Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 7 Liga
Przed tą kolejką oba zespoły sąsiadowały ze sobą w tabeli. Gospodarze z 24 oczkami zajmowali 5 miejsce a goście z 28 punktami byli na 4 pozycji. Jedni i drudzy cały czas byli w walce o awans do wyższej klasy rozgrywkowej, chociaż Drunk Team aby tego dokonać, musiał liczyć na potknięcia rywali. Pierwsza odsłona była dość wyrównana, zarówno Drunk Team jak i Bulbez Team Bemowo mieli swoje szanse, aby otworzyć wynik. Udało się to Michałowi Janowskiemu, który wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Niezbyt długo cieszyli się z takiego stanu rzeczy gospodarze, bo szybko po dobrej akcji całego zespołu odpowiedział Duk. Tuż przed gwizdkiem oznajmiającym koniec pierwszej części pojedynku bramkę strzelił Marcin Taras i do przerwy faworyci prowadzili 2:1. Druga odsłona przyniosła nam 5 bramek w ciągu 9 minut. Cztery z nich padły łupem gości, co złożyło nam się na wynik 6:2 w 40 minucie pojedynku. Ostatnie fragmenty spotkania również należały do Bulbez Team, czym tylko podkreślili swoją przewagę nad rywalem i pokazali dlaczego są wyżej w ligowej tabeli. Szczególnie wyróżniał się Kretkiewicz, który w końcówce meczu dorzucił dwa trafienia. Gospodarze starali się ambitnie zmniejszyć rozmiary porażki, co udało im się za sprawą samobójczego trafienia rywali. Ostatecznie goście zwyciężyli 8:3 i awansowali na 3 miejsce w ligowej tabeli.
Mecz FC Ballers z TRCH zapowiadał się wyśmienicie. Obie drużyny miały sporo do udowodnienia, bo obie nie są jeszcze pewne utrzymania, a na horyzoncie widać również Puchar Ligi Fanów, w którym mogą jeszcze zagrać. Dużo lepiej zaczęła drużyna gości, która w pierwszych minutach przejęła inicjatywę. Zubkouski i Masakowski wyprowadzili Ballersów na prowadzenie, a kilka minut później do bramki trafił świetny tego dnia Hnatiuk i było 0:3. W tym momencie obudziło się TRCH, a do siatki trafił Szymon Kaczyński. To trochę zmieniło obraz gry, bo co prawda na 1:4 podwyższył Hnatiuk, ale Kaczyński i Pasik ukłuli przez przerwą i na szybkie łyki wody schodziliśmy przy wyniku 3:4. Niestety, w drugiej połowie poza emocjami czysto piłkarskimi, byliśmy też świadkami niepotrzebnych przepychanek i kłótni na murawie, które skończyły się kilkoma żółtymi kartonikami. Mecz stał na bardzo dobrym poziomie, ale takie sytuacje sprawiły, że trochę ciężko się go oglądało. Po przerwie trafił jednak Grabowski i to dało oddech TRCH, które ruszyło do przodu. Jednakże mała liczba zmian, w tych warunkach atmosferycznych oraz wspomniane kartki sprawiły, że to Ballersi wygrali to spotkanie. Hnatiuk zakończył mecz z 4 bramkami i zasłużenie został wybrany najlepszym graczem spotkania. Ballersi przybliżyli się w tabeli do miejsc gwarantujących utrzymanie, a TRCH coraz bardziej ogląda się za siebie.
Po tym jak Tornado Squad zremisowało w poprzedniej kolejce z Drunk Teamem, być może pojawiło się w tej ekipie światełko nadziei. Nawet nie tyle co na utrzymanie, bo tutaj sprawa była już klepnięta, ale sugerujące, że w tej drużynie wreszcie wszystko wraca do normy. Tyle że w niedzielę czekał na nich bardzo wymagający przeciwnik. Furduncio Brasil walczy o mistrzostwo i nie zamierzało się potknąć. Dodatkowo Brazylijczycy dopisali do składu Piti Silvę, który okazał się jednym z kluczowych zawodników w ich układance. Zacznijmy jednak od początku. Na starcie gole wpadać nie chciały, chociaż jedni i drudzy mieli swoje okazje. Gdy jednak Canarinhos otworzyli dorobek, wówczas kolejne bramki zaczęły się sypać jak z rękawa. W krótkim odstępie faworyci ze stanu 0:0 zrobili 3:0, co tylko podwyższało i tak wysoko zawieszoną poprzeczkę drużynie Tornado. Wiarę, że uda się odrobić te straty dał przegrywającym Piotrek Stokowiec, którego płaski strzał zmusił do kapitulacji golkipera oponentów. Obóz Michała Nawrockiego poszedł za ciosem i w drugiej połowie, po rzucie rożnym wykonywanym przez Andreasa Altanisa, kapitalnym strzałem z główki popisał się Sebastian Szajkowski. Widać było, że gracze Tornado poczuli wiatr w żaglach, jednak właśnie wtedy przytrafił im się fatalny błąd. Nieporozumienie między Arkiem Sajnogiem a bramkarzem Jakubem Rudnikiem wykorzystał Piti Silva, zdobywając gola na pustą bramkę. I podobnie jak w pierwszej połowie, tak i teraz przegrywającym nie udało się powstrzymać zbliżającej się katastrofy. Lada moment padł gol na 2:5, potem na 2:6 i stało się jasne, że Brazylijczykom krzywda się tutaj nie stanie. Końcówka przebiegała już bez większych emocji a sędzia oznajmił koniec zawodów przy stanie 8:3 dla Canarinhos. Dzięki tej wygranej triumfatorzy pozostają w grze o złoto. Natomiast Tornado znów pokazało przebłyski dawnej formy, jednak na niedzielnego przeciwnika to było za mało. Szkoda przede wszystkim gola na 2:4, aczkolwiek nie ma się chyba co oszukiwać. Nawet gdyby on się nie przytrafił, to tutaj wszystko wskazywało na sukces Furduncio. Jedyne czego chłopaki mogą żałować, to że nie przekonali się o tym na własnej skórze.
W 16 kolejce Tartak podejmował KK Wataha Warszawa. Drużyna gospodarzy zajmuje ostatnie miejsce w tabeli z dorobkiem 2 punktów, zaś ekipa gości 6 lokatę, bezpiecznie chroniącą przed spadkiem, ale również dającą małe szanse na podium. W bardzo szybkim tempie Wataha doprowadza do wyniku 3:0 po dwóch bramkach Wojciecha Wolnego i jednej Macieja Lulka. Rywale odpowiadają trafieniem Łukasza Łukasiewicza, która daje nadzieję na w miarę wyrównaną rywalizację. Niestety wciąż gra była całkowicie pod dyktando gości, którzy nie zatrzymując się strzelają kolejne bramki i do końca pierwszej części spotkania doprowadzają do wyniku 1:7. W drugiej części tego meczu gra gospodarzy wyglądała nieco lepiej, byli w stanie stworzyć więcej sytuacji, co zaowocowało kolejnymi bramkami, ale tutaj wszystko było już jasne po pierwszej połowie. Liczba bramek do nadrobienia była zbyt duża, a drużyna Watahy się nie zatrzymywała. Mecz zakończył się wynikiem 4:18.
O godzinie 22:00 na sektorze B zostało rozegrane spotkanie pomiędzy Virtualne Ń a Zaruby United. Mecz zapowiadał się świetnie, gdyż te drużyny zajmowały wówczas dwie najwyższe lokaty w tabeli ligowej. Przez pierwsze minuty spotkania żadna ekipa nie mogła znaleźć właściwiej drogi do bramki i ciężko było wychwycić, który zespół prezentuje się lepiej. Wynik spotkania otwiera Michał Płotnicki z drużyny Virtualne Ń po podaniu Szymona Kolasy. Chwilę później goście dwa razy zaskakują bramkarza rywali i wychodzą na prowadzenie, lecz świetnie dysponowany tego dnia Płotnicki zalicza dublet i gracze w zielonych koszulkach wygrywają pierwszą część spotkania 3:2. W drugiej połowie zostaje podyktowany rzut karny po nieudanym wślizgu, pewnie wykorzystany przez Szymona Kolasę. Ten sam zawodnik, tym razem po kontrze, kiwając bramkarza zdobywa kolejną bramkę. Rywale odgryzali się i udało im się nawet doprowadzić do remisu, tyle że później nie wykorzystali swoich sytuacji, przez co to przeciwnik zadał dwa decydujące ciosy i ostatecznie to Virtualne Ń wygrali mecz 6:4.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)