Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 12 Liga
Dynamo Wołomin do starcia z Melanżem podchodziło w mocno okrojonym zestawieniu. Maciek Kosiński musiał radzić sobie bez kilku podstawowych zawodników, ale rywale również mieli nowe twarze w swoim zespole wobec kilku kontuzji.
Początek meczu to ataki gości i dość szybko Bartek Podobas dał prowadzenie swojemu zespołowi. Dynamo starało się uporządkować swoją grę, ale w niedzielny poranek nie miało zbyt wiele atutów z przodu. Defensywa funkcjonowała lepiej, jednak nie ustrzegła się kolejnych błędów, czego efektem były następne bramki dla ekipy z Bielan. Do przerwy mieliśmy wynik 0:3.
Po zmianie stron doświadczona ekipa Łukasza Słowika kontrolowała spotkanie i nawet gdy popełniała błędy, rywal nie był w stanie ich wykorzystać. Goście powiększali swoją przewagę, a szczególnie aktywny był Kamil Pietrzykowski, który operował w środku boiska. Starał się rozgrywać i dodatkowo zaliczył dwa trafienia. Dynamo po stracie czwartego gola jeszcze próbowało coś ugrać i dość przypadkowa bramka dała nadzieję na powalczenie o lepszy wynik. Wtedy ponownie dał o sobie znać Bartek Podobas, który ustalił wynik meczu na 1:5.
Dynamo na własne życzenie, mając wąski skład, przegrało na inaugurację i po przerwie świątecznej musi zadbać o lepszą frekwencję. Melanż zgarnął cenne trzy punkty i może spokojnie czekać na kolejne mecze w Lidze Fanów.
Po przerwie zimowej Lumina wróciła odmieniona i głodna zwycięstw. Po serii bolesnych porażek przyszedł czas na odbudowanie. To właśnie stało się w ostatnim meczu, gdzie przyszło im się mierzyć z rezerwami Furduncio Brasil. Lumina pewnie wygrała aż 9:3.
Na przestrzeni całego spotkania była drużyną zdecydowanie lepszą. Ciężko doszukiwać się jakichkolwiek zalet u gospodarzy na tle świetnie dysponowanej Luminy. Goście byli znacząco lepsi zarówno indywidualnie, jak i zespołowo. Chociażby Kyrylo Prokofiev, MVP całego spotkania, potrafił mijać dwóch, a momentami nawet trzech rywali.
Dodatkowo, pomimo wielu zrywów i udanych dryblingów, wspomniany zawodnik pokonał bramkarza rywali dwukrotnie i tyle samo razy posłał ostatnie podanie do swoich kolegów. Świetna wymienność pozycji również przysparzała wielu problemów w szykach defensywnych brazylijskiego zespołu.
To spotkanie od pierwszego do ostatniego gwizdka miało jednego dominatora i zdecydowanie byli nim gracze Luminy. Drużyna, która aktualnie zajmuje miejsce w strefie spadkowej, tym meczem wysłała wyraźny sygnał do reszty stawki – nie wolno jej lekceważyć i z pewnością nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.
Spotkanie w 12. lidze od początku miało jednostronny przebieg. FC Łazarski bardzo szybko narzucił swoje warunki gry i praktycznie od pierwszych minut przejął pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Goście grali dynamicznie, zespołowo i przede wszystkim niezwykle skutecznie, podczas gdy rezerwy FC Vikersonn UA miały ogromne problemy z organizacją zarówno w defensywie, jak i w budowaniu akcji ofensywnych.
Już w pierwszej połowie przewaga gości była wyraźna. FC Łazarski regularnie dochodził do sytuacji strzeleckich, wykorzystując błędy w ustawieniu gospodarzy. Wynik 1:5 do przerwy najlepiej oddawał różnicę poziomów w tej części spotkania. Vikersonn II sporadycznie próbował odpowiadać, jednak brakowało dokładności, a akcje często kończyły się stratami jeszcze przed polem karnym.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ większej zmianie. Goście dalej kontrolowali tempo i spokojnie budowali kolejne akcje, powiększając przewagę. Gospodarze nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki i przez większość czasu ograniczali się do prób przerywania ataków rywali. Spotkanie zakończyło się wysokim zwycięstwem 2:8, które można określić jako totalną deklasację.
Największy udział w wygranej mieli Artem Skyba, autor dwóch bramek i asysty, oraz Zhasulan Kamantay, który zanotował dwa gole i aż trzy asysty. Obaj byli niezwykle aktywni w ofensywie, napędzali akcje i regularnie stwarzali zagrożenie. FC Łazarski był zespołem zdecydowanie lepszym, a przegrani tego dnia nie mieli praktycznie nic do powiedzenia.
Mecz drużyn z dwóch różnych biegunów tabeli, w którym zdecydowanym faworytem była Rodzina Soprano. I trzeba przyznać - w pełni to potwierdzili.
Początek spotkania był bardzo dynamiczny. Najpierw rzut karny pewnie wykorzystał Grzegorz Bogdański, a chwilę później, po dośrodkowaniu ze stałego fragmentu gry, Pavel Kostoglod niefortunnie skierował piłkę do własnej bramki, próbując ją wybić. Niedługo potem ponownie dał o sobie znać Bogdański - odebrał piłkę rywalowi i podwyższył wynik na 3:0. Nie można powiedzieć, że zawodnicy Razem się poddali, chłopaki starali się, tworzyli sytuacje, ale brakowało skuteczności. Dodatkowo bardzo dobrze spisywał się Kuba Sidor, który pewnie interweniował między słupkami. W efekcie to Rodzina Soprano była bardziej konkretna i do przerwy prowadziła już 5:0.
Druga połowa nie przyniosła większych zmian w obrazie gry. Soprano kontrolowało przebieg meczu - może nie dominowali absolutnie w każdym aspekcie, ale mieli wszystko pod kontrolą i sprawiali wrażenie drużyny grającej z zapasem. Nawet bez wchodzenia na najwyższy poziom intensywności byli po prostu lepsi. W tej części spotkania główną postacią był Filip Motoczyński, który skompletował hat-tricka i dorzucił dwie asysty. Co ciekawe, hat-tricki na swoje konto zapisali również Grzegorz Bogdański oraz Damian Nieskórski. Razam było w stanie odpowiedzieć jedynie golem honorowym - Vlad Yermolkin trafił po podaniu Nikity Kolokoltseva.
Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 10:1. Pewne zwycięstwo daje Rodzinie Soprano miejsce w TOP3, natomiast Razem pozostaje w strefie spadkowej. Przed Soprano trudniejsze wyzwania w walce o medale, a Razem musi dalej walczyć o kolejne punkty - potencjał już kilka razy pokazywali jesienią i teraz trzeba to powtórzyć.
Gospodarze przystępowali do meczu po nieudanej rundzie jesiennej, którą zakończyli w strefie spadkowej. Z kolei goście wciąż celują w miejsce na podium, co było widać od pierwszych minut rywalizacji.
Mecz od początku był wyrównany, jednak jako pierwsi konkrety pokazali zawodnicy Vox Populi. Już w pierwszych minutach spotkania szybkie ciosy wyprowadził Krzysztof Stachowicz, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Gentlemani odpowiedzieli trafieniem Piotra Loze, zmniejszając straty i łapiąc kontakt z rywalem. Gospodarze złapali wiatr w żagle i zaczęli coraz śmielej atakować, tworząc wiele groźnych sytuacji. Na ich drodze stawał jednak znakomicie dysponowany bramkarz Vox Populi - Piotr Pieńkowski. Niewykorzystane okazje szybko się zemściły, gdyż ponownie do siatki trafił Stachowicz, kompletując hat-tricka i przywracając dwubramkową przewagę gości. Jeszcze przed przerwą odpowiedział Piotr Dziemieszczyk, który ponownie zmniejszył straty Gentlemanów do jednej bramki.
Po zmianie stron inicjatywę przejęli goście, jednak świetnie między słupkami Gentlemanów spisywał się Jakub Augustyniak, który swoimi interwencjami utrzymywał swój zespół w grze. W końcu gospodarze dopięli swego i Paweł Margul doprowadził do wyrównania. Ich radość nie trwała jednak długo. Niezawodny tego dnia Stachowicz zdobył swoją czwartą bramkę w meczu, ponownie wyprowadzając Vox Populi na prowadzenie. Gentlemani nie zamierzali się poddawać i w końcówce jeszcze raz doprowadzili do remisu, zapowiadając emocjonującą końcówkę spotkania. Decydujący cios należał jednak do oponentów. Adrian Kaliciecki wykorzystał swoją okazję i zapewnił Vox Populi komplet punktów.
Było to niezwykle wyrównane i widowiskowe spotkanie, w którym obie drużyny zaprezentowały się z bardzo dobrej strony i zdecydowanie zasłużyły na uznanie.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)