Sezon 2016/2017
Relacje meczowe: 9 Liga
Ze względu na sytuację w tabeli ten mecz KróLewscy po prostu musieli wygrać, żeby mieć jeszcze jakieś szanse na walkę o podium. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem ekipa Pawła Lewandowskiego miała podkręcony poziom trudności, bo z gry w tej ekipie zrezygnował etatowy bramkarz, co skończyło się łataniem składu na ostatnią chwilę i wstawieniem między słupki zawodnika z pola.
Początek meczu tylko potwierdził, że KróLewscy będą mieli ciężko, bo już w 2. minucie goście wyprowadzili skuteczny atak i wynik otworzył Ivan Zaremba. Niewiele zabrakło, żeby minutę później było już 0:2, ale ostatecznie napastnik Scorpions obił słupek. Szybko obróciło się to przeciwko ekipie Artura Kałuskiego, bo w 5. minucie z dystansu huknął Bartosz Bagiński i mieliśmy remis. Po obiecującym początku Scorpions z każdą chwilą tracili inicjatywę, aż w 14. minucie klasyczną, dwójkową sytuację wykorzystał Paweł Lewandowski i gospodarze wyszli na prowadzenie. Chwila nieuwagi w końcówce pierwszej połowy wystarczyła, aby KróLewscy po trafieniach Bartka Pacholczaka i Marcina Sadowskiego odjechali z wynikiem na 4:1.
W drugiej połowie goście mieli coraz mniej impetu w ofensywie, ale i stojący w bramce Królewskich Yuri Freik poczuł „golkiperskiego bluesa” i gospodarze nie dali się już ani razu pokonać. W 37. minucie Adrian Oliwiński po profesorsku wykończył akcję Pawła Lewandowskiego i było już 5:1. Ekipa z Woli, mając już wystarczającą przewagę bramkową, nie forsowała tempa i wynik utrzymał się do ostatniego gwizdka. Gospodarze pokazali, że nawet z ciężkiej sytuacji kadrowej są w stanie wyjść obronną ręką i zgarnęli ważne trzy punkty. Dla Scorpions jest to już 11. kolejka bez zwycięstwa i powoli możemy przyjmować, że drużyna Artura Kałuskiego potrzebuje gruntownej przebudowy, aby nawiązać walkę na tym poziomie ligowym.
Hit kolejki, w którym wicelider Asap Vegas FC podejmował liderującą KS Iglicę Warszawa, zapowiadał się na wyrównane i zacięte widowisko. Rzeczywistość na murawie okazała się jednak brutalna dla gospodarzy. Mecz zakończył się szokującym wynikiem 1:9 i całkowitą dominacją gości.
Początek spotkania zupełnie nie zwiastował takiego pogromu. To Asap Vegas niespodziewanie objęło prowadzenie, gdy Piotr Grygiel skutecznie wykorzystał bezpośrednie podanie od bramkarza. Jak się jednak okazało, był to jedyny zryw gospodarzy w tym meczu. Goście z Iglicy bardzo szybko weszli na właściwe obroty i zaczęli systematycznie punktować rywala. Wyrównał Jakub Zając, chwilę później rzut karny na gola zamienił Jakub Kieczka, a następnie Zając dołożył kolejne trafienie. Bezlitosna skuteczność faworytów sprawiła, że na przerwę schodzili z wynikiem 1:5.
W drugiej odsłonie obraz gry ani trochę się nie zmienił. Zepchnięci do głębokiej defensywy gospodarze nie potrafili stworzyć żadnej groźnej sytuacji, a Iglica skrupulatnie wykorzystywała każdy ich błąd. Bohaterem tego jednostronnego widowiska został Sebastian Szczygielski, który napędzał ataki gości, notując dwa gole i dwie asysty.
Dzięki temu efektownemu zwycięstwu KS Iglica powiększa przewagę nad Asap Vegas do sześciu punktów. Obecny układ tabeli jasno wskazuje, że walka o najważniejsze lokaty rozstrzygnie się w czołowej trójce, która bezpiecznie odskoczyła od reszty stawki.
Rywalizacja Gamba Veloce kontra Klub Sportowy Sandacz od pierwszych minut układała się pod dyktando gospodarzy. To oni narzucili tempo gry i bezlitośnie wykorzystywali błędy przeciwników, szybko budując wyraźną przewagę.
Strzelanie rozpoczął Kuba Skwirtniański, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, dając swojej drużynie znakomite otwarcie. Jeszcze przed przerwą prawdziwy koncert rozegrał Filip Wolski, kompletując hat-tricka, a swoje trafienie dorzucił również Grzesiek Wolski. Goście zdołali odpowiedzieć jedynie raz, kiedy to drogę do bramki rywala znalazł Aleksander Olender, jednak przy tak rozpędzonych gospodarzach było to tylko symboliczne trafienie. Do przerwy wynik był bezlitosny: 7:1 dla Gamba Veloce.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. Gospodarze nadal dominowali, kontrolując wydarzenia na boisku i z dużą łatwością zdobywali kolejne bramki. W pewnym momencie wynik osiągnął rozmiary 13:1 i stało się jasne, że zwycięzca tego spotkania jest już dawno rozstrzygnięty. Wysokie prowadzenie nieco rozluźniło jednak zespół Gamba Veloce, co wykorzystali zawodnicy Sandacza, zdobywając w końcówce trzy gole. Było to jednak zdecydowanie za mało, by choć trochę zniwelować wcześniejsze straty.
Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 13:4 dla gospodarzy, którzy zapisują na swoim koncie efektowne zwycięstwo. Z kolei Klub Sportowy Sandacz musi wyraźnie poprawić swoją grę, jeśli chce jeszcze realnie myśleć o opuszczeniu strefy spadkowej przed końcem sezonu.
Mecz z udziałem Bielany Legends o KSB II Warszawa zakończyło się zwycięstwem gospodarzy 6:4, choć przebieg meczu dostarczył wielu zwrotów akcji.
Pierwsza połowa zdecydowanie należała do miejscowych, którzy od początku byli lepiej przygotowani na wejście w spotkanie i szybko narzucili swoje tempo gry. Gospodarze kontrolowali boiskowe wydarzenia, tworzyli więcej sytuacji i skutecznie wykorzystywali swoje okazje. Goście z KSB II Warszawa zdołali odpowiedzieć jedynie bramką zdobytą po rzucie karnym, co nie zmieniło obrazu gry. Do przerwy Bielany Legends prowadzili pewnie 3:1.
Druga część meczu wyglądała już zupełnie inaczej. KSB II Warszawa zaczęło coraz lepiej odnajdywać się na boisku, łapało rytm i z każdą minutą prezentowało się coraz pewniej. Determinacja oraz walka o każdy fragment boiska przyniosły efekt - goście w pewnym momencie zdołali doprowadzić do remisu 4:4, wracając do meczu w świetnym stylu. Wyróżniającą się postacią przy tym powrocie był Anatolii Nahorichnyi, który swoją postawą, zaangażowaniem i chęcią walki napędzał drużynę do dalszej pogoni za wynikiem. Wraz z zespołem walczył do samego końca, starając się odwrócić losy spotkania.
Ostatecznie jednak Bielany Legends zachowali więcej spokoju w kluczowych momentach, ponownie przejęli kontrolę i dołożyli dwa decydujące trafienia. Dzięki temu zamknęli mecz wynikiem 6:4, dopisując kolejne cenne zwycięstwo na swoje konto.
LaFlame Bielany wygrało z TRCH 9:6 w spotkaniu, które od pierwszych minut było intensywne i toczone w szybkim tempie. Obie drużyny przystąpiły do meczu bez zmienników, co z czasem miało duży wpływ na jego przebieg.
Początek był wyrównany. Po szybkim objęciu prowadzenia przez LaFlame rywale błyskawicznie odpowiedzieli i przez chwilę gra toczyła się gol za gol. Z czasem jednak to zespół z Bielan zaczął przejmować inicjatywę, wykorzystując błędy przeciwnika i lepiej wykańczając swoje akcje. Jeszcze przed przerwą zbudowali kilkubramkową przewagę, schodząc do szatni z wyraźnym prowadzeniem.
W drugich 25 minutach TRCH nie zamierzało się poddawać i ruszyło do odrabiania strat. W pewnym momencie udało się zmniejszyć wynik z 2:6 do 4:6, co ponownie wprowadziło emocje do spotkania. W tym fragmencie meczu kluczowi byli Fliks i Lisiecki, którzy po obu stronach odpowiadali za kolejne trafienia i napędzali grę swoich zespołów. Mimo prób powrotu, końcówka należała już do LaFlame. Zmęczenie zaczęło być coraz bardziej widoczne, a brak zmian ograniczał możliwości utrzymania tempa. Zespół z Bielan ponownie przejął kontrolę i dołożył kolejne bramki, ostatecznie zamykając spotkanie.
LaFlame notuje tym samym trzecie zwycięstwo z rzędu, natomiast TRCH, mimo ambitnej pogoni i momentów dobrej gry, ponownie schodzi z boiska bez punktów.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)