Sezon 2016/2017
Relacje meczowe: Ekstraklasa
Mecz o mistrzostwo Ligi Fanów z pewnością nie zawiódł licznie zebranych kibiców obu zespołów. Zdecydowanie można było zobaczyć futbol na najwyższym poziomie a nie brakowało też dramaturgii. Początek spotkania niezwykle intensywny i obie ekipy miały sporo okazji do strzelenia goli, ale w bramkach obu zespołów stali dwaj najlepsi golkiperzy w tym sezonie. Wymagało to od zespołów elementu zaskoczenia. Wynik spotkania po składnej akcji i wymianie piłki na jeden kontakt otworzyło EXC Mobile. Jednak z prowadzenia nie cieszyli się zbyt długo, bo Gladiatorzy potrafili niemal błyskawicznie odpowiedzieć. W dalszej części spotkania zespół Kamila Jurgi potrafił ponownie wyjść na prowadzenie. Gdy wydawało się, że gospodarze łapią dobry rytm, to ponownie rywale skutecznie odpowiedzieli. Znakomite podanie od obrońcy wykorzystał Patryk Zych, który główką skierował piłkę do siatki. Remis 2:2 utrzymywał się aż do końcówki pierwszej połowy. Wówczas po faulu w polu karnym na Krystianie Nowakowskim Dawid Brewczyński wykorzystał stały fragment gry i po 25 minutach rywalizacji było 3:2. Po zmianie stron Gladiatorzy ruszyli do ataku, by odrabiać straty. Dość szybko wyrównali i po chwili w dość przypadkowej sytuacji strzelili gola na 3:4. Od tego momentu pozostawało niemal 15 minut. EXC Mobile musieli wygrać, więc ruszyli do ataku. Trochę jednak za szybko starali się odwrócić losy spotkania i przez to nie mieli klarownych sytuacji, a niemal wszystkie strzały na bramkę były blokowane przez defensywę rywali. Gladiatorzy grając mądrze w obronie nie dawali zbyt wiele miejsca na rozegranie. EXC miało dwie okazje, ale najpierw Adrian Mańk sparował piłkę na rzut rożny, a raz minimalnie chybił Krystian Nowakowski. Gra z lotnym bramkarzem nie dała efektu, a w końcówce straty przy rozegraniu dały Gladiatorom dwie bramki, które przypieczętowały zwycięstwo 3:6 i mistrzowski tytuł w tym sezonie. EXC Mobile podobnie jak we wcześniejszych meczach w tej rundzie koncertowo zagrali pierwszą połowę, a drugą zdecydowanie poniżej swoich oczekiwań. Chłopaki musieli się więc zadowolić drugim miejscem w ekstraklasie, ale ten zespół ma sporo młodych zawodników i na pewno przyjdzie jeszcze czas, by wreszcie zdobyli upragnione złoto w Lidze Fanów.
Sytuacja w tabeli Ekstraklasy jest już praktycznie rozstrzygnięta, znamy trzy pierwsze ekipy, które wywalczyły miejsca na podium. Do wyjaśnienia została kwestia dołu tabeli. Spotkanie Tura Ochoty z Explo Team miało zdecydować czy goście będą mieli jeszcze szanse na utrzymanie. Od początku spotkanie stało na wysokim poziomie i akcje szybko przenosiły się z jednej pod drugą bramkę. Lepiej zaczęli gracze Explo, którzy po strzale Piotra Dumy wyszli na prowadzenie. Po chwili podwyższyli wynik i wydawało się, że będą kontrolować to spotkanie. Nic bardziej mylnego. W kolejnych minutach doświadczona ekipa z Ochoty przejęła inicjatywę i chwilę później po akcji Adriana Bartkiewicza i Bartka Osolińskiego ten drugi wpakował piłkę do bramki rywali. Ten gol dodał skrzydeł ekipie Tura i już po chwili na tablicy wyników mieliśmy remis 2:2. Pięć minut przed gwizdkiem oznajmiającym koniec pierwszej połowy bramkarz gości dał się pokonać po raz trzeci, ale riposta zawodników Explo Team była natychmiastowa i ponownie mieliśmy stan remisowy. Do końca tej części meczu wynik już się nie zmienił. Druga połowa zaczęła się lepiej dla gości. Bramkę po strzale z rzutu wolnego zdobył Marek Pawłowski. Niestety dla nich w kolejnych minutach inicjatywę przejęli rywale, którzy z biegiem czasu powiększali swoją przewagę. Niewątpliwie dużym atutem w grze Tura była taktyka gry z lotnym bramkarzem, którą gospodarze mają świetnie opanowaną. To dość szybko przyniosło pozytywne efekty, bo najpierw po bramce Adriana Bartkiewicza gospodarze wyrównują, by po chwili po szybkiej kontrze Michała Ochmana wyszli na prowadzenie 5:4. Faworyci nie oddali już prowadzenia i tym samym Tur Ochota ponownie inkasuje komplet punktów. Porażka Explo praktycznie przekreśla ich szansę na utrzymanie w Ekstraklasie.
Na koniec zmagań w Ekstraklasie doszło do starcia Esportivo Varsovia z FC Kebavita. Goście znali już wynik poprzedniego meczu i wiedzieli, że wygrana w tym meczu zagwarantuje im pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Gospodarze przystąpili więc bardzo skoncentrowani i to właśnie oni już w 5 minucie wyszli na prowadzenie. Esportivo grało spokojnie i było widać niesamowite zaangażowanie i kolektyw w ich szeregach. Kolejne gole padały po akcjach, w których na listę strzelców dwukrotnie wpisywał się Patryk Modzelewski. Po stracie bramek goście z minuty na minutę grali coraz lepiej i bramka dla teamu Buraka Cana wisiała w powietrzu. W końcu niemoc strzelecką przerwał Moatasem Aziz, który wraz z kolegami stwarzał coraz większe zagrożenie pod świątynią Michała Sobieralskiego. Kebavita poszła za ciosem i po chwili Christian Namani zdobył drugą bramkę dla gości. Końcówka pierwszej połowy ponownie należała do gospodarzy, którzy przed przerwą zdobyli jeszcze jedną bramkę i na przerwę schodziliśmy przy wyniku 4:2. Po zmianie stron obraz gry zupełnie się odmienił. To goście zaczęli przejmować inicjatywę, co prawda dość szybko nadziali się na kontrę i stracili bramkę na 5:3, jednak kolejne minuty to już zdecydowana przewaga Kebavity. Gra Esportivo kompletnie się posypała. Brakowało dokładności i zimnej krwi, a kiedy dochodzili już do dobrych sytuacji, szwankowało ostatnie podanie. Taki stan rzeczy wykorzystali oponenci, najpierw mocnym strzałem popisał się Davronbek Sattorov a chwilę do remisu doprowadził Christian Namani i spotkanie rozpoczęło się na nowo. W strugach padającego deszczu zdecydowanie lepiej radzili sobie goście. W 44 minucie pięknym strzałem popisał się Kamil Majorek i Kebavita po raz pierwszy w tym meczu wyszła na prowadzenie. Końcówka spotkania to już prawdziwy rollercoaster. Najpierw Mariusz Chmielewski doprowadza do remisu 6:6 i kiedy wszyscy myśleli, że takim wynikiem zakończy się to spotkanie, śmiertelny cios wyprowadzają gracze Buraka Cana. Po akcji Enesa Okcuoglu i Kamila Majorka goście strzelają zwycięską bramkę! To był prawdziwy come back w wykonaniu Kebavity, który nie tylko dał wygraną, ale w ostatecznym rozrachunku przyczynił się do utrzymania w Ekstraklasie!
Drużyna Alpan po serii trzech zwycięstw z rzędu rozgrywała spotkanie z ostatnią ekipą Ekstraklasy – Warsaw Bandziors. Goście ostanie dwa tygodnie również mieli udane i liczyli na urwanie punktów rywalowi. Pierwsza połowa zdecydowanie należała do faworytów, którzy lepiej potrafili wykorzystać swoje okazje i po ośmiu minutach prowadzili 2:0. Warsaw Bandziors starali się nie ustępować oponentowi, lecz bardzo długo nie mogli znaleźć skutecznego sposobu na pokonanie pilnującego bramki Piotra Kozy. Sztuka ta udała się dopiero na trzy minuty przed przerwą i był to gol na 3:1. Gospodarze nim sędzia zagwizdał po raz ostatni w tej części spotkania wrócili na trzybramkowe prowadzenie. Wydawało się, że Alpan ma wszystko pod kontrolą i nie straci swojej przewagi. Jednakże druga odsłona meczu wszystko zweryfikowała. Goście w 27 minucie powiększyli swój dorobek bramkowy o kolejnego gola i gra stała się bardzo wyrównana. Do 40 minuty obie drużyny grały rozważnie, aby nie stracić przypadkowej bramki a ich ataki były przemyślane. Kiedy do końca pozostało zaledwie 10 minut Warsaw Bandziors włączyli szósty bieg i trochę niespodziewanie doprowadzili do wyrównania a następnie wyszli na prowadzenie. Goście w drugiej połowie łącznie zdobyli 8 goli i nie stracili ani jednego, dzięki czemu wygrali 9:4. Dzięki temu zwycięstwu Warsaw Bandziors awansowało na 9 pozycję i przedłużyło swoją serię meczów bez porażki do trzech. Alpan pozostał na 4 miejscu i w ostatnim meczu sezonu nic się już w tej kwestii nie zmieni.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)