Sezon 2021/2022
Relacje meczowe: 13 Liga
Mecz Nieuchwytnych z Jogą Bonito zapowiadał się bardzo ciekawie ze względu na układ tabeli. Joga Bonito przystępowała do spotkania jako wicelider i z jasnym celem utrzymania presji na liderze. Nieuchwytni zajmowali czwarte miejsce i wciąż liczyli się w walce o czołówkę, dlatego również potrzebowali punktów.
Początek meczu był wyrównany i obie drużyny próbowały narzucić swoje warunki gry. W 13. minucie jako pierwsi trafili zawodnicy Jogi Bonito - Krysiak otworzył wynik po podaniu Bubrzyka. Odpowiedź Nieuchwytnych była jednak natychmiastowa, ponieważ już minutę później Zhukov doprowadził do wyrównania. Kluczowy moment pierwszej połowy nastąpił w jej drugiej części. W 16. minucie Pietrzykowski, po asyście Hnatio, ponownie wyprowadził Jogę na prowadzenie i od tego momentu wicelider zaczął stopniowo przejmować kontrolę nad spotkaniem. Wynik 2:1 utrzymał się do przerwy, ale przewaga Jogi Bonito stawała się coraz bardziej widoczna.
Druga połowa to już zdecydowana dominacja Jogi. Zaraz po wznowieniu gra nabrała tempa, a kolejne minuty przyniosły serię bramek. W 30. minucie Pietrzykowski podwyższył wynik po podaniu Krysiaka, a chwilę później, w 31. minucie, Bubrzyk trafił po asyście Kwiecińskiego. Napór nie ustawał - w 34. minucie na listę strzelców wpisał się Hnatio po podaniu Nowaka, a trzy minuty później ten sam zawodnik zdobył kolejną bramkę po asyście Szostaka.
W kolejnych minutach przewaga Jogi była już bezdyskusyjna. W 40. minucie Bubrzyk ponownie pokonał bramkarza po podaniu Hnatio, następnie w 43. minucie trafił Klimaszewski, a wynik spotkania ustalił w 48. minucie ponownie Bubrzyk, kompletując bardzo dobre zawody po kolejnym podaniu Hnatio.
Ostatecznie Joga Bonito pewnie pokonała Nieuchwytnych, pokazując dużą skuteczność i potwierdzając swoją wysoką pozycję w tabeli. Nieuchwytni po wyrównanym początku nie byli w stanie zatrzymać ofensywnej machiny rywali i musieli uznać ich wyższość.
Mecz o utrzymanie - tak w skrócie można opisać spotkanie pomiędzy Cockpit Country a Lisami Bez Polisy. Pierwsi znajdowali się na dnie ligowej tabeli, natomiast goście plasowali się tuż nad strefą spadkową. Sytuacja w tabeli sprawiała, że obie drużyny liczyły na dopisanie do swojego dorobku bardzo cennych trzech punktów.
Lepiej mecz rozpoczęli gospodarze, którzy już w 2. minucie wyszli na prowadzenie. Kolejne trafienie oglądaliśmy dziesięć minut później i dzięki bramce gości spotkanie rozpoczęło się praktycznie od nowa. Następne fragmenty przyniosły po jednym golu dla każdej z drużyn, a od tego momentu przewagę zaczęli osiągać zawodnicy Cockpitu. Strzelona przez nich bramka na 3:2 ustaliła wynik pierwszej połowy.
W drugiej części meczu szybkie dwa gole gospodarzy pozwoliły im odskoczyć na bezpieczną przewagę. Kolejne minuty przynosiły następne groźne sytuacje pod bramką Lisów Bez Polisy, a dwie z nich zakończyły się trafieniami. Goście tylko raz zdołali skutecznie zagrozić rywalom i była to ich ostatnia zdobycz bramkowa tego dnia. W końcówce Cockpit Country jeszcze bardziej powiększył przewagę i ostatecznie mecz zakończył się ich wysokim zwycięstwem 9:3. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że aż czterech zawodników gospodarzy zdobyło po dwie bramki. To najlepiej pokazuje, że cenne zwycięstwo było efektem dobrej gry zespołowej i po dłuższej przerwie Cockpit wreszcie mógł cieszyć się z kompletu punktów.
Porażka zespołu Lisy Bez Polisy sprawiła natomiast, że drużyna wciąż nie może być pewna utrzymania na tym poziomie rozgrywkowym.
Boiskowy Folklor mógł tego dnia sięgnąć po mistrzostwo - wystarczyło wygrać i poczekać na korzystny wynik równolegle rozgrywanego spotkania. White Foxes, zmagające się z walką o utrzymanie i coraz trudniejszym terminarzem, nie wyglądały na rywala, który mógłby pokrzyżować te plany.
Mecz od początku toczył się według jednego scenariusza - goście spokojnie rozgrywali piłkę, a oponenci próbowali szukać swoich szans w kontratakach. Kacper Miriuk pięknym półwolejem z dystansu otworzył wynik, Oracz z rzutu wolnego wyrównał, ale był to jedyny moment złudnej równowagi. Kucharski dwiema bramkami - najpierw głową po rzucie z autu, a następnie po indywidualnym rajdzie - zbudował prowadzenie 3:1. Różnica jakości była widoczna gołym okiem.
Gospodarze musieli rozgrywać to spotkanie z zawodnikiem z pola ustawionym między słupkami. I choć nieoczekiwany golkiper zanotował kilka dobrych interwencji, fali ataków nie dało się zatrzymać. Kucharski dokładał kolejne trafienia, Aleks Miriuk zdobył dwa gole, a później ponownie błyszczał Kacper Miriuk - i tutaj warto się na chwilę zatrzymać. Dwie próby przewrotki, podanie raboną, trzy bramki i trzy asysty - White Foxes miały tego dnia do czynienia nie tyle z rywalem, co z prawdziwym wirtuozem boiska. Kucharski zakończył swój popis z pięcioma trafieniami, Korzeniecki dołożył gola po rzucie karnym, a honorowe trafienie Wojtona padło już w momencie, gdy losy spotkania były dawno rozstrzygnięte.
Wynik 11:2 mówi sam za siebie. Boiskowy Folklor przejechał się po rywalu, który nie był najlepiej przygotowany kadrowo do tego starcia. White Foxes muszą się zmobilizować, jeśli chcą myśleć o utrzymaniu, zwłaszcza że przed nimi kolejne wymagające mecze.
Mecz Kresovii z Borowikami zapowiadał się jako starcie zespołów z dwóch różnych części tabeli. Kresovia plasowała się w czołówce i walczyła o utrzymanie miejsca w TOP 3, natomiast Borowiki znajdowały się niżej i potrzebowały punktów, by poprawić swoją sytuację. Lepiej w spotkanie weszli jednak zawodnicy Borowików. Już w 5. minucie Valodzka, po rozegraniu autu z Porębskim, otworzył wynik meczu. Chwilę później, w 10. minucie, prowadzenie podwyższył Bilski, dając swojej drużynie bardzo komfortowy początek spotkania.
Kresovia zaczęła wracać do gry w 13. minucie, gdy Mikulich przejął piłkę na własnej połowie i zakończył akcję bramką kontaktową. Borowiki szybko jednak odpowiedziały - w 18. minucie ponownie do siatki trafił Valodzka. Zaledwie minutę później Kresovia znów zmniejszyła straty, a na listę strzelców wpisał się Łozowski po podaniu Janczylika.
Końcówka pierwszej połowy przyniosła jeszcze jedno ważne wydarzenie - w 25. minucie Borowiki, grające w osłabieniu, zdołały zdobyć bramkę, gdy Jankowski po podaniu Porębskiego podwyższył prowadzenie. Do przerwy to właśnie Borowiki kontrolowały wynik i schodziły do szatni z przewagą.
Druga połowa miała jednak zupełnie inny przebieg. Kresovia zaczęła dominować i znajdować coraz więcej miejsca w ofensywie. Kluczową postacią tej części spotkania był Janczylik, który w krótkim odstępie czasu praktycznie "przejął" mecz. Trafiał kolejno w 29., 31. i 35. minucie, odwracając losy rywalizacji i wyprowadzając Kresovię na prowadzenie. Mimo przewagi Kresovii Borowiki nie rezygnowały. W 40. minucie Valodzka ponownie wpisał się na listę strzelców, kompletując hat-tricka i dając swojej drużynie kontakt z rywalem. Ostatnie słowo należało jednak do Kresovii - w 45. minucie Janczylik zdobył swoją czwartą bramkę w meczu, przypieczętowując świetny występ i zwycięstwo swojego zespołu.
Kresovia, mimo trudnego początku, pokazała charakter i dużą jakość w ofensywie, odwracając losy meczu. Borowiki z kolei zaprezentowały się bardzo dobrze w pierwszej połowie, ale po przerwie nie były w stanie znaleźć antidotum na rozpędzonego oponenta.
W 13. lidze zmierzyły się drużyny Elitarni Gocław oraz Siwy Koń. Gospodarze wciąż walczyli o miejsce na podium, natomiast Siwy Koń próbował wydostać się ze strefy spadkowej. Już przed pierwszym gwizdkiem było jasne, że żadna z ekip nie odstawi nogi i możemy spodziewać się bardzo intensywnego spotkania. Mecz rozpoczął się wręcz idealnie dla Elitarnych. Już w 1. minucie wynik otworzył Marcin Bielski, dając swojej drużynie prowadzenie i pokazując, że gospodarze od pierwszych sekund chcą narzucić rywalom własne warunki gry.
Kolejne fragmenty spotkania były bardzo wyrównane i pełne walki w środku pola. Obie drużyny próbowały budować akcje ofensywne, ale długo brakowało konkretów pod bramką przeciwnika. Dopiero w 17. minucie po szybkim kontrataku do wyrównania doprowadził Kostiantyn Izozov, wykorzystując moment nieuwagi defensywy gospodarzy. Elitarni zdołali jednak odpowiedzieć jeszcze przed przerwą, mając wrażenie, że kontrolują przebieg rywalizacji.
Po zmianie stron emocji było jeszcze więcej. W 32. minucie zawodnicy Siwego Konia wykorzystali przywilej korzyści, a Maciej Morra skierował piłkę do siatki, ponownie doprowadzając do remisu. Radość gości trwała jednak bardzo krótko, bo już dwie minuty później Elitarni Gocław odpowiedzieli. Ten moment wyraźnie pobudził jednak drużynę Siwego Konia. Goście zaczęli grać znacznie szybciej, odważniej i intensywniej. Z minuty na minutę przejmowali kontrolę nad spotkaniem, a zmęczeni zawodnicy Elitarnych coraz częściej nie nadążali za dynamicznymi akcjami rywali. W krótkim czasie Siwy Koń zdobył serię bramek, całkowicie odwracając losy meczu i przejmując pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Kluczową postacią końcówki był Jurij Pijasiuk, który zdobył dwie bramki i zanotował asystę, będąc prawdziwym motorem napędowym ofensywy swojej drużyny.
Ostatecznie Siwy Koń pokonał Elitarnych Gocław 7:3 po kapitalnej drugiej połowie i imponującym finiszu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)