reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
10:00

W meczu na szczycie pomiędzy Almazem, a Cleopartnerem od początku oglądaliśmy bardzo intensywne spotkanie, gdzie obie ekipy miały jasny cel - zwycięstwo. Pierwsze minuty to koncentracja na grze defensywnej i żadna z drużyn nie chciała stracić bramki. Ataki prowadzili goście,  ale brakowało dokładności i końcowego podania. Gdy już udało się strzelić na bramkę rywali to albo znakomicie spisywał się golkiper gospodarzy,  albo strzały były niecelne. Ekipa w seledynowych koszulkach przetrzymała pierwszy napór i starała się  kontrować. Jednak również i Almazowi brakowało wykończenia i kilka razy zamiast spokojnie rozegrać piłkę, to nerwowo jej się pozbywali. Długo na tablicy wyników był bezbramkowy remis i gdy wydawało się, że takim wynikiem może nawet zakończyć się pierwsza połowa, mieliśmy dwie kuriozalne sytuacje. Najpierw napastnik Cleopartnera chcąc pomóc w defensywie tak niefortunnie kopnął piłkę,  że trafił do swojej bramki, a dosłownie chwilę później po rzucie wolnym było już 2:0. Piłka odbiła się od poprzeczki i trafiła w zawodnika Almaza i wpadła do siatki. Z perspektywy pierwszych 25 minut wynik zaskakujący i goście musieli odrabiać straty. Po zmianie stron Cleopartner mozolnie starał się atakować. Kilka sytuacji wręcz stuprocentowych jednak zmarnował, ale w końcu udało się strzelić gola kontaktowego. Radość nie trwała jednak długo, bo Ihar Bakun mocnym strzałem z dystansu ponownie wyprowadził swój zespół na dwubramkową przewagę. W końcówce jeszcze Maksym Salauyou po akcji kombinacyjnej strzelił gola na 3:2, ale na nic więcej tego dnia nie było stać gości. Po emocjonującym meczu Almaz zdobywa komplet punktów i dobija do czołówki ligowej tabeli.

2
10:00

Do dość niecodziennej sytuacji doszło na arenie Grenady. W minioną niedzielę oglądaliśmy równolegle dwukrotne derby Ukrainy. Kiedy na jednym boisku mierzyły się ekipy Cleopartner i Almazu, na drugim spotkały się drużyny Otamanów i Freedomu. O ile pierwsze spotkanie było walką w górnej części tabeli, o tyle Otamany i Freedom nie mogą zaliczyć tego sezonu do udanych i znajdują się w strefie spadkowej. Bezpośrednie spotkanie tych drużyn było więc szansą na wydostanie się z mało komfortowej sytuacji. Oba teamy prezentują bardzo zbliżony poziom i można było przewidywać, że będzie to mecz, w którym jeden błąd może zadecydować o końcowym wyniku. Spotkanie było bardzo zacięte i wyrównane i pierwszego gola zobaczyliśmy dopiero po kwadransie gry, a na prowadzenie wyprowadził Otamanów Volodymyr Bevziuk. Napastnicy Freedomu oddawali sporo strzałów na bramkę Olega Bortnyka, ale brakowało precyzji i bramkarz Otamanów długo zachowywał czyste konto. Gospodarzom za to brakowało jasnej komunikacji w ataku i choć rozkręcali się z minuty na minutę, dało się zauważyć, że tego dnia w ich grze brakowało nieco polotu. Wprawdzie napastnicy drużyny Romy Starykha starali się rozciągać obronę przeciwnika grą na skrzydłach, nie przynosiło to większych efektów. Kiedy wydawało się, że skromna przewaga Otamanów utrzyma się do końca pierwszej połowy w ostatniej minucie niezdecydowanie obrońców gospodarzy poskutkowało faulem w okolicy pola karnego, a Freedom mądrze rozegrał stały fragment gry i mieliśmy remis 1:1. Punktem zwrotnym w meczu była sytuacja z drugiej połowy, kiedy za niepotrzebne dyskusje z sędzią żółty kartonik obejrzał bramkarz Otamanów. Goście wykorzystali przewagę liczebną i podwyższyli prowadzenie na 1:2. Kilka minut później kolejne trafienie dołożył Oleh Shevtsov i wydawało się, że jest już po meczu. W ostatnich minutach Otamany w końcu zaczęły grać w swoim tempie i rozgrywać dynamiczne akcje i w efekcie zdobyli bramkę kontaktową autorstwa Dmytro Arterchuka. Niestety Otamany zmotywowały się do walki zdecydowanie zbyt późno i zabrakło czasu na wyrównanie, a Freedom dowiózł zwycięstwo2:3 do końca i zgarnął szalenie ważne 3 punkty. 

3
16:30

Prawdziwy piłkarski spektakl obejrzeliśmy w ramach 7 kolejki w pierwszej lidze. Naprzeciw siebie stanęły drużyny Deportivo La Chickeno oraz Alpanu. Spotkanie od początku stało na bardzo wysokim poziomie piłkarskim i było dość wyrównane. Mogliśmy zaobserwować wiele ciekawych akcji, schematów piłkarskich, a przede wszystkim wiele indywidualnych pojedynków między zawodnikami obu zespołów. Na pierwszego gola czekaliśmy aż do 14 minuty meczu. Wtedy to składną akcję całego zespołu wykończył Rafał Radomski. Kilka minut później było już 0:2, Przemek Wycech świetnie wypatrzył Mateusza Marcinkiewicza i Alpan prowadził już różnicą dwóch bramek. Wtedy to do solidniej pracy wzięli się gospodarze. W 22 minucie po jednym z ataków, bramkę kontaktową strzela Eryk Agnyziak. Do końca pierwszej części wynik nie uległ zmianie, a wszyscy kibice zgromadzeni na Arenie Picassa ostrzyli już sobie zęby na drugą odsłonę spotkania. Druga połowa podobnie jak pierwsza, to prawdziwe widowisko. Ataki z obu stron, parady bramkarskie oraz efektowne indywidualne popisy zawodników obu ekip. Piłka wędrowała raz na jedną raz na drugą stronę boiska. Na gola w drugiej odsłonie musieliśmy czekać aż do 38 minuty meczu. Wtedy to po sprytnie rozegrany rzucie wolnym Eryk Agnyziak doprowadza do remisu. W końcówce obie ekipy próbowały przechylić szalę na swoją korzyść, często zapominając już o defensywie. W 44 minucie Kamil Kłopotowski strzela bramkę na 2:3, a chwilę później ponowne rozprężenie w szeregach obronnych gospodarzy wykorzystuje Przemek Wycech i dobija piłek zdobywając czwartego gola dla drużyny gości. Chickeny nie mając już nic do stracenia, rzuciły się do rozpaczliwych ataków i odrabiania strat. Trzy minuty przed końcem meczu, po jednym z takich ataków Patryk Zych strzela bramkę kontaktową, jednak na nic więcej nie starczyło już czasu i sędzia kończy to rewelacyjne pod kątem piłkarskim widowisko. Brawo Panowie! Alpan umacnia się na prowadzeniu w pierwszej lidze, a Deportivo La Chickeno utrzymuje swoją czwartą pozycję.

4
20:30

Kolejna wysoka porażka gospodarzy meczu Drunk Team – Niski Press zdecydowanie nie wróży najlepiej. Ekipa grająca w białych strojach bezapelacyjnie musi wziąć się do pracy, ponieważ w serii siedmiu spotkań nie wygrali ani razu. Jest to sygnał alarmujący i mający na celu zmobilizowanie drużyny, ponieważ hipotetyczne utrzymanie na zapleczu Ekstraklasy jest poważnie zagrożone. Tego dnia mogli oni wystawić zaledwie szóstkę graczy, co przy jednym rezerwowym na ławce Niskiego Pressu okazało się na tyle znaczące, że musieli uznać wyższość rywali, przegrywając tym samym 5:11. Brak siły rywali bezlitośnie wykorzystywali Albert Krukowski, Dawid Wichowski i Patryk Hull, którzy już w pierwszej odsłonie rywalizacji zapewnili komfortowe 1:5 do przerwy. Druga odsłona tego meczu była zdecydowanie bardziej otwarta z obydwu stron. Goście odsłonili się przed gospodarzami dając im strzelić tym samym cztery bramki. Ze swojej strony dołożyli za to sześć kolejnych trafień – zamykając rywalowi drogę do odrobienia strat. Przed nimi starcie z Green Lantern co w przypadku możliwego potknięcia Cleopratnera w meczu z liderującym Alpanem – oznaczać może dla nich wskoczenie na trzecią lokatę dającą awans. Gospodarze natomiast w przyszłej kolejce zmierzą się z drużyną Tylko Zwycięstwo – w pojedynku o być albo nie być. Jeżeli wygrają (przy najlepszym scenariuszu) zminimalizują stratę do bezpiecznego miejsca do zaledwie trzech oczek. Zadanie z gatunku niemożliwych ? My wątpimy, ponieważ już nie raz Drunk Team zaskakiwał pozytywnie na boiskach Ligi Fanów.

5
20:30

Obie ekipy przed rozpoczęciem meczu dzielił zaledwie jeden punkt w tabeli. Green Lantern liczną grupą zawodników stawił się na spotkanie z Tylko Zwycięstwo, czując, że od tego meczu może zależeć ich późniejszy byt w 1 lidze. Ekipa braci Jałkowskich wzmocniona dwoma nowymi zawodnikami starała się wrócić do formy, którą prezentowała jakiś czas temu gdy z powodzeniem walczyli o awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Początek meczu to jednak przewaga gospodarzy, którzy naciskali na obronę TZ. Przewagę zdobyczą bramkową udokumentował Mikołaj Wysocki, który zamienił dokładne podanie Patryka Przygody na gola. Taki obrót spraw zadziałał mobilizująco na najlepszego snajpera gości, Andrzeja Morawskiego, który po chwili doprowadził do wyrównania. Dwie następne bramki to zdobycze gospodarzy, którym udało się odskoczyć na dwubramkowe prowadzenie. Końcówka 1 połowy i dwa gole przewagi chyba zbyt rozluźniająco wpłynęły na Green Lantern, bo w jednej z ostatnich akcji meczu Tylko Zwycięstwo zdobyło bramkę kontaktową. Druga połowa wyglądała niemal bliźniaczo do pierwszych 25 minut spotkania, czyli wyrównana gra obydwu zespołów, sporo sytuacji bramkowych i trochę lepsza skuteczność gospodarzy. Mecz ostatecznie wygrał zespół Green Lantern jedną bramką, a samo spotkanie było niesłychanie ciekawe. Tylko Zwycięstwo musi w końcu zacząć zdobywać punkty, bo spędzenie zimy w strefie spadkowej coraz realniej zagraża ekipie braci Jałkowskich, a Green Lantern tym zwycięstwem oprócz 3 punktów zyskało dodatkowo trochę spokoju.

Reklama