Sezon 2017/2018
Relacje meczowe: 1 Liga
Impuls, po wpadce w meczu z Ukrainian Vikings, musiał koniecznie wygrać spotkanie z Fair Partner, jeśli chciał dalej liczyć się w walce o awans do Ekstraklasy. Goście z kolei potrzebowali punktów, by zapewnić sobie utrzymanie – więc dla obu stron było to starcie o dużą stawkę.
Od początku faworyci ruszyli z impetem. Szybko objęli prowadzenie, a chwilę później podwyższyli wynik – Fair Partner został zmuszony do gonienia rezultatu niemal od pierwszego gwizdka. Ale gospodarze chyba za bardzo się rozluźnili po dobrym otwarciu, bo ich tempo spadło, a to szybko się zemściło. Dmytro Kashuba był najbardziej aktywnym zawodnikiem po stronie gości – robił sporo zamieszania pod bramką przeciwnika. Efekty przyszły błyskawicznie: Fair Partner najpierw doprowadził do remisu, a potem wyszedł na prowadzenie. Do przerwy – niespodzianka – 2:3 dla gości.
Druga połowa długo toczyła się na styku. Impuls wyrównał, a potem złapał jednobramkową przewagę, ale Fair Partner wciąż był blisko i nie pozwalał odjechać. Dopiero w końcówce doświadczenie zespołu Bohdana Ivaniuka zrobiło różnicę – kilka konkretnych akcji, skuteczne wykończenia i mecz zamknięty.
Ostatecznie 9:5 – trzy punkty, które gwarantują Impulsowi awans do Ekstraklasy! Brawo! Fair Partner z kolei musi teraz patrzeć na wynik Warsaw Rangers – jeśli zespół Olafa Gontarka przegra, goście będą mogli świętować utrzymanie.
Połczyn Brothers, by wciąż liczyć się w walce o awans do Ekstraklasy, musiał w niedzielę pokonać niepokonanych dotąd Łowców. Zadanie od początku zapowiadało się na jedno z najtrudniejszych w sezonie.
Tempo meczu było bardzo wysokie, a obie drużyny świetnie spisywały się w defensywie – dlatego na pierwsze trafienie przyszło nam trochę poczekać. Goście cierpliwie konstruowali swoje akcje, a gospodarze skutecznie przerywali kolejne ataki. Ale ekipa z Ukrainy potrafi wykorzystać każdą lukę – i właśnie pierwszy poważny błąd w kryciu został bezlitośnie ukarany. Akcja duetu Blank–Ivanov zakończyła się golem. Chwilę później Łowcy dołożyli drugie trafienie, a Połczyn musiał gonić wynik. Na odpowiedź długo czekać nie trzeba było – niezawodny Oskar Zaks, po świetnym podaniu Damiana Klepackiego, zdobył bramkę kontaktową. Niestety, jeszcze przed przerwą goście znów trafili do siatki i na przerwę schodzili przy prowadzeniu 1:3.
Po zmianie stron Połczyn rzucił się do ataku, starając się odwrócić losy meczu. Kilka dobrych okazji, groźne strzały z dystansu – aż w końcu Klepacki huknął zza pola karnego, piłka odbiła się od obrońcy i wpadła do siatki. Było 2:3 i nadzieja wróciła. Ale od tego momentu gospodarze bili głową w mur. Łowcy ustawili się niżej i wyczekiwali swoich okazji. Dwie skuteczne kontry zamknęły mecz – wynik 2:5 oznaczał koniec marzeń Połczyna o awansie. Z kolei Łowcy wskoczyli na piąte miejsce w tabeli, którego raczej już nie oddadzą.
Husaria przed tą kolejką miała jeszcze matematyczne szanse na awans do Ekstraklasy, ale zwycięstwo Impulsu przekreśliło te nadzieje. Z kolei Lakoksy, po porażce Połczyna, wiedziały, że wygrana w tym meczu daje im awans i spokój przed ostatnią kolejką.
Od pierwszych minut było widać determinację drużyny Bartka Królaka. Goście nie odstawiali nogi, byli skoncentrowani i od razu narzucili swoje warunki. Jeszcze dobrze nie zaczęło się spotkanie, a Lakoksy już prowadziły. Po chwili padł kolejny gol i gospodarze – podobnie jak w meczu z Łowcami – znów musieli gonić wynik.
Choć Husaria miała w składzie kilku naprawdę solidnych zawodników, to nie przekładało się to na rezultat. Sporo strzałów z dystansu, ale większość z nich była niecelna albo zatrzymywała się na defensywie. Do przerwy 1:4 i bardzo trudna sytuacja dla zespołu Tomka Hubnera.
Na trybunach doping od Połczyna, ale z każdą minutą wiara w odwrócenie losów spotkania gasła. Nawet gdy Husaria zdobywała bramkę, Lakoksy natychmiast odpowiadały – i co gorsza, robiły to z łatwością. Końcowy wynik 4:7 oznacza jedno – Lakoksy CF meldują się w Ekstraklasie, a Husaria po dwóch meczach ze słabą skutecznością może co najwyżej powalczyć o piątą lokatę. Choć i to będzie trudne, bo trudno zakładać, że Łowcy przegrają lub zremisują w ostatniej kolejce, a w dodatku Husarze musieliby pokonać Impuls.
W przedostatniej kolejce sezonu na zapleczu Ekstraklasy Ligi Fanów doszło do starcia dwóch drużyn walczących o pozostanie w lidze – Ukrainian Vikings i Warsaw Rangers. Choć Vikingowie wcześniej stracili już szanse na utrzymanie, Rangersi wciąż mogli przedłużyć swoje nadzieje na ligowy byt, co nadawało temu spotkaniu dodatkowej stawki.
Faworytem wydawali się Ukrainian Vikings, którzy od pierwszego gwizdka prezentowali lepszą organizację gry i większą skuteczność. Ich przewaga została szybko udokumentowana – do przerwy prowadzili 3:0, pewnie kontrolując wydarzenia na boisku i nie pozwalając Rangersom na zbyt wiele.
Po zmianie stron mecz nabrał jednak zupełnie innego tempa. Warsaw Rangers wrócili na murawę z nową energią i błyskawicznie zdobyli bramkę kontaktową. Kluczową postacią meczu był Oskar Górka, który niemal w pojedynkę odwrócił jego losy. Zdobył trzy gole, dorzucił asystę i poprowadził swoją drużynę do spektakularnego powrotu.
Rangersi zaczęli grać odważniej, agresywniej i z dużą determinacją. Ich ofensywa z każdą minutą nabierała rozpędu, a Vikingowie nie potrafili znaleźć odpowiedzi na coraz częstsze ataki rywali. Mimo prób ratowania wyniku, to Warsaw Rangers sięgnęli po zwycięstwo 6:5, dzięki czemu wciąż żyją nadzieją, że w kolejnym sezonie nie będą musieli rywalizować w 2. lidze.
Spotkanie Warsaw Bandziors z KSB Warszawa w 16. kolejce 1. ligi dostarczyło emocji godnych finału sezonu. Stawką meczu był tytuł mistrzowski dla KSB – drużyna potrzebowała zwycięstwa, by przypieczętować końcowy triumf. Początek ułożył się dla nich idealnie – już w pierwszych minutach zdominowali rywala i wyszli na prowadzenie 0:3. Wydawało się, że gospodarze nie będą w stanie podnieść się po takim ciosie.
Tymczasem Warsaw Bandziors nie zamierzali odpuszczać. Jeszcze przed przerwą dokonali czegoś niesamowitego – trzy trafienia z rzędu, każde coraz bardziej budujące morale zespołu, doprowadziły do remisu 3:3. Kibice przecierali oczy ze zdumienia – tak spektakularnego powrotu nikt się nie spodziewał.
W drugiej połowie Bandziors poszli za ciosem. Bohaterem tej części meczu został Wojciech Piasecki, który pewnym uderzeniem wyprowadził swój zespół na prowadzenie 4:3. Przez chwilę to oni byli w roli pogromców mistrzowskich ambicji KSB.
Gdy wydawało się, że sensacja wisi w powietrzu, KSB pokazało klasę. Doświadczenie i chłodna głowa dały o sobie znać – w samej końcówce, gdy emocje sięgały zenitu, Maciej Grabicki doprowadził do wyrównania. Ten gol dał KSB remis, a w konsekwencji – niemal pewny tytuł mistrzowski.
Dla Bandziors była to bolesna strata punktów, ale mecz udowodnił, że zespół ma ogromny potencjał i charakter. Spotkanie zapisało się w historii ligi jako jedno z najbardziej dramatycznych w sezonie – było w nim wszystko: dominacja, powrót, walka, napięcie i decydujący cios w ostatnich minutach. KSB może odetchnąć z ulgą, a Warsaw Bandziors z podniesioną głową patrzeć w przyszłość.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)