Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 10 Liga
Spotkanie drugiego zespołu Fuszerki z Jordankiem mogło mieć tylko jednego faworyta. Fuszerka prezentuje się w ostatnich tygodniach jak kandydat do końcowego tryumfu w lidze, natomiast Jordanek cały czas bez zdobyczy punktowej osiadł na dnie ligowej tabeli. Początek meczu to dość nieśmiałe ataki gospodarzy i pojedyncze kontry Jordanku. Im dalej jednak w mecz, tym bardziej zarysowała się przewaga gospodarzy, kolejne ataki przynosiły kolejne bramki, a duet Damian Słojkowski – Marek Malenka niemal w pojedynkę rozrywał całą defensywę rywali. W drugiej połowie faworyci meczu tylko potwierdzili, że w ostatnich tygodniach są w bardzo wysokiej formie, a na boisku wychodziło im niemal wszystko. 12 zdobytych bramek, żadnej straconej musi robić wrażenie na reszcie ligowej stawki i należy Fuszerkę II traktować jak poważnego kandydata do strefy medalowej w tym sezonie. Zgoła odmienną sytuację mają zawodnicy Jordanku, którzy jako jedyni w całej ligowej stawce nie zdobyli choćby punktu. Pora wziąć się w garść i zacząć wygrywać mecze, bo widmo spadku coraz bardziej zagląda im w oczy.
Spotkanie tych dwóch drużyn było bardzo emocjonującym widowiskiem. Z jednej strony mamy tutaj na myśli niezwykle wyrównany spotkanie – obie drużyny strzelały dosłownie jedna po drugiej. Oglądaliśmy klasycznie twardy pojedynek w stylu „oko za oko, ząb za ząb". Z drugiej jednak strony spotkanie obfitowało w ogromną ilość nerwów zarówno na boisku jak i poza nim. Od pierwszego gwizdka gracze gości mieli bardzo dużo pretensji do prowadzenia tego spotkania przez arbitra głównego. Skutkowało to początkowo upomnieniami, ale gdy sędziemu nie udało się schłodzić zapędów FC Alliance posypały się kary indywidualne w postaci żółtej, a w konsekwencji czerwonej kartki w drugiej połowie spotkania. Jeśli chodzi o zdobycze bramkowe, już w czwartej minucie po rzucie rożnym na 0:1 strzelił Mykola Khromei po dokładnym dograniu od jego imiennika – Sadowca. Cztery minuty później rzut z autu dla gospodarzy. Rzucał Wróbel, a wyrównanie Polskiemu Drewnu dał Krzysztof Gajos. Pierwsza połowa była prawdziwą walką o każdy centymetr boiska i jak na tak wyrównaną zakończyła się wynikiem 3:3. W drugiej odsłonie tego spotkania mieliśmy bardzo podobną sytuację. Już w pierwszej minucie po gwizdku na 3:4 wyprowadził drużynę FC Alliance Oleksiiv Stefanovich. Kiedy wydawało się, że po bramkach kolejno na 3:5 i 3:6 goście zaczynają kontrolować spotkanie, po wspomnianej czerwonej kartce dla Aliantów czując przewagę to POLSKIE DREWNO rzuciło się do ataków. Było blisko ponieważ ostatecznie to spotkanie przegrali tylko jedną bramką walcząc do samego końca i odnotowując rezultat 5:8.
Gospodarze w tym sezonie walczą twardo o mistrzostwo zarówno w 7 lidze, jak i na przedostatnim poziomie rozgrywkowym. Rezerwy FFK prezentują się bardzo dobrze i jak na razie przewodzą ligowej tabeli. Tymczasem rezerwy Borowików prezentują się znacząco poniżej oczekiwań. Niestety, skład personalny prezentuje się znacznie lepiej, niż wyniki to pokazują. Zaczęło się jednak dobrze dla Borowików, którzy wyszli na prowadzenie, a ich gra w końcu się zazębiała. Wydawało nam się, że to może być ten moment, kiedy Borowiki zaczną punktować i powalczą o szczyt ligowej tabeli. Okazało się jednak, że FFK ma zupełnie inny pomysł na to spotkanie. Rozstrzelał się Marcin Kosson, który w krótkim odstępie czasu strzelił 2 bramki, a później dołożył jeszcze jedno trafienie. Borowiki starały się, walczyły, ale za każdym razem, gdy goście zbliżali się do gospodarzy, to budził się któryś z zawodników FFk i sprawiał, że Starsi Chłopcy uciekali rywalom. Należy podkreślić, że świetne spotkanie zaliczył Darek Filipek, który nie tylko był skuteczny pod bramką rywali i zdobył bramkę, to aż trzykrotnie swoimi podaniami otwierał drogę do bramki rywalom. Ostatecznie Borowiki w ostatnich minutach trochę odrobiły strat, ale to FFK w tym meczu rezerwowych drużyn wygrało i zdobyło 3 punkty. Ostateczny wynik to 8:5, który dał FFK II utrzymanie pozycji lidera, a rezerwy Borowików wciąż znajdują się w strefie spadkowej.
Rezerwy Awantury Warszawa podejmowały w niedzielne popołudnie będący w kryzysie zespół FC Warsaw Wilanów. Dla obu ekip spotkanie było dość istotne, Awantura by zbliżyć się do podium musiała wygrać, a ewentualna porażka zawodników z Wilanowa, groziła im zbliżeniem się do strefy walczącej o utrzymanie. Początek spotkania dla gospodarzy, którzy jako pierwsi przejęli kontrolę w środku pola i raz po raz atakowali na bramkę gości. Zawodnicy z Wilanowa skupili się na obronie i cierpliwie czekali na swoje szanse w kontratakach. Niestety taktyka szybko się posypała, kiedy to perfekcyjnym strzałem w same okno bramki popisał się Marcin Janczurewicz i wyprowadził swój zespół na prowadzenie 1-0. Niedługo później Awantura dokłada jedno, a potem drugie trafienie i prowadzi już 3-0. Gościom udało się strzelić dwie bramki, jednak ostatnie słowo w pierwszej części meczu należało do Patryka Dominiaka, który strzałem z ostrego kąta zaskoczył bramkarza i ustalił wynik w pierwszej połowie na 4-2. Na uwagę zasługuje fakt, że Patryk w pierwszej połowie miał udział przy wszystkich bramkach swojego zespołu, strzelił dwa gole oraz zaliczył dwie asysty. Druga połowa to już zupełna dominacja Awantury Warszawa II, co prawda to oni jako pierwsi stracili gola na 4-3, jednak później kontrolowali ją już do końca powiększając tylko swoją przewagę. Mecz ostatecznie zakończył się wygraną gospodarzy 7-3, co pozwoliło Awanturze zbliżyć się do podium 10 ligi i realnie myśleć o pudle na koniec rundy jesień/zima.
Zespół Predica ostatnie dwa spotkania zakończył bardzo wysokimi porażkami, które sprawiły że strata do górnych rejonów tabeli jest coraz większa. Wólczańskie Smoki po falstarcie w dwóch pierwszych kolejkach odniosły trzy kolejne zwycięstwa i znacznie przybliżyły się do strefy medalowej. Początek spotkania pokazał, kto jest w lepszej formie w tej części sezonu i po dwóch bramkach Macieja Walerjańskiego goście wyszli na prowadzenie. Chwilę później z rzutu karnego straty w części odrobili gospodarze, ale już w kolejnej akcji po błędzie obrony ponownie Smoki wyszły na dwubramkowe prowadzenie. W kolejnych pięciu minutach na boisku działo się bardzo dużo - trzy bramki gospodarzy na które raz odpowiedzieli goście i pod koniec pierwszej części spotkania mieliśmy remis 4:4. Na przerwę drużyn schodziły jednak z dwubramkową przewagą gości, ponieważ dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Daniel Filipowicz. Ten sam zawodnik rozpoczął strzelanie w drugiej części spotkania, chwilę później jego koledzy dołożyli kolejne trafienie i losy meczu były już rozstrzygnięte. Z gospodarzy zupełnie zeszło powietrze, było to efektem szybko straconych bramek oraz wąskiej kadry meczowej. W ostatnich fragmentach spotkania jeszcze dwukrotnie bramkarz gospodarzy musiał wyciągać piłkę ze swojej bramki i mecz zakończył się wynikiem 4:10 dla Wólczańskich Smoków. Drużyna ta krok po kroku pnie się w górę tabeli i po tym spotkaniu mają już tylko trzy punkty straty do lidera. Predica notuje trzecią porażkę z rzędu, ale nawet mimo tego strata do bezpiecznego miejsca wynosi tylko punkt.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)