Sezon 2020/2021
Relacje meczowe: 9 Liga
W niedzielnym spotkaniu Ligi Fanów, debiutująca w rozgrywkach Skra Warszawa zmierzyła się z doświadczoną drużyną Legionu, złożoną z zawodników z Ukrainy. Dla Skry był to pierwszy krok w świecie piłkarskich szóstek, byliśmy ciekawi jak odnajdą się na mniejszym placu gry. Jak sami stwierdzili, potrzebują trochę czasu, żeby przestawić się z piłki 11-osobowej. Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia Legionu – już w 1 minucie spotkania wynik otworzył Igor Polskyi, strzelając precyzyjnie przy słupku po ziemi. Po zdobyciu gola goście nie zwalniali tempa, dążąc do szybkiego podwyższenia prowadzenia. Grali agresywnym pressingiem, zmuszając Skrę do błędów, które na szczęście dla gospodarzy skutecznie naprawiał bramkarz, Patryk Chwedorczuk. Z biegiem czasu Skra zaczęła odzyskiwać równowagę i wyrównała grę, co szybko przełożyło się na bramkę dającą remis. Pierwsza połowa przyniosła prawdziwy rollercoaster – Skra najpierw wyszła na prowadzenie, aby chwilę później pozwolić Legionowi na wyrównanie. Ostatecznie, to jednak goście schodzili na przerwę z przewagą jednej bramki. Wynik po pierwszej połowie Skra Warszawa 3:4 Legion. Po przerwie gospodarze szybko wyrównali, a strzelcem gola na 4:4 był Donald Włodarski. Obraz gry nie zmienił się znacząco – oglądaliśmy dużo walki, a mecz był wyrównany. Przez większość drugiej połowy wynik oscylował wokół remisu, a żadna z ekip nie potrafiła odskoczyć na więcej niż jedno trafienie. Ostateczny wynik na 6:6 ustalił w końcówce meczu Oleksii Ivaniukovych. Obie ekipy na pewno czują niedosyt spowodowany takim rozstrzygnięciem. Natomiast naszym zdaniem remis można uznać za sprawiedliwy wynik, obie drużyny pokazały spory potencjał i z pewnością będą w stanie namieszać w rozgrywkach 9. ligi.
Blokersi, czyli debiutująca drużyna w Lidze Fanów, rozpoczęli sezon w dziewiątej lidze meczem przeciwko Dzikom z Lasu II, dobrze znanej już marce w rozgrywkach. Mimo że to druga drużyna Dzików, w ich składzie nie brakuje jakościowych zawodników. Gospodarze od początku borykali się z problemem na pozycji bramkarza – z powodu nieobecności golkipera, między słupkami stanął kapitan, Thomas Gawin. Już w pierwszych minutach został on kilkukrotnie przetestowany przez ofensywę gości. Dziki z Lasu II objęli prowadzenie już w 6. minucie, gdy Szymon Szpak wykorzystał sytuację po strzale Igora Borkowskiego, który odbił się od poprzeczki i głową skierował piłkę do bramki. W pierwszej połowie to drużyna gości wyraźnie dominowała, kontrolując grę dzięki mądrze prowadzonemu rozegraniu i solidnej defensywie. Blokersi nie mogli znaleźć sposobu na przedostanie się przez szczelną obronę, a Dziki wykazały się skutecznością, zdobywając aż pięć bramek przed przerwą. Po zmianie stron, faworyci nie zwalniali tempa. Igor Borkowski szybko powiększył dorobek bramkowy, strzelając dwie kolejne bramki. Blokersi nadal pozostawali bezradni wobec dominujących rywali, a kiedy udawało im się stworzyć okazje, w bramce gości pewnie interweniował Stanisław Dąbrowski. Wydawało się, że Dziki zakończą mecz z czystym kontem, jednak w końcówce Maks Gościcki zdołał strzelić honorową, a zarazem pierwszą bramkę dla Blokersów w Lidze Fanów. Ostatecznie Blokersi przegrali 1:14, a wynik ten z pewnością jest bolesny. Niemniej jednak debiutanci mogą potraktować to jako lekcję, wierząc, że w kolejnych spotkaniach pokażą więcej jakości. Dziki z Lasu II udowodnili, że będą w tym sezonie poważnym kandydatem do walki o medale.
Minionej niedzieli na arenie Grenady, swój premierowy mecz zagrała debiutująca w naszych rozgrywkach ekipa Interu Varsovia. Młodzi i ambitni gracze brali udział w naszym ostatnim turnieju, w którym zdobyli skromne trzy punkty. Mimo tego należy wspomnieć, że wylosowali niezwykle wymagająca grupę... Tym razem przyszło im się zmierzyć z dobrze znanym FC Warsaw Wilanów. Spotkanie zapowiadało się bardzo interesująco, ponieważ przeciwnicy Interu z wąską ławką rezerwowych musieli bazować na swoim zgraniu i boiskowym doświadczeniu, którego bez wątpienia im nie brakuje. Od samego początku mecz był niezwykle jednostronny. Ogólny chaos w defensywie gospodarzy, bezlitośnie wykorzystywali goście, którzy tym samym zeszli na przerwę przy wyniku 1:5. Z jednej strony było to dość pewne prowadzenie. Z drugiej natomiast, wiemy jak bezlitosne bywają "szóstki”, w których to wystarczy gorsza postawa przez kilka minut, aby doszczętnie zmarnować wypracowany dotąd dorobek. Tym razem jednak obyło się bez niespodzianek, mimo że gospodarze zdobyli honorowe trafienie. Rywale z Wilanowa dzięki mądrym i przemyślanym zmianom zdołali pewnie sięgnąć po sukces, gromiąc młodszych kolegów aż dwunastoma bramkami, zwyciężając w stosunku 1:13. Czołowymi postaciami tego dnia był ofensywny tercet gości w składzie: Karol Kowalski, Piotr Wdowiński oraz Kuba Świtalski. Boiskowe automatyzmy wzięły górę nad młodością i ogromem chęci pełnej zaangażowania. Wierzymy jednak, że jeżeli Inter poukłada grę defensywną, szybki progres jest absolutnie możliwy.
Na inaugurację dziewiątej ligi stanęły naprzeciwko siebie ekipy Mistrzów Chaosu oraz Czasoumilaczy. Jak o pierwszej drużynie możemy powiedzieć już sporo, bo jest to ich kolejny sezon w naszych rozgrywkach, tak gości widzieliśmy w akcji znacznie krócej. Tym samym jakiekolwiek próby typowania wyniku przed startem zawodów mijały się z celem, z powodu nieobliczalności gości. Potwierdzenie tych słów miało miejsce już na początku spotkania, kiedy to przy grze w osłabieniu (żółtą kartką napomniany został Kuszka) Czasoumilacze zdołali wyjść na prowadzenie. Po indywidualnej akcji piłkę do bramki skierował Ivan Vladimirski. Oszołomieni goście musieli tym samym podrzeć swoje taktyczne plany i założenia już na samym starcie. Minęła dobra chwila, zanim udało im się z tego otrząsnąć. Na całe szczęście, sztuka ta udała im się jeszcze przed przerwą, na którą schodzili ze skromnym prowadzeniem 2:1. W drugiej części tego widowiska gra była o wiele bardziej otwarta, a sami bohaterowie meczu uraczyli nas - postronnych obserwatorów - większą ilością bramek. Z tego ofensywnego wyścigu zwycięsko wyszli finalnie gospodarze, którzy wykazali się o wiele większym opanowaniem w kluczowych momentach spotkania. Dodatkowo wiele możliwości zmian na ławce rezerwowych bezapelacyjnie ułatwił im finalny sukces. Goście co prawda próbowali podjąć równorzędną walkę, ale zdobyli zaledwie dwie kolejne bramki. W odpowiedzi ich rywale zaaplikowali im ich aż cztery, wygrywając finalnie w stosunku 6:3.
Gospodarze niedzielnego spotkania, czyli drużyna Heavyweight Heroes nie może uznać ligi letniej za udaną. We wszystkich spotkaniach zdobyli bowiem zaledwie trzy punkty, zajmując finalnie ostatnią lokatę. Ich rywal, czyli zespół FC Polska Górom mimo kapitalnego startu minionego sezonu zasadniczego, zmarnował szansę na podium, przez co mogliśmy się spodziewać zaciętej rywalizacji i chęci nadrobienia zaległości w nadchodzących rozgrywkach. Jak o pierwszej połowie może powiedzieć niewiele - bezbramkowy remis pełen chaosu i rwanego tempa gry - tak druga odsłona tego starcia obfitowała w o wiele większe emocje. Pierwsi do głosu doszli nominalni goście, którzy za sprawą trafienia Lesiuka bardzo szybko objęli prowadzenie. Wynik rywalizacji został natomiast podwyższony do stanu 0:2 dzięki niezawodnemu Jakubowi Korpyszowi. Mimo tak fantastycznego rozpoczęcia pozorna przewaga została roztrwoniona, a mecz zaczął się na nowo przy remisie 2:2. Od tego momentu ponownie przewagę zyskali gracze w białych strojach, którzy znów wyszli na dwubramkowe prowadzenie, za sprawą goli wcześniej wspomnianego duetu ofensywnego Lesiuk - Korpysz. Mimo usilnych starań przed końcowym gwizdkiem, ekipa Heavyweight Heroes zdołała odpowiedzieć zaledwie jedną bramką, której autorem był Maciej Chrzanowski. Tym samym na inaugurację rozgrywek lepsi okazali się goście, którzy zwyciężyli minimalnie 4:3.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)