reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
17:00

Zespół Grajki i Kopacze od samego początku starcia z FC Polska Górom narzucił wysokie tempo, co przełożyło się na bramkę Huberta Krzemińskiego już w 3. minucie spotkania. Ważnym momentem pierwszej połowy była akcja bramkarza Niebieskich z 15. minuty. Łukasz Warda przejął wtedy piłkę i bez zastanowienia huknął z dystansu, zdobywając piękną bramkę. W 21. minucie sędzia podyktował rzut karny dla drużyny Grajki i Kopacze, który wykorzystał Hubert Krzemiński. Sytuacja FC Polska Górom pogorszyła się jeszcze bardziej w 24. minucie, gdy Oskar Zakrzewski obejrzał żółtą kartkę za zagranie ręką. Pierwsza połowa zakończyła się wysokim prowadzeniem ekipy w niebieskich koszulkach.

Mimo gry w osłabieniu w drugiej połowie Polska Górom zdołała wyprowadzić skuteczną akcję, którą golem zakończył Kuba Kucharski w 29. minucie. Hubert Krzemiński był jednak tego dnia nie do zatrzymania i seryjnie punktował rywali swoimi trafieniami. Zawodnik ten zakończył mecz z imponującym dorobkiem pięciu bramek oraz jednej asysty, co bezdyskusyjnie zapewniło mu tytuł MVP spotkania.

Choć Polska Górom starała się i ambitnie walczyła o każdą piłkę, a swoje bramki dorzucili jeszcze Dawid Greguła oraz Kamil Rytel, przewaga wypracowana przez rywali była zbyt duża do odrobienia. Grajki i Kopacze utrzymali wysoki poziom aż do ostatniego gwizdka sędziego, kończąc ten mecz pewnym zwycięstwem 4:9. Drużyna w niebieskich strojach pokazała tego dnia bardzo wysoką skuteczność.

2
18:00

W zapowiedziach wskazywaliśmy Depserados jako murowanego faworyta, ale mecz zupełnie nie przypominał rywalizacji drużyn z przeciwległych końców tabeli. Gospodarze zaprezentowali się ze świetnej strony i do sprawienia niespodzianki zabrakło naprawdę niewiele.

Zaczęło się tak, jak można było przewidywać – Depserados otworzyli wynik już w 1. minucie, a w roli strzelca zapisał się Czarek Pawlak. Na kolejnego gola trzeba było trochę poczekać, głównie dzięki dobrej dyspozycji bramkarza Wczorajszych, Michała Mikołajczuka. Skapitulował ponownie dopiero w 16. minucie, ale po błędzie obrony, która zgubiła krycie, i do pustej bramki trafił Sebastian Kowalczyk. W szeregach Depserados doszło do lekkiego rozluźnienia i gola kontaktowego zdobył Adenekan Adedamola, ale riposta gości przyszła równie błyskawicznie – rzut karny wykorzystał Jan Szcześniak. W 22. minucie błąd bramkarza Depserados wykorzystał Mateusz Boniecki i pierwsza połowa zakończyła się stykowym wynikiem 2:3.

Po zmianie stron mecz tylko nabrał kolorów – chwilę po wznowieniu gry Depserados mieli idealną okazję do zdobycia gola, ale dosłownie z linii bramkowej piłkę wybił Karol Kuberski. W 31. minucie goście byli bliscy podwyższenia, jednak po strzale Jana Szcześniaka piłka jedynie obiła słupek. Odpowiedź Wczorajszych była jednak absolutnie zabójcza – w 34. minucie gola wyrównującego zdobył Jakub Erbel, a dwie minuty później sensacja wisiała w powietrzu. Za źle przeprowadzoną zmianę Depserados zostali ukarani minutą gry w osłabieniu, a gospodarze momentalnie wykorzystali przewagę i drugiego gola zdobył Adenekan Adedamola.

Do tego momentu Depserados grali nieco nonszalancko i raczej poniżej swoich możliwości, ale w końcówce pokazali, że nawet w kryzysowej sytuacji są w stanie zachować zimną krew. W 40. minucie na 4:4 trafił Nikodem Kucharski, a na pięć minut przed końcem meczu Depserados popisali się piękną, zespołową akcją i zwycięskiego gola zdobył Jan Szcześniak.

Mimo porażki ekipa Wczorajszych nie ma się czego wstydzić, bo pokazała charakter i wyraźny wzrost formy, co może być ciekawym prognostykiem na pozostałą część sezonu. Z drugiej strony Depserados wygrali, ale zagrali poniżej oczekiwań – jeśli myślą o pogoni za liderem, nie mogą pozwalać sobie na takie rzeczy.

3
19:00

Spotkanie pomiędzy Husarią Mokotów IV a Bulbez Team Bemowo zakończyło się bardzo pewnym i efektownym zwycięstwem gospodarzy 18:4. Choć początek meczu był intensywny i obie drużyny wzajemnie się badały, od pierwszych minut było widać zdecydowanie większą ruchliwość, lepszą wymianę pozycji oraz organizację gry po stronie Husarii.

Już po kilku minutach przyszło pierwsze przełamanie – świetny przerzut trafił do Tomasza Hubnera, który pewnym wykończeniem otworzył wynik spotkania. Ta bramka tylko napędziła drużynę Husarii, która z każdą kolejną akcją nabierała jeszcze większej pewności siebie i całkowicie przejmowała kontrolę nad meczem. Do przerwy Husaria prowadziła już 6:1, prezentując dużą skuteczność i pełną dominację na boisku. Po rozpoczęciu drugiej połowy gospodarze nie zamierzali zwalniać tempa ani dopuścić rywala do gry. Bramka za bramką powiększała przewagę, a ofensywa funkcjonowała wręcz perfekcyjnie.

Najlepszym strzelcem spotkania został Tomasz Hubner, który przy wyniku 11:1 postanowił zamienić się z Norbertem Wierzbickim i stanąć między słupkami. Nawet z pozycji bramkarza potrafił jednak kreować groźne sytuacje i brał aktywny udział w budowaniu kolejnych akcji ofensywnych swojej drużyny.

Mecz był całkowicie jednostronny, a Husaria Mokotów IV pokazała swoją siłę, jakość i pełną kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wysokim wynikiem 18:4, który w pełni oddaje przebieg tego starcia.

4
21:00

Dosyć ciekawego i całkiem wyrównanego starcia byliśmy świadkami w zeszłej kolejce pomiędzy Fuszerką a Gawulonem. Sam mecz, a raczej jego przebieg, był dość równy, ale to, co wyróżniało ekipę gospodarzy na tle gości tego dnia, to zdecydowanie wykończenie oraz umiejętność dobrego ustawienia się i wykonania idealnego tzw. ostatniego podania.

Tym samym to właśnie Fuszerka, za sprawą Adama Karendysa, wyszła jako pierwsza na prowadzenie. Prowadzenia tego nie oddała już do końca spotkania. I chociaż młoda ekipa gości dwoiła się i troiła, a ich gra naprawdę momentami cieszyła oko, to jednak nie potrafili przełożyć tego na zdobycze bramkowe.

Za to Piotr Jastrząb doskonale wiedział, jak to zrobić, i wpisał się w tym meczu dwukrotnie na listę strzelców, dając swojej drużynie chwilę oddechu. Młode wilki z Gawulonu złapały kontakt – zdołały nawet strzelić dwa gole – jednak kapitalna postawa bramkarza Macieja Kryszkiewicza odbierała radość z gry formacji ofensywnej zespołu Jarka Czeredysa. Ostatecznie był on niczym mur, niemal nie do ruszenia tego wieczoru. Gdy tylko Fuszerka przetrwała chwilowy spadek formy, okazało się, że minut na zegarze zostało niewiele i jedyne, co pozostaje, to dotrwać do końca spotkania – co udało się przypieczętować bramką Kamila Weredy.

Fuszerka tym samym dopisuje sobie kolejne trzy oczka w ligowej tabeli, a zespołowi Gawulon FC pozostaje dalej szukać punktów. Jeśli tylko podkręcą celowniki, są w stanie zaszkodzić każdej drużynie w tej lidze, więc radzimy wszystkim zespołom 10. ligi mieć się na baczności!

5
21:00

W starciu drużyn zaangażowanych w walkę o utrzymanie, zajmująca 9. miejsce FC Górka Kazurka podzieliła się punktami z plasującym się o dwie pozycje wyżej zespołem FC Po Nalewce. Zacięte spotkanie zakończyło się remisem 2:2, choć po pierwszej połowie gospodarze byli w bardzo trudnej sytuacji.

Od pierwszych minut na murawie oglądaliśmy ostrożne, taktyczne szachy. Gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska, a świetna postawa bramkarzy zniechęcała do podejmowania ryzyka. W tej zachowawczej rywalizacji przed przerwą skuteczniejsi okazali się goście. Wynik otworzył Średziński po asyście Bujalskiego, a na 0:2 podwyższył Gaba, z zimną krwią finalizując piękną, składną akcję całego zespołu.

Po zmianie stron obraz gry wyrównał się, ale to gospodarze wykazali się większą determinacją w dążeniu do celu. Sygnał do odrabiania strat dał Szymon Kleczyński, który popisał się potężnym strzałem z dystansu, łapiąc kontakt na 1:2. Niedługo później cenne wyrównanie dla FC Górki Kazurki wywalczył Michał Mazur, ustalając ostateczny wynik meczu.

Na szczególne wyróżnienie zasłużył bramkarz gości, Michał Piątkowski, który przez całe zawody imponował pewnością między słupkami. Podział punktów oznacza, że obie ekipy zachowują status quo i nadal muszą twardo walczyć o bezpieczny ligowy byt.

Reklama