Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 2 Liga
Choć Tonie Majami wygrało swój pierwszy mecz w Lidze Letniej – w przeciwieństwie do swojego oponenta – to nieco więcej szans w tym starciu dawaliśmy zawodnikom Eagles FC, którzy całkiem nieźle zaprezentowali się na tle faworyta rozgrywek, BM. Przed meczem byliśmy ciekawi pojedynku Mouada Tahiriego z Denisio Cheą, którzy błysnęli w pierwszej kolejce.
Mecz początkowo był wyrównany – obie ekipy badały się nawzajem – a strzelanie zaczęliśmy od… bramki samobójczej zawodnika Tonie Majami. Jednak nie podłamało to gospodarzy, którzy ruszyli do odrabiania strat. Błyskawicznie wyrównali, a parę minut później objęli nawet prowadzenie w meczu. Był to jednak ostatni moment, w którym Tonie Majami miało przewagę. Eagles FC odrobiło lekcję, skupiając się na wyłączeniu z gry Mouada Tahiriego, choć ten i tak zdążył do przerwy zdobyć dwie bramki. Pierwsza połowa zakończyła się remisem 3:3, choć jeżeli mielibyśmy wskazać drużynę, która prezentowała się lepiej, byłyby to Eagles. Sporo pracy w pierwszych 25 minutach miał Kacper Romanowski i gdyby nie jego interwencje, wynik byłby znacznie wyższy na niekorzyść jego drużyny.
Jednak i on nie był w stanie wybronić wszystkiego, co leciało w jego stronę – i druga część tego meczu była już o wiele bardziej jednostronna. Worek z bramkami rozwiązał się na dobre i po ponad 10 minutach drugiej odsłony podopieczni Hasanagny Gasimliego odskoczyli na prowadzenie 3:7. Właściwie stało się jasne, że gościom już nic złego w tym pojedynku się nie stanie. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 4:8, przy czym – co warto nadmienić – gospodarze w drugiej części ani razu nie trafili do siatki, a jedyny gol, jaki wpadł na ich konto, to było trafienie samobójcze rywala. Ekipie Tonie Majami ewidentnie brakowało większej jakości w ofensywie, zwłaszcza że napastnicy zacięli się na dobre po przerwie.
Natomiast Eagles FC potwierdziło, że jest bardzo ciekawym zespołem – i co najważniejsze – mocno wyrównanym, w którym odpowiedzialność za wynik rozkłada się na kilku graczy. Trudno jednoznacznie wskazać tu jednego czy dwóch liderów. Tak więc wygrana nad Tonie Majami może być początkiem fajnej przygody nominalnych gości.
Spotkanie Ukrainian Vikings – BM to kolejne starcie, jakie mogliśmy tego dnia oglądać na obiektach AWF. Mecz, który w pierwszej połowie rozpoczął się niezwykle wyrównanie, dobrze oddawał obraz gry, jaki obserwowaliśmy przez całą tę część spotkania.
Chociaż to zawodnicy BM mieli nieco więcej z gry, musieli być cały czas czujni, bo zabójcze kontry rywali regularnie przynosiły efekt bramkowy. Goście za sprawą Heorhii Pechnikova wyszli na dwubramkowe prowadzenie, a późniejsza wymiana cios za cios sprawiła, że ta odsłona zakończyła się wynikiem 3:5, dając nadzieję na równie emocjonującą drugą połowę.
Niestety – dla postronnego kibica – tak się nie stało. Po przerwie zawodnicy BM całkowicie zdominowali boisko, a ich przewaga z każdą minutą była coraz bardziej wyraźna. W tej części gry pierwszoplanową postacią był Yevhen Mushnin – autor aż czterech trafień w tym spotkaniu. Był bezlitosny dla rywali i zdecydowanie wyróżnił się w naszych oczach. Każda drużyna potrzebuje takiego zawodnika, na którym można oprzeć wykończenie akcji – a Yevhen bez wątpienia jest taką postacią. W ekipie gospodarzy widać było wolę walki – tego Vikingom nigdy nie brakowało i nie można im tego odmówić – ale piłkarsko to po prostu nie był ich dzień. Nawet bramka zdobyta z połowy boiska przez bramkarza Eduarda Vakhidova mogła być co najwyżej miłym akcentem na otarcie sportowych łez.
Wierzymy jednak, że Vikings szybko wrócą na właściwe tory – to wciąż bardzo jakościowa drużyna. Zespołowi BM natomiast gratulujemy pewnego zwycięstwa!
Mnóstwo emocji towarzyszyło starciu pomiędzy ekipami Ternovitsia i Rock’n’Roll Warsaw. Było wiele pozytywnych akcentów – piękne akcje, efektowne trafienia – ale niestety byliśmy też świadkami czegoś, czego w futbolu oglądać nie chcemy: licznych kłótni i kar indywidualnych w postaci upomnień.
Cztery żółte i jedna czerwona kartka to zdecydowanie dużo, jak na tak solidne drużyny, i nie spodziewaliśmy się, że dojdzie w tym meczu do takich sytuacji. Skupmy się jednak na tej pozytywnej, piłkarskiej stronie – bo ta, mówiąc wprost, zdecydowanie „dowiozła”.
Obie ekipy dały z siebie wszystko – widać było, że każdemu zależy na zwycięstwie. Długo utrzymywał się wynik remisowy, aż nadszedł moment kulminacyjny: czerwona kartka dla gospodarzy. Niepotrzebna sytuacja związana z obrazą sędziego po zwykłym faulu sprawiła, że Ternovitsia musiała przez pełne 10 minut grać w osłabieniu. Goście nie mieli problemów z wykorzystaniem tej przewagi. Gdy kara dobiegła końca, ekipa w złotych strojach miała już cztery gole przewagi.
Gospodarze próbowali jeszcze wrócić do gry w drugiej połowie, ale dobra postawa Rock’n’Roll Warsaw nie pozwoliła im realnie zagrozić wynikowi. Szczególnie Duet Voronov–Rakhmail błyszczał w tym spotkaniu – chłopaki łącznie brali udział przy zdecydowanej większości bramek swojej drużyny, pokazując wysoką klasę piłkarską. Ciągła wymiana ciosów sprawiła, że to właśnie goście zeszli z boiska z trzema punktami oraz bilansem trzech bramek na plus.
Ternovitsia musi z kolei przełknąć gorycz porażki. Gdyby nie gra w osłabieniu, na której stracili bardzo wiele, mogli w tym spotkaniu realnie powalczyć o punkty. A tak – trzeba było obejść się smakiem.
Zarówno Warszawska Ferajna, jak i After Wola musiały przełknąć gorzki smak porażki w inauguracyjnym meczu Ligi Letniej. Tym ważniejszy wydawał się bezpośredni pojedynek tych dwóch zespołów, bo z racji tego, że latem gramy jedynie siedem kolejek, kolejna strata punktów mogła oznaczać, że walka o wyższe cele zakończy się, zanim na dobre się rozpocznie.
Mobilizacja w ekipie gości była na znacznie wyższym poziomie niż tydzień wcześniej, natomiast team Kacpra Domańskiego stawił się bez nominalnego bramkarza, więc między słupkami musiał stanąć Patryk Nowicki. Miało to swoje plusy – Ferajna mogła dzięki temu tworzyć przewagę wysoko grającym golkiperem i początkowo ten plan nawet zdawał egzamin. Problemem było jednak wykończenie. Ferajna objęła co prawda prowadzenie, ale do wyrównania doprowadził Patryk Abbassi, lobując z własnej połowy wysoko wysuniętego Patryka Nowickiego. I to był największy minus obranej przez Ferajnę taktyki – niemal każda niedokładność w rozegraniu narażała gospodarzy na groźne kontry. W pierwszej połowie bilans wyszedł na niekorzyść Warszawskiej Ferajny – do przerwy schodzili przy wyniku 2:5.
Na drugą część dojechał już nominalny bramkarz Ferajny, ale nie odmienił on diametralnie gry swojego zespołu. Kolejny błysk formy zaliczył Patryk Abbassi, notując dwa kolejne trafienia i asystę. After Wola podwyższyła prowadzenie do 2:8. Mecz był już właściwie przesądzony, choć gospodarze walczyli do samego końca – chociażby o kolejne bramki. Dokonali zresztą jeszcze jednej zmiany w bramce i do ostatniego gwizdka oglądaliśmy otwarty, bardzo ofensywny mecz. Z tej strzelaniny zwycięsko wyszli goście – wynik 5:14 nie pozostawia złudzeń, kto był w tym spotkaniu lepszy.
Warszawska Ferajna ma spory materiał do analizy i przemyśleń, by w kolejnych meczach zaprezentować się po prostu lepiej. After Wola natomiast zdaje się wracać na właściwe tory i być może jest w stanie powalczyć o medale w tej edycji.







)
)
)
)
)
)
)
)