Sezon 2015/2016
Relacje meczowe: 11 Liga
Co tutaj się działo ?! Widowisko pełne skrajnych emocji zafundowały nam dwie ekipy ze wschodniej Europy. Mowa o FC Torpedo oraz FC Vikersonn. Od początku było wiadomo, że będzie to bardzo emocjonujący pojedynek, jednak aż takiego thrillera się nie spodziewaliśmy. Już w drugiej minucie dobry wyrzut z autu Yevheniego Kyrii wykorzystał Ivan Nasinnyk, wciskając piłkę do bramki strzałem po ziemi. Rzut rożny dla ekipy gospodarzy, dośrodkowanie Antona Liashuka i bramkę wyrównującą zdobywa Siarhei Zdanovich. Tego dnia zagrywki, w którym kluczowym elementem były stałe fragmenty gry, zdawały się być bardzo popularne, gdyż trafienie na 1:2 autorstwa Ivana Nasinnyka miało miejsce po rzucie z autu. Także trafienie na 1:3, po którym na liście strzelców pojawił się Vitalii Kyrii, było po stałym fragmencie, a konkretnie rzucie wolnym. Lekko zarysowała się przewaga gości, jednak w pogoń za wynikiem ruszyło Torpedo. Świetny tego dnia Anton Liashuk, po podaniu Uladzislaua Nazaruka skraca dystans do stanu 2:3. Jeszcze przed przerwą do wyrównania doprowadził wspomniany wcześniej Uladzislau Nazaruk, który mocnym strzałem z rzutu wolnego pokonał Romana Kravtisva. Zmiana stron i szaleńcze tempo oraz walka gol za gol trwa dalej. Roman Zelinskyi odnajduje dobrze ustawionego Antona Liashuka, a ten płaskim uderzeniem wyprowadzam swój zespół na 4:3. Mijają trzy minuty twardej walki i mamy 4:4, a to za sprawą gola zdobytego przez Yevheniego Kyrii, który uderzył piłkę rzuconą z autu przez Oleksandra Bilousa. Kilkadziesiąt sekund później radość w szeregach gości zapewnia Ihor Makhlai, gdyż jego trafienie daje prowadzenie 4:5 "Vikersonnom". Na boisku dochodzi do sporego zamieszania, dwóch zawodników dostaje żółte kartki. Długa dyskusja z sędzią oraz organizatorem sprawia, że mecz zostaje ostatecznie dokończony, mimo, iż jeden z zespołów miał wyraźne zastrzeżenia do decyzji arbitra. Z chaosu najlepiej skorzystał Anton Liashuk, którego trafienie doprowadziło do stanu 5:5. Wydawało się, że w tym arcywyrównanym meczu padnie remis, kiedy to do piłki podanej przez Liashuka doskoczył Mikita Hanchuk i zapewnił gospodarzom komplet punktów po zażartej, pełnej emocji walce. Końcowy wynik 6:5.
Podczas drugiej kolejki piłkarskiej Ligi Fanów przyszło Nam oglądać starcie wyżej wymienionych drużyn. Spoglądając na tabelę Drużyna Gości, Pogromcy poprzeczek wychodzili do meczu licząc na dołożenie kolejnych trzech punktów do ligowej tabeli. Natomiast drużyna trzeciego zespołu Old Boys Derby liczyła, że uda im się zdobyć trzy punkty i zacząć piąć się w górę w ligowej Tabeli. Spotkanie rozpoczęło się od dużego pressingu ze strony Drużyny Pogromców, co zaczęło się przekładać na to, że w pierwszych minutach mieli kilka groźnych sytuacji na zdobycie bramki. Te sytuacje podniosły trochę poziom agresji wśród zawodników gospodarzy i tak po kopnięciu jednego z zawodników na skraju pola karnego została ustawiona piłka do wykonania rzutu wolnego. Gracz gości zamienił go nawet na bramkę jednak dobrze ustawiony sędzia dopatrzył się przewinienia na bramkarzu i to on wznowił grę ze swojego pola. Pierwsza połowa pod dyktando pecha i szczęścia, obie ekipy kończyły pierwsze 30min przy wyniku 0:0 Rozpoczynając drugą połowę liczyliśmy, że musi zostać strzelona bramka przez którąś z drużyn i tutaj już na samym początku sytuacją uległa zmianie i to drużyna OldBoysów była bliższa jej zdobycia. Jednak nie trwało to długo i jak to się potocznie mówi „Niewykorzystane Sytuacje lubią się mścić", a pierwszym golem w meczu, jakże upragnionym, popisał się zawodnik z nr 7 grający dla Pogromców - Bartłomiej Rafał, który po odbiorze piłki sam umieścił ją w siatce. Piłkarze Old boysów długo jednak nie pozostali na tę sytuację dłużni i chwilę później doprowadzili stan meczu do remisu za sprawą duetu Dominiewski – Jastrzębski, którzy przeprowadzili ładną akcję po ziemi i zamienili ją na bramkę. O drugiej bramce dla piłkarzy Pogromców zadecydował przypadek, ponieważ piłka po strzale Rafała zza pola karnego odbiła się od obrońcy Oldboysów kompletnie zmieniając kierunek jej lotu zaskoczyła bramkarza, który nie miał szans by cokolwiek zrobić. Mecz się kończył, a wynik pozostawał niezmienny, wtedy to akcję rozegrało dwóch kolegów z drużyny gospodarzy. Chmielewski dograł piłkę w pole karne do niepilnowanego Dudały, a ten dokładając do niej nogę pokonał bramkarza Gości. Emocje pozostawały w tym meczu cały czas na wysokim poziomie, a każda z ekip liczyła, że skończy ten mecz z wygraną. Tak też się stało, gola zdobyła ekipa, która w tym meczu wychodziła za każdym razem na prowadzenie, Niewiadomy upatrzył wolnego i dobrze ustawionego Rejmisia i wyłożył mu lekko uniesioną piłkę, a ten mocnym strzałem z podbicia nie pozostawił bramkarzowi żadnych szans na jej obronę. Zwycięsko z tego meczu wyszli piłkarze Poprzeczek, którzy w tym meczu kilka poprzeczek zaliczyli, co zdecydowanie ich ucieszyło. Liczymy, że obie ekipy będą walczyć na tym samym poziomie zaangażowania w kolejnych spotkaniach.
W drugiej kolejce 11 Ligi Mistrzów na boisku stawiły się zespoły Dynama Wołomin i Vistuli Warszawa. Pierwsza ekipa wystawiła szeroką kadrę na ten mecz, także o ewentualne roszady w składzie nie musieli się martwić. Piłkarze Dynama już na początku dobrze weszli w mecz zdobywając bramkę jako pierwsi. Precyzyjnym strzałem popisał się Pasieka, który wcześniej dostał piłkę od gracza z nr 12 - Adamowskiego. Gra jednak mimo bramki była bardzo wyrównana i obie ekipy konstruowały akcję za akcją, jednak nie były one na tyle groźne żeby wynik uległ zmianie. Aż do momentu, gdy ładną składną akcję na jeden kontakt przeprowadzili zawodnicy z Wołomina i piłka znalazła się w polu karnym pod nogami Pasieki, a ten pewnie dokładając nogę zdobył w tym meczu drugą bramkę. W pierwszej połowie widzieliśmy dużo akcji z obydwu stron, jednak wynik już do końca pozostał taki sam. Drużyna Dynama miała na koncie 2 trafienia, a zawodnicy z Vistuli w gorszych nastrojach schodzili na przerw, ponieważ nie umieli pokonać bramkarza. Pewne było, że będą chcieli coś zmienić w drugiej odsłonie tego meczu i druga połowę zaczęli od zmasowanych ataków na bramkę gospodarzy. To się opłaciło mimo wcześniejszych niewykorzystanych okazji zdobyli w końcu kontaktową bramkę, którą podarował im bramkarz drużyny gospodarzy, który podał do nieswojego zawodnika, a wprost pod nogi Legackiego, który bez problemu to wykorzystał. Błąd Golkipera naprawili koledzy, a konkretnie Pasieka, który tym razem nie strzelił, lecz skutecznie asystował swojemu koledze z drużyn - Kozłowskiemu. Po tym ciosie zadanym przez Dynamo gracze Vistuli nie mogli się otrząsnąć i szybko stracili kolejną bramkę w krótkim odstępie czasowym znowu na listę strzelców wpisał się Kozłowski. Losy spotkania nie zostały już odwrócone, a kolejne trafienia zaliczyła drużyna spod Warszawy. I to oni w z kompletem punktów po tym meczu zajmują w swojej lidze miejsce na podium. Trzeba przyznać, że znowu pokazali się z dobrej strony i jako zgrany zespół mają szansę powalczyć o najwyższą lokatę.
W pierwszej kolejce zawodnicy Piwo Po Meczu FC musieli uznać wyższość swoich przeciwników przegrywając spotkanie jedną bramką. W lepszych humorach do meczu przystępował zespół Kometa Warszawa, który w premierowym spotkaniu zdobył komplet punktów. Początek spotkania był bardzo wyrównany i dopiero w ósmej minucie pięknym strzałem wynik spotkania otworzył zawodnik gości Kami Pasik. Stracona bramka wyraźnie podłamała zawodników gospodarzy, którzy pojedynczymi atakami nie byli w stanie zagrozić bramce rywali. Ich dekoncentrację w obronie dwukrotnie wykorzystali przeciwnicy i odskoczyli na trzybramkową przewagę. Chwilę później najgroźniejszą sytuację stworzyli gospodarze, ale ich strzał wylądował na słupku. W tej części spotkania ponownie skuteczną akcję stworzyli goście i ustalili wynik pierwszej połowy na 4:0. Druga połowa spotkania to popis jednej drużyny, a konkretniej jednego zawodnika. Większość akcji ofensywnych przechodziła przez Daniela Ziółkowskiego, który seryjnie stwarzał zagrożenie pod bramką rywali. Efektem jego akcji było sześć bramek i pięć asyst, które ostatecznie dobiły zawodników gospodarzy. W drugiej połowie ani razu nie byli w stanie zagrozić bramce rywali i patrząc na sytuację na boisku wynik 0-14 nie powinien nikogo dziwić. Wielkie brawa dla zawodników Komety Warszawa za efektowną grę do końcowego gwizdka sędziego. Zawodnicy Piwo Po Meczu FC jak najszybciej muszą zapomnieć o tym spotkaniu i skupić się na walce o zdobycze punktowe już od następnego spotkania.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)