Sezon 2016/2017
Relacje meczowe: 9 Liga
W niedzielny poranek na Arenie Grenady odbyło się spotkanie wicelidera dziewiątego poziomu rozgrywkowego z ekipą zamykającą stawkę. Większość obecnych spodziewała się jednostronnego meczu – i tak też on wyglądał.
ASAP od początku przeważał, co zaowocowało szybkim objęciem prowadzenia. Gospodarze zdołali co prawda wykorzystać chwilę rozprężenia wśród rywali i odpowiedzieć dwiema bramkami, lecz był to w zasadzie jedyny pozytyw z ich strony. W szeregach ASAP-u świetnie funkcjonował tego dnia duet Grygiel–Dymiński, co przełożyło się na kolejne trzy trafienia i do przerwy mieliśmy wynik 2:4.
Po przerwie trwał już prawdziwy koncert w wykonaniu gości. Składne akcje, grane na wysokiej intensywności, wywołały na połowie Scorpionsów istny huragan i kto wie, jak wyglądałby wynik końcowy, gdyby nie dobra postawa Sewerynka, który obronił kilka naprawdę trudnych piłek. Co prawda rezultat 2:9 nie brzmi dobrze, ale nie oddaje on tego, jak prezentował się w bramce Damian Sewerynek – co docenili rywale, wskazując go jako zawodnika meczu spośród Scorpionsów.
Dzięki tej wygranej ASAP nadal traci do lidera tylko trzy punkty i rezultat ten może być bardzo istotny w kontekście końcowych rozstrzygnięć dziewiątej ligi.
W spotkaniu 12. kolejki 9. ligi KSB II Warszawa podejmowali drużynę KróLewskich Wola i od pierwszych minut pokazali, że zamierzają narzucić swój styl gry. Gospodarze błyskawicznie objęli prowadzenie – już na początku meczu rzut karny na bramkę pewnie zamienił Vitalii Balandziuk. Chwilę później było już 2:0, gdy do siatki trafił Anatolii Nahorichnyi, wykorzystując dobrą akcję zespołu.
KróLewscy nie zamierzali jednak składać broni. Najpierw kontaktową bramkę zdobył Adrian Olwiński po dokładnym podaniu Pawła Lewandowskiego, a następnie do wyrównania doprowadził Marcin Sadowski. Goście złapali wiatr w żagle, ale odpowiedź KSB była natychmiastowa. Jeszcze przed przerwą Vitalii Balandziuk ponownie wpisał się na listę strzelców, tym razem popisując się bezpośrednim trafieniem z rzutu wolnego i wyprowadzając swoją drużynę na prowadzenie.
Druga połowa rozpoczęła się lepiej dla drużyny z Woli. Adrian Olwiński zdobył swoją drugą bramkę w meczu i ponownie doprowadził do remisu. Jak się później okazało, był to ostatni gol dla jego zespołu tego dnia. W dalszej części spotkania dominowali już tylko zawodnicy drugiej drużyny KSB. Gospodarze bezlitośnie wykorzystywali błędy rywali i sukcesywnie powiększali swoją przewagę. Ozdobą meczu była kapitalna bramka Vitaliiego Balandziuka, który huknął w samo okienko, kompletując tym samym hat-tricka. Warto też wspomnieć, że po dłuższej przerwie do grania w piłkę powrócił Przemek Góralczyk, jeden z założycieli KSB, który swój comeback przypieczętował w najlepszy możliwy sposób – bramką!
Ostatecznie KSB II Warszawa pewnie pokonali KróLewskich Wola 7:3, prezentując ofensywny futbol i dużą skuteczność pod bramką przeciwnika.
W ramach 12. kolejki 9. ligi na Arenie Grenady drużyna TRCH zmierzyła się z Klubem Sportowym Sandacz. Spotkanie od pierwszych sekund "ruszyło z kopyta", gdyż na otwarcie wyniku nie trzeba było długo czekać.
Już w pierwszej akcji meczu świetnym podaniem popisał się Szymon Dąbrowski, a Kamil Pasik pewnym strzałem dał gościom prowadzenie. Gospodarze szybko jednak odpowiedzieli, bo kilka minut później Konrad Sadziak skutecznie wykorzystał rzut karny, doprowadzając do wyrównania. TRCH nie zamierzało jednak zwalniać tempa. Kibice byli świadkami niemal identycznej akcji jak przy pierwszym golu, kiedy to ponownie duet Dąbrowski–Pasik rozmontował defensywę rywali, co pozwoliło gościom zejść na przerwę z prowadzeniem 2:1. Pierwsza połowa była wyrównana i dość chaotyczna, przez co trudno było wskazać wyraźnego faworyta.
Druga część spotkania to już zupełnie inna historia. Zawodnicy TRCH weszli na wyższy poziom i całkowicie przejęli kontrolę nad meczem. Kamil Pasik dołożył kolejne trafienie, kompletując hat-tricka. Po dwa gole zdobyli również Szymon Dąbrowski oraz Stanisław Ścigała, a jedno trafienie dorzucił Jakub Libera. Gospodarze zdołali odpowiedzieć tylko raz – na listę strzelców wpisał się Aleksander Olender.
Ostatecznie spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem TRCH 8:2. Mimo efektownej wygranej, obie drużyny po 12. kolejce wciąż znajdują się w strefie spadkowej. Jeśli myślą o utrzymaniu na tym poziomie rozgrywkowym, będą musiały znacząco poprawić swoją formę w kolejnych meczach.
Laflame, podejmujący Bielany Legends, to kolejny mecz, jaki mieliśmy okazję oglądać w poprzedniej kolejce na naszych ligowych obiektach AWF. Spotkanie zapowiadało się na jednostronne, patrząc na tabelę, i mimo że faktycznie faworyt nie zawiódł, jeśli chodzi o wynik, to z przebiegu gry było to dosyć bliskie spotkanie – bliższe, niż mogło się wydawać.
Początek meczu był dość niemrawy – obie ekipy sporo się badały, a piłka częściej niż do siatki trafiała w bramkarzy albo przelatywała obok obramowania obu bramek. Po skromnej wymianie ciosów pierwsza połowa zaskakująco zakończyła się remisem i choć z samej gry to gospodarze wyglądali na drużynę, której piłka mniej przeszkadza pod nogami, to – jak wiemy – na końcu najważniejszy jest wynik, a nie to, kto ładniej i płynniej operuje futbolówką. Być może gdyby nie proste błędy, jak np. stracona bramka bezpośrednio z rzutu rożnego przez Bielany Legends czy inne straty posiadania, nie nakręciliby oni zespołu gospodarzy na tyle, że – zirytowani przebiegiem meczu – włączyli piąty bieg i wpakowali rywalom pięć goli w drugiej połowie. Ten wymiar kary okazał się zbyt duży dla zespołu gości, których było stać jedynie na dwukrotną odpowiedź Kowalskiego i zmniejszenie ostatecznego wyniku do 6:3. Z samego przebiegu gry zespół Laflame, mimo że dłużej utrzymywał się przy piłce, miał spore problemy, by sforsować dzielnie walczące Bielany Legends.
Gdyby nie ich własne proste błędy, można pokusić się o stwierdzenie, że mogli powalczyć o punkty w tym spotkaniu z nieprezentującymi najwyższej dyspozycji gospodarzami. Tak się jednak nie stało i to trzecia ekipa 9. ligi dopisuje sobie kolejne trzy oczka do klasyfikacji punktowej.
W meczu 9. ligi zmierzyły się ze sobą ekipy Iglicy Warszawa i Gamba Veloce. Niekwestionowanym faworytem – pomimo ostatniej porażki – byli gracze Iglicy. Ostatecznie odnieśli oni zwycięstwo 4:3, lecz nie można mówić o pewnej wygranej gospodarzy, gdyż goście mocno się postawili i byli ewidentnie głodni trzech punktów.
Od początku spotkania Iglica ruszyła do ataku. Gospodarze pewnie weszli w mecz, raz po raz atakując bramkę rywali, i szybko objęli aż trzybramkowe prowadzenie. Jedyną odpowiedź ze strony gości otrzymaliśmy za sprawą gola gwiazdy Gamby Veloce – Filipa Wolskiego, co ustaliło wynik pierwszej połowy na 3:1.
Od gwizdka rozpoczynającego drugą część spotkania goście wzięli się za odrabianie strat i wyraźnie przejęli inicjatywę. Gdy mieli piłkę przy nodze, czuli się pewniej – widać było luz i swobodę w rozgrywaniu akcji, co przyniosło efekty, bo doprowadzili do wyrównania na 3:3.
Niestety dla nich, chwila dekoncentracji wystarczyła – filar defensywy Iglicy, Kuba Kieczka, po świetnym ofensywnym wejściu i strzale z dystansu pokonał bramkarza rywali, tym samym zapewniając swojej drużynie kolejne zwycięstwo – już jedenaste w tym sezonie. Do niespodzianki więc nie doszło.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)