Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 1 Liga
Pojedynek Husarii Mokotów z Ukrainian Vikings był starciem dwóch zespołów znajdujących się na przeciwnych biegunach tabeli. Gospodarze po zimowych wzmocnieniach niespodziewanie włączyli się do walki o awans do Ekstraklasy, podczas gdy goście desperacko szukają punktów, by uciec ze strefy spadkowej.
Od pierwszych minut oglądaliśmy spokojne „badanie się” obu drużyn, ale z każdą kolejną akcją coraz więcej konkretów prezentowali gospodarze. Kluczową rolę odegrało trio Grzybowski–Maśniak–Bućko. Grzybowski i Maśniak zdobywali bramki, a Bućko brylował w roli asystenta. Vikings potrafili odpowiedzieć – w końcówce pierwszej połowy trafili Sderikhan oraz Dutchak, jednak do przerwy to Husaria prowadziła 4:2.
Druga część meczu tylko potwierdziła, że gospodarze są obecnie w wyśmienitej formie. Sebastian Maśniak rozegrał fenomenalne zawody, kończąc spotkanie z sześcioma golami na koncie. Grzybowski dołożył pięć trafień, a duet ten był nie do zatrzymania dla defensywy rywali. Goście odpowiadali głównie indywidualnymi zrywami – najaktywniejsi byli Dutchak oraz Suliatytskyi, którzy łącznie pięciokrotnie pokonali Wierzbickiego, ale to było zbyt mało, by nawiązać walkę o punkty.
Ostatecznie Husaria Mokotów triumfowała 13:7 i potwierdziła, że jej forma w rundzie wiosennej zasługuje na pełne uznanie. "Rycerze wiosny" – tak można dziś mówić o zespole Tomka Hubnera, który z meczu na mecz coraz bardziej realnie myśli o awansie. Jeśli utrzymają ten poziom, marzenia z początku roku mogą stać się rzeczywistością.
Życzylibyśmy sobie tylko takich spotkań, jak to ostatnie pomiędzy FC Łowcami a Fair Partner. W 1. lidze wszystko dzieje się na poważnie, a na boisku występują zawodnicy z dużym dorobkiem. Choć przed meczem było jasne, że goście będą mieli trudności z nawiązaniem wyrównanej walki, to – jak zawsze – wszystko zweryfikowało boisko.
Początek meczu przebiegał zgodnie z przewidywaniami: Łowcy nastawieni na ofensywę, z dużą determinacją konstruowali groźne sytuacje pod bramką przeciwnika. Fair Partner odpowiadał spokojnie, próbując wykorzystać przewagi fizyczne i okazje, jakie się nadarzały. Gospodarze szybko objęli dwubramkowe prowadzenie, ale w odpowiedzi Bubentsov huknął jak z armaty, zmniejszając straty. Choć wynik pozostawał bliski, przewaga Łowców była coraz bardziej widoczna. Zawodnicy tacy jak Panasenko, Blank czy Ostapenko doskonale wiedzieli, co robić – raz atakowali skrzydłami, raz środkiem pola, cały czas trzymając rywala w napięciu. Dodatkowo, jeszcze przed przerwą kontuzji doznał bramkarz Hotsyk, co tylko skomplikowało sytuację Fair Partner. Wynik 4:2 po pierwszej połowie nie napawał ich optymizmem.
Po zmianie stron oglądaliśmy mecz równie intensywny, jakby dopiero się rozpoczął. Obie ekipy grały z pełnym zaangażowaniem, wymieniając dynamiczne podania i groźnie atakując bramki. Fair Partner nie odpuszczał – próbował szczęścia z dystansu, często nawet z nieprzygotowanych pozycji, ale jak wiadomo – kto nie próbuje, ten nie strzela. Dzięki temu fragmentami potrafili zepchnąć Łowców do głębokiej defensywy i stworzyć sobie kilka dobrych sytuacji. Na boisku momentami było też gorąco – nie tylko z powodu tempa gry, ale i wymiany komentarzy między zawodnikami. Tego typu mecze po prostu niosą za sobą emocje.
Ostatecznie wynik 9:4 to sprawiedliwe zwycięstwo gospodarzy. Tego dnia byli drużyną zdecydowanie lepszą. Fair Partner pokazał jednak momentami, że potrafi grać ofensywnie i niebezpiecznie – jeśli ustabilizują formę, mogą być groźni dla każdego.
W ostatnią niedzielę obrodziło w ciekawe widowiska, a starcie Połczyn Brothers z KSB Warszawa wskoczyło na kosmicznie wysoki poziom sportowy. Jak na hit 1. ligi przystało, obie ekipy przystąpiły do spotkania maksymalnie zmotywowane i w efekcie dostaliśmy mecz, w którym było niemal wszystko.
Zaczęło się niezbyt ładnie, bo Maciej Grabicki już na początku meczu obejrzał żółty kartonik, ale Połczyn długo nie potrafił wykorzystać przewagi liczebnej. Co więcej – po jednej z akcji ofensywnych gospodarzy, Cezary Wachnik przejął piłkę i posłał daleki strzał w kierunku bramki przeciwnika. Piłka... obiła poprzeczkę! Dopiero w końcówce kary Oskar Zaks w końcu pokonał golkipera KSB.
Połczyn zbyt długo przewagą się nie nacieszył – w 9. minucie Maciej Grabicki uderzył z rzutu wolnego i tym razem to Krystian Cwyl musiał wyciągać piłkę z siatki. Chwilę później Zaks ponownie wpisał się do protokołu, ale KSB znów odpowiedziało – tym razem za sprawą Kiryla Semerenki. W 18. minucie goście wyszli nawet na prowadzenie po trafieniu Antoniego Kurpiewskiego, ale był to jedyny moment w tym meczu, kiedy ekipa z Bródna prowadziła. Jeszcze przed przerwą niezawodny Zaks przechylił szalę na stronę Połczyn Brothers i drużyny schodziły na przerwę przy wyniku 4:3.
Warto dodać, że już w pierwszej połowie tempo meczu było iście zawrotne – a po zmianie stron wcale nie zwolniło. Chwilę po wznowieniu gry gospodarze podwyższyli prowadzenie na 5:3, ale odpowiedź przyszła równie szybko. Cała druga połowa przypominała przeciąganie liny – choć to KSB musiało za każdym razem gonić wynik. Na boisku nie brakowało męskiej walki i błyskotliwych zagrań, ale pod względem przebiegu meczu mieliśmy do czynienia z powtarzalnym scenariuszem: Połczyn strzela gola, traci koncentrację, KSB wyrównuje. W 37. minucie było już 7:7, lecz trzy minuty później Połczyn znów prowadził – 9:8. W samej końcówce gospodarze mieli niepowtarzalną szansę, by zamknąć mecz, gdy rywal otrzymał żółtą kartkę. Paradoksalnie to goście, grając w osłabieniu, zdobyli gola – zabójczą kontrę wykończył Artur Borovkov.
Kiedy wydawało się, że remis się utrzyma, w 48. minucie zapunktował Krzysztof Witecki i Połczyn znów był na prowadzeniu. Ale nie na długo – bohaterem KSB został... bramkarz Cezary Wachnik. Wyszedł głęboko z własnej połowy, widząc, że defensywa gospodarzy zostawia mu przestrzeń, popędził środkiem boiska i ku niedowierzaniu kibiców Połczyna... zapakował piłkę do siatki. Tym razem żadna z drużyn nie zdołała już przechylić szali na swoją korzyść, choć KSB otrzymało jeszcze prezent w postaci nieprawidłowo przeprowadzonej zmiany i końcówkę meczu rozgrywało w przewadze.
Pod względem emocji było to jedno z najlepszych spotkań tej rundy – obie ekipy pokazały poziom godny awansu do Ekstraklasy. Szkoda tylko niepotrzebnych dyskusji z sędzią, ale poza tym – takich meczów chcemy oglądać więcej!
Spotkanie Lakoksów CF z FC Impuls UA było bez wątpienia jednym z najciekawszych wydarzeń minionej niedzieli w naszych rozgrywkach. Gdy na boisku mierzą się zespoły z czołówki tabeli, emocje są gwarantowane – i nie inaczej było tym razem.
Mecz znakomicie rozpoczął się dla gospodarzy. Już w 3. minucie Miłosz Nowakowski, po wyrzucie z autu, mimo asysty obrońcy, zdołał obrócić się z piłką i skutecznym strzałem otworzył wynik spotkania. Lakoksy nie zwolniły tempa – ich ofensywna gra generowała kolejne okazje, ale między słupkami świetnie spisywał się bramkarz Impulsu, kilkukrotnie ratując swój zespół przed stratą gola. Mimo jego interwencji, w 9. minucie po raz drugi na listę strzelców wpisał się Nowakowski.
Goście nie zamierzali jednak składać broni. Szukali swoich szans, choć ich akcjom często brakowało precyzji – częściowo winna była intensywna ulewa towarzysząca meczowi. Nawet gdy udawało im się przebić przez dobrze zorganizowaną defensywę Lakoksów, ich strzały albo mijały cel, albo pewnie bronił je czujny Bartek Czajka. W końcówce pierwszej połowy gospodarze dołożyli jeszcze jedno trafienie i schodzili do szatni z komfortowym prowadzeniem 3:0.
Po przerwie obraz gry zmienił się diametralnie. Tym razem to FC Impuls UA wszedł w drugą połowę z impetem. Już w pierwszych minutach długie podanie od bramkarza wykorzystał Igor Petlyak, który strzałem głową zaskoczył bramkarza gospodarzy i zdobył bramkę kontaktową. W 35. minucie Lakoksy miały świetną okazję na podwyższenie prowadzenia, ale Volodymyr Slobozheniuk popisał się skuteczną interwencją.
Powiedzenie „niewykorzystane sytuacje się mszczą” znalazło tu doskonałe potwierdzenie – goście przeprowadzili szybką kontrę, która zakończyła się golem na 3:2. Chwilę później historia się powtórzyła: Lakoksy miały dwie stuprocentowe okazje, ale nie potrafiły ich wykorzystać, a rywale w odpowiedzi doprowadzili do wyrównania – 3:3. To nie był koniec emocji. Po wznowieniu gry FC Impuls UA znów przejęło inicjatywę – Vladyslav Budz skompletował hat-tricka i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie 4:3. Ostatnie słowo należało jednak do ekipy Bartka Królaka – Lakoksy w samej końcówce wyrównały na 4:4 i ustaliły wynik spotkania.
Obie drużyny mogą czuć niedosyt, choć to FC Impuls UA ma prawo być bardziej zadowolone z efektownego comebacku po słabej pierwszej połowie. W innym ważnym meczu tej kolejki Połczyn Brothers zremisowali z KSB Warszawa, co oznacza, że mimo utraty punktów Lakoksy nie zwiększyły straty do lidera – ta wciąż wynosi zaledwie dwa punkty.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)