Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 1 Liga
Pojedynek dwóch ekip zza naszej wschodniej granicy. Jedni jak i drudzy zdecydowanie lepiej prezentują się na wiosnę niż to miało miejsce w poprzedniej rundzie. Gospodarze mogą tylko żałować, że tak późno zaczęli regularnie punktować, bo mieliby w tym momencie realne szanse na awans do ekstraklasy. To samo można powiedzieć o gościach, z tym, że oni byliby prawdopodobnie na miejscu dającym im pozostanie w 1 lidze co przy obecnym stanie punktowym ciężko im będzie uzyskać. Sam mecz był toczony w szybkim tempie i był bardzo emocjonujący. Stroną częściej będącą przy piłce i grającą atakiem pozycyjnym byli gospodarze. Szczególnie wyróżniał się Yakovenko, ale z rozregulowanym tego dnia celownikiem ciężko mu było pokonać świetnie dysponowanego Gritsaka. Goście nastawili się raczej na grę z kontry i do pewnego momentu ta taktyka się świetnie sprawdzała, bo po bramkach Kovalchuka oraz dwóch Ivaschenki prowadzili do przerwy 3:0. Druga część meczu to coraz śmielsze ataki FC Otamanów. Do wspomnianego wcześniej Yakovenki doszedł Gryb i to tych dwóch graczy raz po raz rozmontowywało obronę przeciwników. W przeciągu kilku minut ze stanu 0:3 zrobiło się 3:3. Do tego goście musieli grać w osłabieniu po żółtej kartce Shevtsowa co faworyt skrzętnie wykorzystał zdobywając kolejne 3 gole i ustalając wynik meczu na 6:3.
Gdyby Gladiatorzy przystąpili do rozgrywek od początku rundy jesiennej to nie mamy wątpliwości, że mecz z Alpanem byłby meczem na szczycie. Nie mam też wątpliwości, że obie ekipy awansowałyby do ekstraklasy. Początek spotkania należał do gospodarzy, którzy sprawiali sporo kłopotów swoim przeciwnikom grając z wysoko wysuniętym bramkarzem. Damian Zalewski kilkukrotnie próbował pokonać swojego vis a vis strzałem z dalszej odległości, jednak Piotr Koza nie dał się zaskoczyć. Goście próbowali swoich sił w kontratakach. Bardzo aktywni byli zwłaszcza Kłopotowski oraz Marcinkiewicz i to właśnie Kłopotowski zapoczątkował akcję, po której w polu karnym wślizg wykonał jeden z rywali, co zakończyło się rzutem karnym zamienionym na gola przez Marcinkiewicza. Chwilę później bramkę dołożył Melcher, a tuż przed przerwą przepięknym uderzeniem z dystansu popisał się Skrajny i po gwizdku kończącym pierwszą część spotkania goście prowadzili 3:0, chociaż przez 20 minut tej potyczki nic na to nie wskazywało. Kolejne minuty to próba odwrócenia wyniku przez gospodarzy, jednak Alpan uskrzydlony prowadzeniem nie dawał sobie zrobić krzywdy. Po kilkunastu minutach drugiej połowy kolejnego gola dorzucił Marcinkiewicz, a zaraz później Kłopotowski i już wiedzieliśmy, że liderowi w tym meczu nic złego już się nie stanie. Do końca spotkania ambitnie grający Gladiatorzy starali się nawiązać równą walkę z rywalem. Paweł Pająk nawet zdobył honorowego gola, ale na tyle sytuacji ile miał on i jego koledzy z ekipy, jedno trafienie to zdecydowanie zbyt mało. W końcówce spotkania kolejnym kapitalnym strzałem popisał się Skrajny, bramkę zdobył też Marcinkiewicz i goście rozgromili gospodarzy aż 7:1.
Nie było niespodzianki w starciu Deportivo La Chickeno z Cleopartner. Gospodarze byli tutaj typowani w roli faworyta, choć ekipa Ernesta Woźniaka musiała się nieco napracować, aby wywieźć z tego spotkania trzy punkty. Mimo kiepskiej frekwencji goście pokazali się z dobrej strony i szczególnie początek spotkania był wyjątkowo wyrównany, a boiskowej walki nie zabrakło przez cały mecz. Deportivo rozpoczęło mecz grą w wysokim pressingu i szybko skończyło się to błędem przeciwnika – już w 1 minucie meczu bramkarz źle odegrał do kolegów i dwójkową akcję spokojnie wykończył Eryk Agnyziak. Cleopartner odpowiedziało błyskawicznie, bo już po minucie był remis, kiedy podanie Mikhaila Kandrashyna na bramkę zamienił Vadim Chuchva. Po chwili gospodarze mieli okazję na ponowne wyjście na prowadzenie, ale Patryk Zych przestrzelił karnego. Nie udało się wykorzystać stałego fragmentu gry, ale zespołowe akcje świetnie wychodziły gospodarzom i po chwili Eryk Agnyziak wyłożył piłkę Maciejowi Zawitajowi i Deportivo znów objęło prowadzenie. Cleopartner nie odpuszczało i strzałem z dystansu popisał się Mikhaił Kandrashyn i zrobiło się 2:2. Inicjatywa przeszła na stronę Ukraińców i w 18 minucie wyszli nawet na prowadzenie po golu Dmitriego Balysha, ale z przewagi bramkowej nacieszyli się niecałe pół minuty, bo Maks Grabowicz momentalnie doprowadził do remisu. Od tego momentu to Deportivo dyktowało warunki i w kilka minut wypracowało przewagę, której nie oddało do końca meczu. Zanim sędzia odgwizdał koniec pierwszej połowy było już 6:3 po trafienia Maksa Grabowicza, Eryka Agnyziaka i Patryka Zycha. Eryk i Patryk urządzili sobie w drugiej części spotkania istny festiwal strzelecki i na kwadrans przed końcem spotkania było już 10:3 i nikt nie miał wątpliwości, kto był tego dnia lepszy. Dzięki zwycięstwu Deportivo La Chickeno praktycznie zapewniło sobie awans do ekstraklasy z drugiego miejsca i pokazało, że jest kolektywem, który ma szansę powalczyć z najlepszymi w Lidze Fanów.
Grad bramek padł w spotkaniu Niskiego Pressu z FC Almaz. Goście zaliczyli ostatnio dwie porażki i była to okazja do zmiany niekorzystnego trendu. Patrząc na to, jak szerokim składem dysponował Ruslan Kobyliatskyj dało się zauważyć, że chłopaki podeszli do tego spotkania wyjątkowo ambitnie. Wprawdzie faworytem był tutaj team z Ukrainy, to inicjatywa była początkowo po stronie Niskiego Pressu. Już w pierwszej akcji meczu gospodarze mieli szansę wyjść na prowadzenie. Zabrakło odrobiny precyzji w wykończeniu akcji, ale co się odwlecze to nie uciecze i w 6 minucie Bartosz Charyton dość nieoczekiwanie wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Gol ten zdecydowanie ośmielił zawodników Dawida Wichowskiego, bo Niski Press przeszedł do natarcia i Almaz musiał cofnąć się do obrony. Gospodarze próbowali, ale kolejną bramkę obejrzeliśmy dopiero w 17 minucie i był to samobój po stronie Niskiego Pressu. Wrzutka ze skrzydła odbiła się od pleców obrońcy i mieliśmy remis. Tym razem inicjatywa była po stronie gości. Almaz coraz częściej odwiedzał okolice bramki Wojciecha Matycza, ale nie mógł przedrzeć się przez obronę gospodarzy. W 21 minucie wysoko wysunięty bramkarz gości Eduard Vakhidov zdecydował się na strzał z dystansu i piłka zatrzepotała w siatce. Gol ten był kamykiem, który poruszył lawinę, bo zanim sędzia odgwizdał koniec pierwszej połowy Ukraińcy zdołali zapunktować aż czterokrotnie i dzięki zabójczej końcówce schodzili na przerwę z solidnym prowadzeniem 1:6. Druga połowa rozpoczęła się od błyskawicznej bramki... dla Niskiego Pressu. Michał Siuta pokonał bramkarza Almazu, ale gospodarze opadali z sił i goście zdominowali resztę spotkania dokładając trafienie za trafieniem. Na domiar złego na 10 minut przed końcem bramkarz Niskiego Pressu Wojciech Matycz zaczął skarżyć się na ból w kostce, który ostatecznie uniemożliwił mu dokończenie spotkania. Dawid Wichowski musiał go zastąpić w roli golkipera i popisał się nawet kilkoma dobrymi interwencjami, ale Almaz nie ustawał w atakach i dołożył jeszcze trzy gole. Gospodarze mimo zmęczenia nie odpuścili i w końcówce strzałem z dystansu gola zdobył Maciej Olszewski. Wynik w ostatniej akcji meczu ustalił Jurii Rubashnyi i Niski Press uległ Almazowi 3:13. Ukraińcy utrzymali trzecią pozycję w tabeli i wciąż mają matematyczne szanse na miejsce drugie. Sytuacja Niskiego Pressu wydaje się coraz trudniejsza. Drużyna ta rundę rozpoczynała od środka tabeli, a obecnie dryfuje nad strefą spadkową i Dawid Wichowski będzie musiał znaleźć sposób na zmotywowanie kolegów w kolejnych spotkaniach, bo wizja spadku wydaje się być coraz bardziej realna.
Wyrównana tabela pierwszej ligi pozwalała aż siedmiu drużynom na walkę o awans do Pucharu Ligi Fanów. Niżej ulokowana drużyna Tylko Zwycięstwo podejmowała Green Lantern posiadające tylko trzy punkty przewagi nad gospodarzem spotkania. Goście rozpoczęli mecz z kontuzjowanym bramkarzem, który robił, co mógł, aby nie dopuścić do straty bramki. Mimo jego starań ta sztuka się nie powiodła i po wyrzucie z autu przez Szymona Jałkowskiego piękną „główką” Andrzej Morawski skierował piłkę do siatki otwierając wynik spotkania. Sumienność gospodarzy w swojej grze dała im wydawałoby się dość bezpieczną przewagę bramkową na koniec pierwszej połowy, w której zdobyli trzy bramki i nie dopuścili do zdobycia przez przeciwnika, choć jednej. Po wznowieniu meczu „Zieloni” zaprezentowali się już z dużo lepszej strony skutecznie grając w obronie i ataku, dzięki czemu doprowadzili do wyrównania spotkania. Kiedy na sześć minut przed końcem gospodarze zdobyli gola z rzutu karnego ich gra stała się bardziej defensywna, a ataki gości były coraz częstsze. Sześćdziesiąt sekund - właśnie tyle wystarczyło Green Lantern, aby odmienić losy spotkania. Ich upór w dążeniu do wyrównania popłacił i kiedy już myśleliśmy, że mecz zakończy się remisem ostania dwójkowa akcja dość nie oczekiwanie dała zwycięstwo gościom 5:4. W ten sposób Tylko Zwycięstwo ma ogromny problem, bo utrzymanie coraz bardziej się oddala, a Latarnie są już o krok od awansu do Pucharu Ligi Fanów.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)