Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 14 Liga
Drugi zespół Oldbojów tym razem zawitał do 14. ligi i mogło się wydawać, że będzie łatwo i przyjemnie, biorąc pod uwagę, że jeszcze sezon wcześniej występowali w 8. lidze. Jednak numerek przy lidze nie zawsze ma znaczenie – tu także trzeba się napracować, by wygrać. Rywalem ekipy z Osiedla Derby był Olimpik, który przetarcie przed sezonem miał w lidze letniej i od początku było wiadomo, że czeka nas wyrównane spotkanie.
I tak właśnie było: sporo walki, dużo biegania, ale też kilka indywidualnych przebłysków. Takie „błyski” bez wątpienia miał Łukasz Łukasiewicz – w pierwszej połowie zdobył obie bramki dla Oldbojów. Najpierw wykorzystał podanie Damiana Bartosiewicza, a następnie perfekcyjnie wykonał rzut wolny, kierując piłkę bezpośrednio do siatki. Można było się spodziewać, że Oldboje spokojnie dowiozą prowadzenie, tym bardziej że kilka razy Nazar Horin ratował Olimpik przed utratą kolejnych goli.
W drugiej części coś się jednak zacięło, szczególnie między 31. a 35. minutą – wtedy goście doprowadzili do remisu i mecz de facto zaczął się na nowo. Olimpik złapał wiatr w żagle, prezentował się znacznie lepiej niż w pierwszej odsłonie, a swój zespół napędzał przede wszystkim Artur Prokopchuk. Oldboje przetrwali jednak napór rywali i wyprowadzili decydujący cios – Bartłomiej Krywko ustalił wynik na 3:2.
Oldboys Derby II wygrywa swój pierwszy mecz w sezonie, natomiast Olimpik może czuć spory niedosyt, bo remis nikogo by tu nie skrzywdził.
Spotkanie pomiędzy słynnym „bródnowskim walcem” a zupełnie nową w rozgrywkach Ligi Fanów ekipą o sympatycznej nazwie BS Zadymiarze zdecydowanie należało do tych, w których dokuczający upał nie pozwalał żadnej ze stron w pełni rozwinąć skrzydeł. Zgodnie z przewidywaniami kluczową rolę odegrało doświadczenie gospodarzy, którzy – w myśl zasady „lepiej mądrze stać niż głupio biegać” – wyszli na dwubramkowe prowadzenie za sprawą Pawła Naszkiewicza (gol klatką piersiową po rzucie z autu Marcina Miszkurki) oraz Łukasza Sokołowskiego.
Goście, obdarzeni młodzieńczym polotem i zapałem nowicjuszy, również mieli w swojej kadrze jakościowych graczy. Jednym z nich był Jakub Pawelec, który mocnym strzałem zdobył bramkę kontaktową. Jednak ten młodzieńczy entuzjazm zbyt często przeradzał się w brak organizacji w grze bez piłki, co bezlitośnie wykorzystało BRD, ponownie korzystając z rzutu z autu – tym razem futbolówkę na głowę niekrytego w polu karnym Macieja Karczewskiego dogrywał Naszkiewicz.
Po przerwie widać było, że Zadymiarze przemyśleli swoje błędy i z dużą dozą motywacji rzucili się na rywali, zmuszając Adriana Kloskowskiego do kilku kluczowych interwencji. Przy z pozoru niegroźnym wznowieniu gry przez bramkarza i kapitana gości Kubę Szymborskiego piłkę otrzymał Pawelec i wykonał efektowny rajd, mijając po drodze dwóch przeciwników, a następnie po zejściu na lewą nogę trafił na 3:2.
Niestety, na tym skończył się wkład w ten mecz zawodników grających na biało – zmęczeni upałem i mający coraz większe problemy z powrotami do defensywy, pozwolili BRD na coraz groźniejsze ataki. Gospodarze takiej przewagi nie zmarnowali i wypracowali sobie dwie klarowne okazje, które wykorzystali kolejno Sokołowski i Naszkiewicz. Pierwszy z nich otrzymał jeszcze szansę na skompletowanie hat-tricka i oczywiście to zrobił, pewnie egzekwując rzut karny. Tym samym ustalił ostateczny rezultat rywalizacji, a trzy punkty powędrowały na Bródno.
W ramach 1. kolejki zmierzyły się drużyny Milkeen FC oraz Heavyweight Heroes. Od początku spotkanie miało szarpany przebieg, ale żadna z ekip nie potrafiła postawić przysłowiowej „kropki nad i”. Pierwsze 25 minut to głównie walka w środkowej strefie boiska. Było sporo sytuacji bramkowych po obu stronach, jednak tego dnia bramkarze byli znakomicie dysponowani. Jakub Gąbka z Milkeen i Artur Macek z Heroes zasługują na dużą pochwałę, bo dzięki ich interwencjom po pierwszej połowie mieliśmy bezbramkowy remis.
Worek z golami otworzył się dopiero po przerwie. Strzelanie rozpoczęli gospodarze, lecz szybko cieszyli się prowadzeniem, bo goście błyskawicznie wyrównali. Później trwała wymiana ciosów – gol za gol – aż w końcówce to Milkeen zdobyło czwarte, decydujące trafienie, zapewniając sobie komplet punktów po niezwykle zaciętym starciu.
Najlepszym zawodnikiem spotkania był bez wątpienia Jakub Gąbka, który bronił jak natchniony i niczym ściana strzegł bramki swojego zespołu, znacząco przyczyniając się do triumfu Milkeen. Herosi musieli się z kolei obejść smakiem i na pewno nie tak wyobrażali sobie start ligowych zmagań...
W pierwszej kolejce 14. Ligi zmierzyły się drużyny Elekcyjna FC oraz Kanarki. Mecz od początku zapowiadał się bardzo ciekawie i emocjonująco, ponieważ dla gości było to debiutanckie spotkanie w Lidze Fanów, a jako test przyszło im się zmierzyć z ogranym już zespołem Elekcyjnych.
Od pierwszych minut tempo gry było naprawdę solidne jak na ten poziom rozgrywek. Mimo że Kanarki narzuciły swój styl i szybko objęły dwubramkowe prowadzenie, gospodarze nie podłamali się, co poskutkowało bramką kontaktową autorstwa Adriana Swacika. Od tej pory mogliśmy oglądać prawdziwą wymianę ciosów. Najpierw wynik podwyższył genialny tego dnia Jakub Kowalski, a chwilę później Elekcyjna znów zbliżyła się do rywali. Tuż przed przerwą Kowalski trafił ponownie, ustalając rezultat pierwszej połowy na 4:2 dla gości.
Po zmianie stron wiatru w żagle nabrała drużyna gospodarzy. Niesamowitą precyzją z rzutu wolnego popisał się Przemek Długokęcki, dając Elekcyjnej upragniony remis. Stan ten nie trwał jednak długo – dynamiczny duet Adriana Mulaka i Jakuba Kowalskiego poprowadził Kanarki do ponownego, tym razem aż trzybramkowego prowadzenia, które ostatecznie przesądziło o wyniku.
Goście dołożyli jeszcze trzy trafienia, tracąc tylko jedno, i gładko wygrali 10:5. Już po pierwszej kolejce mamy solidne podstawy, by wskazywać Kanarki jako jednego z głównych faworytów do zwycięstwa na tym poziomie rozgrywek.
Inauguracja 14. Ligi od razu przyniosła kibicom solidną dawkę emocji i bramek. Spotkanie pomiędzy Warsaw Pistons a Santiago Remberteu rozpoczęło się wyrównanym fragmentem gry, a na pierwsze trafienia nie trzeba było długo czekać.
Jako pierwsi na prowadzenie wyszli goście – wynik otworzył Maciej Warzyński, dając swojej drużynie szybkie prowadzenie. Reakcja gospodarzy była natychmiastowa: chwilę później do wyrównania doprowadził Paweł Nowak, ustalając rezultat na 1:1. Pierwsza połowa obfitowała w kolejne gole. Najpierw Santiago Remberteu zadali jeszcze dwa ciosy, na które Warsaw Pistons odpowiedzieli jedną bramką. Do przerwy było 2:3, co zapowiadało emocjonującą drugą część meczu.
Po zmianie stron Santiago szybko odzyskali dwubramkową przewagę, a na listę strzelców ponownie wpisał się Michał Syrnyk. Choć Warsaw Pistons jeszcze raz złapali kontakt, zdobywając trzecią bramkę, dalsza część spotkania była już jednostronnym widowiskiem. Piłkarze Santiago Remberteu włączyli wyższy bieg i rozpoczęli prawdziwy festiwal strzelecki.
Na szczególne wyróżnienie zasłużył Piotr Wójtowicz, który aż czterokrotnie pokonał bramkarza rywali. Równie kapitalne zawody rozegrał Michał Syrnyk, finalnie kompletując hat-tricka. Ostatecznie Santiago Remberteu odnieśli przekonujące zwycięstwo 10:3, wysyłając jasny sygnał, że w tym sezonie zamierzają grać o kolejne złoto do swojej kolekcji.







)
)
)
)
)
)
)
)
)