długokęcki który nie dość, że strzelał, to jeszcze asystował. Obie ekipy poszły na wymianę ciosów, bramkarze jednej i drugiej drużyny co chwilę wyciągali piłkę z siatki, ale to przyjezdna drużyna wyszła z tej strzelaniny zwycięsko, pokonując rywali 11:6.

5
16:00

Mecz pomiędzy Georgian Team, złożonym z gruzińskich graczy, a Deluxe Barbershop, z drużyną składającą się z zawodników z Azerbejdżanu, zapowiadał się naprawdę interesująco i przede wszystkim jako spotkanie zaciętej walki na boisku. Przed meczem Deluxe Barbershop miał trudny start w piątej lidze, nie zdobywając ani jednego punktu, podczas gdy Georgian Team, choć wcześniej doznał porażki z Sportowymi Zakapiorami, prezentował solidną formę. Od samego początku to zespół z Gruzji dominował, zdobywając pewne prowadzenie 7-0 po zaledwie 13 minutach, głównie dzięki znakomitej grze Saby Lomii i Lashy Gabrichidze. Po przerwie Deluxe Barbershop zmotywowany do odrobienia strat zdobył pierwszy bramkę po zmianie stron. Następnie, po dwóch minutach sędzia przyznał rzut karny dla gości, którego Elvin Namazov nie wykorzystał z powodu świetnej interwencji bramkarza Georgian Teamu, Dmitriego Shulaia. Niemniej jednak piłka po odbiciu trafiła z powrotem do Namazova, który skutecznie pokonał Shulaia. W skutek determinacji Deluxe Barbershopu różnica bramek stopniowo zmalała. Gdy przewaga gospodarzy stopniała do czterech bramek, ekipa ta wzięła się ponownie w garść, pewnie punktując słabe strony rywali. Jedną z wiodących postaci stał się Vato Jambazishvili, który świetnie czytał grę, bardzo dobrze ustawiał się oraz nadawał tempo akcjom przeprowadzanym przez gospodarzy. Mecz zakończył się rezultatem 12-6 na korzyść Georgian Team, pogłębiając kryzys Deluxe Barbershop, którzy nadal nie zdołali zdobyć punktów w lidze. Przedstawiciele Gruzji udowodnili swoją wyższość, demonstrując potencjał, który może pozwolić im na walkę o czołowe miejsca w lidze. Mimo porażki Deluxe Barbershop wciąż może czerpać naukę z meczu i dążyć do poprawy wyników w przyszłości.

Reklama