Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 2 Liga
Spotkanie które odbyło się przy Arenie Picassa o godzinie 9.30 na sektorze C było niestety mocno jednostronne. Orzeły Stolicy pojawiły się na boisku w 6. Zjednoczona Ochota zwęszyła okazje i skrzętnie to wykorzystała. W pierwszych minutach jednak to Orły pozytywnie zaskoczyły. Już w 3 minucie Antoni Gola zdobył bramkę na 1-0 po ładnym, prostopadłym podaniu od Tomasza Czerniawskiego. Ochota nie czekała za długo i już 3 minuty później Damian Dąbrowski popisał się prostopadłym podaniem do Marcina Garbacza i mieliśmy remis 1-1. Chwilę później Ochota znowu zdobywa bramkę. Rafał Popis pięknie zagrywa wzdłuż linii bramkowej, a Polak tylko musiał dołożyć nogę, co też uczynił i mamy 2-1 dla Ochoty. W tym momencie Orzeły mocno opadły z sił co skrzętnie wykorzystała Ochota i zaczęła dominować w meczu . 15 minuta spotkania i Oskar Górecki przechwycił piłkę w środku boiska, pędzi co sił na bramkę Orzełów i mocnym strzałem po ziemi nie dał żadnych szans bramkarzowi Orzełów. Mamy więc 3-1. Chwilę później piękna bramka po rzucie wolnym i do przerwy mamy wynik 4-1 dla Ochoty. Druga połowa to ponownie dominacja Ochoty. Huraganowe ataki i pressing stosowany na zmęczoną drużynę Orłów, szybko przyniosły oczekiwane efekty. Już w 28 minucie na 5-1 trafił Krystian Kołodziejski po celnej wrzutce na głowę od Damiana Dąbrowskiego. Asystujący chwilę wcześniej Damian Dąbrowski przechwytuje piłkę na prawym skrzydle i wychodząc sam na sam nie marnuje okazji trafiając na 6-1. W dalszej części meczu obraz gry się nie zmienił i Ochota grając pressingiem większość meczu, spokojnie zdobyła przewagę i wygrała ten mecz 9-3. Orzeły się nie poddawały, ale jednak granie bez zmian jest naprawdę dużym wyzwaniem .
Mecz lidera, czyli Black Eagles Warszawa z nową drużyną w lidze, czyli Explo Team miał być wyrównanym spotkaniem, znając potencjał obydwu drużyn można było spodziewać się wielu ciekawych akcji i pięknych bramek. Gospodarze stawili się na ten mecz zaledwie w 7 osób, co przy znacznie liczniejszej liczbie zawodników ich rywali stawiało ich w bardzo trudnej sytuacji już przed startem meczu. Explo Team od początku pokazało, że nie są drużyną przypadkową, ruszyli ze zdecydowanymi atakami na bramkę rywali, co już w pierwszych 5 minutach meczu przyniosło aż dwie bramki, które na pewno musiały wpłynąć na morale gospodarzy. Black Eagles swoim doświadczeniem na sześcioosobowych boiskach próbowało odwrócić przebieg spotkania, niestety dla nich w bramce rywali stał Rafał Pomaski, który jak się okazało grał z kontuzją kolana, ale rzeczy które wyprawiał między słupkami mogły zachwycić każdego obserwującego to spotkanie, aż boimy się pomyśleć co ten chłopak wyprawia, kiedy jest w pełnej dyspozycji. W końcówce pierwszej połowy Explo udało się jeszcze podwyższyć prowadzenie i na przerwę obie ekipy udały się przy wyniku 3:0. Druga połowa do złudzenia przypominała pierwszą, groźne akcje z jednej i drugiej strony różniło tylko to, że Explo swoje akcje kończyło bramkami, a Black Eagles trafiało na mur nie do skruszenia. Dopiero w końcówce meczu Łukasz Dworakowski znalazł sposób na pokonanie bramkarza rywali, problem polegał na tym, że była to bramka na 1:7. Takim wynikiem zakończyło się to spotkanie, Explo mimo, że to nowa drużyna w lidze, to na pewno po takim meczu będzie chciało wygrać każdy mecz do końca sezonu. Cóż.. jest spora szansa, że im to się uda, jeśli tylko do każdego meczu przystąpią tak zmotywowani jak do tego z Black Eagles Warszawa.
Aby wciąż marzyć o mistrzostwie II-giej Ligi Fanów, Warszawska Ferajna potrzebowała kompletu punktów. Zadanie nie było łatwe, gdyż mimo nieobecności w tej rundzie Łukasza Kuleszy, Gracze Gorszego Sortu nadal pozostawali bardzo solidnym zespołem z realnymi szansami na podium. Od pierwszych minut oglądaliśmy składny futbol, aczkolwiek dość asekuracyjny – żadna z ekip nie chciała szybko stracić bramki i to im się udało. Worek z bramkami otworzył się po bramce Kacpra Domańskiego, który wykorzystał podanie od Krzyśka Surgota. W odpowiedzi bardzo czujnie zachował się Arek Waszak, który przechwycił niedokładnie zagraną przez rywala piłkę i zakończył akcję celnym strzałem obok golkipera rywali, doprowadzając do stanu 1:1. Wynik pierwszej odsłony to jednak dzieło gracza gospodarzy, a konkretnie Bartka Panasiuka, który po asyście od Adriana Dembińskiego wyprowadził Ferajnę na prowadzenie 2:1. Zmiana stron znów przyniosła ostrożną grę w pierwszych momentach, jednak z biegiem czasu oba zespoły nakręcały tempo. Pierwszym owocem intensywniejszej gry w ofensywie było trafienie Arka Waszaka na 2:2, który nie zmarnował okazji stworzonej przez Jakub Mydłowieckiego. Od tej chwili oglądaliśmy naprawdę bardzo intensywne pięć minut, które obfitowały w kilka bramek. Najpierw, na 3:2 podwyższył, świetnie dysponowany tego dnia, Adrian Dembiński. Po tym golu, inicjatywa przeszła nieco na stronę graczy GGS, którzy najpierw doprowadzili do remisu (3:3) po bramce Mateusza Przybysza, a następnie wyszli po raz pierwszy w tym meczu na prowadzenie (3:4), gdy ręce w górę po zdobytej bramce uniósł Jakub Mydłowiecki. Niestety dla widowiska, gole do końca meczu strzelali już tylko gospodarze. Trzeba jednak przyznać, że ciężko sobie pracowali na każde z trzech trafień, których autorami byli: Konrad Pietrzak, Krzysiek Surgot oraz Adrian Dembiński. Szczególnie bramka na 5:4 Krzyśka Surgota była niecodziennej urody, gdyż piłka po jego strzale, przepięknym „rogalem” wleciała w okienko bramki strzeżonej przez Patryka Kieszkowskiego. Piorunująca końcówka ekipy Kacpra Domańskiego ostatecznie sprawiła, że ze zwycięstwa 6:4 cieszyli się gracze Warszawskiej Ferajny. Widowisko świetne i jesteśmy przekonani, że w kolejnym meczu Gracze Gorszego Sortu będą jeszcze bardziej zmobilizowani w walce o trzy punkty.
W poprzedniej kolejce Saska Kępa w końcu przełamała się i zdobyła pierwsze punkty w tym sezonie. Liczyliśmy na to, że ekipa Korneliusza Troszczyńskiego nareszcie pokaże swój potencjał i początek meczu z Eternisem wyglądał bardzo obiecująco. Nowe twarze w drużynie gospodarzy wniosły trochę świeżości i już w 4 minucie Saska otworzyła wynik spotkania. Adam Zgórzak wyłożył piłkę do Mateusza Kryczki, a ten nie dał szans bramkarzowi Eternisu i Saska wyszła na prowadzenie 1:0. Po stracie gola goście mocno przycisnęli defensywę zielonych, ale kilkoma błyskotliwymi interwencjami wykazał się Leszek Gallewicz. Skapitulował dopiero w 17 minucie po trafieniu debiutującego w ekipie gości Igora Petlyaka, a był to dopiero wstęp do egzekucji, którą szykował Eternis. Jeszcze przed przerwą Damian Rudy skompletował hat-tricka, a po wznowieniu gry goście dokładali kolejne trafienia i kompletnie zdominowali Saską Kępę. Gospodarzom zabrakło przede wszystkim zgrania, ale i determinacji, żeby realnie zagrozić ekipie Eternisu. Ekipa ze wschodniej części Warszawy oczywiście nie składała broni i zdołała strzelić dwa gole autorstwa Łukasza Kryczki i Damiana Gałeckiego. Było to jednak zdecydowanie zbyt mało wobec fenomenalnej formy chłopaków z Eternisu, szczególnie Pawła Oziomka, Damiana Rudego i Igora Petlyaka, którzy urządzili sobie festiwal skuteczności strzeleckiej, bo niemalże każdą groźną akcję byli w stanie przełożyć na gola. Mecz zakończył się wynikiem 3:12, który dość trafnie określa charakter tej rywalizacji. Sytuacja Saskiej Kępy wydaje się być fatalna, ale liczymy na to, że trochę więcej zgrania z nowymi zawodnikami zaprocentuje w kolejnych meczach. Dla Eternisu zwycięstwo to jest o tyle ważne, że zachował szanse na dogonienie podium 2 ligi.
FC Górka będąca ex aequo na pierwszym miejscu drugiej ligi grała jakoś gość z Playboys Warszawa. Gospodarze mieli przed sobą nie lada zadanie – próba urwania choć punktu wyżej lokowanej drużynie nigdy nie jest łatwa. Fakt, że w swoim składzie mieli aż 4 nowych zawodników z 8 przystępujących do tych zmagań nie ułatwiał zadania. Cała pierwsza połowa okazała się bardzo wyrównana. Bramka za bramkę, strzał za strzał, akcja za akcję. To wszystko sprawiało nie lada ucztę dla naszych oczu, a wynik 2:2 na koniec pierwszej połowy dawał jeszcze większy apetyt na dalszą cześć tego widowiska. Kiedy sędzia rozpoczął dalszą część gry do głosu doszła już tylko ekipa FC Górka, która to po 12 minutach wyszła na wysokie prowadzenie 6:2. Z drużyny gospodarzy zaczęło wychodzić zmęczenie po pierwszej połowie, do tego brak tak dobrego zgrania jak u bardziej doświadczonej ekipy gości mogło zwiastować problemy z uzyskaniem dobrego wyniku. Gospodarze jednak nie rezygnowali i chcąc nawiązać wyrównana grę robili co mogli aby zmniejszyć przewagę faworytów. Ta sztuka udała się dopiero na dwie minuty przed końcem, kiedy to wynik meczu 6:3 ustalił Bartosz Kowalski. Była to dopiero pierwsza porażka Playboys Warszawa na tym poziomie rozgrywek, a szósta z rzędu wygrana FC Górka, która prężnie kroczy po awans do 1 ligi.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)