Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 7 Liga
Drużyna Drunk Team do meczu z Zarubami United przystępowała ze stratą ośmiu punktów do swojego rywala w ligowej tabeli. Tak więc pozycja i dorobek punktowy wskazywał nominalnych gości jako faworytów tego pojedynku. Ale od początku mecz był bardzo wyrównany i w premierowej części meczu mimo kilku dobrych sytuacji bramkowych utrzymywał się wynik remisowy. Pierwsze celne trafienie było autorstwa gości, którzy w kolejnych minutach starali się utrzymywać jednobramkową przewagę. Sztuka ta udała im się prawie do końca pierwszej połowy, ponieważ ich rywale ostatnie kilka minut zagrali koncertowo i zdobywając dwie bramki ustalili wynik pierwszej połowy na 2:1 na swoją korzyść. Początek drugiej części meczu również należał do Drunk Team, którzy już po upływie kilku minut wyszli na dwubramkowe prowadzenie. W kolejnych fragmentach gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska i zawodnicy gospodarzy skutecznie bronili swojej przewagi. Na dziesięć minut przed końcem Drunkersi ponownie zdołali pokonać golkipera przeciwników, ale chwilę później z rzutu karnego straty częściowo odrobili oponenci i zapowiadało się na bardzo ciekawą końcówkę. W ostatnich fragmentach tego meczu obydwie drużyny po razie zdołały umieścić piłkę w bramce przeciwników i po bardzo ciekawym spotkaniu zespół Drunk Team pokonał Zaruby United 5:3. Dla gospodarzy to bardzo cenne trzy punkty, dzięki którym mają kilka oczek przewagi nad strefą spadkową. Przegrana zespołu gości sprawia z kolei, że na tę chwilę wypadają ze strefy medalowej, lecz różnice w górnej części tabeli są niewielkie i wszystko jest jeszcze do nadrobienia.
W ramach 10. kolejki 7 ligi mierzyły się z sobą Bulbez Team Bemowo oraz Tornado Squad. Południowy żar powoli zaczął ustępować, a warunki do gry przy zachodzącym słońcu na obiektach AWF zagwarantowały idealne warunki do gry. A grać było o co, bo każdy z zespołów ma przed sobą jasny cel: Bulbez Team zakończyć sezon na pudle i awansować ligę wyżej, natomiast Tornado Squad wywalczyć utrzymanie. Z racji na rolę oraz pozycję w tabeli faworyt spotkania był oczywisty. Bulbez rolę tę dźwignął i bez większych problemów ograł niżej notowanego rywala. Na wyróżnienie zasługuje drugi w tym sezonie hattrick Łukasza Żendziana. Dzięki temu zwycięstwu zespół z Bemowa ma realną szansę, aby w czerwcowy wieczór na ich szyjach zawisły odpowiedniej ciężkości medale. Pytanie jedynie jakiego koloru. Tornado z kolei traci punkt do miejsca gwarantujące utrzymanie, aczkolwiek jesteśmy przekonani, że pozostanie na tym poziomie jest spokojnie w ich zasięgu.
W ramach 10 kolejki Ligi Fanów drużyna Furduncio Brasil F.C. podejmowała FC Tartak. Zdecydowanym faworytem spotkania byli gospodarze, którzy w tym sezonie dzielnie walczą o podium. Potwierdziło się to w pierwszych minutach, gdzie Canarinhos grali z iście brazylijskim polotem. Tartak starał się bronić nisko i całą drużyną odpierać ataki rywali, lecz taka taktyka nie sprawdziła się zbyt długo, bo już w 3 minucie meczu Douglas Mesquita pokonuje bramkarza rywali. Kolejne gole wydawały się być tylko kwestią czasu. Gospodarze byli szybsi, grali dokładniej a przed wszystkim z każdą kolejną minutą stwarzali sobie coraz to groźniejsze akcje. W 7 minucie było już 2-0 a lada moment ekipa Brazylijczyków dokłada bramkę na 3-0. Autorem obu trafień był Luciano Sant'ana. Gospodarze nie zwalniali tempa a ich przewaga rosła. Tartak starał się dzielnie bronić i wyprowadzać jakieś kontry, ale zawsze brakowało ostatniego podania. Jeszcze przed upływem pierwszych 25 minut Furduncio dokłada dwa kolejne trafienia i pewnie prowadzi 5:0. Kiedy wszyscy myśleli, że takim wynikiem zakończy się premierowa połowa, Tartak dość niespodziewanie strzela bramkę. Świetnym rajdem po przejęciu piłki popisał się Mateusz Decyk, a następnie obsłużył lepiej ustawionego kolegę i Łukasz Łukasiewicz nie miał żadnych problemów z wykończeniem akcji. Druga połowa ponownie zaczęła się od huraganowych ataków gospodarzy. Furduncio grało tak, jakby chciało jak najszybciej rozstrzygnąć to spotkanie. Bramki padały po składnych zespołowych akcjach, widać było, że Canarinhos bawią się piłką, a każda kolejna zdobyta bramka sprawia im ogromną satysfakcję. W 40 minucie meczu było już 8-1 i tylko najwięksi optymiści liczyli jeszcze, że Tartak choćby przez chwilę poważnie zagrozi rywalom. W 43 minucie bramkę na 9-1 zdobywa Eduardo Kanela. Piłka po bardzo silnym i precyzyjnym strzale wylądowała w samym okienku bramki. W końcowych minutach gospodarzom udaje się strzelić jeszcze jednego gola i mecz ostatecznie kończy się wynikiem 10-1. Pomimo dość dużej przewagi jednej z ekip, spotkanie oglądało się ciekawie i z zainteresowaniem, głównie dzięki popisom zawodników z Brazylii. Po tej wygranej Furduncio Brasil awansowało na drugą pozycję i realnie włącza się do walki o mistrzostwo 7 ligi.
Ekipa FC Ballers była przed niedzielnym spotkaniem na ostatnim miejscu w tabeli. W kuluarach przed rundą wiosenną mówiło się nawet, że nie wiadomo czy ten zespół przystąpi do drugiej części sezonu, ale ostatecznie udało się zbudować skład i przed dwoma tygodniami chłopaki pokonali bez straty gola Tornado Squad. Teraz zadanie było znacznie trudniejsze. Virtualne Ń to lider tabeli i główny kandydat do mistrzowskiego tytułu. Przynajmniej na papierze, bo w ostatni weekend podopieczni Marka Giełczewskiego na pewno jak na faworyta przystało nie zagrali. Już w pierwszej akcji stracili premierowego gola, a po trzech minutach przegrywali 0:3. Tak naprawdę, to patrząc na boiskowe realia, można się było zastanawiać kto tutaj jest liderem, a kto outsiderem. FC Ballers kompletnie zdominowali swoich rywali i w pewnym momencie prowadzili już 6:0! W końcówce pierwszej połowy do głosu zaczęli w końcu dochodzić Virtualni. Udało im się zdobyć trzy bramki z rzędu, ale na początku drugiej odsłony przeciwnicy ponownie podkręcili tempo i znów zbudowali sobie bezpieczną przewagę. I trudno powiedzieć, czy za wcześnie uwierzyli, że mecz sam się dogra, ale znów zdarzył im się przestój, połączony z lepszą grą ekipy w zielonych koszulkach. Virtualni zaczęli gonić, doszli nawet do stanu 8:6, a w tzw. międzyczasie nie wykorzystali rzutu karnego, bo Szymon Kolasa obił słupek. Ballersi chyba się zorientowali, że tutaj trzeba jeszcze dać coś od siebie i Artiom Pastushyk zdobył kluczową z ich perspektywy bramkę na 9:6. Rywale walczyli do końca, za chwilę zmienili wynik na 9:7, a mieli jeszcze doskonałą okazję za sprawą Michała Płotnickiego. Wynik nie uległ jednak zmianie i lider tabeli poniósł zasłużoną porażkę. Zryw tej ekipy okazał się spóźniony, ale nie mogło się to skończyć inaczej. Przeciwnicy byli lepszym zespołem i to w dosłownym znaczeniu tego słowa. W ich składzie aż siedmiu zawodników maczało palce przy bramkach, z kolei po drugiej stronie boiska wózek ciągnęła praktycznie dwójka graczy – Michał Płotnicki i Szymon Kolasa. To było za mało i chociaż dla niektórych obserwatorów suchy rezultat może być zaskoczeniem, to z perspektywy boiska nie był on żadną niespodzianką.
W niedzielny wieczór o godzinie 22:00 na sektorze C odbył się mecz pomiędzy KK Wataha Warszawa a TRCH. Ekipa gospodarzy zajmuje 5 miejsce w tabeli ze zgromadzonymi 13 punktami. Drużyna gości co ciekawe jest jeden stopień pod nimi, mając 2 oczka mniej. Mecz zapowiadał się więc na bardzo równe widowisko. Na początku spotkania zostaje odgwizdana jedenastka dla TRCH, a do karnego podchodzi Kamil Pasik, lecz niestety nie wykorzystuje swojej szansy. Często się mówi, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, a sytuacja w tym meczu jest idealnym tego przykładem. Minutę później Karol Fundanicz strzela pierwszą bramkę w tym meczu z rzutu wolnego. Kolejne minuty spotkania to schemat gol za gol, co dało nam ciekawy mecz z naprzemiennie fetowaną radością. Warto zwrócić uwagę, że w pierwszej połowie wpadły aż trzy bramki z rzutów wolnych. Chwilę po przerwie zespół gości wyrównuje na 4:4. Potem było jeszcze 5:5, lecz Ostatnie 5 minut to zdecydowanie koncert Watahy. Świetnie rozegrali dwie akcje i wygrali ten równy i trudny mecz w stosunku 7:5.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)