Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 2 Liga
Cóż za seria! To już trzecie zwycięstwo Orzełów nad Warszawską Ferajną z rzędu. Ekipa Janka Wnorowskiego ewidentnie ma jakiś patent na zespół spod znaku Weszło FM, bo regularnie zdobywa trzy punkty w starciach z nimi. A przecież Ferajna to drużyna o nieprzeciętnych umiejętnościach (przed tym meczem tylko raz schodziła z boiska bez zdobytych punktów)! Dla Orzełów było to ważne zwycięstwo, bo w dwóch poprzednich spotkaniach w pechowy sposób przegrywali. Tego samego mogli się obawiać w niedzielę, bo strzelanie zaczęli rywale. Na 1:0 trafił Żochowski, który wykończył wspaniały rajd Hankiewicza. Chwilę później prowadzenie podwyższył Galan, pokonując bramkarza przeciwnika strzałem z główki. Mecz ten od początku charakteryzował się niezwykle wysokim tempem. Orzeły natomiast cechowała ogromna zawziętość, dzięki której zdołali wyrównać (bramka kontaktowa zrobiła wrażenie - piękna klepka, zapoczątkowana przez bramkarza!). Później obie ekipy kilkukrotnie obiły obramowania swoich bramek. Orzeły trafiły w poprzeczkę z rzutu wolnego, a WF strzeliły w słupek dwa razy w jednej akcji! I choć tuż przed przerwą na prowadzenie wyszli "gospodarze" (gol w pełni autorstwa braci Kiełpsz) to już na początku drugiej połowy kapitan Ferajny, Kacper Domański, doprowadził do wyniku 3:3. Bramka za bramkę i znowu prowadziły Orzeły - gratulacje dla Czerniawskiego za świetny drybling. Momentem przełomowym była kontuzja Kamila Żochowskiego z zespołu WF. Podczas jednej z akcji został przewrócony i nieszczęśliwie upadając, uszkodził kolano. Faul był oczywisty, ale nie był też przesadnie brutalny - Kamil przyznał, że to prawdopodobnie odnowienie dawnej kontuzji. Chwilę po jego zejściu Ferajna zdołała jeszcze wyrównać, strzelając piękną bramkę, przy której piętą asystował bramkarz. Niestety dało się jednak zauważyć, że osłabiła ich strata tak ważnego zawodnika, bo kolejne trafienia Orzełów (po jednym od obu z braci Kiełpszów) zamknęły to spotkanie. Mimo wszystko nie ujmujemy zwycięzcom, bo zasłużyli na swój sukces.
Drugoligowa potyczka tych dwóch zespołów przyniosła sporo dynamiki na murawie Areny Picassa. Po wyjątkowo wyrównanej pierwszej połowie, którą mogliśmy udekorować dwiema bramkami autorstwa drużyny gości, a konkretnie Kamila Filipka. Pierwsza z tych bramek padła po mocno uderzonym rzucie wolnym, druga zaś po bezlitosnej kontrze w której to wspomniany wyżej Filipek uderzał na bramkę Patryka Kieszkowskiego, bramkarzowi drużyny gospodarzy udało się sparować strzał jednak dobitka była już tylko formalnością. Przed przerwą gospodarze odpowiedzieli jednym trafieniem Maćka Chojnackiego w 20 minucie. Dwie minuty później żółtym kartonikiem został ukarany kapitan GGS – Patryk Sznajder i do końca połowy jego drużyna grała w osłabieniu. Druga połowa to zdecydowana przemiana Graczy Gorszego Sortu. Zdecydowana dominacja i punktowanie w postaci zdobyczy bramkowych. Maciej Chojnacki w tym dniu zdecydowanie „polubił się" z bramką NOVA GROUP strzelając w całym spotkaniu czterokrotnie. Tego samego nie może powiedzieć golkiper gości, którego drużyna musiała w tym meczu sześciokrotnie rozpoczynać na gwizdek z centralnej części boiska. Plac gry jednak po raz kolejny udowodnił, że nie wybacza błędów i drużyna, która zostawi więcej potu i sportowej walki na nim bardziej zasługuje na trzy punkty dopisane do ligowej tabeli. Wynik spotkania 6:2.
Kolejna ciężka przeprawa czekała Saską Kepę, która podejmowała wicelidera, czyli Black Eagles Warszawa. Jeżeli ktoś liczył na to, że dla gospodarzy przełamanie fatalnej passy nastąpi w tym spotkaniu musiał się srogo rozczarować, bo o ile w pierwszej połowie Saska była jeszcze w stanie nawiązać w miarę wyrównaną walkę, o tyle druga połowa należała już zupełnie do ekipy Darka Pocztowskiego, która bezlitośnie punktowała każdy błąd Saskiej Kępy. Pierwsza bramka to gol samobójczy gospodarzy, ale napastnicy Black Eagles nie próżnowali i po chwili było już 0:3 po trafieniach Adama Wośka i Filipa Pietrusiewicza. Goście non-stop zagrażali bramce Tomasza Bajdura i nawet golkiper gości podłączał się do akcji ofensywnych, ale w pierwszej połowie więcej goli już nie oglądaliśmy. W drugiej części spotkania pierwsze skrzypce odgrywał Adam Wosiek, który skompletował aż 6 goli i dołożył jedną asystę, a Black Eagles kompletnie rozmontowało defensywę gospodarzy. Dopiero w 30 minucie kontaktowego gola strzelił Adam Zgórzak, ale przy wyniku 1:6 absolutnie nie było mowy o tym, aby Saska Kępa była w stanie dogonić wynik. Ostatecznie spotkanie skończyło się bilansem 3:9, który dość trafnie opisuje tę rywalizację. Saska Kępa nie była w stanie zagrozić Black Eagles, którzy cały mecz utrzymywali bezpieczną przewagę bramkową i kontrolowali przebieg widowiska mądrą grą w obronie i agresywną w ataku. Zwycięstwo to dało zespołowi Darka Pocztowskiego fotel lidera, a team Korneliusza Troszczyńskiego musi poszukać przełamania w kolejnych spotkaniach.
Dobre widowisko tej niedzieli zaserwowały nam ekipy Zjednoczonej Ochoty i Szmulkers Team. Patrząc na składy jakie stawiły się na Grenady wydawało się, że gospodarze w łatwy sposób zdobędą kolejne punkty. Gdy Oscar Górecki strzelił już w pierwszych minutach bramkę wydawało się, że kolejne będą kwestią czasu. Jednak goście po słabszym początku nie zamierzali łatwo się poddać i zaczęli również stwarzać sobie okazje bramkowe. Gdy mecz się wyrównał to ponownie bramkę zdobyła Zjednoczona Ochota. Przy stanie 2:0 nastąpiło chyba lekkie rozluźnienie. Tuż przed przerwą gola kontaktowego po kontrze zdobył Aleksander Kuśmierz i do przerwy mieliśmy wynik 2:1. Tym razem Przemek Morawski nie miał nic do powiedzenia ale wcześniej kilka razy kapitalnie interweniował w dogodnych sytuacjach dla rywali. Po zmianie stron gospodarze szybko podwyższyli prowadzenie. Ponownie Oscar Górecki pokonał bramkarza i tym samym ustrzelił hat-tricka, a to nie był jeszcze koniec jego popisów strzeleckich w tym meczu. Po niespełna trzech minutach było ponownie na styku po bramce Filipa Paśniaka. Wynik 3:2 długo się utrzymywał, jednak ostatnie dziesięć minut były zabójcze w wykonaniu Zjednoczonej Ochoty. W obronie wszystko zatrzymywał Daniel Gałązka, a w ofensywie szalał wspomniany Oscar który dołożył dwa trafienia. Na listę strzelców wpisał się także Krystian Kołodziejski i mecz zakończył się wynikiem 6:2. Twarde męskie granie i brawa dla obydwu ekip które walczyły na całego. Goście pokazali, że mimo kilku absencji mają potencjał do tego by grać na najwyższym poziomie. Gospodarze idą jak burza i jeżeli utrzymają taką formę to mają szanse na zakończenie tej rundy nawet w fotelu lidera.
Mecz pomiędzy FC Górką, a Eternisem kończył zmagania 6 kolejki w 2 lidze. Czwarta drużyna ligowej tabeli podejmowała lidera. Mecz od pierwszych minut rozgrywany był w bardzo wysokim tempie. Obie drużyny były dobrze przygotowane pod kątem motorycznym i kondycyjnym. Lepiej w to spotkanie weszli zawodnicy FC Górki, którzy jako pierwsi wyszli na prowadzenie 1-0. Górka prowadziła grę, ale nie ustrzegła się prostych błędów w defensywie, a taka drużyna jaką jest Eternis skrzętnie to wykorzystała szybko doprowadzając do remisu. Kolejne minuty pierwszej połowy to wymiana ciosów, raz z jednej raz z drugiej strony. Na przerwę obie ekipy schodziły przy wyniku 4-3 dla gospodarzy. Druga połowa to już całkowita dominacja ekipy Konrada Litwiniuka. FC Górka prowadziła grę, raz po raz wyprowadzając groźne, szybkie i składne akcje. Doskonale w tym aspekcie gry odnajdował się Szymon Maruszewski, który brylował w ofensywnych akcjach gospodarzy. Zawodnikom gospodarzy w drugiej połowie udało się zdobyć aż siedem bramek. Eternis był w stanie odpowiedzieć tylko jednym trafieniem. Górka zasłużenie wygrała to spotkanie 11-4 i dzięki wygranej zmniejszyła swoją stratę do pierwszej trójki. Porażka Eternisu była bardzo bolesna, bo przy tak spłaszczonej tabeli z fotelu lidera spadł na piąte miejsce w lidze. Wiemy jednak, że zarówno FC Górkę jak i Eternis stać w tym sezonie na to by zakończyć końcową rywalizację na miejscu premiowanym awansem.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)