Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 7 Liga
W 15 kolejce Furduncio Brasil podejmowało Zaruby United. Gospodarze posiadają obecnie lidera i mają 3 punkty przewagi nad Zarubami, którzy zajmują 4 miejsce. Mimo początkowo równej gry, to Brazylijczycy wychodzą na prowadzenie a strzelcem bramki otwierającej wynik spotkania był Gomez Aliyu. Długo po jego celnym uderzeniu nic nie chciało wpaść, może dlatego, że obydwaj bramkarze dosłownie latali od słupka do słupka. Niedługo przed końcem pierwszej połowy pada gol wyrównujący, po podaniu bramkarza Volodymyra Voloshchuka, który rozgrywał świetny mecz. Do gwizdka kończącego pierwszą część spotkania więcej bramek nie uświadczyliśmy. Obie drużyny były spragnione punktów i widać było motywację na drugą część. Chwilę po wyjściu i zmianie stron pada kolejna bramka dla ekipy gości. Starcie nabrało większego tempa, a z racji wagi spotkania zaczęły się faule i kartki. Na kwadrans przed końcem zostaje podyktowany rzut karny, który broni bramkarz żółtych koszulek Juan Agudelo. Niecała minutę później akcje znów wyprowadza bramkarz United i celnym podaniem do napastnika doprowadza do stanu 1:3. Kolejne próby obu stron nie dają efektu, a szczególnie w ostatnich minutach gospodarze mogą czuć niedosyt zmarnowanych setek. Mecz kończy się szczęśliwie dla Zarub, które osiągają sięgają po bardzo cenne trzy punkty.
Drużyna TRCH w ostatniej kolejce swoje spotkanie przegrała i cały czas musi uciekać przed strefą spadkową. Bulbez Team Bemowo po kilku dobrych meczach w przypadku wygranej miał bardzo realną szansę, by wskoczyć na pozycję lidera w ligowej tabeli. Pierwszy kwadrans gry był bardzo wyrównany, z delikatnym wskazaniem na gości, którzy otworzyli wynik spotkania. Chwilę po upływie 15 minut gry drużyna ta ponownie zdołała pokonać bramkarza rywali i osiągnęła dwie bramki przewagi. W ostatnich fragmentach pierwszej części meczu gospodarze zdołali zainkasować trafienie kontaktowe i na przerwę drużyny schodziły przy wyniku 1:2. Znacznie bardziej ciekawie było w drugich 25 minutach meczu. Najpierw prowadzenie podwyższyli zawodnicy z Bemowa, a następnie do roboty wzięli się ich rywale. W ciągu trzech minut zdołali wyrównać i w kolejnych minutach wyraźnie przejęli kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi. Efektem ich dobrej gry była najpierw zdobyta bramka, która wyprowadziła zespół ten na pierwsze prowadzenie w tym spotkaniu. Prowadzenie, którego nie oddali już do końcowego gwizdka. Dodatkowo z upływem czasu zaczęli punktować oponenta, przez co końcowy rezultat to 7:3 dla zawodników TRCH, a zdobyte trzy punkty to duży krok w stronę utrzymania się na tym poziomie rozgrywkowym. Bulbez po dobrej pierwszej połowie opadł z sił i ponosząc porażkę stracił szansę na objęcie fotelu lidera 7 ligi.
W niedzielę o godzinie 18 mogliśmy być świadkami meczu pomiędzy ekipami KK Wataha Warszawa a FC Ballers. Dla drużyny gości było to ważne spotkanie z uwagi na to, iż znajdują się w strefie spadkowej. Zmotywowani tym faktem ruszyli oni do ataku i otworzyli wynik meczu, a dokładniej zrobił to Artiom Masakowski po wspaniałym dośrodkowaniu od Ignatieva. Długo nie cieszyli się jednak z prowadzenia, bowiem po czterech minutach swoim trafieniem odpowiedział Wojciech Wolny, który chwilę później dołożył również drugiego gola. Gospodarze raz po raz kąsali przeciwnika, co przyniosło zamierzony cel w postaci trzeciej bramki autorstwa Pawła Magdziaka. Gracze Ballers podrażnieni tą sytuacją odpowiedzieli natychmiast, dokładnie po 20 sekundach, przez co obie ekipy schodziły do szatni z wynikiem 3:2. Druga połowa zapowiadała się na zaciętą i wyrównaną, lecz goście rozwiali wszelkie wątpliwości. Widać było, że zachowali więcej sił od swoich przeciwników, co przełożyło się na wynik. Rozpędzeni strzelali gola za golem. Nieuchwytni tego dnia dla swoich przeciwników byli Artiom Masakowski oraz Aleksei Ignatiev, którzy łącznie mieli sprawstwo przy 9 z 10 bramek swojego zespołu. Ostatecznie spotkanie zakończyło się 3:10 na korzyść aktualnego spadkowicza, lecz tym meczem udowodnili oni, że będą walczyć do ostatniej minuty o utrzymanie się na poziomie 7 ligi.
FC Tartak zajmujący ostatnie miejsce w 7 lidze grał z Virtualne Ń, które aspiruje do medali. Gospodarze na mecz przyszli z tylko jedną zmianą, co nie ułatwiało im gry z silnie obsadzoną drużyną oponenta. Mimo to Drwale już w 2 minucie objęli prowadzenie. Goście bardzo szybko wzięli się za odrabianie strat i jeszcze szybciej zaczęli budować swoją dużą przewagę. Tartak robił co mógł, miał swoje szanse na powiększenie zdobyczy bramkowej, lecz brakowało przysłowiowej "kropki nad i". Doskonale współgrający ze sobą Michał Płotnicki – Szymon Kolasa okazali się największym przekleństwem, Tartaku zdobywając wspólnie tylko w pierwszej połowie 7 goli. Mimo rosnącej przewagi rywala Drwale cały czas grali na swoich najwyższych obrotach. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 2:8 i ciężko było znaleźć argumenty na odmianę losów tego meczu. Druga odsłona meczu nie różniła się specjalnie od pierwszej. Goście wykorzystywali swoją przewagę, zmuszając zmęczonych gospodarzy do biegania. FC Tartak niestrudzenie robił co mógł, aby zatrzymać Virtualnych, lecz dobre chęci okazywały się niewystarczające. Mimo wszystkich przeciwności Drwale zdołali trzykrotnie pokonać bramkarza gości udowadniając, że mają serce do gry. Virtualne Ń ostatecznie wygrało 14:5 i dzięki pozostałym wynikom w lidze powróciło na fotel lidera.
Na sektorze C o godzinie 22:00 doszło do starcia Tornado Squad - Drunk Team na siódmym szczeblu rozgrywkowym. Ekipa gospodarzy znajduje się w strefie spadkowej na 9 miejscu, zaś drużyna drużyna gości w środku tabeli, na 5 lokacie. Mimo lepszego startu drużyny w białych koszulkach, której udało się wyjść na prowadzenie 2:0, to w pierwszej części spotkania nie było widać dużej między drużynami, choć miejsca w tabeli na to nie wskazują a gra Tornado była zaskakująca dla przeciwnika. Kilka minut później Drunk Team odrabia straty bramkami z rzutów wolnych, lecz na koniec połowy znów gospodarze strzelają i kończą premierowe 25 minut z jednobramkowym prowadzeniem. W drugiej części spotkania mecz był rewelacyjny. Trzymał cały czas w napięciu i jeśli jakaś drużyna obejmowała prowadzenie, to zaraz strona przeciwna odrabiała stratę. Do ostatniej minuty oba zespoły czuły niepewność i chęć zwycięstwa. Ostatecznie żadna ze stron nie przechyliła szali na swoją stronę i drużyny musiały zaspokoić remisem. Mecz zakończył się wynikiem 6:6.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)