Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 11 Liga
W minionej kolejce na przeciwko siebie stanęły drużyny FC Torpedo oraz Vistula Varsovia. Zdecydowanym faworytem tego spotkania byli Gospodarze, którzy cały czas walczą o utrzymanie pozycji wicelidera. Jednak pierwsze minuty spotkania tego nie odzwierciedlały. To drużyna Vistuli gościła częściej w polu karnym rywala. Pierwszym ostrzeżeniem dla graczy Torpedo był moment, gdy piłka obiła słupek ich bramki. Kilka minut później już szczęście nie pomogło Gospodarzom. Mateusz Legacki wykazał się dużą czujnością i po obronie strzału przez bramkarza skierował futbolówkę do siatki. Tym samym Vistula wyszła dość niespodziewanie na prowadzenie w tym spotkaniu. Od tego momentu gracze FC Torpedo złapali swój rytm meczowy i obudzili się z porannego letargu. Po chwili to oni częściej gościli w polu karnym Vistuli i zaczęli torpedować ją strzałami. Bramkarz Gości musiał szybko skapitulować. Doprowadzenie do wyrównania stanu meczu spowodowała całkowicie zamknięcie się Vistuli na własnej połowie i czekanie na kolejne ciosy od Gospodarzy. Zawodnicy Torpedo szybko wymieniali pomiędzy sobą podania i z łatwością przedzierali się przez linię defensywną. Poskutkowało to zdobyciem siedmiu bramek, które definitywnie ustawiły dalsze losy spotkania. Druga część spotkania rozpoczęła się niemalże identycznie jak pierwsza. Legacki ponownie po dobitce zdobył bramkę. Potem ponownie inicjatywę przejęła drużyna Torpedo, która niczym torpeda trafiała celnie i z wielkim hukiem w bramkę przeciwnika. Dopiero w końcowych minutach meczu, kiedy już jego wynik był przesądzony, Goście mogli na otarcie łez cieszyć się z dwóch trafień. Ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 12:5 i przybliżyło FC Torpedo do wicemistrzostwa.
Pogromcy i Dynamo zaczęli ten chłodny niedzielny poranek od meczu na boiskach na Arenie Picassa. Aura nie zachęcała do wyjścia z domu, ani tym bardziej rozgrywania spotkania, ale obie drużyny punktualnie o 8:30 stawiły się na sektorze C. Gwizdek rozpoczynający mecz obudził obie drużyny dosyć dosadnie, bo już w czwartej minucie Karolina Figiel przy asyście Michała Boguckiego strzeliła pierwszą bramkę w tym spotkaniu. Moglibyśmy zdecydowanie nominować ten strzał do gola kolejki. Z kolei Dynamo Wołomin próbowało odczarować bramkę swoich przeciwników. Pomimo wielu świetnych akcji, nie kończyły się one golem. Kacper Mostowiec jak zwykle fenomenalnie bronił. Jednak w czternastej minucie, po przejęciu piłki przez Kamila Pasiekę i wykończeniu akcji przez Kacpra Urbana, wynik się wyrównał. Jeszcze przed przerwą Dynamo świetnie wykorzystało rzut rożny i wynik spotkania zmienił się na 1:2. W pierwszej połowie to goście dyktowali warunki gry. Celniejsze podania i lepsze tempo gry to cechy wyróżniające ekipę z Wołomina. Nie zapominamy oczywiście o kibicach, którzy głośno dopingowali swoich zawodników. Zawsze doceniamy fanów, którzy nadają spotkaniu dodatkowych emocji. W drugiej połowie wyszło słońce, a to dodało energii Pogromcom. Mateusz Niewiadomy przy asyście Bartłomieja Rafała z ogromnym luzem strzelił gola, który doprowadził znów do remisu. Wołomin po chwili otrząsnął się z letargu i strzelił dwie bramki gospodarzom, co nieco podcięło skrzydła Pogromcom. Na szczęście na posterunku zameldował się po raz kolejny Mateusz Niewiadomy i finalnie mecz zakończył się wynikiem 3:4. Obie drużyny w tym spotkaniu pokazały zacięcie i chęć woli walki. Pogromcy po tym spotkaniu wylądowali na przedostatnim miejscu w tabeli, a Dynamo na trzecim pokonując FC Vikersonn.
Walczący o ligowe podium zespół FC Vikersonn podjemował Orły Zabraniecka. Zespół gości po raz kolejny stawił się w bardzo wąskim zestawieniu. Po drobnych zawirowaniach jeszcze przed spotkaniem, kiedy to Orły chciały dopisać zawodnika występującego przed tym spotkaniem, co oczywiście jest niedozwolone i co gospodarze zauważyli. W końcu Orły wyszli w szóstkę na mecz i rozpoczęła się rzeź niewiniątek. Vikersonn mając z tyłu głowy fakt, że tylko zwycięstwo utrzymuje ich szanse na medale ruszył do zdecydowanych ataków. Na rezultaty tak ofensywnych zapędów nie trzeba było długo czekać. Worek z bramkami rozwiązał się tak naprawdę już na początku meczu. Każda akcja pod bramką Orłów było zagrożeniem utraty bramki przez gości. Prym wiódł Ihor Makhlai który w meczu zdobył aż 5 bramek i zanotował asystę, ale tak naprawdę każdy z zawodników gospodarzy zanotował jakieś dodatkowe oczko w punktacji kanadyjskiej. Na uwagę w zespole gości zasługuję bramka którą zdobył Evgenii Poltoratskyi pokonując bramkarza ładnym strzałem z rzutu wolnego. Wynik do przerwy (11-2) pozwolił gospodarzom na zastanawianie się, czy uda się zdobyć 20 bramek w jednym spotkaniu. Na rozmyślaniach się nie skończyło, bo faktycznie Vikersonn w tym meczu dobrnął do granicy 20 bramek, samemu tracąc zaledwie 3 bramki i pewnie pokonując osłabiony zespół Orłów Zabraniecka. Co tu dużo mówić, w tym spotkaniu nie mieliśmy wątpliwości, że Vikersonn zajmuje swoje miejsce w tabeli zasłużenie.
Po niezwykle trudnej i wymagającej czternastej kolejce dla obydwu ekip, zawodnikom Piwa Po Meczu FC przyszło się zmierzyć z Old Boys Derby III. Gospodarze dwa tygodnie temu zremisowali z trzecim Dynamem Wołomin po niezwykle ekscytującym spotkaniu, goście natomiast dość sprawnie poradzili sobie z ostatnią Vistulą Varsovia, wygrywając 9:5. Spotkanie dwóch sąsiadujących ze sobą drużyn zawsze budzi spore emocje, jak i piłkarskie oczekiwania. Aktorzy tego widowiska bezapelacyjnie spełnili pokładane w nich nadzieje, dając przy tym pokaz boiskowej jakości. Mimo pozornie podobnego poziomu sportowego, o czym świadczy sąsiedztwo w tabeli, to właśnie gospodarze zdominowali pierwszą połowę tego pojedynku, schodząc do przerwy z wynikiem 3:0. W drugiej odsłonie tego widowiska gracze gości dwoili się i troili, aby powstrzymać kapitalnego tego dnia Jana Majeckiego. Zawodnik oznaczony numerem 25 zdobył trzy bramki, dokładając do tego jedną asystę, co walnie przyczyniło się do finalnego sukcesu. Postawie wysokiego, zwinnego, zwrotnego, a przede wszystkim skutecznego napastnika Piwa Po Meczu FC, starał się dorównać Marcin Drożdż we wsparciu etatowego snajpera, Adama Włodarczyka. Niestety dla graczy Old Boys Derby III, miniona kontuzja Włodarczyka doskwiera mu jeszcze na tyle, że nie mógł wesprzeć drużyny w znany przez siebie sposób. Mimo tego wynik 7:4 należy traktować jako zasłużony, a obydwu ekipom należą się serdeczne gratulacje.
Niekwestionowany lider i mistrz jedenastej ligi podejmował nieźle spisujący się ostatnio Green Team. Gospodarze po ostatniej wygranej wydostali się ze strefy spadkowej, ale nadal muszą walczyć o utrzymanie licząc na punkty w każdej potyczce. Tak też podeszli do spotkania z Kometą. Jednak ich entuzjazm i zapał został schłodzony już po pięciu minutach meczu. Wtedy padły szybko strzelone trzy bramki, które pokazały, że gospodarzom ciężko będzie nawiązać walkę w tym pojedynku. Trzeba też zaznaczyć, że kapitalnie w bramce spisywał się Marcin Walczak, który kilka razy świetnie interweniował. Jednak z biegiem czasu siła ofensywna rywali była tak mocna, że i golkiper Green Teamu niewiele mógł zdziałać. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0:9. Był to i tak najniższy z możliwych rezultatów, bo goście praktycznie cały czas stacjonowali na połowie swoich oponentów. Po zmianie stron Kometa chwilowo zadowolona z okazałego wyniku przysnęła w obronie i to wykorzystał Kasjan Kuropatwa mocnym strzałem pokonując bramkarza rywali. To jednak nie zmieniło obrazu gry, a jedynie spowodowało, że goście ponownie włączyli wyższy bieg strzelając kolejne bramki. W końcówce dochodziło do sytuacji, że jeden z graczy chcąc zapisać się w protokole meczowym z jak najlepszej strony nie chciał się zmienić. Cóż statystyki indywidualne można było sobie poprawić ale to chyba ostatnie mecze w których Kometa będzie miała tak lekko i przyjemnie. Jak pokazuje historia w wyższych ligach często jest już ciężko o takie wyniki i właśnie o to chodzi by w spotkaniach były emocje i było jak najmniej takich kosmicznych wyników. Mecz ostatecznie kończy się wynikiem 3:16. Green Team nadal ma szansę na utrzymanie i w kolejnych meczach na pewno zrobi wszystko by nie skończyć sezonu w czerwonej strefie. Dla Komety chyba pozostaje śrubowanie rekordu i pewnie długo na tym poziomie nie będzie ekipy, która tak zdominowała rozgrywki.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)