Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 1 Liga
W 14 kolejce 1.ligi AnonyMMous podejmowali Energię. Pierwsi bramkę zdobyli zawodnicy ekipy gospodarzy. Swoje premierowe trafienie w Lidze Fanów zaliczył nowy nabytek Kuba Binerowski, po ładnym podaniu niezawodnego jak zawsze Mikołaja Pekowskiego. Jednak radość nie trwała zbyt długo, bo już 2 minuty później goście wyrównali za sprawą duetu Igor Petlyak & Heorhii Parnitskii. Anonimowi starali się konstruować swoje akcje, lecz brakowało im wykończenia w pierwszej połowie. Natomiast goście po tym trafieniu złapali wiatr w żagle i już do końca tej części mieli wszystko pod kontrolą. Na 2-1 trafił MVP drużyny przyjezdnej Igor Petlyak po sprytnym podaniu Mateusza Telakowca. 3-1 to z kolei zasługa Romana Yakubiaka. Co prawda AnonyMMous trafili na 2-3 po kolejnej współpracy duetu Mikołaj Pekowski i Kuba Binerowski, lecz ekipa Energii nie zamierzała spocząć na laurach. Na 4-2 trafił Heorhii Parnitskii po sprytnym podaniu Igora Petlyaka. Przewaga ekipy gości powiększała się, czego efektem była bramka "do szatni" na 5-2, której architektami był duet Igor Petlyak i Heorhii Parnitskii. Początek drugiej połowy to bramka na 3-5 dla AnonyMMous. Mikołaj Pekowski ładnie kiwnął rywala przed polem karnym i wychodząc sam na sam bez problemu pokonał golkipera oponentów. Ekipa Energii mając przewagę dwóch bramek czekała na błędy przeciwnika i po jednej z takich "wpadek" trafiła na 6-3. Slawik Tuymkiw przechwycił piłkę po nieudanym dryblingu jednego z przeciwników i stając oko w oko z bramkarzem, nie zmarnował takiej okazji. Napór Energii trwał i wynik robił się coraz większy. Gospodarze oczywiście nie zamierzali się poddać, atakowali i trafili nawet na 5-8, ale to było wszystko, na co było ich stać. Goście przypieczętowali swoje zwycięstwo trafiając na 9-5 i bez problemu wygrali to spotkanie. Anonimowi są w bardzo trudnej sytuacji jeżeli chodzi o miejsce w tabeli i będą musieli się bardzo mocno postarać, aby wyjść ze strefy spadkowej. Energia natomiast ma jeszcze iluzoryczne szanse na awans do Ekstraklasy, chociaż dogonić czołówkę będzie piekielnie ciężko.
Ogień Bielany nadal w swoich marzeniach ma awans do Ekstraklasy. Aby pozostać w grze o elitę Ligi Fanów musiał koniecznie w ten weekend pokonać zawsze niewygodnych Graczy Gorszego Sortu. Od pierwszych minut widać było determinację w obozie graczy Janka Napiórkowskiego. Goście prowadzeni przez Adriana Kanigowskiego chcieli pokazać, że są w stanie rywalizować na wysokim poziomie, mimo że w składzie zabrakło nominalnych napastników - Łukasza Kuleszy i Arkadiusza Waszaka. Tę lukę miał wypełnić monolit w rozegraniu i na szpicy od początku wystąpił Maciek Chojnacki. Pierwsze minuty to niestety błędy w defensywie GGSu i prezent od bramkarza Norberta Skórskiego, wykorzystany przez Kacpra Cetlina. Od tego momentu mimo że goście starali się trzymać w ryzach, kompletnie nie radzili sobie z szybkimi i kombinacyjnie grającymi rywalami. Kolejne bramki nie dawały nadziei, że w tym meczu może być jeszcze ciekawie. Do przerwy gospodarze prowadzili 7:0 co pokazywało ich kompletną dominację na boisku. Po zmianie stron obraz gry nie zmienił się i to Ogień strzelał kolejne bramki. Długo Szymon Świercz zachowywał czyste konto, ale w końcówce rozprężenie spowodowało, że goście w końcu otworzyli swój dorobek. Do bramki trafiali Maciek Chojnacki i Mateusz Grabowski. Było to jednak tylko przypudrowanie wyniku, który ostatecznie zatrzymał się na 16:3! Gospodarze nadal są w grze o podium w tym sezonie, a goście muszą dograć ten sezon i poszukać nowych wyzwań w kolejnej kampanii. Ta edycja jest dla nich niestety stracona.
Gdybyśmy mieli przed pierwszym gwizdkiem wskazać potencjalny scenariusz na mecz MixAmator kontra FC Impuls UA, to w ciemno postawilibyśmy na taki, gdzie to zespół z Ukrainy dość pewnie wygrywa mecz, jakkolwiek MixAmator stawia dzielny opór i zalicza honorową porażkę. Nasz plan na to spotkanie spełnił się praktycznie w 100%, co jednak nie robi z nas wielkich wróżbitów – po prostu taka była realna ocena tego, co tutaj mogło się wydarzyć. MixAmator przyjechał na to spotkanie z tylko jedną zmianą, co już zwiastowało małe kłopoty. Rywale mieli dużo szerszą kadrę, no i też świadomość, że chcąc walczyć o najwyższe cele, nie mogą sobie pozwolić na wpadkę z niżej notowanym przeciwnikiem. No i trzeba im oddać, że poważnie podeszli do swoich obowiązków i chyba tylko na początku mieli jakiekolwiek problemy z ułożeniem sobie gry. Wyszli co prawda na prowadzenie, ale potem dali się zaskoczyć, gdy pięknym lobem popisał się Paweł Orzechowski, który oszukał Mykolę Osichnyia. Tyle że w pierwszej połowie, to było wszystko, na co było stać w ofensywie nominalnych gospodarzy. Potem do gry wzięli się rywale, którzy zdobyli trzy gole z rzędu i spokojnie prowadzili 4:1 po premierowej odsłonie. Druga połowa niewiele różniła się od swojej poprzedniczki. Faworyci kontrolowali mecz, wciąż utrzymywali bezpieczną, 3-4 bramkową przewagę, a świetną partię rozgrywał przede wszystkim Roman Soltys, autor trzech goli i dwóch asyst. W końcówce Impuls trochę spuścił z tonu, co dało okazję przeciwnikom, by nieco przypudrować wynik i ostatecznie końcowy rezultat to 8:4. Sensacji więc nie było, bo być nie mogło i chociaż doceniamy wysiłek, jaki w ten mecz włożyli przegrani, to powiedzmy sobie uczciwie – były to zawody bez historii i – niestety – bez większych emocji.
Będąca tuż nad strefą spadkową drużyna Sirius grała z liderem swojej ligi – Ukranian Vikings. Mecz od pierwszych minut był spokojny. Oba zespoły szanowały piłkę a ich ataki na bramkę rywala były przemyślane i tworzone od własnego pola karnego. Jako pierwsi trochę niespodziewanie na prowadzenie wyszli gospodarze. Zaskoczeni takim obrotem spraw rywale coraz bardziej zaczęli przejmować kontrolę nad meczem, spychając oponenta w jego pole karne. Efektem było wyrównanie wyniku po niefortunnej akcji obronnej i golu samobójczym. Sirius niezrażony tym wydarzeniem próbował swoich sił ofensywnych, lecz rozpędzająca się drużyna Ukranian Vikings skutecznie stawiała im opór i udowadniała, że nie przypadkiem jest liderem tabeli. Mecz z każdą minutą przyspieszał i oglądaliśmy coraz więcej twardej gry. Nim sędzia odgwizdał przerwę goście zdołali objąć dwubramkowe prowadzenie. Kiedy zawodnicy powrócili na boisko Wikingowie na przestrzeni 10 minut zdobyli kolejne dwa gole, powiększając swoje prowadzenie. Sportowa złość gospodarzy spowodowana skutecznością oponenta niestety zaczęła nabierać na sile i po jednym z twardszych zagrań sędzia był zmuszony do pokazania aż trzech żółtych kartek w odstępie minuty. Kiedy zawodnicy ochłonęli i mecz mógł być kontynuowany, goście po raz ostatni zdobyli gola. Sirius do ostatnich minut starał się odwrócić losy spotkania, lecz zdołał tylko dwukrotnie pokonać Eduarda Vakhidova. Finalnie Ukranian Vikings wygrali 6:3 i z przewagą trzech oczek pozostali na pozycji lidera. Sirius mimo porażki nie wkroczył w „czerwoną strefę", a gra jaką zaprezentował sugeruje, że może jeszcze nie raz zaskoczyć w 1.lidze.
Chyba najlepszym spotkaniem w całej Lidze Fanów w zeszłą niedzielę okazało się starcie Contry z ekipą Wilki. Waga meczu była bardzo duża, gdyż obie ekipy nadal mają szansę na zdobycie mistrzostwa swojej klasy rozgrywkowej. Spotkanie rozpoczęło się ze sporym opóźnieniem, gdyż problemy z dotarciem na czas mieli gracze gości, jednak po rozpoczęciu zmagań na murawie to oni mieli więcej z gry. Świetny start zaliczył Maciej Bubiec, który najpierw asystował przy golu Wojtka Gajownika, a następnie po podaniu Yaroslava Vłasenko podwyższył na 0:2. Gospodarze nawiązali kontakt po akcji przeprowadzonej przez Radka Parszewskiego, który dostrzegł dobrze ustawionego Mateusza Tumulca, a ten pewnie wykończył akcję i mieliśmy 1:2. Stracona bramka ewidentnie zmobilizowała zespół gości, a szczególnie Wojtka Gajownika, który zaliczył fantastyczny moment, zdobywając kolejne dwie bramki i tym samym kompletując klasycznego hattricka, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie aż 1:4. Wszystko wskazywało na to, że Wilki mają to starcie pod kontrolą, jednak niesamowitą remontadę w pierwszej odsłonie dokonali zawodnicy Michała Raciborskiego. Zaczęło się od pewnie wykonanego rzutu karnego przez Filipa Woźnicę, a następnie odpalenia przez Adriana Buckiego wyższego biegu. Adrian najpierw dobrze odnalazł się w zamieszaniu w polu karnym i pewnie wykorzystał podanie od Radka Parszewskiego, a następnie skorzystał z dogrania Damiana Zalewskiego, doprowadzając do remisu 4:4. Gracze gości mieli naprawdę nietęgie miny, gdy po fantastycznym rajdzie i pięknym uderzeniu rogalem wynik pierwszej połowy na 5:4 ustalił Radek Parszewski! Druga połowa była niesamowicie zacięta, a jednym z bardziej kontrowersyjnych momentów była czerwona kartka dla Wojtka Gajownika. Zawodnik Wilków sfaulował taktycznie przeciwnika, który na 100% zdobyłby bramkę. Jednakże faul sprawił, że gospodarze otrzymali rzut karny, który jednak został obroniony przez Yevheniia Kosta. Świetna obrona napędziła kolegów z pola, a szczególnie Illyę Radkevicha, który swoją świetną grą i dwoma trafieniami wyprowadził zespół gości ponownie na prowadzenie, tym razem 5:7. Na boisku zrobiło się naprawdę gorąco, jednak trzeba podkreślić, że tylko pod kątem piłkarskim. Wymiana sportowych ciosów oraz dwa trafienia Filipa Woźnicy sprawiły, że tuż przed końcem spotkania wynik brzmiał 7:8. Zawodnicy Contry mieli jeszcze dobrą okazję w końcówce meczu na doprowadzenie do remisu, jednak na posterunku był bramkarz Wilków i ostatecznie to goście zgarnęli komplet punktów.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)