Sezon 2019/2020
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Spotkanie Otamanów z Turem Ochota trzymało w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. Goście mimo że nie przyjechali w optymalnym składzie, nie zamierzali oddawać pola ekipie z Ukrainy. Od początku mądrze na boisku ustawił Bartek Osoliński i gospodarze mieli problemy, by sforsować defensywę zespołu z Ochoty. Tur szukał swoich okazji i pierwszy wyszedł na prowadzenie. Oponenci mieli jednak w swoich szeregach tego dnia Borysa Ostapenko, który starał się kreować grę drużyny i przed przerwą udało się Otamanom wyrównać. Początek meczu był spokojny pod względem temperatury, ale w końcówce pierwszej połowy stawka dawała o sobie znać. Po zmianie stron było jeszcze goręcej na boisku. Najpierw goście wyszli na prowadzenie po rzucie karnym strzelonym przez Bartka Osolińskiego. Jednak gospodarze twierdzili, że faul był przed polem karnym co dopiero będzie można zweryfikować przy pomocy kamery VEO. Podobnych sytuacji, gdzie zawodnicy nie mogli się pogodzić z decyzją sędziego było zresztą więcej. Otamany podkręciły tempo goniąc wynik i najpierw wyrównały, by po chwili prowadzić 3:2. Mieli jeszcze po drodze rzut karny, ale świetna obrona Pawła Wysockiego utrzymywała w meczu ekipę Tura. Popularny Cypis tego dnia bronił kapitalnie i zasłużenie znalazł się w gronie wyróżnionych zawodników 10.kolejki Goście gonili wynik grając z lotnym bramkarzem i to połowicznie się udało. Kapitalny tego dnia Bartek Osoliński wyrównał, ale czasu na strzelenie zwycięskiego gola zabrakło. Tur ponownie traci punkty i ma coraz mniejsze szanse na medale w tym sezonie. Otamany muszą szanować ten remis i jeśli wygrają z EXC Mobile Ochota i Gladiatorami, to wciąż mają szansę na mistrzowski tytuł.
Oba zespoły walczą o utrzymanie w lidze, dlatego bezpośrednie starcie było niezwykle ważne w kontekście walki o ligowy byt. Gospodarze przyszli praktycznie swoim żelaznym składem z wyjątkiem obsady bramki, z którą Kebavita ma problem po tym, jak Bartek Gwoźdź nie przychodzi na mecze tego zespołu. W bramce stanął zatem Burak Can i całkiem nieźle sobie radził na tej pozycji. Explo też w weekend bez golkipera i to Mateusz Włudarski musiał założył rękawice, by strzec bramki gości. Mecz jak przystało na ekipy walczące o dużą stawkę był zacięty i wynik zmieniał się dość dynamicznie. Za zespołem nominalnych gości ciągnie jeszcze się plaga kontuzji z jesieni, stąd Łukasz Dziewicki sięgnął po kolejnych zawodników, którzy mają pomóc w utrzymaniu Explo w ekstraklasie. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 4:4, co zwiastowało ciekawe drugie 25 minut. Po zmianie stron obraz gry był podobny. Oba zespoły za wszelką cenę chciały wygrać, ale jak się za bardzo chce, to nieraz nie wychodzi. Explo dysponowała okazją, by zapisać to spotkanie na swoje konto, lecz gdy gospodarze mają problemy, to mają od takich sytuacji Azamata Qutpiddinova, który potrafi wejść na wyższy poziom i strzelając cztery gole walnie przyczynił się do zdobycia punktu w tym meczu. Ten remis najbardziej ucieszył bezpośrednich rywali w tabeli. Kebavita jest obecnie tuż nad strefą spadkową a team Łukasza Dziewickiego ze stratą trzech oczek do bezpiecznej strefy.
Spotkanie Gladiatorów Eternis z ekipą ALPAN niestety nie przyniosło zbyt wielu piłkarskich emocji w kontekście zaciętej rywalizacji. Od samego początku bardzo wyraźną przewagę na boisku uzyskali gospodarze i szybko przekuli to na korzystny wynik. Premierowe trafienie to akcja dwójkowa Roberta Guma oraz Kamila Kuczewskiego, w której po efektownym dryblingu gola zdobył drugi z wymienionych zawodników. Podwyższenie na 2:0 przyszło dość szybko, kiedy dokładnym podaniem popisał się Tomasz Pietrzak, a piłkę do bramki skierował wspomniany wcześniej jako asystent Robert Guma. Przy dwubramkowym prowadzeniu swój ofensywny potencjał uwolnił Kuba Jóźwiak, który był autorem trzech kolejnych trafień, po których Gladiatorzy wyszli na prowadzenie 5:0. Niestety dla widowiska zespół gości zdawał się być bezradny i nie potrafił przełamać defensywy dobrze grających przeciwników. Jeszcze przed zmianą stron na listę strzelców zapisali się Tomasz Pietrzak oraz Kuba Jóźwiak i przy stanie 7:0 po pierwszej odsłonie meczu było raczej jasne, że ALPAN nie wywalczy tego dnia punktów. Druga połowa pod kątem wyniku była troszkę bardziej wyrównana i zakończyła się zwycięstwem gospodarzy 4:1, a honorowego gola dla gości po bardzo ładnej indywidualnej akcji zdobył Kamil Melcher. Niemniej, przewaga sponsorowanej przez Eternis ekipy była aż nadto widoczna, podobnie jak w pierwszej połowie. Ostatecznie Gladiatorzy Eternis wygrali 11:1, a fantastyczne statystyki zanotowali Kuba Jóźwiak, który aż siedmiokrotnie wpisywał się na listę strzelców, oraz Tomasz Pietrzak, autor sześciu kluczowych zagrań i dwóch bramek.
Dwóch szóstkowych weteranów o jednej z największej jakości w kraju. Ekipy bardzo doświadczone, nie tylko piłkarsko, ale i przez los. Zarówno Esportivo, jak i Halina są w trakcie potężnej przebudowy. Te ekipy w przeszłości świętowały niejeden triumf, ale ostatni czas, zarówno dla zespołu Eryka Zielińskiego, jak i Bartka Przyborka nie był zbyt dobrym, o czym najlepiej świadczą aktualne pozycje tych zespołów - Halina szóste miejsce z zaledwie dziesięcioma punktami oraz Esportivo na dopiero dziewiątym, przedostatnim miejscu z zaledwie sześcioma oczkami. Dla nieznającego tych drużyn kibica byłby to gigantyczny szok, bo umiejętności tworzą duży dysonans względem zajmowanych lokat. W niedzielny wieczór mieliśmy przyjemność oglądać wielu kapitalnych, bardzo jakościowych zawodników. Początek spotkania to bardzo wysokie tempo z obu stron i dość nieoczekiwane prowadzenie Esportivo. W głównej mierze było ono zasługą bramkarza tej drużyny, który długo swoimi paradami na linii wyrastał na MVP spotkania. W końcu jednak napór Haliny był tak duży, a sytuacje zaczęły się tak piętrzyć i mnożyć, że kwestią czasu było, aż Pojemna załaduje kilka bramek. Tak też się stało, a bramkarz Esportivo był bezradny, kiedy obrona zaczęła "istnieć" tylko w teorii. Duże luki i przestrzenie między graczami sprawiły, że Halina wchodziła jak do siebie. Nie zmienia to jednak faktu, że obie ekipy jeśli utrzymają te składy, jeszcze bardziej nabiorą zgrania i stabilizacji, to w przyszłym sezonie spokojnie mogą bić się o ligowe podium. Jednak aby mieć ku temu okazję, wpierw trzeba się w lidze utrzymać, a w przypadku Esportivo na tę chwilę nie jest to takie pewne...
Zwieńczeniem dnia było starcie głównego pretendenta do głównego triumfu w najwyższej lidze LF, czyli eXc Mobile Ochoty z zamykającą ligową tabele drużyną Bandziorsów. Podział ról przed tym meczem na faworyta i underdoga był raczej jasny. Drużyna z Ursynowa w dotychczasowych dziewięciu meczach uzyskała zaledwie cztery punkty, ale ostatnie mecze zaczęły wyglądać lepiej i chociażby ostatni wynik z bardzo silnym Turem (3:3) zwiastował, że nie wszystko jest aż tak oczywiste. Zespół Sebastiana Dąbrowskiego i Kamila Jurgi dojechał na spotkanie z lekkim poślizgiem, ale na sam mecz, po piłkarsku, jak najbardziej dojechali na czas, gdyż już po niecałym kwadransie dzięki dwóm trafieniom wyżej wspomnianego Sebastiana mieliśmy 2:0. Nadzieję w serca Bandziorsów na chwilę wlał pięknym uderzeniem z dystansu Maciej Kiełpsz. Był to jednak ostatni dzwonek ostrzegawczy dla Ochoty. Potem nominalni gospodarze tego spotkania, czyli eXc nie pozostawił złudzeń. W dodatku w czasie trwania spotkania dojechało trio Nowakowski, Bienias oraz Prybiński i mówiąc kolokwialnie - było pozamiatane. Zawodnicy z Ursynowa chyba sami wiedzieli, iż nic dziś z tego już nie będzie, więc nie forsowali tempa, a drużyna z Ochoty włączyła tryb oszczędzania energii. Widowisko więc szybko straciło na intensywności i jakimkolwiek kolorycie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)