Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 2 Liga
Mecz, który opisany był już w minusach kolejki pod względem niesportowego zachowania w obu zespołach. Panowie dopuścili się obraźliwych komentarzy w kierunku siebie samych jak i arbitra. Stosowne konsekwencje zostały wyciągnięte przez ligę i mamy nadzieję na poprawę zachowania w kolejnych spotkaniach. Pod względem piłkarskim był to mecz niezwykle ciekawy. Pomimo chłodnej aury panującej przy boiskach Picassa Panowie podkręcili temperaturę na murawie. To spotkanie rozpoczęło się niebywale dynamicznie, a nikomu z pewnością nie opadała powieka podczas oglądania tego spotkania. Obie drużyny chciały zdobyć pierwszą bramkę, która napędziłaby ich do strzelenia kolejnych. Udało się to Graczom Gorszego Sortu, a uściślając – Łukaszowi Kuleszy w 9 minucie. To niesamowite trafienie z dystansu dało gościom prowadzenie w tym spotkaniu. Na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekać. Patryk Nowicki przy asyście Damiana Ciszka już dwie minuty później pokonał bramkarza wyrównując wynik. W pierwszej połowie mogliśmy oglądać dużo gry z kontry oraz wspaniałe dryblingi Kuleszy czy Ciszka. Druga połowa rozpoczęła się golem Dariusza Pliszki przy asyście Piotra Idzikowskiego i dała pierwszy raz prowadzenie Szmulkersom w tym spotkaniu. Kiedy po kolejnym golu gospodarzy wynik wydawał się być stabilny, a emocje nieco ustały, goście postanowili wykorzystać moment i strzelili trzy bramki pod rząd tym samym wygrywając spotkanie 3:4. Bilans meczu to również dwie czerwone kartki bezpośrednie z drużyny gości jak i gospodarzy, ale o tym już pisaliśmy, więc akurat w tym zakresie, nie chcemy się powtarzać. Szkoda, że tak dobre ekipy zajęły się innymi sprawami, niż gra w piłkę.
Przed tym meczem Saska Kępa wciąż pozostawała bez choćby punktu w ligowej tabeli i biorąc pod uwagę fakt, że do rywalizacji ze Zjednoczoną Ochotą podchodzili bez ani jednej zmiany, trudno było przypuszczać, że ich sytuacja ulegnie poprawie. Mimo to goście dość dzielnie radzili sobie w tym meczu, mimo że jako pierwsi do siatki trafili rywale za sprawą Rafała Popisa. Saska jednak się nie podłamała i dążyła do wyrównania. Sporo problemów obrońcy z Ochoty mieli z Sebastianem Sitkiem, który krótko prowadził piłkę i bardzo trudno było mu ją odebrać. Mimo przewagi jaką miała Zjednoczona Ochota, to rywale zdobywali kolejne bramki. Najpierw wyrównał Sebastian Borkowski, a kilka minut później na prowadzenie Saską wyprowadził Sebastian Sitek. Do przerwy mieliśmy dość zaskakujące 1:2 dla gości, choć trzeba przyznać, że mocno zapracowali na taki rezultat. Pozostawało pytanie, czy gracze w zielonych strojach wytrzymają ten mecz kondycyjnie. Zmotywowani gospodarze po przerwie ruszyli do odrabiania strat i udało im się to już na samym początku drugiej części. W dalszej fazie meczu wynik 2:2 bardzo długo się utrzymywał, choć trzeba oddać, że tutaj więcej sytuacji do strzelenia bramki mieli gospodarze. Parokrotnie jednak świetnie bronił Tomasz Bajdur i w dużej mierze dzięki niemu utrzymywał się remis. W końcu i on musiał skapitulować po strzale Daniela Gałązki i to właśnie kapitan Zjednoczonej Ochoty dał swojemu zespołowi 3 pkt. Był to ciekawy pojedynek, pełen walki, gdzie nikt nogi nie odstawiał. Wydaje się, że gospodarze zasłużenie wygrali, choć postawa Saskiej, pomimo porażki, również zasługuje na duże uznanie.
Zespół Black Eagles Warszawa w zeszłym tygodniu poniósł pierwszą porażkę w sezonie i była to ich jedyna jak do tej pory strata punktowa. Ich rywal, zespół Warszawskiej Ferajny jest do tej pory niepokonany, jednak w wyniku dwóch remisów w poprzednich spotkaniach uzbierał jeden punkt mniej od przeciwników. Spotkanie lepiej rozpoczęli goście, którzy już w pierwszych minutach otworzyli wynik spotkania. Z prowadzenia cieszyli się tylko chwilę, gdyż w kolejnej akcji ich rywal doprowadził do wyrównania. Kilka minut później doskonałą szansę na podwyższenie miał bramkarz gospodarzy, Darek Pocztowski, lecz piłka po jego bardzo ładnym strzale trafiła w słupek. Co się nie udało golkiperowi zrobili zawodnicy z pola. którzy w krótkim odstępie czasowym dwukrotnie trafili do bramki swoich rywali. Pod koniec pierwszej połowy goście zdołali zdobyć bramkę kontaktową i na przerwę schodziliśmy z wynikiem 3-2 dla gospodarzy. Druga połowa zaczęła się od pojedynczych ataków gospodarzy, jednak dopiero w 32 minucie udało im się ponownie wyjść na dwubramkowe prowadzenie. Po straconej bramce goście stracili wiarę w zwycięstwo, a ostatnie dziesięć minut to popis ofensywny Orłów, którzy do swojego dorobku dołożyli kolejne cztery trafienia. Mecz zakończył się wynikiem 8-2 dla Black Eagles Warszawa, którzy bardzo szybko zrehabilitowali się za porażkę sprzed tygodnia pewnie pokonując sowich rywali. Zespół Warszawskiej Ferajny mimo dobrej gry w pierwszej połowie nie dotrzymał tempa spotkania i poniósł pierwszą porażkę w tym sezonie.
W niedzielny wieczór na Grenady starły się ekipy Eternisu z Fc Novą Group. Zdecydowanym faworytem tego starcia byli gospodarze i od początku spotkania starali się pokazać, że to oni będą tutaj nadawać ton wydarzeniom na boisku, jednak to goście pierwsi strzelili bramkę. Kapitalne wybicie od bramki Konrada Michalaka przejął Patryk Radziszewski i dał nieoczekiwanie prowadzenie teamowi Piotra Radelczyka. Eternis szybko wziął się do pracy i dość sprawnie odpowiedział pięknym trafieniem z dystansu. Po chwili było już 2:1 po akcji zespołowej i widać było, że gospodarze dopiero się rozkręcają. Goście mając na to spotkanie jedną zmianę starali się aktywnie bronić i szukać swoich szans w ofensywie. Jednak po 25 minutach to ekipa Kamila Leszczyńskiego prowadziła, a tuż przed przerwą wynik podwyższył Paweł Oziomek, kapitalnie dryblując miedzy obrońcami i na końcu nie dając szans golkiperowi trafił do bramki. Wynik 3:1 po pierwszej odsłonie dawał nadzieję FC Nova Group na powalczenie o punkty. Jednak w drugiej połowie Eternis włączył wyższy bieg i kolejnymi bramkami odskoczył rywalom. Goście starali się walczyć, ale tego dnia nie mieli zbyt wiele argumentów i potężna fala kontuzji w tym brak Łukasza Wirskiego niestety był bardzo widoczny. Eternis zasłużenie wygrywa 9:2 i umacnia się w czołówce ligowej tabeli. FC Nova Group czeka na pierwsze punkty w sezonie i mamy nadzieję że przed dwutygodniową przerwą ta sztuka się uda.
Tabela w drugiej lidze jest niezwykle wyrównana, dlatego i FC Górka i Orzeły Stolicy przystąpili do tego spotkania naładowani energią, nic dziwnego, obie ekipy zgromadziły przed tą kolejką na swoim koncie po 6 punktów i nadarzyła się okazja, żeby odskoczyć od siebie w bezpośrednim pojedynku. Mecz od samego początku był niezwykle wyrównany, akcje pod bramkami rywali były sporadycznie, więcej oglądaliśmy gry w środku pola, lub zawodników Górki próbujących od własnej połowy atakiem pozycyjnym przedostać się pod pole bramkowe Orzełów. W końcu gospodarzom tego spotkania udało się wyjść na prowadzenie, Szymon Maruszewski potwierdził swoją wysoką dyspozycję w tym sezonie i pewnie wykorzystał dogranie Mateusza Mikołajewskiego. Stracona bramka trochę orzeźwiła Orzeły, którzy zaczęli śmielej atakować bramkę Konrada Litwiniuka, a w końcowych fragmentach pierwszej połowy udało się doprowadzić do wyrównania, po katastrofalnym błędzie w wyprowadzeniu piłki przez zawodników z Tarchomina. Remis do przerwy, a druga połowa to niemal kopia z pierwszych 25 minut. Paweł Juchniewicz starał się wyprowadzać piłkę z własnej połowy, ale goście dobrze się ustawiali w obronie. Orzeły Stolicy w drugiej połowie dwukrotnie grali w przewadze jednego zawodnika, czego nie udało im się wykorzystać, a Górka była coraz groźniejsza w swoich atakach. Sygnał ostrzegawczy wysłał Paweł Juchniewicz, który chciał szybko uderzyć na bramkę rywali nie czekając na gwizdek sędziego pozwalający na wykonanie rzutu wolnego i mimo, że piłka wpadła do bramki, arbiter nakazał stały fragment powtórzyć. To jednak nie podłamało Pawła, który kilka chwil po tej sytuacji zdobył cudowną bramkę płaskim strzałem z dystansu w długi róg ustalając tym samym wynik spotkania na 2:1.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)