Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 9 Liga
Walczący o opuszczenie strefy spadkowej Legion rozgrywał mecz z Mistrzami Chaosu, którzy z pełną pulą punktów są jedną z drużyn będących pretendentami do pierwszego miejsca na zakończenie rundy jesiennej. Mecz od pierwszych minut był rozgrywany w szybkim tempie. Oba zespoły starały się grać wysokim pressingiem, co sprawiło, że po upływie 4 minut na tablicy wyników było 1:1. Im dłużej trwało to spotkanie, tym coraz lepiej wyglądała gra gości, którzy często gościli pod polem karnym Legionu. Gospodarze z mniejszą częstotliwością kreowali sobie szanse na oddanie strzału, a to dzięki dobrej grze defensorów Mistrzów Chaosu. Przełamanie statusu quo nastąpiło w 14 minucie, kiedy to Jakub Spławski po odbiorze piłki w środkowej strefie boiska po raz pierwszy wysunął gości na prowadzenie. Chwilę później Damian Królak podwyższył wynik, który mimo efektownej gry obu drużyn już nie uległ zmianie. Druga połowa była jeszcze bardziej wyrównana, a o jej wyniku zadecydowali głównie bramkarze, którzy pokazali swój kunszt. Jedyny gol, jaki przyszło nam zobaczyć w tej części meczu, padł 9 minut przed końcowym gwizdkiem. Mimo małej liczby bramek nie mogliśmy narzekać na nudę. Stykowy wynik sprawiał, że zawodnicy walczyli o każdą piłkę a pojedynki między poszczególnymi formacjami były na wysokim poziomie. Mistrzowie Chaosu ostateczni wygrali 4:1, a w ich grze trudno było się dopatrzeć drugiego członu ich nazwy i z kompletem punktów zajmują drugie miejsce w tabeli. Legion mimo dobrej postawy nie zdołał ugrać choćby remisu z faworytem i ponosząc czwartą porażkę z rzędu, pozostał w "czerwonej strefie".
W niedzielne popołudnie drużyna Heavyweight Heroes podejmowała Inter Varsovia. Było pewne, że to spotkanie przyniesie nam sporo emocji, ponieważ rywalizowały w nim dwie drużyny walczące o wyjście ze strefy spadkowej. Mecz bardzo dobrze rozpoczął się dla młodych zawodników Interu, którzy już w pierwszych minutach po bramkach Stanisława Pawlaka i Michała Mazura prowadzili 2:0. Taki obrót spraw nie podziałał na gospodarzy demotywująco. Wręcz przeciwnie - postanowili podnieść rzuconą rękawicę i powalczyć o zwycięstwo. Za sprawą Macieja Chrzanowskiego i Łukasza Prusika doprowadzili do remisu 2:2. W kolejnych minutach pierwszej odsłony prowadzenie przechodziło z rąk do rąk, ale żadna z ekip nie pozwoliła odskoczyć oponentowi na więcej niż jedno bramkową przewagę. Do przerwy widniał wynik 4:4. Po zmianie stron Filip Blus po asyście Marka Malenki dał gospodarzom prowadzenie, a następnie w 34 minucie sam Malenka podwyższył wynik na 6:4. Młodzi zawodnicy Interu Varsovia byli bardziej dynamiczny, dzięki czemu udawało im się doprowadzać do świetnych sytuacji strzeleckich, w których brakowało jednak zimnej krwi przy wykończeniu. W 41 minucie Stanisław Pawlak zdobył jeszcze bramkę kontaktową bezpośrednio z rzutu wolnego, ale było to tego dnia zdecydowanie za mało na doświadczoną ekipę Herosów. Gospodarze zdołali wbić swoim rywalom jeszcze jednego gola, ustalając wynik meczu na 7:5. Heavyweight Heroes wywozi z AWF-u cenne trzy punkty, które pozwalają im na wyjście ze strefy spadkowej. Natomiast Inter Varsovia zamyka stawkę w 9 lidze. Pomimo porażki pokazali spory potencjał i jeśli ułożą swoją grę obronną oraz zachowają spokój pod bramką rywala, ich pozycja w tym sezonie naszym zdaniem ulegnie zmianie.
Niezwykle istotne spotkanie w kontekście układu tabeli dziewiątej ligi rozegrały zespoły Dzików z Lasu i Warsaw Wilanów. Gospodarze przed meczem zajmowali drugie miejsce, a ich rywale trzecie więc można było liczyć na dobre widowisko. Od początku gospodarze prowadzili grę i ich akcje stwarzały zagrożenie pod bramką drużyny z Wilanowa. Goście jednak mądrze się bronili i czekali na swoje okazje. Niezawodny Karol Kowalski wyprowadził swój team na prowadzenie. Dziki ruszyły w pogoń za wynikiem, lecz szczelna defensywa przeciwników potrafiła ofiarnie bronić wyniku. Podopieczni Kuby Świtalskiego potrafili utrzymać się przy piłce i czekali na swoje okazje z kontry. Po 25 minutach rywalizacji było 0:1. Po zmianie stron team z Wilanowa nadal konsekwentnie grał swoją piłkę, ale Dziki jeszcze mocniej atakowały i w końcu udało im się po rykoszecie zdobyć bramkę wyrównującą. Gospodarze poszli za ciosem i kolejne akcje nakręcały ich do jeszcze lepszej gry. Bramka na 2:1 była kluczowa dla losów meczu. Goście musieli zaryzykować, by powalczyć o choćby punkt, ale narażali się na kontry. Dziki trafiły jeszcze dwa razy i ostatecznie wygrały 4:1. Gospodarze po wygranej umocnili się na drugim miejscu w tabeli, a goście muszą szukać punktów w kolejnych spotkaniach.
Mecz (ze względu na udział nieuprawnionego zawodnika w ekipie Dzików) został zweryfikowany ostatecznie na walkower dla FC Warsaw Wilanów.
W meczu Polska Górom kontra Blokersi gospodarze od pierwszych minut zyskali przewagę. Byli szybsi, sprawniejsi, mieli pomysł na grę, ale przede wszystkim mieli Kacpra Kowalskiego - chciałoby się rzec El Matadora. Kacper widać, że doświadczył gry na bardziej zorganizowanym poziomie, to on kreował akcje drużyny, umiejętnie dyktował tempo akcji, ale przede wszystkim otwierał grę kolegom z zespołu. Wydaje się, że to był największy problem gości, którzy nie potrafili znaleźć na niego rozwiązania. Spowodowało to, że ich bramkarz miał pełne ręce roboty. Gospodarze mieli dwa pełne składy - zmieniali się w połowie pierwszej połowy i podobnie w drugiej części gry. Do przerwy pewnie prowadzili 4:0, nie pozostawiając oponentom zbyt dużo możliwości i przestrzeni do gry. Po zmianie stron tempo nieco spadło, wynik był w zasadzie ustalony, a ten fragment gry był pełen paradoksów. Czasami byliśmy świadkami wspaniałych zagrań, a czasami pudeł z najbliższej odległości. Koniec końców szkoda, że Blokersi nie byli w stanie nawiązać walki, ale może trochę przytłoczyła ich pierwsza połowa. Na szczęście zdobyli bramkę honorową, która zamknęła wynik na 6:1. Bardzo duże wyróżnienie trafia do Kacpra Kowalskiego, ale także Kuby Kucharskiego i całej drużyny, która świetnie wspierała się na przestrzeni całego spotkania.
Było to jedno z najbardziej zaciętych i widowiskowych spotkań tego dnia na Arenie Grenady. Trzeba przyznać, że obie ekipy postarały się o ciekawy scenariusz i kilku emocjonujących zwrotów akcji, bo kto wyjdzie z tej batalii zwycięsko, przekonaliśmy się dopiero w samej końcówce. A zaczęło się błyskawiczne, bo nie minęła nawet minuta i Skra prowadziła po golu Jana Paplińskiego. Czasoumilacze odpowiedzieli po 5 minutach, ale zrobili to wyjątkowo skutecznie, bo po dwóch, momentalnie zdobytych gola Dimy Rumezhaka i trafieniu Łukasza Szczerby wyszli na prowadzenie 3:1. W tym momencie mieliśmy do czynienia z pierwszym plot twistem, bo w pół minuty Krystian Syta doprowadził do wyrównania, a w ostatniej akcji pierwszej połowy zapakował gola do szatni i zgarniając hat-tricka, wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Po zmianie stron mieliśmy kolejne odwrócenie wyniku i tym razem to Czasoumilacze prowadzili po dwóch błyskawicznych golach Łukasza Szczerby i Piotra Cieślaka. Jednak szala zwycięstwa powoli przechylała się na stronę Skry – gospodarzom kończyły się pomysły na przełamanie obrony przeciwnika, za to po drugiej stronie rozkręcał się Krystian Syta, który w 41 minucie zdobył bardzo ważnego gola na wyrównanie, a chwilę później asystował przy bramkach Nikodema Marcinkowskiego i Adama Rybki, a Skra minimalnie odskoczyła z wynikiem na 5:7. Gospodarze wciąż pozostawali groźni i w 44 minucie prowadzenie Skry do jednego oczka zmniejszył Paweł Lubiak. Czasoumilacze musieli gonić i otwierać się w obronie, a jednocześnie widać było już lekkie zmęczenie. To wszystko wykorzystał Krystian Ambroziak, który w 48 minucie strzelił na 6:8 i praktycznie pogrzebał wszelkie nadzieje na ewentualny comeback Czasoumilaczy. W ostatniej minucie Skra wyprowadziła jeszcze dwa dobijające ciosy – najpierw drugie trafienie zaliczył Krystian Ambroziak, a dosłownie akcję później kropkę nad i postawił Krystian Syta i Skra mogła cieszyć się z wywalczenia trzech punktów z faworyzowaną - w tym meczu - ekipą Czasoumilaczy. Sprowadzeni do składu Krystian Ambroziak i Krystian Syta okazali się strzałem w dziesiątkę i dają nadzieję na lepsze wyniki Skry Warszawa.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)