Sezon Lato 2020
Relacje meczowe: 7 Liga
Drużyna Zaruby United po dwóch porażkach z rzędu w ostatniej kolejce wróciła na zwycięską ścieżkę. Zawodnicy TRCH ostatnie dwa spotkania wygrali, dzięki czemu oddalili się od strefy spadkowej. Od początku obydwie drużyny zaczęły bardzo skoncentrowane i żadna z nich nie chciała popełnić błędu w defensywie. Sytuacja ta trwała aż do końca pierwszego kwadransa gry, kiedy to goście w końcu dopięli swego i wyszli na prowadzenie. Chwilę potem je podwyższyli, ale riposta rywali była natychmiastowa i ponownie mieliśmy w protokole meczowym jednobramkowe prowadzenie TRCH. Tuż przed gwizdkiem oznajmiającym zakończenie pierwszej części meczu goście zdołali kolejny raz pokonać golkipera oponentów i na przerwę drużyny schodziły z wynikiem 1:3. Druga połowa rozpoczęła się od samobójczego trafienia zawodnika TRCH, co zwiastowało duże emocje w dalszych minutach. Zawodnicy Zarub próbowali dogonić swoich przeciwników i w minucie 35 zdobywają bramkę na 3:3.. W ostatnim kwadransie gry mieliśmy powtórkę z rozrywki – żadna z drużyn nie chciała się za bardzo otworzyć, żeby nie popełnić błędu, skutkującego zostanie z niczym. Efektem tego były pojedyncze akcje, które nie odmieniły losów pojedynku i mecz zakończył się remisem. Trzeba uczciwie przyznać, że jest to wynik sprawiedliwy i żadna z drużyn nie powinna się czuć pokrzywdzona.
Pojedynek pomiędzy Furduncio Brasil F.C. a Bulbez Team Bemowo zapowiadał się jako szlagier tej serii spotkań. Gospodarze bardzo poważnie podeszli do swoich obowiązków, dysponując szeroką ławką rezerwowych. Goście natomiast pierwszą część meczu grali w okrojonym składzie, co miało duży wpływ na końcowy wynik. Od początku to gospodarze zaczęli od intensywnych ataków, ale przez prawie pierwszy kwadrans w bramce gości dwoił się i troił Artur Fiodorow, który w tej części spotkania nie dał się pokonać przeciwnikom. Worek z bramkami otworzył się przed upływem 15 minuty, kiedy zawodnicy z Brazylii w końcu dopięli swego. Chwilę później ponownie pokonali bramkarza rywali i przy wyniku 2:0 pojawił się szósty zawodnik w zespole z Bemowa. Niestety wysiłek włożony w pierwszy kwadrans meczu był kluczowy, ponieważ mimo gry w pełnym składzie rywale stopniowo powiększali swoją przewagę i na przerwę drużyny schodziły przy stanie 6:0. Początek drugiej połowy to kolejne trzy trafienia gospodarzy i w tym momencie spotkanie bardzo się otworzyło. Prowadząca drużyna nie broniła tak szczelnie jak w pierwszej połowie i rywale stwarzali sobie kolejne sytuacje bramkowe. Ta część meczu była bardziej wyrównana, ale przewaga gospodarzy była niepodważalna i po końcowym gwizdku sędziego to oni mogli się cieszyć z kompletu punktów. Wynik końcowy to 12:4, który powoduje że Canarinhos przeskoczyli w tabeli swoich niedzielnych rywali. Mimo porażki Bulbez Team Bemowo nadal liczy się w walce o medale, ale na kolejne spotkania drużyna ta musi przychodzić z dużo szerszą kadrą.
W obecnym sezonie Lucu Kończal i jego koledzy z drużyny FC Tartak zdecydowanie nie mają powodów do radości. Wszystko podyktowane przez fatalną dyspozycję, która trwa od długiego czasu. Ostatnie cztery spotkania to porażki. Jednakże tym razem można było doszukiwać się magicznego przełomu w ekipie niegdysiejszego ligowego potentata. Należy wspomnieć, że ostatnia zdobycz punktowa miała miejsce 26.11.2023 roku w starciu z ekipą FC Ballers, kiedy to będąc w roli gości wygrali po ciężkim boju 7:6. Minionej niedzieli na boiskach warszawskiego AWF-u przyszło im ponownie zmierzyć się z tą drużyną. Entuzjazm nie zdążył na dobre zagościć w ich sercach, a w momencie, gdy sędzia rozpoczął spotkanie wyraźnie zniknął. Wszystko z powodu okrojonego składu, w którym znajdował się zaledwie jeden rezerwowy, drugi bramkarz zespołu Artur Krzak. Biorąc pod uwagę ogromny potencjał kadrowy u rywala, mogliśmy się spodziewać wysokiej wygranej ekipy FC Ballers. Obraz spotkania nie odbiegł zbytnio od naszej przedmeczowej predykcji, ponieważ goście pewnie weszli w spotkanie, aplikując rywalom cztery bramki. Po zmianie stron mieliśmy okazję oglądać bliźniaczą połowę, w której kolejny raz oglądaliśmy bezsilną ekipę Tartaku. Zasadniczo jedynym jasnym punktem drużyny byli tego dnia bramkarz gospodarzy, Piotr Arendt, który dwoił się i troił, aby nie doprowadzić do dwucyfrowej porażki oraz doświadczony, silny fizycznie, a przy tym niezwykle osamotniony w ofensywnych poczynaniach, Piotr Wardzyński, w niektórych momentach wspierany przez Salvadora de Fenixa. Mimo usilnych starań jest to kolejna porażka czerwonej latarni ligi (tym razem 0:8), która jak wydawało się tego dnia, jest już pogodzona ze spadkiem.
Ostatnim spotkaniem 13.kolejki na Arenie Grenady było to między Tornado Squad a KK Watahą. Nie będziemy ukrywać, że po kilkunastu godzinach pracy w koordynacji, marzył nam się szybki powrót domu i początkowo bardziej niż meczem, byliśmy zajęci odliczaniem czasu do fajrantu. Ale tak się złożyło, że potyczka tych ekip była naprawdę fajnym widowiskiem, przy którym czas zleciał bardzo szybko. Wszystko zaczęło się dobrze dla Watahy. Mimo, iż początek spotkania był wyrównany, to gole zdobywała tylko jedna drużyna. Dobra gra Dominika Surackiego czy też skutecznie wykorzystana kontra przez Maćka Bojanowskiego spowodowały, że Wataha prowadziła już 3:0. Wtedy objawił się dość nieoczywisty bohater tej potyczki – Cong Minh Duong. Gdy widzieliśmy go pierwszy raz na Arenie Grenady, wielkiego wrażenia na nas nie zrobił, ale tutaj zaliczył prawdziwe wejście smoka, zdobywając dwa gole i przywracając nadzieje swojej ekipy na dobry wynik. Celem Tornado na pierwszą połowę był zachowanie minimalnej straty, ale niemal w akompaniamencie końcowego gwizdka sędziego, gola dla Watahy zdobył Dominik Suracki. To jednak nie ostudziło zapędów nominalnych gospodarzy. W drugiej połowie to oni wyglądali na zespół, któremu bardziej się chce i więcej wychodzi. Najpierw gola kontaktowego zanotował Michał Nawrocki, a potem ten sam zawodnik popisał się kapitalną szarżą, której nie udało mu się jednak spuentować golem. Co się jednak odwlekło, to nie uciekło i za chwilę do remisu doprowadził Piotrek Markiewicz. Wataha wyglądała na lekko zbitą z tropu. Można było odnieść wrażenie, że umiejętności indywidualne są zdecydowanie po stronie tego zespołu, ale to rywale potrafili grać bardziej drużynowo i to oni zdawali się być bliżej kluczowego trafienia. Świetną okazję zmarnował zresztą wspomniany wcześniej Ming i to był chyba ostatni dzwonek dla podopiecznych Przemka Kacperskiego, by wziąć się w garść. No i udało się – chwilę przed końcem do siatki trafił Karol Fundanicz i Wataha, po dużych męczarniach, wygrała to spotkanie 5:4. Ta drużyna grała w niedzielę zrywami. Miała dobre momenty, gdzie była znacznie lepsza od rywala, ale czasami oddawała pole i wtedy robiło się gorąco. Najważniejsza była jednak realizacja celu. Co do Tornado, to może i przegrali, natomiast liczymy, że będzie to dla nich taki mecz założycielski, po którym wrócą na właściwe tory. Tutaj w wielu fragmentach byli „starym, dobrym Tornado” i trzymamy kciuki, by w następnych kolejkach te fragmenty wreszcie udało się przekuć na punkty.
Multum nieszablonowych zagrań, wysokie tempo i ładne bramki – tymi słowami należy określić towarzyszące nam-niebywałe emocje w pojedynku Dawida z Goliatem. W ramach 13 kolejki siódmej ligi stanęły naprzeciwko siebie dwie, zgoła odmienne ekipy. Goście jak dotąd pewnie kroczyli po zwycięstwo w rozgrywkach. Gospodarze natomiast jak sami twierdzili: „aspirację na wyższe lokaty mają, ale nie na ten sezon”. Być może takie nastawienie spowodowało, że jak dotąd znajdowali się na ostatnim miejscu gwarantującym bezpieczne utrzymanie. Przyjrzyjmy się zatem bliżej temu niezwykłemu starciu, w którym nie tylko punkty były na szali, ale także ambicje i nieustępliwa wola zwycięstwa. Pierwsi do bramki trafili gospodarze, którzy po dwójkowej akcji Janowskiego z Tyskim objęli prowadzenie. Radość nie trwała jednak długo, ponieważ rywal wyrównał, dzięki bramce Burakowskiego. Od tego momentu prym na boisku wiedli gracze Drunk Teamu, którzy nie tylko kolejny raz wyszli na prowadzenie, ale również zabezpieczyli trzybramkową przewagę do przerwy. Biorąc pod uwagę pewne prowadzenie oraz bramkę z rzutu wolnego w drugiej połowie autorstwa Tyskiego scenariusz wydawał się znany. Jednakże od tego momentu w szeregi gospodarzy wkradła się niedokładność, a ofensywni gracze wyraźnie obniżyli swoje loty. Skorzystali na tym niewątpliwie zawodnicy lidera, Virtualnego Ń. W tym fragmencie uaktywnił się niezawodny Szymon Kolasa, który zdobył dwie bramki, dokładając do tego asystę. Mimo tego gracze w czarnych strojach w odpowiednim momencie przebudzili się z letargu. Efektem tego była walka do samego końca, która zakończyła się zwycięstwem 8:6.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)