Sezon Lato 2021
Relacje meczowe: 1 Liga
Potyczki zespołów z dokładnie dwóch różnych biegunów tabeli często są wielką niewiadomą. Z jednej strony mamy gospodarzy, ALPAN, którzy w tym sezonie zanotowali komplet zwycięstw. Z kolei FC Freedom jest czerwoną latarnią 1-szej Ligi Fanów i desperacko poszukuje punktów w walce o utrzymanie, zatem motywacji im nie brakowało. Niestety dla widowiska, gospodarze bardzo szybko zaczęli dyktować warunki na boisku, chociaż trzeba przyznać, że gracze z Ukrainy w pierwszych minutach zaskoczyli rywali, stosując pressing na ich połowie. Doświadczeni gracze lidera 1-szej ligi dość szybko jednak znaleźli sposób na przejęcie kontroli nad wydarzeniami, a dodatkowo, mieli w składzie Mateusza Marcinkiewicza. To właśnie Mateusz był zawodnikiem „robiącym różnicę" w tym spotkaniu. Tylko w pierwszej połowie aż czterokrotnie wpisywał się na listę strzelców, popisując się m.in. wspaniałym trafieniem z rzutu wolnego. Jego liczne rajdy skrzydłem były sporym problemem dla obrońców FC Freedom i było widać, że zwrotność, szybkość i „klej w nodze" Mateusza są jakby na innym poziomie. Ukraińcy odpowiedzieli jednym trafieniem, kiedy to po rzucie rożnym wykonywanym przez Kyrylo Ivaschenko piłkę głową do bramki skierował Maksym Oliinyk. Było to trafienie ustalające wynik pierwszej części meczu na 6:1. Drugą odsłonę ekipa FC Freedom zaczęła z bardzo dużą wiarą w to, że można jeszcze odwrócić losy tego meczu. Atakowali bez kompleksów, a w obronie radzili sobie znacznie lepiej niż w pierwszej połowie. Efektem były dwie bramki, w których na listę strzelców wpisywali się: Serhii Yakouluk na 6:2 oraz Aleksandr Ivanov, który wykorzystał stratę rywali i skrócił dystans do stanu 6:3. Kiedy wydawało się, że goście mogą jeszcze coś ugrać w tym starciu, po raz kolejny „odpalił" się Mateusz Marcinkiewicz. Jego liczne ataki sprawiły, że dystans momentalnie powiększył się o trzy bramki (do 9:3). Goście odpowiedzieli jeszcze jednym trafieniem autorstwa Aleksandra Ivanova na 9:4, ale ostatnie dwa słowa należały do bohatera tego spotkania z ekipy ALPAN. Po jego dwóch bramkach wynik spotkania brzmiał 11:4, a Mateusz zakończył zawody z ośmioma (!) trafieniami na koncie. Statystyki nie są w stanie oddać tego, jak bardzo istotnym graczem dla ALPAN-u był Mateusz, ale my spróbowaliśmy to oddać w postaci tytułu MVP kolejki. ALPAN wciąż niepokonany, a ekipie FC Freedom życzymy wytrwałości w walce o punkty za tydzień !
Po raz kolejny przekonaliśmy się, że rywalizacja między ukraińskimi drużynami w 1 lidze to wyjątkowo widowiskowy futbol. FC Almaz podejmował FC Otamany i choć teamy te walczą o zupełnie inne cele (Almaz – awans, Otamany – utrzymanie), mieliśmy pewność, że obie ekipy zagrają na maksimum swoich możliwości. Goście w typowym dla siebie stylu rozpoczęli mecz od kilku dynamicznych akcji na jeden kontakt, a w 7 minucie Dmytro Arterchuk poprowadził rajd lewym skrzydłem i wyłożył piłkę do Vitaliia Yakovenki, który nie dał szans bramkarzowi gospodarzy. Goście starali się pójść za ciosem, ale Leonid Isayenia wyczyniał cuda między słupkami bramki Almazu i Otamany łapały się za głowy w niedowierzaniu. Koledzy Leonida wzięli się do roboty i w 15 minucie był remis po golu Stepana Bialkovskiego. Wydawało się, że remis utrzyma się do przerwy, ale bajeczną akcją popisał się Jan Galecki. Przejął piłkę w środku boiska, popędził prawym skrzydłem, minął obrońcę i wyłożył piłkę do Vitaliia Yakovenki, który strzelił swoją drugą bramkę. Skromny wynik 1:2 zapowiadał mnóstwo emocji w drugiej części meczu. Almaz przycisnął w ataku, a w 30 minucie gola wyrównującego strzelił Volodymyr Kylnyk. Po tej bramce obie drużyny miały mnóstwo okazji do zmiany wyniku, ale długo nie oglądaliśmy żadnych goli. Napięcie rosło i nerwówkę lepiej znieśli gracze Ruslana Kobyliatskiego. Naprawdę niewiele zabrakło Otamanom, aby w końcówce przejąć inicjatywę, ale w 44 minucie za niepotrzebne dyskusje z sędzią żółty kartonik obejrzał defensor gości. Okazało się to gwoździem do trumny, bo już w kolejne akcji napastnicy Almazu zmusili gości do błędu i padła bramka samobójcza. Minutę później było już praktycznie po meczu, bo na 4:2 trafił Taras Levitskiy. Oczywiście Otamany nie poddawały się i do ostatniego gwizdka szukały wyrównania, ale zwyczajnie zabrakło czasu i sił. Dla Almazu jest to bardzo ważne zwycięstwo, bo daje szanse na dogonienie drugiego w tabeli Deportivo la chickeno.
Przed 13 kolejką Cleopartner i Niski Press znajdowały się na przedpolu podium 1 ligi i bezpośrednia rywalizacja tych ekip była poniekąd walką o 4 miejsce w tabeli. W drużynach tych nie brakuje zawodników o nieprzeciętnych umiejętnościach, ale oba teamy nie poszalały tym razem z frekwencją, bo były w stanie wystawić zaledwie po sześciu zawodników. W ekipie Cleopartner zabrakło nawet etatowego bramkarza i w rolę tą musiał wcielić się Anton Shevchenko, którego znamy raczej z występów w przedniej formacji. Na szczęście nawet bez zmienników obie drużyny były w stanie zaprezentować futbolu na wysokim poziomie. W 6 minucie Bartłomiej Kazanowski, a już minutę później Robert Dębski dobrym podaniem umożliwili strzał Dawidowi Wichowskiemu i błyskawicznie na prowadzenie wyszedł Niski Press. Wydawało się, że goście pójdą za ciosem, ale akcję Mikhaila Kandrashyna wykończył Dmytro Zhdanov. Po kwadransie gry był już remis, kiedy Volodymyr Humeniuk urządził sobie rajd przez całe boisko, wyprzedził obrońców i oszukał bramkarza. Na odpowiedź Niskiego Pressu nie trzeba było długo czekać i Dawid Wichowski kompletując hat-tricka wyprowadził swój zespół na prowadzenie 2:3. W samej końcówce pierwszej połowy Cleopartner skonstruowało jeszcze kilka groźnych akcji, ale na posterunku był Michał Sobieralski, który popisał się błyskotliwymi interwencjami. Druga połowa należała już tylko do zespołu gospodarzy. Cleopartner momentalnie wyrównało, a po chwili pięknym strzałem w samo okno Mikhail Kandrashyn wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Goście byli bezradni wobec rozkręconego teamu z Ukrainy, który dokładał kolejne trafienia, a grający na pozycji bramkarza Anton Shevchenko coraz częściej pomagał kolegom z napadu zamknąć drużynę przeciwnika na jego połowie. W końcówce Anton popisał się nie lada wyczynem – przechwycił dośrodkowanie i strzałem przez całe boisko zapakował piłkę do bramki Pressu. W ostatniej akcji meczu Dmytro Zhdanov ustalił wynik meczu na 8:3. Dzięki temu zwycięstwu Cleopartner przeskoczyło Niski Press o jedno oczko w tabeli i zachowuje teoretyczne szanse na trzecie miejsce.
Starcie Tylko Zwycięstwa z Gladiatorami zapowiadało się jako wyjątkowo ciekawy mecz. Już w 1 minucie zamieszanie pod bramką i niezdecydowanie obrońców TZu wykorzystał Daniel Purchalak i Gladiatorzy wyszli na prowadzenie. Minęło kilka chwil i Daniel wyłożył piłkę do Karola Truszczyńskiego, a ten nie dał szans Bartkowi Kleszczowi i było 0:2. Gospodarze zepchnięci do obrony próbowali kąsać kontratakami i w 9 minucie Maciek Dombrowicz urządził sobie rajd przez środek boiska, uderzył na długi róg i zdobył bramkę kontaktową. Po trzech minutach był już remis po golu Szymona Jałkowskiego, ale Gladiatorzy błyskawicznie odpowiedzieli drugim trafieniem Karola Truszczyńskiego. Goście zupełnie zepchnęli drużynę braci Jałkowskich do głębokiej defensywy, ale w 19 minucie nadarzyła się okazja z rzutu rożnego i Mateusz Górski sprytnym zagraniem trafił z niemalże zerowego kąta i znów był remis. Tempo nie słabło, goście zdecydowanie przycisnęli w końcówce i zanim sędzia odgwizdał koniec pierwszej połowy było już 3:6 dla Gladiatorów. Druga połowa rozpoczęła się zdecydowanie lepiej dla gości – Mateusz Górski strzelił gola na 4:6 i choć wydawało się, że drużyna Rafała Osińskiego przejmie już inicjatywę, wydarzyło się coś zgoła innego. Tylko Zwycięstwo powoli, ale cierpliwie szukało okazji strzeleckich, aż w końcu Szymon Jałkowski znalazł drogę do siatki Dominika Pajdy. Presja ze strony TZu nie ustępowała i żółty kartonik obejrzał Kamil Kuźniewski. Choć nie udało się wykorzystać przewagi liczebnej, to na dziesięć minut przed końcem był remis po przepięknym strzale z połowy boiska autorstwa Piotra Wadowskiego. Sytuacja Gladiatorów robiła się coraz trudniejsza, ale zimną krew zachował Daniel Purchalak, który przejął niedokładne rozegranie i pewnym strzałem wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Po chwili było już 6:8, kiedy rzut karny wykorzystał Michał Dryński, ale TZ ani myślał składać broni. Michał Myliński zmniejszył prowadzenie Gladiatorów do jednej bramki i w końcówce meczu gospodarze postraszyli kilkoma groźnymi akcjami. Ostateczne słowo należało jednak do Gladiatorów. Adrian Bucki ustalił wynik na 7:10 i mimo świetnego występu Tylko Zwycięstwo musiało uznać wyższość Gladiatorów.
Spotkanie dwóch 1 ligowych ekip zazwyczaj dostarcza wielu emocji. Siódme w tabeli Green Lantern podejmowali na swoim boisku wicelidera Deportivo. Goście szybko, bo już w 3 minucie otworzyli wynik spotkania. „Zieloni" jednak nie oddawali pola i 2 minuty później wyrównali na 1-1. Przez następne 12 minut dało zauważyć się dużą przewagę Deportivo, której ukoronowaniem były strzelone 3 bramki. W 15 minucie mieliśmy już 4-1 dla ekipy gości. Green Lantern nie mieli zamiaru się poddać bez walki i ładną „klepką" zdobyli bramkę na 4-2 . Minutę później to jednak goście trafili na 5-2 po celnym i długim wyrzucie bramkarza lecz „zieloni" nie pozostali dłużni i tez wykorzystali swoją okazję. Napastnik gospodarzy znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości i nie zmarnował takiej okazji. Pierwsza polowa zakończyła się wynikiem 5-3 dla Deportivo. Druga połowa to jednak duża przewaga Deportivo. Bramka zdobyta na 6-3 z rzutu rożnego to po prostu majstersztyk. Grający świetne spotkanie Patryk Zych pięknie dośrodkował, a Sebastian Kwaczreliszwili nie kalkulując kropnął potężnie z powietrza i piłka wpadła w samo okienko bramki gospodarzy. Bramka meczu można spokojnie powiedzieć. Następne minuty to huraganowe, składne i pięknie wyglądające dla kibicowskiego oka akcje gości. Sebastian Kwaczreliszwili, Patryk Zych oraz Mateusz Rudnicki - ci Panowie rządzili i dzielili na całym placu. Ciągła wymienność pozycji, rotacja, wygrywane pojedynki 1na1, cały czas klepka, granie na „ścianę". W drugiej połowie mieliśmy to wszystko podane przez Deportivo jak na talerzu w wykwintnej restauracji. Piłkarska uczta po prostu. „Zieloni" chyba mocno oszołomieni nie chcieli jednak oddać tego meczu bez walki i zdobyli jeszcze 3 bramki, ale było to o wiele za mało. Mecz zakończył się wynikiem 13-6 dla Deportivo i widać ze Panowie bardzo chcą awansować do Ekstraklasy .







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)