Sezon 2019/2020
Relacje meczowe: 1 Liga
Starcie UEFA Mafii Ursynów z FC Łowcy zapowiadało się jako jeden z ciekawszych meczów kolejki. Gospodarze chcieli potwierdzić, że świetny wynik sprzed tygodnia nie był przypadkiem, a Łowcy przyjechali na AWF w roli jednego z faworytów do czołowych miejsc. Mało kto jednak spodziewał się aż takiej różnicy klas.
Mecz ruszył w szalonym tempie – cios za cios. Wynik otworzył Ratushnyi, który trafił do bramki z czuba, ale chwilę później Komendołowicz na wślizgu doprowadził do remisu. Blank odpowiedział mocnym strzałem z dystansu, jednak na ripostę nie musieliśmy czekać długo, bo po raz drugi trafił Komendołowicz. Ostapenko po składnej akcji dał prowadzenie gościom, a Goleń po pressingu zmienił wynik na 3:3.
Końcówka pierwszej połowy należała już jednak wyłącznie do Łowców. Dobitka Ostapenko, „okienko” Dudzińskiego, gol Blanka i ponowne trafienie Dudzińskiego doprowadziły do wyniku 3:7 do przerwy.
Po zmianie stron Łowcy urządzili prawdziwy pokaz siły. Tadrowski, Ratushnyi, Dudziński, Bienias oraz Blank szybko podwyższali prowadzenie, a kolejne akcje wyglądały jak gra „w dziadka” na treningu. Piłka krążyła błyskawicznie, a większość bramek wpadała po koronkowych akcjach do pustej bramki. Należy jednak docenić dwa indywidualne trafienia Golenia, które w ogólnym rozrachunku niewiele zmieniły, ale na pewno były widowiskowe.
Początek meczu mógł sugerować wyrównane widowisko, bo UEFA Mafia długo trzymała kontakt z rywalem, jednak im dalej w spotkanie, tym większą przewagę budowali Łowcy, którzy całkowicie przejęli kontrolę nad boiskiem. Ostatecznie zwycięstwo 5:16 mówi samo za siebie i potwierdza, że FC Łowcy są zespołem gotowym walczyć o najwyższe cele.
Spotkanie pomiędzy AZS Nietoperze a FC Kebavita od samego początku układało się zdecydowanie po myśli Nietoperzy, którzy bardzo szybko narzucili rywalom swoje warunki gry i pokazali dużą skuteczność w ofensywie.
Już w ciągu pierwszych 10 minut od pierwszego gwizdka AZS Nietoperze prowadzili 3:0. Dwie świetne akcje zostały wykończone po znakomitych podaniach Bartka Salomona, który doskonale obsługiwał swoich kolegów z drużyny, a trzecie trafienie dołożył Mateusz Wasilewski efektownym strzałem z połowy boiska. Tak mocne wejście w mecz wyraźnie wprowadziło nerwowość w szeregi FC Kebavity. Do końca pierwszej połowy obie drużyny dorzuciły jeszcze po dwa trafienia, dzięki czemu na przerwę schodziliśmy przy wyniku 5:2 dla Nietoperzy. Mimo prób odpowiedzi ze strony Kebavity przewaga AZS była wyraźna, a ich gra wyglądała znacznie pewniej i spokojniej.
Po rozpoczęciu drugiej połowy Kebavita starała się wrócić do meczu i szukała swoich szans na odrobienie strat, jednak brakowało skuteczności i konkretów pod bramką rywali. Dodatkowo świetne spotkanie rozgrywał Marcin Skoczek, który został najlepszym zawodnikiem meczu. Jego pewna gra i zaangażowanie skutecznie chroniły drużynę przed większym zagrożeniem.
Kebavicie udało się zdobyć tylko jeszcze jedną bramkę, natomiast Nietoperze nie zamierzali odpuszczać i dalej konsekwentnie prowadzili swoją ofensywę. Ostatecznie mecz zakończył się zasłużonym zwycięstwem Nietoperzy 7:4, którzy od początku do końca kontrolowali przebieg tego spotkania.
Mecz Sirus vs Uragan zakończył się wygraną Uraganu 12:5, ale spotkanie długo nie było tak jednostronne, jak sugeruje końcowy wynik.
Pierwsza połowa rozpoczęła się bardzo zacięcie - obie drużyny grały ostrożnie, ale jednocześnie dynamicznie, szukając swoich okazji. Sirus, który przed tym meczem zajmował 2. miejsce w tabeli i był faworytem spotkania w kontekście walki o mistrzostwo, dobrze kontrolował początek gry i przez moment utrzymywał się w równorzędnej rywalizacji. Jednak wraz z upływem czasu w pierwszej połowie coraz bardziej widoczna była przewaga Uraganu. W końcówce tej części meczu Uragan przejął inicjatywę, zaczął częściej dochodzić do sytuacji bramkowych i lepiej wykorzystywał swoje okazje. Kluczową rolę odegrał także bramkarz Nazar Kmit, który kilkukrotnie ratował zespół w trudnych momentach.
Najbardziej efektownym momentem pierwszej połowy była akcja zamykająca tę część gry - Oskar Zaks popisał się kapitalnym lobem nad bramkarzem, podkreślając swoją świetną dyspozycję.
Druga połowa to już pełna kontrola Uraganu. Drużyna całkowicie przejęła inicjatywę, grała pewnie i konsekwentnie powiększała przewagę, pokazując dużą skuteczność pod bramką rywala. Ostatecznie pozwoliło to na wysokie zwycięstwo 12:5 i dało triumfatorom realne szanse na walkę o TOP 3 w lidze. Mimo porażki Sirus miał swoje momenty, szczególnie na początku meczu i przy kontratakach. Widać było jednak problemy z utrzymaniem tempa oraz skutecznością w kluczowych sytuacjach, co przy tak dobrze dysponowanym Uraganie zadecydowało o wyniku.
KS Presley Gniazdowy podejmował Orły Maciejki – beniaminka, który w tej rundzie od razu pokazał, że nie przyszedł tylko „się ograć”, ale realnie powalczyć o wysokie miejsca w tabeli. Z kolei Presley to zespół nieprzewidywalny: potrafi zagrać bardzo dobry mecz, ale równie często zaskakuje… nawet samych siebie.
Spotkanie zaczęło się w nietypowych warunkach dla Orłów, bo na boisku pojawili się w osłabieniu – jeden zawodnik się spóźnił i przez chwilę grali w pięciu. Mimo to jako pierwsi trafili do siatki – Saba otworzył wynik w 5. minucie. Chwilę później padło wyrównanie po akcji Presleya, ale Orły szybko odzyskały kontrolę i dorzuciły kolejne bramki, wykorzystując moment, gdy mieli jeszcze siły i wszystko dobrze funkcjonowało. Wydawało się jednak, że Presley nie pozwoli im odjechać. Po trafieniach Krystiana Pudełka i kolejnych akcjach ofensywnych gospodarze doprowadzili do wyrównania. Widać było, że mecz jest bardzo otwarty, a obie drużyny mają swoje momenty. Dużo dawała też gra bramkarzy – zwłaszcza Jakub Misiewicz, który nie tylko bronił, ale często aktywnie uczestniczył w rozegraniu i momentami wręcz podłączał się do ataków.
Druga połowa zaczęła się od kolejnego ciosu Presleya, który wyszedł na prowadzenie i wyglądał coraz pewniej. Orły próbowały odpowiadać, ale z czasem zaczęły odczuwać brak zmian i spadek intensywności. Gospodarze natomiast złapali rytm, a jednym z wyróżniających się zawodników był bramkarz Kuba Baraniewicz, który – jak już robił wcześniej – potrafił nawet sam wejść w rolę strzelca i dołożyć dwa trafienia.
Presley w końcówce nie tylko utrzymał przewagę, ale jeszcze ją powiększył, zamykając mecz czterema bramkami różnicy. Orły, mimo ambitnego początku, nie zdołały dowieźć korzystnego wyniku. Z kolei Presley potwierdza, że w tej rundzie potrafi zaskakiwać i – jeśli utrzyma formę – może jeszcze powalczyć o TOP 5.
W pierwszej lidze Explo Team podejmowało rozpędzone Inferno Team – zespół, o którym coraz śmielej mówi się jako o pewniaku do awansu. Mało kto spodziewał się tu niespodzianki, ale boisko znowu napisało własny scenariusz.
Początek należał do gości – to oni jako pierwsi wyszli na prowadzenie po trafieniu Oskara Pyrzyny. Wydawało się, że mecz potoczy się zgodnie z przewidywaniami, ale Explo szybko pokazało, że nie zamierza się tylko przyglądać. Wyrównał Oskar Górecki i od tego momentu spotkanie się wyrównało. Do przerwy było widać, że Inferno ma swoje momenty, ale nie potrafi przełożyć ich na kolejne gole. Ich menedżer, Igor Patkowski, wyraźnie reagował – było widać, że czuje, iż ten wynik jest niebezpieczny.
Druga połowa tylko to potwierdziła. Gospodarze byli bardzo dobrze zorganizowani, a w bramce świetne zawody rozgrywał Krzysztof Jabłoński, który praktycznie nie popełniał błędów i długo trzymał swój zespół w grze. Zespół Łukasza Dziewickiego w końcu wyszedł na prowadzenie po celnym strzale z rzutu wolnego Marka Pałowskiego – tu jednak goście mogą mieć do siebie pretensje za złe ustawienie muru.
Inferno mimo to ruszyło do odrabiania strat i momentami zamykało rywali na ich połowie, ale brakowało skuteczności. Były sytuacje, były słupki, poprzeczki, nawet pusta bramka – ale piłka nie chciała wpaść do siatki. Explo z kolei czyhało na kontry i choć nie zawsze je wykorzystywało, potrafiło utrzymać dwubramkową przewagę. Kontaktowego gola zdobył jeszcze Świeciński i przez chwilę wydawało się, że goście w końcu przełamią impas. Nic z tego. W samej końcówce, gdy Inferno rzuciło wszystko do ataku, rywale wykorzystali jedną z ostatnich szans i zamknęli mecz czwartym trafieniem.
Ostatecznie Explo Team wygrało 4:2 i sprawiło jedną z największych niespodzianek tej kolejki. Trudno powiedzieć, czy to tylko gorszy dzień Inferno, czy coś więcej, ale jedno jest pewne: ten wynik dodaje emocji w walce o czołowe miejsca i pokazuje, że nawet niepokonany lider nie jest nietykalny.







)
)
)
)
)
)
)
)
)