reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
09:00

W spotkaniu Cleopartnera z Tylko Zwycięstwo zdecydowanym faworytem wydawała się ekipa z Ukrainy. Gospodarze mimo braku kilku zawodników mają w swoich szeregach graczy,  którzy mają spore umiejętności i od początku spotkania starali się pokazać kto jest lepszy na boisku. Goście jak zawsze prezentowali swój plan taktyczny z mocną defensywą wyczekując na okazje do kontr i liczyli na skuteczność Andrzeja Morawskiego. Pierwsza bramka w tym starciu padła po rzucie wolnym. Dmytro Zhdanov sprytnie uderzył obok muru i zmieścił piłkę przy słupku bramki Tylko Zwycięstwo. Ekipa braci Jałkowskich starała się odrobić straty ale była nieskuteczna. Cleopartner natomiast spokojnie powiększał przewagę. Po dwóch błędach w końcówce pierwszej połowy na tablicy wyników mieliśmy wynik 3:0 i taki wynik utrzymał się do przerwy.  Po zmianie stron po golu na 4:0 wydawało się, że jest już po meczu. Jednak gol Andrzeja Morawskiego dał nadzieję, że jeszcze nie wszystko stracone. Ekipa z Ukrainy starała się utrzymywać długo przy piłce, ale popełniała coraz więcej prostych  błędów w obronie. To spowodowało, że przy stanie 5:2 zrobiło się nerwowo ponieważ Tylko  Zwycięstwo miało coraz więcej okazji bramkowych. Ostatnie pięć minut to szalona pogoń za wynikiem. Po kontratakach Andrzej Morawski strzelił dwie bramki i gdy wydawało się, że zabraknie czasu na wyrównanie to na minutę przed końcem Mateusz Górski dał gola na 5:5. Niesamowita złość kapitana Cleopartnera na rozwój sytuacji i stratę punktów. Tylko Zwycięstwo natomiast pokazało charakter i to z czego ta ekipa słynie, czyli walkę niezależnie od wyniku do samego końca.

2
11:00

Ukraińskie drużyny powoli przyzwyczajają nas do tego, że bezpośrednie starcia między tymi ekipami zawsze dostarczają potężnych emocji i należą do wyjątkowo zaciętych. I nawet mimo, że FC Almaz i FC Freedom dzieli niemalże cała wysokość tabeli, oglądaliśmy szalenie wyrównane spotkanie i futbol na naprawdę wysokim poziomie. W pierwszej połowie meczu nie padła ani jedna bramka, ale jeśli komuś wydaje się, że w meczu tym wiało nudą, jest w grubym błędzie. Gra w zawrotnym tempie przenosiła się od bramki do bramki i zarówno broniący bramki Almazu Leonid Isayenia, jak i jego odpowiednik w drużynie Freedomu Artem Bohatikov mieli ręce pełne roboty. Nie zabrakło również walki w środku pola i jeszcze przed zakończeniem pierwszej części meczu można było stwierdzić, że tak wyrównane spotkania to rzadkość.  Tuż po rozpoczęciu drugiej połowy brak koncentracji w defensywie gości wykorzystali napastnicy Almazu – Oleg Lazovik pognał skrzydłem i wyłożył piłkę Romanowi Chukhachowi, a ten nie dał szans bramkarzowi Freedomu. Na kolejnego gola musieliśmy czekać aż 10 minut, ale mecz nabrał kolorów, bo wyrównał Vitaliy Kram. Freedom długo nie nacieszył się z tego gola, bo nie minęła minuta, a Vladyslav Andriutsa wykorzystał rzut wolny i precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Dało się odczuć, że inicjatywa jest po stronie Almazu, ale ekipa Ruslana Kobyliatskiego nie mogła wyprowadzić ostatecznego ciosu, który pogrzebałby Freedom. Okazja taka przydarzyła  się w samej końcówce meczu, kiedy żółtym kartonikiem został ukarany Oleksandr Didkivskiy. Wydawało się, że Almaz ma zwycięstwo w garści, ale stało się coś, czego raczej nikt się nie spodziewał. Gospodarze stracili piłkę na połowie przeciwnika, a kontratak Freedomu wykończył Maksym Oliinyk i grając w osłabieniu FC Freedom zdobył gola wyrównującego! Almazowi, który grał w przewadze do samego końca meczu zwyczajnie nie starczyło czasu i spotkanie skończyło się remisem 2:2. Cieniem na tym meczu położyła się sytuacja, którą opisywaliśmy w minusach kolejki, ale poza nią, było to jedno z najciekawszych spotkań, jakie oglądaliśmy w tej rundzie i czujemy, że obie ekipy jeszcze nie raz pokażą nam świetny futbol.

3
16:30
( 0 : 4 )
1 : 12
Raport

Na zakończenie zmagań w pierwszej lidze byliśmy świadkami starcia ekip, które zajmują dwa ostatnie miejsca w ligowej tabeli i prezentują się zdecydowanie poniżej swoich oczekiwań. Mowa tu o ekipie Drunk Teamu oraz Otomanów. Spotkanie zdecydowanie lepiej rozpoczęła ekipa Otomanów, która to od początku spotkania przystąpiła do zdecydowanych ataków. Goście przeważali i grali bardzo widowiskowo. Na boisku widać było, że każdy z zawodników prezentował nienaganną technikę oraz wysoki poziom rozumienia gry w piłkę nożną. Drunk Team natomiast miał spore problem w konstruowaniu akcji, a wysoki pressing przeciwnika często powodował niepotrzebne straty w środku pola. Na bramki w tym meczu nie musieliśmy długo czekać, a nakręcona maszyna Otomanów do końca pierwszej połowy zaaplikowała rywalom aż cztery trafienia. Gospodarzom nie pomogła nawet gra w przewadze, kiedy to za dyskusje z sędzią żółtą kartką został ukarany Oleksandr Gryb. Na przerwę schodziliśmy przy wyniku 0:4. Druga połowa to już prawdziwa deklasacja gospodarzy, napór gości stawał się coraz większy. Widząc słabą dyspozycję rywala ekipa Otomanów raz po raz przeprowadzała groźne ataki na bramkę Drunk Teamu, a brylował w nich wspomniany już Oleksandr Gryb. To głównie dzięki jego siedmiu asystom oraz trzem bramkom goście dokładają osiem trafień w drugiej części spotkania. Kiedy sędzia miał już kończyć to widowisko, na rozpaczliwy atak zdecydował się Kamil Wróbel i kąśliwym strzałem uratował honor Drunk Teamu. Spotkanie ostatecznie kończy się wynikiem 1:12, co w pełni odzwierciedla obraz całego meczu.

4
16:30

Mecz Deportivo La Chickeno kontra Green Lantern było to widowisko na miarę pierwszej ligi! Od pierwszych minut meczu spotkanie mogło się podobać, gracze postawili wszystko na jedną kartę i dało się zauważyć, że żadna drużyna nie chce być przegraną w tym meczu, walka o piłkę była widoczna na każdym polu. Kilka ciekawych i kombinacyjnych akcji po obu stronach dało w końcu efekt w postaci bramki, a pierwszy w tym meczu wpisał się do protokołu zawodnik gości Mikołaj Wysocki, który zajął odpowiednie miejsce w polu karnym i dobił piłkę, która wcześniej została skutecznie obroniona przez bramkarza. Chwilę później odpowiedzieli gospodarze. Piękną akcję skonstruowali Agnyziak i Grabowicz, a piłka po strzale pierwszego gracza odbiła się od słupka i wpadła prosto do bramki. W kolejnych minutach meczu widzieliśmy ładne akcje, jednak brakowało skuteczności przy wykańczaniu akcji lub popis swoich umiejętności dawali bramkarze obu drużyn. W pierwszej części spotkania obejrzeliśmy jeszcze dwie bramki, a wynik po 30 minutach był wciąż remisowy czyli 2:2. Kolejną część meczu lepiej rozpoczęła drużyna Gospodarzy i wykorzystali rozproszenie krótką przerwą u piłkarzy Green Lantern zdobywając 3 bramki w 3 minuty. Gdy wydawało się, że wynik meczu jest już przesadzony, ponownie swoje siły zebrała drużyna Gości i po 18 minutach drugiej odsłony gry doprowadzili do wyrównania, a minutę później wyszli nawet znowu na prowadzenie. To oznaczało, że końcówka będzie bardzo emocjonująca i tak też było. Dwójkową akcją popisali się gracze Deportivo i przyniosła ona pozytywne zakończenie dla nich. Po podaniu Kwarczeliszwiliego swoją 4 w tym spotkaniu bramkę zdobył Rudnicki. Chwilę później po podaniu tego samego zawodnika, który wcześniej zaliczył również asystę, decydującą i dającą komplet punktów w tym meczu drużynie gospodarzy bramkę zdobył Patryk Zych. Przyczynił się on jeszcze w jeden sposób do zachowania takiego wyniku na sam koniec gry - powstrzymując, ale przy tym też faulując  zawodnika gości wychodzącego sam na sam z bramkarzem w sposób, za który otrzymał czerwoną kartkę w ostatniej minucie. Kto oglądał to spotkanie z perspektywy kibica na pewno po nim mógł odczuwać zadowolenie oglądając piłkarskie widowisko na najwyższym poziomie.

5
17:30

Strzelanie sylwestrowe rozpoczęte miesiąc wcześniej, a przyczyniły się do tego drużyny Deportivo La Chickeno, którzy rozgrywali zaległy mecz z drużyną Drunk Team. Na początku spotkania nikt z nas nie przypuszczałby, że dostaniemy w tym meczu taki grad goli. Lepiej w mecz udało się wejść drużynie gospodarzy, którzy rozgrywali ten mecz chwilę po skończeniu poprzedniego. Na pewno o odpowiednią rozgrzewkę mimo mrozu nie musieli się martwić, a 3 szybko zdobyte bramki dały im wiarę, że ten mecz może być dla nich wygrany.  Jednak jeżeli tak pomyśleli w tamtym momencie, to musieli się z tym chwilę wstrzymać, ponieważ zaraz później gracze gości odpowiedzieli 2 zdobytymi golami i mecz przez chwilę zrobił się stykowy. Pod koniec 1 połowy jednak gospodarze zdołali zdobyć jeszcze 2 bramki i na gwizdek sędziego zapraszający na przerwę wynik mieliśmy 5:2. Druga połowa to istne szaleństwo jeżeli chodzi o zdobywanie bramek, padały one praktycznie po każdej akcji i z przeróżnych sektorów boiska. Po akcjach 1 na 1, główką, wolejem, z wolnego. Obie drużyny nastrzelały ich łącznie 30, a wynik końcowy to 20:10.  Jest to zdecydowanie ilość goli świadcząca o tym, że skuteczność zawodników była na najwyższym poziomie, bramkarze mieli w tym meczu dużo interwencji. I co by nie napisać, spora ilość z nich była jednak skuteczna. Ten mecz zapamiętamy na pewno na długo.

6
18:30
( 3 : 1 )
5 : 2
Raport

Byliśmy pewni, że spotkanie Alpanu z Niskim Pressem będzie bardzo zacięte i ciekawe. Oba zespoły prezentują wysoki poziom piłkarski i rzadko spotykaną kulturę gry. Nie było mowy o chamstwie czy złośliwościach – jedni i drudzy byli skupieni tylko i wyłącznie na walce o punkty. W bardzo dobrej dyspozycji tego dnia był Rafał Radomski i to właśnie on zdobył bramkę otwierającą wynik starcia, a dokładnym podaniem w tej akcji popisał się Daniel Kania. Wynik na 2:0 podwyższył Kamil Melcher, który nie zmarnował okazji wykreowanej przez Mateusza Marcinkiewicza. Niski Press nie dawał za wygraną, chociaż trzeba przyznać, że w pierwszej połowie byli nieco zmuszeni grać pod dyktando ALPAN-u. Niemniej, po akcji Dawida Wichowskiego i podaniu do Kacpra Wójcikowskiego, piłkę w siatce umieścił drugi z wymienionych Panów i mieliśmy 2:1. O swojej świetnej dyspozycji, pod raz drugi tego wieczoru, przypomniał Rafał Radomski, ustalając wynik pierwszej odsłony na 3:1. Zmiana stron przyniosła nieco inny obraz gry. Gracze gości przejęli inicjatywę w rozgrywaniu, a przez dobry kwadrans gracze gospodarzy kreowali sobie okazję tylko w postaci kontrataków, co przy stylu gry ALPAN-u było dość zaskakujące. Bramka na 4:1 padła po przerwaniu ataku pozycyjnego Nieskiego Pressu oraz wyprowadzeniu pięknego crossa przez bramkarza gospodarzy, Błażeja Kaima. Świetnej sytuacji nie zmarnował Daniel Kania i jego nazwisko trafiło na listę strzelców. Goście jednak wciąż byli więcej przy piłce, a ich odpowiedzialne rozgrywanie przyniosło efekt na pięć minut przed końcem, kiedy po podaniu Patryka Hulla gola na 4:2 zdobył Patryk Kowalczyk. Ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy, kiedy to po podaniu Daniela Kanii do piłki dopadł jeden z najszybszych graczy grających w Lidze Fanów – Mateusz Marcinkiewicz – i ustalił wynik spotkania na 5:2. ALPAN z kompletem punktów kończy jesień na pierwszej pozycji, natomiast Niski Press ostatecznie plasuje się dokładnie w środku tabeli, mając jednak tylko 4 punkty straty do podium. Wiosna będzie ciekawa !

Reklama